„To jest handel ludźmi”. Szczera rozmowa z irackim Kurdem

Wśród nielegalnych migrantów zmierzających w kierunku granicy białorusko-polskiej są osoby wielu narodowości: Syryjczycy, Irakijczycy, Kurdowie. Aby dowiedzieć się, dlaczego migranci są gotowi ryzykować życie, aby dostać się do Europy, porozmawialiśmy z irackim Kurdem, który obecnie mieszka w Polsce.

Kurdowie są największym narodem na świecie bez własnego państwa. Kurdystan położony jest na terytorium czterech państw: Turcji, Syrii, Iranu i Iraku. Szacuje się, że liczba osób narodowości kurdyjskiej to ok. 30-40 mln. Około połowa z nich mieszka w Turcji i jest prześladowana: dzieci nie mogą uczyć się w języku kurdyjskim, a jeszcze 30 lat temu za publiczne słuchanie kurdyjskich pieśni groziła kara śmierci.

Daban. Zdj. belsat.eu

Kurdowie w Iraku: od prześladowań do autonomii

Naszym rozmówcą jest Daban. Ma 27 lat i od roku mieszka w Polsce, w Poznaniu, gdzie studiuje chemię. Lubi opowiadać o Kurdach, ich tradycjach i różnicach w stosunku do innych narodowości.

– Kurdowie są etnicznie i kulturowo bardzo różni od Turków i Arabów, jesteśmy narodem irańskim spokrewnionym z Persami. W naszym hymnie pada nawet zdanie: „Nie jesteśmy podobni do Turków i Arabów – mówi Daban.

Czasy rządów Saddama Husajna były dla Kurdów bardzo ciężkie: dyktator stosował przeciwko nim broń chemiczną, setki tysięcy osób zostało siłą wywiezionych i zabitych. Jednak po wojskowej interwencji USA w Iraku, Kurdom udało się uzyskać autonomię.

– Mamy własny rząd, własne szkoły, własne wybory. Nie mówię nawet po arabsku, bo wszystko było po kurdyjsku – mówi chłopak.

Daban podkreśla, że początek autonomii był czasem rozkwitu dla Kurdów – rozwój gospodarczy, ustanowienie stosunkowo demokratycznej władzy…

– Nawet teraz w irackim Kurdystanie można mówić o politykach, to co się chce, a nawet protestować. Ale w 2011 roku fala protestów była ogromna, niektórzy ludzie zostali wtedy zabici. Rząd mimo wszystko stosuje przemoc. Mamy „prawie demokrację” – pewnych granic nie można przekraczać – wyjaśnia chłopak.

„Lepszej drogi do Europy obecnie nie ma”. Dlaczego migranci decydują się na podróż przez Białoruś?

W 2014 roku do Kurdystanu wkroczyły oddziały ISIS i kraj ten ponownie został uwikłany w konflikt zbrojny.

– Kurdystan jest teraz krajem utraconych nadziei. Skala korupcji jest spora, nie można nawet założyć żadnego biznesu, jeśli nie jest się czyimś synem. Urzędnicy państwowi nie otrzymują pensji miesiącami, na przykład wynagrodzenie za marzec otrzymali w listopadzie! Na naszych terytoriach jest dużo ropy, ale jest to raczej przekleństwo. Na naszej ropie zdążyli wzbogacić się wszyscy, tylko nie sam naród – mówi Daban.

I ta sytuacja dotyczy całego Iraku. Kraj ten od samego początku rujnują podziały: religijne, etniczne, polityczne.

– A jeśli w kraju nie ma pokoju i stabilności, to czy ludzie nie będą chcieli wyjechać? Jak na przykład Białorusini – pyta Daban.

Droga przez Białoruś bezpieczniejsza niż przez morze

Zwykle uchodźcy z Bliskiego Wschodu docierali do Unii Europejskiej w inny sposób, głównie drogą lądową do graniczącej z Turcją Bułgarii lub drogą morską do Grecji lub Włoch.

– Obie te trasy były bardzo niebezpieczne. Jeśli wybiera się drogą lądową, pogranicznicy nie chcą nikogo wpuścić, zabierają migrantom pieniądze, biją ich. A przez morze jest jeszcze bardziej niebezpiecznie, szansa na śmierć po drodze jest niewiarygodnie wysoka, ale jeśli przeżyjesz „podróż”, to na pewno dotrzesz do kraju docelowego. Logika jest taka: jeśli płyniesz drogą morską, to wszystko albo nic – wyjaśnia Daban.

Zdjęcie udostępnione redakcji belsat.eu

I tak pośród tych znanych i niebezpiecznych szlaków pojawia się nowy – przez Białoruś.

– Potencjalni uchodźcy postrzegają trasę przez Białoruś jako bezpieczniejszą – Białoruś nie ma dostępu do morza. Rzeczywistość wygląda jednak nieco inaczej. I można to nazwać tak naprawdę handlem ludźmi – podkreśla ze smutkiem nasz rozmówca.

W Iraku obecnie znajduje się mnóstwo agencji, które pomagają uzyskać wizę do Białorusi i prawie w pełni organizują dojazd do granicy.

Pragnienie lepszego życia

Daban zwraca uwagę, że Kurdowie są z natury konformistami, to część ich kultury. Dlatego część z nich ucieka do Europy przez Białoruś tylko dlatego, że tak postępują inni. Ludzie sprzedają cały swój dobytek, popadają w długi, byle tylko uciec z kraju.

Ale są też ludzie prawdziwie zdesperowani, dla których pozostanie w Kurdystanie wiąże się z poważnym niebezpieczeństwem. Dlatego decydują się na tak kosztowne i niebezpieczne kroki.

– Niektórym naprawdę ciężko jest znaleźć jakąkolwiek pracę, niektóry to dziennikarze lub działacze polityczni – mówi Daban.

Legalna ucieczka jest dla nich znacznie trudniejsza niż dla Białorusinów. Obywatelom Iraku bardzo trudno jest uzyskać wizę…

– Ludzie czekają po kilka lat, ale uciekać muszą już teraz! – podkreśla Daban. – Kurdowie nie mogą pojechać do krajów sąsiednich, Turcja nie jest bezpieczna dla Kurdów, są oni tam prześladowani nawet dzisiaj. Nie mówiąc już o Iranie czy Syrii.

Zdjęcie udostępnione redakcji belsat.eu

Dlaczego więc migranci nie mogą starać się o pracę za granicą?

– Udało mi się dostać na polski uniwersytet, bo bardzo dużo się uczyłem, miałem dobre oceny, ciężko pracowałem, żeby zebrać pieniądze. Nie każdy może to zrobić. Na przykład, mam przyjaciół Białorusinów, którym polski rząd wypłaca stypendium tylko dlatego, że są Białorusinami! Nie ma czegoś takiego dla Kurdów. I bardzo trudno jest uzyskać wizę europejską dla obywateli Iraku. Ja, na przykład, przez kilka lat starałem się o polską wizę studencką, mimo że dostałem się już na studia.

„Myślą, że umrą. Dlaczego więc nie zaryzykować?”

Niedawno w internecie pojawiło się nagranie, na którym młodzi mężczyźni próbują sforsować ogrodzenie graniczne za pomocą ściętego drzewa.

Wielka grupa migrantów szturmuje polską granicę. Za nimi stoją białoruscy mundurowi

– Tak, na granicy zdarzają się przypadki agresywnych osób. Ale jak ktokolwiek może potępiać tych ludzi? Znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Słyszałem prawdziwe historie, że zmuszano ich do przechodzenia przez rzeki na mrozie. Musieli też spędzić kilka dni bez jedzenia. Dlatego te reakcje są całkiem uzasadnione. Myślą, że mogą umrzeć, dlaczego więc nie zaryzykować? Dlaczego nie próbować się chronić? Może to wyglądać jak agresja, ale kryje się za tym wiele powodów – mówi chłopak.

Daban zwraca też uwagę, że mentalność ludzi z Bliskiego Wschodu różni się od mentalności Europejczyków.

– Ludzie tutaj są bardzo uprzejmi, mili, życzliwi. Ale oni nigdy nie znaleźli się w takich sytuacjach, jakie spotkały nasz naród! Oczywiście, byłoby wspaniale, gdybyśmy i my mogli się tak zachowywać, ale… Wszystkie twarze na ulicach Kurdystanu są bardzo smutne, ludzie ciągle narzekają na politykę – zauważa Daban.

Osiem kilometrów do granicy. Raport ze strefy kryzysu migracyjnego

„Napływ migrantów jest korzystny dla obu stron”?

Dlaczego migranci nie chcą zostać w Polsce? Daban twierdzi, że powód jest oczywisty. Według niego Polska jest stosunkowo biednym krajem, z którego wyjeżdża wielu Polaków. Ale to nie jest jedyna przyczyna.

– Wielu migrantów ma wysokie oczekiwania i wyobrażenie o sobie. Może dlatego nigdy nie słyszałem o tym, żeby ktoś chciał zostać w Polsce na stałe. Każdy chce pojechać do Niemiec lub Wielkiej Brytanii. Sytuacja gospodarcza jest tam bardzo dobra, a za 10 lat będzie im się żyło znacznie lepiej niż w Polsce. W tym czasie zdążą odzyskać pieniądze wydane na drogę. Znam osoby, które sześć lat temu uciekły do Niemiec, dostały azyl, nauczyły się niemieckiego i teraz pracują jako pielęgniarki – mówi.

Niemiecka policja: od sierpnia trasą przez Białoruś przybyło nielegalnie ponad 4300 migrantów

Daban twierdzi, że napływ migrantów jest sytuacją korzystną dla obu stron. Migranci z Bliskiego Wschodu szukają lepszego życia, a kraje zachodnie potrzebują siły roboczej.

– Zgodnie z deklaracją praw człowieka, każdy może wybrać, gdzie chce mieszkać. W praktyce wygląda to jednak nieco inaczej – przyznaje.

Jak można rozwiązać kryzys na granicy? Jak twierdzi Daban, na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie.

– Jest to bardzo trudna i złożona kwestia… Prawdopodobnie, aby ludzie przestali marznąć i cierpieć, tkwiąc na granicy, władze białoruskie powinny przestać wydawać im wizy. Ale to nie rozwiąże problemów, które skłaniają ich do ucieczki.

Migranci w Mińsku – w sklepach, parkach, nawet na placach zabaw

Ksenia Tarasiewicz, ksz/belsat.eu

Wiadomości