Białorusin, który ujawnił tortury w rosyjskich więzieniach: udało mi się tam zajść całkiem wysoko

Rosyjski portal zajmujący się ujawnianiem represji Gulagu.net opublikował wywiad z białoruskim informatykiem i byłym więźniem Siarhiejem, który wykradł kilkadziesiąt nagrań gwałtów i innych prześladowań więźniów. Mężczyzna obecnie ukrywa się w jednym z krajów UE.

Białoruski informatyk w czasie swojej odsiadki wszedł w posiadanie 40 gigabajtów filmów i zdjęć przedstawiających tortury i gwałty na więźniach.

Mieszkający wcześniej w Rosji Białorusin twierdzi, że w 2013 roku znajomi poprosili go o przewiezienie torby, w której znaleziono narkotyki. W 2015 roku został skazany na dziewięć lat. Odsiadywał wyrok w kolonii karnej w obwodzie saratowskim, gdzie również był maltretowany.

Przemoc przed kamerą. 40 GB nagrań tortur w więzieniach

Jego los się poprawił, gdy zaczął współpracy ze służbą więzienną. Jako informatyk zarządzał więzienną siecią komputerową i miał dostęp do plików wideo z całego rosyjskiego systemu penitencjarnego. To pozwoliło mu uzyskać dostęp do nagrań wideo tortur, które były praktykowane w kolonii i przekazać je obrońcom praw człowieka.

Programista powiedział, że chce przekazać ludziom informacje o torturowaniu więźniów w Rosji. Po zwolnieniu Siarhiej poprosił o azyl polityczny w Unii Europejskiej.

– Dostosowałem się do systemu, udało mi się dopasować do niej swoje zachowanie tak, aby zajść tam całkiem wysoko, ale nigdy, nigdy nie gwałciłem, nie prześladowałem nie próbowałem upokarzać innych ludzi. Widziałem to wszystko – przyznał.

Założyciel Gulagu.net porozmawiał z jednym więźniów Romanem Gurtowojem, rozpoznanym jako ofiara na nagraniu jednego z gwałtów. Jak opowiadał, w ten sposób zmuszano go do przyznania się do przygotowywania buntu w kolonii karnej.

Gulagu.net: Rosjanie brali udział w torturach protestujących Białorusinów

Według obrońców praw człowieka, w Rosji i na Białorusi rozwinął się system nieformalnej kontroli nad więźniami poprzez więźniów funkcyjnych tzw. zawchozów lub aktywistów, oficjalnie opłacanych przez administrację więzienną. Mają też oni przyzwolenie na stosowanie przemocy wobec osadzonych. Obrońcy praw człowieka porównają ich rolę do kapo w niemieckich obozach koncentracyjnych.

Pokazane sceny gwałtów i tortur więźniów dokonywali właśnie funkcyjni. I według aktywistów portalu Gulagu.net działo się to przy pełniej świadomości i z inicjatywy centralnego aparatu federalnej służby więziennej (FSIN) i FSB. Jak podaje Gulagu.net, nagrania wykorzystywano potem do szantażowania więźniów: zdobywania fałszywych zeznań i wykonywania zadań agenturalnych. Były też sposobem na pobieranie haraczu, w zamian za nieujawnianie kompromitujących materiałów. Z dokumentów wykradzionych przez Siarhieja wynika, że więźniowie, którzy mieli nieszczęście znaleźć się w kręgu zainteresowania służb, byli specjalni wysyłani z innych regionów do Saratowa. Tortury odbywały się w lokalnym przywięziennym szpitalu na oddziale gruźliczym. Tę wersję potwierdza Gurtowoj, u którego niespodziewanie wykryto gruźlicę, po czym wysłano go do przywięziennego szpitala.

Sprawa wywołała ogromny rezonans społeczny i informowało niej również oficjalne media i wypowiadał się sam Władimir Putin. Według Gulagu.net rosyjskie władze starają się obecnie zrzucić wszystko na odpowiedzialność pracowników FSIN i prokuratury obwodu saratowskiego, oraz próbują zaprzeczać udziałowi w procederze funkcjonariuszy central FSB i FSIN. Na razie w tej sprawie wszczęto sprawę karną i zwolniono kilku naczelników rejonowego wydziału federalnej służby więziennej.

jb/ belsat.eu

Wiadomości