Jak Władimir Putin russkij mir w Ukrainie budował

Rządy Władimira Putina to właściwie ciąg porażek, które z roku na rok oddalały Ukrainę od Rosji. Moskwa stopniowo traciła wpływ na polityków, kulturę, religię i społeczeństwo. Można nawet pokusić się o tezę, że trwająca obecnie wojna to właśnie kulminacja całego procesu. Skoro nie była w stanie posiąść Ukrainy, postanowiła ją zniszczyć.

24 sierpnia 1991 roku Ukraina ogłosiła niepodległość. 1 grudnia odbyło się referendum zatwierdzające. Za niepodległością opowiedziało się 90,32 proc. mieszkańców Ukrainy, najmniej na Krymie – 54,19 proc., a w Zagłębiu Donieckim ponad 80 proc.. Jednocześnie odbyły się wybory prezydenckie, które wygrał Leonid Krawczuk. Tydzień później w Białowieży, prezydenci Rosji, Białorusi i Ukrainy utworzyli Wspólnotę Niepodległych Państw. Potem do tej organizacji dołączyły inne republiki byłego Związku Radzieckiego.

Rosjanie zniszczyli lotnisko w Dnieprze

Na ukraińskim Krymie pozostała rosyjska Flota Czarnomorska (formalnie jej status ustalono dopiero w 1997 roku), a próba maksymalnego zbliżenia półwyspu z Moskwą na przełomie 1994 i 95 roku podjęta przez ówczesnego prezydenta Krymu Jurija Mieszkowa, zakończyły się zdecydowaną reakcją Kijowa i zlikwidowaniem tego stanowiska.

Dopiero w 1997 roku Ukraina i Rosja podpisały „Porozumienie o przyjaźni, współpracy i partnerstwie”. W tym samym roku, na szczycie NATO w Madrycie, Kijów i Sojusz Północnoatlantycki podpisały „Kartę szczególnego partnerstwa między Ukrainą i NATO”. Nie przewidywała ona członkostwa, ale ścisłą współpracę. Ten zbieg dwóch wydarzeń to doskonały przykład „wielowektorowości” prowadzonej przez ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmę.

Władimir Putin rozpoczyna rządy

8 sierpnia 1999 roku Władimir Putin obejmuje stanowisko premiera, a od 31 grudnia 1999 roku także pełniącego obowiązki prezydenta Rosji. W 2000 i 2004 roku wygrywa wybory prezydenckie, w latach 2008-12 był premierem, choć nikt nie miał wątpliwości, że decyzje podejmuje on, a nie ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew. Później Władimir Putin został szefem państwa.

Początek XXI wieku w stosunkach Moskwy i Kijowa był dość spokojny. Jednak w 2003 roku doszło do konfliktu między Rosją a Ukrainą o wyspę Tuzła w Cieśninie Kerczeńskiej. Rosjanie zaczęli budować groble, która miała połączyć ją z Krajem Krasnodarskim, czyli Rosją. Obydwie strony ściągnęły w ten region dodatkowe wojska, ale konflikt udało się rozwiązać po myśli strony ukraińskiej.

W tym samym roku Ukraina przewodniczyła pracom Wspólnoty Niepodległych Państw, a rok później ratyfikowała razem z Białorusią, Kazachstanem i Rosją porozumienie o wspólnej przestrzeni ekonomicznej.

Ukraiński sztab: w najbliższych dniach prawdopodobna ofensywa na wschodzie kraju

Nie przeszkodziło to prezydentowi Leonidowi Kuczmie w wydaniu w 2003 roku w Moskwie, a rok później w Kijowie, książki o znamienitym tytule „Ukraina to nie Rosja”, w której sam szef państwa wraz z niemal anonimowym kolektywem autorów dowodzi, że historia, mentalność i zwyczaje Ukraińców i Rosjan znacznie różnią się od siebie. Trochę inaczej widział to wówczas Kreml. I widzi chyba cały czas, bo Władimir Putin lubi powtarzać, że Ukraińcy i Rosjanie to tacy sami ludzie.

Jak zatem widać, w 2004 roku, stosunki rosyjsko-ukraińskie były na dość dobrym poziomie. W Kijowie jednak doszło do pomarańczowej rewolucji – pierwszej dużej porażki Władimira Putina na Ukrainie.

Prezydent Rosji postawił wtedy, w wyborach prezydenckich, na ówczesnego premiera Wiktora Janukowycza, który obiecywał szybką integrację z Moskwą, co oczywiście nie podobało się dużej części ukraińskiego społeczeństwa, które patrzyło raczej na Zachód niż na Wschód. W dodatku pracujący dla szefa rządu doradcy polityczni, w tym też z Rosji, prowadzili kampanię wyborczą, która miała na celu przekonanie części wyborców, że sterowani przez Stany Zjednoczone prozachodni politycy, w tym główny kontrkandydat Wiktora Janukowycza, Wiktor Juszczenko, uważają ich za osoby drugiego, a nawet trzeciego gatunku. Faworyt Kremla organizował obchody 60-lecia wyzwolenia Kijowa od faszyzmu, z udziałem Władimira Putina, podpisywał porozumienie o połączeniu promowym Rosji z Krymem, a nawet obiecywał, że język rosyjski stanie się drugim państwowym.

1 listopada 2004 roku, gdy nie było jeszcze oficjalnych wyników II tury, Władimir Putin już pospieszył z gratulacjami dla Wiktora Janukowycza. Fałszerstwa wyborcze wywołały protesty Ukraińców, znane jako pomarańczowa rewolucja. Powtórkę II tury wygrał Wiktor Juszczenko. Marzenia rosyjskiego przywódcy o tym, że Ukraina już wpadła w jego sidła rozwiały się momentalnie. Władimir Putin po raz pierwszy zobaczył, że Ukraińców nie można traktować instrumentalnie i decydować za nich o ich przyszłości. Zwiększyło to też jego fobię przed „kolorowymi rewolucjami”.

Nowe władze na czele z Wiktorem Juszczenką deklarowały prozachodnią politykę i zbliżenie z NATO, Unią Europejską, a odchodziły od podpisywania umów o wspólnej przestrzeni gospodarczej z Rosją i Białorusią. Kijów zadeklarował też, że Flota Czarnomorska powinna opuścić Krym, zgodnie z istniejącą umową, do 2017 roku. Ukraina próbowała też zmniejszyć swoją zależność od rosyjskich surowców energetycznych. W 2007 roku Kijów zaczął rozmowy o umowie stowarzyszeniowej z Unią Europejską, a w 2009 roku został objęty programem Partnerstwa Wschodniego. W 2008 roku Ukraina poparła Gruzję po rosyjskiej inwazji.

Kułeba: rosyjskie elity latami celowo dehumanizowały Ukraińców

Wiktor Juszczenko prowadził też politykę, w której ważną rolę odgrywała pamięć o Ukraińskiej Powstańczej Armii i Wielkim Głodzie. Pierwsza kwestia była i jest wykorzystywana przez Moskwę do budowy obrazu ukraińskiego neonazisty. Ta druga pokazywała, że Ukraina zrywa z radziecką przeszłością i wizją historii, w której Związek Radziecki niósł tylko rozwój. W latach 1932-33 niósł on zgubę milionom Ukraińców, którzy zginęli w wyniku sztucznie wywołanego kryzysu żywnościowego. W ten sposób Ukraina jeszcze dalej odpływała od Rosji i jej atencją dla ZSRR. Pomarańczowa władza miała jednak jeden poważny mankament, politycy potwornie się kłócili, kompromitując w dużym stopniu swoją prozachodnią orientację.

W 2010 roku w wyborach prezydenckich Wiktor Juszczenko zdobył jedynie 5,45 proc. głosów, a do drugiej tury weszli Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko. Wygrał ten pierwszy. Jego zwycięstwo dało Moskwie nadzieje na poprawę stosunków. Można powiedzieć, że Kijów wrócił wówczas do wielowektorowości. Władze przekonywały, że integracja europejska jest możliwa tylko przy jednoczesnych dobrych stosunkach z Rosją.

NATO zapowiada fundamentalną zmianę strategii

Dzięki podpisaniu porozumień charkowskich w 2010 roku, Flota Czarnomorska na Krymie miała możliwość pozostania aż do 2047 roku w zamian za zniżkę na kupowany od Rosji gaz. Rok później Ukraina podpisała porozumienie o strefie wolnego handlu w ramach Wspólnoty Niepodległych Państwa, ale nie chciała wejść do sojuszu celnego. Wiktor Janukowycz cały czas przekonywał, że celem Ukrainy jest integracja europejska. Jednocześnie, nawet mimo życzliwych zapewnień wobec Moskwy, władze bardzo ograniczały rosyjskie inwestycje w Ukrainie broniąc swoich interesów.

Kiedy jednak nadszedł moment, gdy Bruksela chciała podpisać umowę stowarzyszeniową, czyli w listopadzie 2013 roku, Wiktor Janukowycz odmówił, czym wywołał pierwsze protesty, które przerodziły się w rewolucję godności. Według Kommiersanta za rezygnację z eurointegracji, Moskwa oferowała Kijowowi 15 miliardów dolarów inwestycji i kredytów, a także zniżkę na gaz.

Protesty wywołały histerię rosyjskich mediów, które zaczęły mówić o tym, że na Majdanie protestują banderowcy i neonaziści. Liczba fake’ów była wówczas naprawdę imponująca, a odporność na nie była o wiele mniejsza niż obecnie. Można tylko przypuszczać, że Władimir Putin widział oczami wyobraźni takie same tłumy protestujące na placu Czerwonym.

Brak wyważonej oceny wydarzeń z przełomu 2013 i 2014 roku zaskoczył wielu Ukraińców, którzy mieli prorosyjskie poglądy. Sądzę jednak, że byliby oni w stanie wybaczyć Moskwie taką politykę, gdyby nie następne etapy, które nastąpiły już po wygranej rewolucji, która dotąd jest w Rosji określana mianem „przewrotu”. Władimir Putin postanowił wówczas dobić nowe władze: anektować Krym oraz wesprzeć i podżegać do prorosyjskiego powstania we wschodniej i południowej części Ukrainy. Ponownie jak teraz, w 2022 roku, 8 lat temu Rosjanie liczyli, że wszyscy rosyjskojęzyczni mieszkańcy obwodów chersońskiego, charkowskiego, dniepropietrowskiego, czy zaporoskiego oraz przede wszystkim donieckiego i ługańskiego będą ich witać z kwiatami. Tak jednak nie było i nie jest.

BBC: zachodnie wywiady odegrały znaczącą rolę w wojnie na Ukrainie

Nowe władze zdecydowały się na konsekwentny ruch na Zachód, jak tego oczekiwała większość społeczeństwa: podpisano umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, a żołnierze NATO ćwiczyli z Ukraińcami. Dążenie do członkostwa w Sojuszu i w Unii Europejskiej w 2019 roku wpisano do konstytucji.

I choć antyrosyjskie i proukraińskie nastroje w społeczeństwie wzrosły, to dla Moskwy nie wszystko było stracone – przez lata wojna toczyła się dla większości Ukraińców gdzieś na wschodzie kraju i dotykała ich w niewielkim stopniu.

Straty Kremla: kultura, religia, społeczeństwo

Duże zmiany nastąpiły jednak w sferze kultury. Po 2014 roku z sieci kablowych zniknęły rosyjskie kanały telewizyjne, a z ekranów ukraińskich odbiorników niemal zniknęły rosyjskie seriale, w kinach dzięki odpowiedniemu finansowaniu pojawiły się ukraińskie filmy, a w radiu -w związku z wprowadzeniem kwot- zagościła już na dobre ukraińska muzyka. Choć w serwisach streamingowych nadal panowali rosyjscy wykonawcy. Wielu z nich nie mogło jednak przyjechać z koncertami, ponieważ naruszali ukraińskie prawo, występując na Krymie.

Od 2015 roku Ukraina nie kupuje już gazu bezpośrednio od Rosji, wprowadzono też ograniczenia w sektorze bankowym, zakazano połączeń lotniczych między Ukrainą a Rosją oraz liczne sankcje wobec rosyjskich firm. Efekt jest taki, że w 2014 roku import z Rosji stanowił ponad 23 proc. całego ukraińskiego importu, a w 2018 roku jedynie 14 proc. Wraz z rozpoczęciem wielkiej wojny Ukraina zerwała wszystkie kontakty handlowe z Rosją.

W 2017 roku w Ukrainie zablokowano dostęp do rosyjskich portali, w tym społecznościowych, jak Mail.ru, Yandex oraz WKontaktie i Odnoklassniki.

Po objęciu stanowiska prezydenta przez Wołodymyra Zełenskiego, Władimir Putin liczył na poprawę stosunków. Choć może tutaj trzeba wyrazić się trochę inaczej – nie na poprawę stosunków, a na to, że uda się sprawić, że nowy szef państwa zaakceptuje wszystkie propozycje Moskwy. To też typowe w postrzeganiu Ukrainy przez Rosję. Ponieważ na Kremlu wszystko zależy od Władimira Putina, to według rosyjskiego prezydenta tak samo jest w Kijowie. Zapomina, że w Ukrainie od lat odbywają się demokratyczne wybory, a prezydent nie może zdradzić swoich wyborców. Nawet jeśli by chciał uznać na przykład rosyjską jurysdykcję na Krymie.

Ukraina wprowadziła całkowite embargo na towary z Rosji

Działania Władimira Putin nadszarpnęły, a po 24 lutego, całkowicie zrujnowały jakikolwiek sentyment do Moskwy i wiarę, że Ukraina powinna w jakikolwiek sposób integrować się z Rosją.

Przykładem może być stosunek do NATO. Sojusz nie miał w Ukrainie, delikatnie mówiąc, dobrej prasy. Przez lata Ukraińcom wbijano do głowy, że jest to agresywny blok, który tylko czyha żeby zaatakować pokojowy Związek Radziecki. Po uzyskaniu niepodległości takiej propagandy nie było, ale opinia pozostała. Liczba przeciwników członkostwa Ukrainy w Sojuszu osiągnęła swój szczyt w…. 2012 i 2013 roku. Przeciwko było 68-67 proc. Ukraińców, za 18 proc. Ale tutaj na scenę wchodzi Władimir Putin: aneksja Krymu i wydarzenia w Zagłębiu Donieckim sprawiły, że już rok później przeciwników członkostwa było ponad 2 razy mniej – 32 proc. A zwolenników niemal 48 proc. Później już te liczby nie były tak imponujące, ale liczba zwolenników członkostwa zawsze przeważała nad liczbą przeciwników. Zmiana nastąpiła tuż przed wielką wojną, gdy zwiększyło się poparcia dla wejścia do NATO do 62 proc., a w pierwszych dniach rosyjskiej agresji aż do 76 proc. Później jednak zaczęło spadać, aż do 68 proc. pod koniec marca. Można jedynie przypuszczać, że to wynik dość słabej reakcji Sojuszu na działania Moskwy i brak spełnienia głównego żądania Kijowa – zamknięcia nieba nad Ukrainą. Oznaczałoby to, że każdy rosyjski statek powietrzny, który wejdzie w przestrzeń powietrzną Ukrainy, miałby zostać zestrzelony przez Sojusz. NATO obawia się, że to krótka droga do wojny światowej.

Węgry ponownie odrzucają możliwość dostarczania broni na Ukrainę. Źródła: to Orban zażądał dowodów na prawdziwość masakry w Buczy

Trochę inna sytuacja jest z członkostwem w Unii Europejskiej. Przez wiele lat Ukraińcy byli podzieleni, co do potrzeby wejścia ich kraju do Wspólnoty i nawet przed przełomem 2013 i 2014 roku liczba zwolenników przeważała nad liczbą przeciwników. Tuż przed rewolucją godności, jak i od razu po niej, przekonanie o konieczności członkostwa w Unii Europejskiej wzrosło. Szczytowe poparcie przypadło jednak na początek wielkiej wojny. W pierwszych dniach, według agencji Rating wzrosło ono z 60 do 86 proc., aby pod koniec marca osiągnąć 91 proc. Działania Władimira Putina tylko zwiększyły poparcie dla członkostwa, czyli de facto wyjścia z postradzieckiej przestrzeni kulturalnej i gospodarczej, do której tak stara się przyciągnąć Ukrainę.

Ciekawe są też wyniki dotyczące prawosławia. Przez lata było ono podzielone na patriarchaty moskiewski i kijowski oraz niewielką cerkiew autokefaliczną. Miała ona małe znaczenie, dlatego nie będę brać jej pod uwagę w tej analizie. W 2010 roku, według Centrum Razumkowa za prawosławnych moskiewskiego patriarchatu uważało się niemal 24 proc. Ukraińców, kijowskiego 15 proc. To był szczyt popularności rosyjskiego prawosławia. Potem konsekwentnie ona spadało. W 2014 roku liczba wiernych moskiewskiego patriarchatu okazała się mniejsza od kijowskiego. W 2017 roku liczba zwolenników tego ostatniego była dwa razy większa niż moskiewskiego: 27 do 12 proc. Pod koniec 2018 roku powstała Ukraińska Prawosławna Cerkiew, która stała się następczynią patriarchatu kijowskiego.

„Uważaliśmy cię za ojca, a okazałeś się gorszy od ojczyma”. Prawosławni duchowni Kijowa odcinają się od metropolity moskiewskiego

Tuż przed jej utworzeniem, aż 54 proc. badanych przez agencję Rating popierało taki krok. Przeciwny był co piąty. W 2020 roku, według Centrum Razumkowa, 34 proc. badanych uważało się za wiernych Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, a niemal 14 proc. moskiewskiego patriarchatu. Wielka wojna, rozpoczęta w lutym 2022 roku, sprawiła, że na Ukrainie rozpoczęła się dyskusja o zakazie działalności tej ostatniej. Patriarcha moskiewski i całej Rusi Cyryl otwarcie bowiem wspiera agresję Rosji. Nawet jego podległy, czyli ukraiński metropolita Onufry zdecydowanie potępił rosyjską agresję. W niektórych cerkwiach patriarchatu moskiewskiego prowadzone są nawet zbiórki dla żołnierzy ukraińskich walczących na froncie. Być może Onufry wyciągnął wnioski z przełomu 2013 i 2014 roku, gdy patriarchat moskiewski zachował daleko idącą neutralność w czasie rewolucji godności i późniejszej aneksji Krymu. Niemniej jednak, według agencji badań Rating, w kwietniu 2022 roku, 51 proc. Ukraińców chciałoby zakazu działalności patriarchatu moskiewskiego, 1/5 pozbawiłaby go ulg i odmówiła wynajmu obiektów kultu religijnego. Kolejna 1/5 uważa jednak, że państwo nie powinno mieszać się do działań cerkwi.

Większość Ukraińców chce zerwania kontaktów Cerkwi prawosławnej z Moskwą, wierzy w zwycięstwo i nie wierzy w dobre stosunki z Rosją

Bardzo interesujące są też kwestie językowe. Przez lata Związek Radziecki prowadził politykę mającą na celu rusyfikację Ukraińców. Przez lata ukraińscy politycy grali podziałami językowymi kraju. Szczególnie w kampanii poprzedzającej pomarańczową rewolucję. Na Ukrainie rosyjski jest nadal postrzegany jako element wpływu Moskwy. Stąd, według marcowych badań, już po wybuchu wojny, za przyznaniem rosyjskiemu statusu języka państwowego było 7 proc. Ukraińców. Przed wojną prawie 1/4. Obecnie 83 proc. uważa, że ukraiński ma być jedynym państwowym językiem.

I na koniec stosunek Ukraińców do Rosji. Takie badania prowadzi regularnie Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii. Do rosyjskiej agresji z początku 2014 roku, dobry stosunek do Moskwy miało 80-90 proc. Ukraińców. Bywały lata, gdy ta liczba sięgała nawet 93 proc. W maju 2014 roku, po tym, jak Władimir Putin zabrał Krym i zaczął wojnę w Zagłębiu Donieckim, pod flagami separatystów, liczba takich osób drastycznie spadła, do 52 proc. A jeszcze na początku lutego 2014 roku było ich 78 proc. Później ta liczba spadała, w maju 2015 roku była najniższa i wyniosła 30 proc. Później wahała się od 40 do nawet 57 proc. W lutym tego roku, dobry stosunek do Rosji miało 34 proc. Ukraińców.

Ukraina może zakazać działalności Patriarchatu Moskiewskiego

Brak na razie wiarygodnych badań przeprowadzonych po wybuchu wielkiej wojny, ale według sondażu grupy Rating, z marca, 98 proc. Ukraińców uważa Rosję za wrogie państwo. Największym przyjacielem Ukrainy jest Polska – wskazuje ją 96 proc. Ukraińców.

Jakimi danymi kierował się rosyjski prezydent, rozpoczynając agresję na Ukrainę, nie wiadomo. Prowadzona przez lata konsekwentna polityka Kijowa nastawiona na budowę własnej niepodległości sprawiła jednak, że Ukraina znacznie oddaliła się od Rosji. A działania Władimira Putina tylko to przyspieszyły.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Wiadomości