Zapad 2021: jak narodziła się baśń

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Legenda ćwiczeń Zapad 2021 wygląda jak scenariusz „Wiedźmina” z dialogami wyjętymi z przemówień Łukaszenki i Putina. To kiepskie fantasy ma na nas wystraszyć i przekonać, że lada chwila wybuchnie wojna. Z naszej winy oczywiście.

Złowrogie siły agentów V kolumny Republiki Polarnej i państwa Wilia próbują za pomocą przewrotu i serii protestów ulicznych obalić prawowitą władzę w Republice Polesie. Polesie jednak się nie daje i niszczy wrogów wewnętrznych śmiałą operacją antyterrorystyczną. Wtedy rozeźleni sąsiedzi po serii prowokacji na granicach atakują. Wilia przekracza Niemen i ze wsparciem mniejszości „polarnych” okupuje północno-zachodnią część Polesia. Tym razem z pomocą przychodzi Federacja Centralna. Wspólne, sojusznicze siły Federacji i Polesia przechodzą do kontrofensywy przeciwko Polarnym i Wilii. To nie scenariusz strategicznej gry komputerowej, ani kolejnej serii „Wiedźmina”. Tylko legenda napisana na potrzeby rozpoczynających się na poligonach europejskiej części Rosji i Białorusi ćwiczeń Zapad 2021.

Historia lęku

Brzmi znajomo? Owszem. Jeśli posłuchać wystąpień Alaksandra Łukaszenki z ostatniego roku. Kiedy wsłuchać się w tyrady Władimira Putina i jego ludzi, wygłaszane od dawna. Że Zachód wspiera wymierzone w stabilność władzy w Rosji i na Białorusi „kolorowe rewolucje”, że Polska i Litwa wykorzystują mniejszości narodowe na Białorusi i wspierają V kolumnę. W te wszystkie opowieści o budowanym pod Bydgoszczą centrum szkolenia dywersantów, w historie o tysiącach uzbrojonych prowokatorów, czekających na Litwie i Ukrainie, by najechać Białoruś. W szyte grubymi nićmi śledztwa w sprawie przygotowywanego na Łukaszenkę zamachu. I w sączącą się od lat propagandę. Wtedy dostaniemy świat przedstawiony właśnie rodem z Wiedźmina, lub opowieści Tolkiena. Siły zła z Lubenii, Polaris i innych Wilii, atakują w nim Polesie za pomocą swoich płatnych pachołków, dywersantów i V kolumny. Jak w każdej dobrej opowieści w stylu fantasy, także i tu mamy mapę świata wyobrażonego.

Terminator na poligonie. Na manewrach Zapad-2021 Rosja przetestuje nowe uzbrojenie

Tym razem planiści rosyjskich i białoruskich sił zbrojnych puścili wodze fantazji. Cztery lata temu, w czasie Zapadu 2017 byli bardziej dosłowni. Ówczesna mapa ćwiczeń była po prostu mapą Białorusi. Tylko trochę okrojoną od północnego zachodu. Sama Białoruś nie ukrywała się pod pseudonimem „Polesia”. Była po prostu Białorusią, tak jak Rosja, była Rosją. Ukryci byli przeciwnicy. Ale tak, by każdy wiedział, o kogo chodzi. Białoruś atakował wtedy sojusz Wesbarii i Lubenii. Czyli Litwy i Polski. Wspierał on wymyślone państwo – Wejsznorię, zamieszkały przez „katolików i wrogą mniejszość” kraj, który w tej grze strategicznej znajdował się na terenie Grodzieńszczyzny i grał rolę czegoś w rodzaju białoruskiego Donbasu, tylko na opak, bo prozachodniego.

Zapad 2017 po raz pierwszy tak jednoznacznie obrazował projekcję lęków i marzeń Putina i Łukaszenki. Był również oparty na doświadczeniach z Donbasu. Rosyjscy stratedzy już w czasach zimnej wojny uwielbiali przypisywać stronie zachodniej intencje i sposoby działania podobne, do tych, które sami planowali wobec Zachodu.

Razem z Rosją przeciwko Wejsznorii, Wesbarii i Lubenii. Czyli komu?

Tegoroczna mapa jest udziwniona. Wilia, która jest tak naprawdę Litwą, rozciąga się na tereny polskiego Podlasia. Tereny Pomorza, ale i wschodniej Polski zajmuje kolejne państwo „zachodniej” koalicji – Pomorze. Nie do końca jest jasne, co rosyjscy planiści mają tu na myśli – być może siły NATO w Polsce. Jest i Republika Polarna, czyli Polska, zajmująca na mapie tereny prawdziwej Polski mniej więcej do linii Wisły. Udawanie i wcielanie się w rolę sił fikcyjnych państw jest potrzebne chyba tylko po to, by żołnierze lepiej wczuwali się w rolę w wojnie dobra ze złem.

Podczas Zapadu 2013 i pierwszych, współczesnych ćwiczeń Zapad w 2009 r. dało się zauważyć, że scenariusze mają jednoznacznie antyzachodni sens i zakładają konfrontację z sąsiadami. To dopiero cztery lata temu wykrystalizowała się ze scenariusza Zapadu spójna opowieść o lękach Putina i Łukaszenki. Miała świadczyć o sile wschodniego sojuszu. O jego przenikliwości i zdolności do szybkiego reagowania na zagrożenia. Paradoksalnie bardziej świadczy o słabości. O tym, jak jego przywódcy paranoidalnie interpretują zjawiska społeczne, które wpływają na nastroje ich i ich własnych społeczeństw. Poszukiwania wrogów w Lubenii, Wilii czy Republice Polarnej pokazuje również redukcję imperialnych marzeń Kremla. W odróżnieniu od czasów zimnej wojny, dla Moskwy głównym przeciwnikiem w grach wojennych nie jest już cały, zachodni świat. Tylko środkowoeuropejscy sąsiedzi: Polarnianie i Wilianie.

Wojna dobra ze złem

Wielkie manewry wojskowe z czasów zimnej wojny zawsze miały specjalny kontekst geopolityczny. I zawsze stawiały siły zbrojne obu bloków w stan najwyższego pogotowia. Nie było żadnego zaufania wobec drugiej strony, za to podejrzewano, że ćwiczenia są tylko wstępem do inwazji na pełną skalę. Rysowane na potrzeby ćwiczeń „legendy” tylko w znikomym stopniu kamuflowały prawdziwy obraz otoczenia geopolitycznego i nie kryły, kto jest wrogiem. W 1983 r., kiedy NATO przeprowadziło wielkie ćwiczenia Able Archer, wojska Układu Warszawskiego były „sojuszem pomarańczowych”, a NATO – „niebieskich”. W scenariuszu tych ćwiczeń konflikt obejmuje Bliski Wschód, a w na terenie Europy trwają protesty w krajach „pomarańczowych”. Równocześnie „pomarańczowi” próbują doprowadzić do przewrotu w Finlandii i ostatecznie atakują zbrojnie kraje skandynawskie i Jugosławię, a potem przekraczają granicę NRD-RFN i zaczyna się wojna.

Manewry Zapad-2021 oficjalnie rozpoczęte

Able Archer postawiły wojska Układu Warszawskiego w stan gotowości i były uznane za prowokację. NATO podobnie patrzyło na scenariusze radzieckie. Te były mniej subtelne. Oczywiście zakładały, że to Zachód zaatakuje pierwszy, a wojska UW przystąpią do zwycięskiej kontrofensywy. Taki był w skrócie sens scenariuszy ćwiczeń „Braterstwo broni 1980”, „Związek 1983”, czy „Tarcza 1983”. Ćwiczenia obudowywano masą dezinformacji i propagandowej wojny psychologicznej. Zmieniano np. na czas ćwiczeń nazwy i numerację jednostek wojskowych. Wojna psychologiczna polegała na pokazaniu Zachodowi, że blok wschodni jest potężny i gotowy na wojnę, oraz, że w każdej chwili może zaatakować. Wymiar szczególny miały ćwiczenia Związek 1981 i Zachód (Zapad) 1981. Tym razem miały na celu nie tylko wystraszenie Zachodu, ale i Polaków, a przede wszystkim polskich komunistów. Miały stwarzać realne zagrożenie radziecką interwencją w buntującej się Polsce. Właśnie do serii ćwiczeń „Zapad” nawiązują współczesne białorusko-rosyjskie ćwiczenia.

Ujawnianie scenariusza przed ćwiczeniami jest już rosyjską tradycją. W czasach zimnej wojny publicznie „legenda” była prezentowana w ogólnym zarysie, szczegóły zachodni przeciwnik musiał zdobyć sobie sam np. za pomocą działań wywiadowczych. Przez co „legenda” zyskiwała na autentyczności. Dziś Rosjanie poszli inną drogą i prezentując w miarę dokładnie opowiedziany scenariusz, wpisują go w prowadzoną wokół ćwiczeń wojnę psychologiczną. Przerażać ma skala ćwiczeń – np. podawane do znudzenia 200 tys. żołnierzy i skokowy wzrost ich liczby w porównaniu z poprzednimi manewrami. Co nie jest do końca zgodne z prawdą, gdyż liczba ta obejmuje wszystkich uczestników trwających już od trzech miesięcy ćwiczeń, a nie rozpoczętej dziś fazy kulminacyjnej. Dodatkowo na Białorusi ćwiczyć będzie poniżej 13 tys. żołnierzy. W sumie są to podobne liczby do tych z poprzednich lat. Przerażać ma scenariusz ćwiczeń. Podobnie, jak groźne pohukiwania Łukaszenki i Putina, ma dawać do zrozumienia Zachodowi, by nie wspierał opozycji, nie krytykował wewnętrznej polityki wschodnich autokratów. Bo inaczej sojusz Federacji Centralnej i Polesia będzie się bronił. Atakując. W tym sensie Zapad 2021 ma zadanie terapeutyczne dla straszonych wizją zachodniej interwencji Białorusinów i Rosjan sączoną przez telewizyjną propagandę. A także dla tych, którzy w bajki o ataku z Republiki Polarnej nie wierzą. Za to widzą, jak bardzo przed sojuszem zachodnim drżą przywódcy Federacji Centralnej i Republiki Polesia.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów