Osiem kilometrów do granicy. Raport ze strefy kryzysu migracyjnego

Kontrola na granicy Polski i Białorusi, 9 listopada 2021 r. Zdj. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Denis Dziuba, korespondent rosyjskojęzycznego portalu Biełsatu Vot-tak, spędził dzień w okolicach strefy stanu wyjątkowego, ogłoszonego w Polsce na obszarze wzdłuż granicy z Białorusią. Okolice Kuźnicy Białostockiej, gdzie po białoruskiej stronie zgromadziło się kilkuset migrantów, stały się obecnie gorącym punktem na mapie Europie Środkowej.

Z Białegostoku do granicy białoruskiej jest około 50 km. Wzdłuż szosy znajdują się bilbordy w języku polskim i rosyjskim reklamujące maszyny rolnicze. Na jednym z billboardów widnieje nawet sztandarowy wyrób białoruskiego przemysłu: traktor „Belarus”.

„To jakiś cyrk”. Mieszkańcy białoruskiego pogranicza opisują działania służb

Na polach leżą schludne stosy owiniętych w folię bel słomy Na horyzoncie biegną sarny. Od czasu do czasu trafia się punkt skupu złomu, dom pogrzebowy czy stacja benzynowa. Ludzi prawie nie ma. Aby z kimś porozmawiać, trzeba zjechać z trasy do okolicznych wsi. Pierwszego rozmówcę spotykamy we wsi Wołkusze.

Pan Zbigniew. Zdj. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Pan Zbigniew, który wygląda na około sześćdziesiąt lat, mówi, że miejscowi trochę boją się obecności migrantów i wolą zostać w domu.

– Tu jest wieś – tłumaczy.

Według niego ostatni raz migrantów widziano tu trzy tygodnie temu: grupy młodych, „letnio ubranych” mężczyzn odwiedzały mieszkańców. Prosili o wodę lub naładowanie telefonów.

– Nigdy nie widziałem kobiet ani dzieci – mówi Zbigniew.

Po takim spotkaniu miejscowi natychmiast dzwonią do Straży Granicznej, która przyjeżdża i zatrzymuje przybyszów. Gdy rozmawiamy, podjeżdża do nas minivan pana Stanisława. Mówi, że zauważył nasze białoruskie numery.

– Chcę cię zaprosić na kawę, wpadaj– mówi. – Chcę, abyście wiedzieli, że my Polacy jesteśmy gościnni.

Na pytanie, czy zaprosiłby również migrantów na kawę, odpowiada, że oczywiście dałby im buty i ubrania. Ale też zadzwoniłby do Straży Granicznej. Relacjonuje, że wraz z innymi mieszkańcami wsi brał udział w zatrzymaniu czterech migrantów dwa miesiące temu.

Pan Stanisław. Zdj. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Miejscowi dowiadują się o sytuacji na samej granicy drogą nieformalną:

– Z mediów nie można się niczego dowiedzieć, dziennikarze nie mają tam wstępu. Czytamy Facebooka – pan Zbigniew otwiera aplikację na swoim telefonie. – Ja też jestem w temacie – dodaje.

Nie zna dokładnej odpowiedzi na pytanie, jak dostają się tam dziennikarze, którym od czasu do czasu udaje się porozmawiać z migrantami wprost w lesie.

Coś wymyślają – mówi Zbigniew. – Ja na przykład mieszkam w pasie granicznym i mogę tam jeździć. Jeśli dam ci kombinezon, mogę cię przyprowadzić jako swojego pracownika i nikt cię o nic nie zapyta – zapewniał pan Zbigniew, potem jednak dodając, że żartuje.

Policja kontroluje samochody ciężarowe wjeżdżające na obszar stanu wyjątkowego. Zdj. JS/ Belsat.eu

Kilka minut później jedziemy drogą prowadzącą do przejścia granicznego Kuźnica – Bruzgi. Przed wjazdem do strefy stanu wyjątkowego – kontrola. Policjanci i żołnierze Żandarmerii Wojskowej zatrzymują każdy samochód: sprawdzają dokumenty, prawo jazdy, proszą o otwarcie bagażnika. Wsiadają też do kabin tirów i żądają pokazania ładunku.

Miejscowi są przepuszczani, pozostali są kierowani do przejścia w Bobrownikach. Przejście w Kuźnicy już nie działa. W okolicach południa się pod kordonem policji gromadzi się kilkunastu dziennikarzy z Niemiec, Hiszpanii i Włoch.

Dziennikarze na pograniczu Polski i Białorusi. Fot. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Lorenzo, który przyjechał tu na zlecenie brytyjskiego Guardiana, tłumaczy przez telefon, że sytuacja jest „crazy” i obiecuje redaktorowi, że prześle tekst do godziny 16:00.

Ogólnie rzecz biorąc, zajmuję się Włochami, a w szczególności problemami migracyjnymi, więc szef postanowił mnie tutaj wysłać – wyjaśnia reporter, skręcając dla siebie kolejnego papierosa.

Stoimy przy kordonie i patrzymy, jak kolumny wojskowych ciężarówek i policyjnych furgonetek zbliżają się do granicy. Wygląda to na intensywne przygotowania do ćwiczeń wojskowych. Wszyscy są zajęci i nikt nie jest gotowy na rozmowę z dziennikarzami.

Obóz wojskowy we wsi Szudziałowo przy granicy z Białorusią. Zdj. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Jedziemy wzdłuż granicy obszaru objętego stanem wyjątkowym na południe, do wsi Krynki. To tam, według mieszkańców Wołkuszy, przemieszcza się grupa migrantów. We wsi Szudziałowo, gdzie przez cały rok działa niewielka placówka graniczna, przebywa obecnie kilkudziesięciu żołnierzy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Zielone ciężarówki są wszędzie, a w pobliżu niektórych budynków umieszczono zwoje drutu kolczastego.

Przy wyjeździe ze wsi utworzono obóz wojskowy. Między namiotami a jedynym sklepem spożywczym w wiosce krążą pielgrzymki żołnierzy. W oddali leci helikopter.

Trasa Szudziałowo-Krynki. Zdj. Denis Dziuba / Vot-Tak.tv/ Belsat.eu

Przy wejściu do sklepu spotykamy dwóch podchmielonych miejscowych. Od razu kierują się w stronę naszego samochodu. Chcą pogadać z dziennikarzami. Jeden z mężczyzn od razu informuje, że przez dwa miesiące znalazł w lesie czterech migrantów. Zadzwonił na policję, w krzakach znaleźli kolejne 11 osób.

– Teraz oni nas pilnują – macha w kierunku żołnierzy, którzy co minutę wychodzą ze sklepu z chlebem, mlekiem i frytkami.

Żołnierze milczą i nie odrywając oczu od telefonów, przechodzą obok. Nikną w dymie z palonych stosów opadłych liści, który o tej porze roku spowija wieś.

Granica z Białorusią jest osiem kilometrów dalej.

Litewski Sejm: od północy w strefie przy granicy z Białorusią zaostrzony stan wyjątkowy

Denis Dziuba / Belsat.eu/ Voт-Tak.tv

Wiadomości