Kreml ogranicza wolność w internecie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kreml planowo ogranicza wolność w sieci i buduje instrumenty , którymi w dowolnym momencie może odciąć Rosjan od globalnego internetu. Właśnie przeprowadził test nowej technologii, uderzając w Twittera.

Wojna Kremla z wolnością w internecie trwa od ponad dekady. Używane są wszelkie środki. Prawne – poprzez cenzorskie ustawy pod różnymi prekstami ograniczające swobodę wypowiedzi. Gospodarcze – poprzez naciski fiskalne na koncerny internetowe, media i dostawców internetu. Policyjne represje – aresztowania publikujących w sieci, ale i często zwykłych internatutów. Oraz czysto techniczne – przez filtrowanie treści, blokowanie stron internetowych.

Wczoraj rosyjskie władze zastosowały pewną kombinację tych środków. Roskomnadzor, a więc kluczowa instytucja powołana dla nadzoru nad siecią, spowolnił działanie Twittera na terenie Rosji. Powołując się przy tym na niewypełnianie przez właścicieli portalu społecznościowego (koncern Facebook) przepisów ustawy o ochronie dzieci i młodzieży przed wykorzystywaniem seksualnym, promowaniem samobójstw, czy narkotyków. Twitter miał podobno nie słuchać wezwań do usuwania tego typu treści. Sam koncern zaprzecza tym oskarżeniom.

Twitter wyraża „głębokie zaniepokojenie” spowalnianiem prędkości działania serwisu w Rosji

5 marca Roskomnadzor ogłosił, że wystawia protokoły naruszenia prawa administracyjnego dla Facebooka, Instagramu, Twittera, TikToka, Vkontakte, Telegramu, Youtube, oraz portalu Odnokłassniki. To główne portale społecznościowe.

Walka z ekstremizmem

Zakładanie kagańca na sieć jest procesem rozciągniętym w czasie. Kreml nie miał od razu odpowiednich środków technicznych, ani legislacyjnych. W dodatku wprowadzenie cenzury z dni na dzień wywołałoby duży opór społeczny. Dlatego wprowadzana jest etapami. Celem jest uzyskania takiego stopnia kontroli nad komunikacją w sieci i publikowanymi tam treściami, jaki panuje w Chinach.

W Chinach internet rozwijał się jednak równolegle z mechanizmami kontroli. W Rosji było inaczej: jeszcze kilkanaście lat temu wolność w sieci była identyczna, jeśli nawet nie większa (choćby z uwagi na ułomne prawo autorskie), niż w krajach Zachodu. Jednak to po serii kolorowych rewolucji (np. na Ukrainie, czy w krajach arabskich) Kreml zaczął przykładać dużą wagę do internetu.

W 2007 r. Kreml wprowadził listę materiałów o charakterze „ekstremistycznym” znalezionych w sieci. Trafiły tam strony radykalnie islamskie, czy nacjonalistyczne. Potem pojawił się indeks stron zakazanych. Na początku władze mówiły, że walczą z narkotykami, radykalizmem, pedofilią i pornografią w sieci. Siedem lat później Roskomnadzor zablokował po raz pierwszy stronę internetową Aleksieja Nawalnego.

Wkrótce blokowanie stron stało się normą. Podobnie jak tropienie autorów antykremlowskich treści przez wyspecjalizowane i ciągle rozbudowywane centrum „E” w MSW (ds. walki z tzw. ekstremizmem), oraz Roskonadzor. Te i inne instytucje dysponują coraz lepszym sprzętem, oprogramowaniem, oraz specjalistami.

W rosyjskich szkołach internet będzie cenzurowany

Kolejnym etapem były tzw. ustawy Jarowej wprowadzone w 2016 r. z inicjatywy deputowanej rządzącej partii Jedna Rosja, Iriny Jarowej. Formalnie miały pomagać w walce z terroryzmem. W rzeczywistości, obudowane w kolejnych latach przepisami uzupełniającymi, stworzyły bat na wolność w sieci. Umożliwiły zaprowadzenie pełnej kontroli nad dostawcami internetu, telefonii komórkowej i poważnie ograniczyły anonimowość w sieci.

W tym czasie rządowe instytucje zbudowały potężny aparat filtrujący sieć 24 godziny na dobę. I poszukujący czegokolwiek, co może być uznane za ekstremizm, terroryzm, czy propagowanie deprawacji młodocianych. Nawet w bardzo umowny sposób: jak rysunek, polubienie wpisu o manifestacjach, filmik wyśmiewający urzędnika.

W 2019 r. po raz pierwszy przeprowadzono, w ramach ćwiczeń, symulację odłączenia Rosjan od globalnego internetu. Wtedy również weszła w życie ustawa o „suwerennym internecie”, pozwalająca odciąć Rosję od globalnej sieci. W państwie Putina każde działanie represyjne, czy cenzorskie musi mieć bowiem podstawę prawną. Najlepiej taką, która odwołuje się do bezpieczeństwa narodowego.

Ograniczenia w sieci

Zarówno opozycja, jak i zwykli Rosjanie, którzy nie chcieli zrezygnować z wolności słowa, mieli potężnych sprzymierzeńców: duże, międzynarodowe portale społecznościowe. Gdyby Aleksiej Nawalny był zmuszony do publikacji swoich filmów o korupcji Władimira Putina na własnych stronach, jak to robił kilka lat temu, to Roskomnadzor bez problemu by je po prostu wyłączył. Filmik na Youtube obejrzało natomiast 114 mln. ludzi nie tylko w Rosji, ale i na całym świecie.

Jak się jednak okazuje, rosyjskie władze mają już możliwości techniczne uderzenia w konkretne portale społecznościowe. Nawet te należące do światowych gigantów.

Kreml proponuje nowe sposoby cenzury w internecie

W 2018 r. Roskomnadzor po raz pierwszy próbował blokować komunikator Telegram. Stworzony przez Pawła Durowa komunikator zaczął pełnić rolę niezależnego medium. Durow nie przekazał Federalnej Służbie Bezpieczeństwa, zgodnie z rozporządzeniem władz, kodów źródłowych Telegramu. Od tego czasu Roskonadzor podejmował wielokrotnie próby blokowania konkretnych IP-adresów osób piszących w Telegramie.

Wczorajsza operacja jest inna. Roskomnadzor wykorzystał opracowaną przez rosyjską firmę RDP.RU technologię DPI (deep packet inspection – pogłębiona analiza pakietów). Pozwoliła ona spowolnić funkcjonowanie Twittera już na poziomie dostawców internetu (sieci telekomunikacyjne, sieci lokalne).

Spowolnienie dotyczyło jedynie wpisów z filmikami i zdjęciami. I, jak raportowali użytkownicy – nie wszędzie działało idealnie. Według różnych źródeł odczuło je do 40 proc. użytkowników. Był to jednak pokaz siły i możliwości technicznych Roskomnadzoru. Przeprowadzony mimo protestów światowego giganta, jakim jest Twitter i groźby działań odwetowych ze strony koncernu. Przecież konta w portalach społecznościowych posiada nie tylko opozycja, ale też ludzie władzy i jej media.

Działania rosyjskich władz są jednak konsekwentne. Testują po prostu możliwość odcięcia Rosjan od informacji i możliwości komunikacji. I tworzą kolejne instrumenty, którymi instytucje kontrolne będą mogły odcinać internet – np. przed newralgicznymi wyborami do dumy we wrześniu.

W lutym Duma przyjęła projekt ustawy, który daje Roskomnadzorowi możliwość odcinania portali i stron internetowych za tzw. nielegalną agitację. Czyli np. za jakiekolwiek wzmianki o akcjach zwolenników Aleksieja Nawalnego. Wtedy nie będzie mowy o spowalnianiu Twittera, tylko o blokowaniu. Całkowity kaganiec na wolność słowa w Rosji.

Telewizor Putina nie chce mówić o pustej lodówce

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów