Rosyjska opozycja przechodzi do konspiracji, a władza do ofensywy

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Władze zdelegalizowały Fundację Walki z Korupcją (FBK) Aleksieja Nawalnego. Tak wygląda kampania wyborcza Kremla przed wyborami we wrześniu i próba zbudowania nowej rzeczywistości politycznej.

Moskiewski Sąd Miejski wydał w środę wyrok na Fundację Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego, jego sztaby, a także powiązaną z nimi Fundację Obrony Praw Obywatelskich. Wszystkie te struktury uznano za „organizacje ekstremistyczne”. Oznacza to natychmiastowy zakaz działalności, oraz zakaz współpracy z tymi organizacjami. Sztaby Nawalnego w regionach już w kwietniu informowały o wstrzymaniu działalności. Organizacja była celem zorganizowanego i nasilającego się ataku ze strony władz już od początku roku. W tym czasie aresztowany był po powrocie do Rosji sam Aleksiej Nawalny.

Potem sąd odwiesił mu wyrok więzienia i lider rosyjskiej opozycji trafił do kolonii karnej w Pokrowie. Cel Kremla jest oczywisty: rozbić opozycję. By można było ze spokojem przeprowadzić kampanię wyborczą przed wrześniowymi wyborami do Dumy Państwowej. I przemodelować rosyjską scenę polityczną tak, żeby sukcesja władzy od Władimira Putina do…Władimira Putina przebiegła bez zakłóceń.

Antykorupcja i alternatywna wizja Rosji

Historia FBK zaczyna się w czasie protestów na Placu Błotnym. To wtedy, na fali pierwszego, dużego zrywu społeczno-politycznego i pierwszych, masowych represji, Aleksiej Nawalny tworzy Fundację. Wcześniej zorganizował internetowy projekt „Rospił”, który był czymś w rodzaju obywatelskiego biura śledczego badającego przypadki nieprawidłowości w zakupach i przetargach państwowych. FBK był rozwinięciem tego projektu. Formalnie skupiał się na korupcji. Faktycznie stał się najlepiej zorganizowanym ruchem opozycyjnym, celnie punktującym rosyjskie władze w bolesne miejsca.

Struktury Nawalnego w Rosji oficjalnie uznano za „organizacje ekstremistyczne”

Właśnie te protesty na Placu Błotnym, w które po raz pierwszy tak masowo zaangażowała się młodzież, pokazały słabość „starej” opozycji. Tej, która z trudem rozstawała się z nostalgią po latach 90., kiedy była u władzy. Dlatego młodzież garnęła się do Nawalnego. Był świeży. Zajmował się konkretnym tematem: korupcją. Wielka polityka bardzo długo była u niego gdzieś w tle. Protesty młodzieży w 2017 r. pokazały siłę ruchu Nawalnego. W kolejnych latach FBK stała się bezsprzecznym centrum alternatywnej wobec Kremla myśli politycznej.

Zwieńczenie sukcesji Putina

Protesty na Białorusi, a przede wszystkim operacja „sukcesja”, czyli wydłużanie władzy Władimira Putina skłoniły kremlowskich specjalistów od inżynierii społeczno-politycznej do przyspieszenia działań. Sprawa Nawalnego przestała być zresztą wyłącznie zadaniem dla strategów od sterowanej demokracji. Swoje zadania dostały służby specjalne. W efekcie Nawalny ledwo uszedł z życiem po ubiegłorocznej próbie otrucia. Mimo otwartych gróźb zatrzymania i świadomości, że wyląduje w więzieniu, 17 stycznia wrócił z Berlina do Moskwy. W czasie krótkiego procesu opozycjonisty władze otrzymały próbkę tego, co może się dziać, jeśli pozostawią struktury ruchu Nawalnego w spokoju, a ich liderów na wolności. W dużych, rosyjskich miastach na przełomie stycznia i lutego znowu odbyły się fale demonstracji. Jednak, mimo zapowiedzi wznowienia protestów wiosną, okazało się, że skala represji spowodowała, że Rosjanie nie wyszli na ulice tak licznie jak zimą.

Już od wczesnej wiosny trwa rozwijająca się nagonka na opozycjonistów. Niektórzy z nich, jak np. Lubow Sobol są ciągani po sądach i wiszą nad nimi wyroki w zawieszeniu. Operacja obezwładniania opozycji nie dotyczy tylko ruchu Nawalnego. Z Rosji na Ukrainę uciekł opozycjonista Dmitrij Gudkow, który wcześniej planował start w wyborach do Dumy. 31 maja z pokładu samolotu polskiego LOT-u z Petersburga do Warszawy (wstrzymano procedurę startową), wyciągnięto Andrieja Piwowarowa. Czołowemu działaczowi ruchu Otwarta Rosja Michaiła Chodorowskiego grozi do dwóch lat więzienia.

Były szef Otwartej Rosji usłyszał zarzuty

Celem Kremla jest zepchnięcie opozycji do podziemia. Po to są przyklejane łatki „ekstremistów” i „zagranicznych agentów”. To część wielkiej operacji piętnowania nieprawomyślnych. Równolegle trwają procedury sądowe, które mają pokazać, że delegalizacja opozycji jest zgodna z literą prawa. W Rosji Putina pokazowe legalizowanie antydemokratycznych praktyk jest bardzo ważne. W tym samym czasie trwają punktowe represje wobec poszczególnych działaczy i aktywistów w terenie.

Wszystko dlatego, że władza niebawem zamierza otworzyć trzymiesięczny festiwal radości i poparcia dla Putina. W swoim wiosennym orędziu Putin już ogłosił koniec pandemii i kryzysu. Obiecał pomoc socjalną i rozwój. Niebawem w Petersburgu odbędą się mecze Euro 2020 (podobnie jak mundial z 2018 r. będą wykorzystane do pokazania, że Rosja nie jest całkiem w izolacji międzynarodowej). Potem letni okres wakacji z senną kampanią wyborczą Jednej Rosji i jej przybudówek.

Kreml chce wzbudzić entuzjazm Rosjan jakby wbrew rzeczywistości i faktycznym nastrojom. Wg. ostatnich badań Centrum im. Jurija Lewady aż 22 proc. Rosjan chciałoby wyemigrować z kraju. Wśród młodzieży ten odsetek jest jeszcze wyższy. I jest najwyższy od depresyjnego 2013 r., kiedy po pacyfikacji protestów wielu Rosjan straciło nadzieję na zmiany. Teraz niszcząc opozycję Putin stara się rozwiać złudzenia, że istnieje choćby cień szansy na zmiany.

Dlatego wybory we wrześniu dla Putina będą tak ważne. To pierwszy prawdziwy test poparcia dla przedłużenia jego władzy na wiele lat. Trudno bowiem za taki uznać ubiegłoroczne, pandemiczne referendum konstytucyjne. Duma nie jest może tak ważna w systemie rosyjskiej władzy jak prezydent, ale jest istotnym elementem udziału rosyjskiej elity biurokratycznej we władzy. A to właśnie ta elita przechodziła ostatnio kryzys, co pokazały protesty w Chabarowsku i afery korupcyjne. Putin musi zdyscyplinować strukturę władzy.

Jednak, żeby cała operacja przebiegła pomyślnie, nie mogą jej towarzyszyć masowe protesty. Dlatego zaczął się huraganowy atak na opozycję. I zapewne nie skończy się na samej tylko delegalizacji FBK. Pozostający na wolności liderzy ruchu, jak np. Leonid Wołkow, już zapowiadają dalszą działalność. Co oznacza walkę w podziemiu i kolejne śledztwa, zatrzymania i procesy. Tym razem wobec nielegalnych konspiratorów i ekstremistów. Putin nie toleruje bowiem ludzi proponujących inną wizję Rosji. Demokratycznej i nieskorumpowanej.

Adwokat: mimo wyroku fundacja Nawalnego nie planuje przerwać pracy

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów