Świat według dyktatora: projekcje i narracje Łukaszenki

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Słowa płynące z ust Alaksandra Łukaszenki robią wrażenie pozbawionych sensu, czasem szalonych i dalekich od wszelkich standardów. Niestety trzeba je brać na serio, gdyż taki świat widzi i takimi poglądami kieruje się człowiek, który ma w ręku narzędzia do terroryzowania własnych rodaków i ich sąsiadów.

Zawsze tak było, że Alaksandr Łukaszenka lubił mówić dużo, często i barwnie. Lubił upajać się własną retoryką i autokreacją. Budowaniem wizerunku człowieka prostolinijnego, szczerego i zdecydowanego. Można by było założyć, że tak faktycznie jest, gdyby nie fakt, że Łukaszenka często zmienia poglądy, mówi rzeczy sprzeczne i zapomina o rzucanych obietnicach, groźbach i pomysłach z równą łatwością, jak produkuje kolejne. A to już bardziej element wyrachowania. Lub po prostu wyobrażeń o sobie i świecie, zależnie od humoru i okoliczności.

Projekcje Łukaszenki byłyby może tylko folklorem i dziwactwem kolejnego dyktatora. Świat znał i zna już takie przypadki, często powodowane megalomanią i zbyt długim przebywaniem w warunkach oderwania od rzeczywistości. W warunkach zamknięcia w kapsule autokratycznej władzy. A jednak Łukaszenka wciąż zarządza strukturami siłowymi, ma wpływ na życie Białorusinów, i może sporo napsuć w regionie. O tym, że nawet najbardziej szalone groźby, mogą stać się realne, przekonują się teraz Litwini. Kiedy Jakiś czas temu Łukaszenka straszył, że zaleje Europę migrantami i narkotykami brzmiało to absurdalnie. Obecnie codziennie z Białorusi, nielegalnie przez granice z Litwą, ale i Polską i Łotwą, przedzierają się migranci z Bliskiego Wschodu.

Czas na Łotwę? Rząd w Rydze wprowadził tryb „sytuacji nadzwyczajnej” na pograniczu

Baśń ośmiogodzinna

Wczorajsza konferencja prasowa Łukaszenki i tzw. „rozmowa z narodem” w pałacu Niepodległości w Mińsku trwała prawie osiem godzin. Była wzorowana na podobnych, corocznych „gorących liniach” Władimira Putina. W zamyśle łukaszenkowskiego dworu i jego PR-owców, miała przyćmić rocznicę sfałszowanych wyborów i wybuchu protestów. Miała dać odpowiedź na pytanie, jak silny czuje się Łukaszenka „rok po” i co zamierza robić dalej. Kłopot w tym, że nie dała takiej odpowiedzi, tylko zrodziła jeszcze więcej pytań. Część z tego co mówił, była kontynuacją narracji z np. zjazdu ludowego w lutym.

– Przeszliśmy poważny test na jedność narodową (…) W sferze narodowych interesów wszyscy patrzymy w jednym kierunku – państwowym – mówił wczoraj Łukaszenka, powtarzając znaną już tezę o „jedności” Białorusinów.

Tezę o tym, że protesty to tak naprawdę sprawka małej grupki wichrzycieli, agentów wrogiego Zachodu, bądź ludzi zmanipulowanych. W tej opowieści Białorusini stoją murem za swoim przywódcą, są zjednoczeni. W tej historii wykluczeni są jedynie zdrajcy i ich słudzy. Na wczorajszej konferencji do grona zmanipulowanych i wykorzystanych przez wrogów zaliczył nawet zbiegłą lekkoatletkę Kriscinę Cimanouską.

Łukaszenka: nowa krucjata w imię starej tyranii

W tym samym duchu podsumował białoruskie protesty. Były wywołane przez wrogów i gdyby wtedy on okazał słabość, to wybuchłaby wojna światowa. Manichejskie starcie dobra ze złem, w którym on sam ustawia się w roli bohatera zwalczającego zło to stała obsesja Łukaszenki. Za siłami zła w tej opowieści stoi knujący i dążący do wojny Zachód i jego białoruscy poplecznicy. Zresztą słowo wojna padało wczoraj wyjątkowo często.

– Posłuchajcie, rozpętacie trzecią wojnę światową. Do tego chcecie popchnąć nas i Rosjan? Chcecie zwyciężyć w tej wojnie? W niej nie będzie zwycięzców, a jeśli będą, to nie będziecie to wy. Dlatego dopóki jeszcze cierpliwie to znosimy, siądźmy do stołu i zacznijmy rozmowę o tym, jak wyjść z tej sytuacji – powiedział.

Łukaszenka straszy Europę narkotykami, migrantami i materiałami jądrowymi

To była pointa tyrady na temat sankcji. Wyjątkowo go rozwścieczyły najwidoczniej sankcje amerykańskie, kanadyjskie i brytyjskie. Dotyczą m.in. kwestii serwisowania i dostaw części do samolotów boeinga, bombardiera, embraera, gulfstreama czy śmigłowce agusta-westland używanych przez prezydencki pułk lotniczy. Wszystkie są produkowane, lub współprodukowane (silniki Rolls-royce) przez państwa, które właśnie wprowadziły sankcje. Wiele wskazuje na to, że kosztowne, lotnicze zabawki Łukaszenki, którymi lata ostatnio głównie do Rosji, zostaną uziemione za jakiś czas. Sankcje będą bardziej bolesne, bo uderzą w finanse Białorusi i dostęp do technologii.

U was też biją!

Łukaszenka na to: udławcie się nimi! Przekonany jest, że to zachodnie gospodarki poniosą straty z powodu sankcji. Pomijając już fakt, że siła nabywcza białoruskiej gospodarki odpowiada mniej więcej znaczeniu średniej wielkości np. niemieckiego miasta, to akurat sankcje nie wywołują nerwowych reakcji u europejskich polityków. Za to Łukaszenka poświęcił im wczoraj sporo miejsca. Np. wygrażając Litwie i pośrednio przyznając, że nielegalna migracja z Białorusi to jakaś zemsta za sankcyjną politykę Wilna. Za wspieranie opozycji. Plus parę wyimaginowanych lęków – np. że litewska, „wroga” polityka wobec Białorusi wynika ze sprzeciwu wobec budowy białoruskiej elektrowni atomowej.

Biuro Cichanouskiej otrzymało na Litwie status misji dyplomatycznej

W świecie Łukaszenki nieustannie toczy się starcie. On, silny i wyjątkowo cenny przywódca, kontra reszta świata, która odbiera mu prawo do normalnych działań. Takich, jakie podejmują wszyscy. Dobrą ilustracją jest wczorajsza opowieść Łukaszenki pt. „a w USA też zabijają demonstrantów”.

– Powiedzcie proszę, pytanie retoryczne, czemu zastrzeliliście dziewczynę w Kongresie? (…) Wy przywykliście, że jesteście hegemonem i wszystko wam wolno! – mówił Łukaszenka szukając analogii między swoim tłumieniem protestów, a ubiegłorocznymi zamieszkami w Waszyngtonie po przegranej Donalda Trumpa.

Łukaszenka po swojemu naśladuje retorykę Putina. Polega ona na nieustannym relatywizowaniu i odpowiadaniu na każdy zarzut o łamanie praw człowieka w stylu: a u was też biją i zabijają.

USA, Wielka Brytania i Kanada wprowadzają nowe sankcje. Łukaszenka: „Udławcie się nimi!”

Zresztą w naśladownictwie, a może nawet chęci przypodobania się Putinowi Łukaszenka potrafi się czasem zagalopować. Wczoraj np. powiedział, że chętnie uzna Krym za część Rosji (Mińsk tego do tej pory nie zrobił), kiedy „ostatni rosyjski oligarcha” będzie sprzedawał swoje towary na półwyspie. To nawiązanie do niedawnych sugestii Kremla, że czas jakoś przymusić rosyjski biznes to inwestowania i handlowania na Krymie. Wiele firm, które prowadzą interesy na całym świecie, nie robi tego, gdyż boi się trafić na listę sankcji.

Te słowa Łukaszenki wywołały krytykę rosyjskich mediów. Oburzał się publicysta-propagandysta Władimir Sołowiow, czy znana, zaangażowana w sprawy krymskie deputowana Natalia Pokłonskaja. Czemu Łukaszenka uzależnia uznanie rosyjskich praw do Krymu od zachowania oligarchów? Tu akurat odpowiedź jest bardzo prosta. Może i Łukaszenka żyje w świecie własnych projekcji, może walczy w nim z całym światem, ale nawet w takim Matrixie trzeba mieć argumenty i karty przetargowe. Uznanie Krymu jest jedną z takich kart. Może nie najsilniejszą, ale pozwalającą Łukaszence wierzyć, że wciąż jest kimś więcej niż odbita w krzywym zwierciadle projekcja świata Władimira Putina.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów