Mołdawia z nowym rządem: nadzieja na przełomowe zmiany?

Pod koniec ubiegłego tygodnia mołdawski parlament przegłosował wotum zaufania dla rządu premier Natalii Gavrility, reprezentującej prozachodnią i opowiadającą się za demokratyzacją i reformami partię Działania i Solidarności (PAS). Trzy tygodnie wcześniej ugrupowanie to odniosło spektakularny sukces zdobywając w przedterminowych wyborach parlamentarnych aż 53% poparcia mołdawskiego elektoratu – pisze Kamil Całus, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalista ds. Rumunii i Mołdawii i autor książki „Mołdawia: państwo niekonieczne”.

Zaprzysiężenie nowego rządu w Kiszyniowie. Zdj. gov.md

Zwycięstwo wyborcze dało reprezentantom PAS 63 miejsca w 101 osobowym parlamencie. Poza nimi do parlamentu dostali się sprawujący do niedawna władze prorosyjscy Socjaliści idący na wybory w bloku z Komunistami (27% głosów) oraz populistyczna partia Şor kierowana i sponsorowana przez zbiegłego z kraju w czerwcu 2019 r. i przebywającego obecnie w Izraelu Ilana Şora (5,8% głosów).

Było to drugie w ostatnim czasie, ważne zwycięstwo sił prozachodnich w Mołdawii. Ledwie kilka miesięcy temu, w listopadzie 2020 r. na prezydenta kraju wybrana została dotychczasowa liderka PAS, Maia Sandu, którą poparło niemal 58% wyborców. Był to właściwie najwyższy w historii wynik jaki w bezpośrednich wyborach uzyskał w Mołdawii polityk ubiegający się o fotel prezydenta.

Mołdawia: Maia Sandu wygrała wybory prezydenckie

Mircea Snegur pierwszy polityk piastujący tę funkcję od 1991 roku zyskał co prawda 98% głosów, ale był on jednym uczestnikiem wyścigu wyborczego. Nowa sytuacja polityczna w Mołdawii daje ogromną nadzieje na przełomowe zmiany w tym trapionym regularnymi kryzysami politycznymi i gospodarczymi kraju. Reformatorzy, zmierzyć się będą musieli jednak z szeregiem problemów, zarówno tych starych utrzymujących się od zarania mołdawskiej niepodległości, jak i zupełnie nowych. Na rozwiązanie żadnych z nich nie ma niestety prostych recept.

Nowe czasy

Powołanie nowego rządu nie tylko symbolicznie kończy trwający de facto od wyborów parlamentarnych w 2019 roku okres politycznej niestabilności, ale też otwiera zupełnie nowy, bezprecedensowy rozdział w historii Mołdawii. Nigdy wcześniej żadna pojedyncza partia polityczna – szczególnie partia prozachodnia – nie uzyskała tak silnego mandatu wyborczego. Najbliżej podobnego wyniku byli rządzący w latach w 2001 – 2009 komuniści, ale nawet oni ledwie przekroczyli 50% głosów. Przede wszystkim jednak po raz pierwszy od lat dziewięćdziesiątych pełnię władzy ustawodawczej oraz wykonawczej skoncentrowało w swoich rękach ugrupowanie wyrosłe z oddolnych ruchów społecznych, niekontrolowane przez środowiska oligarchiczne i nie stanowiące narzędzia mającego zabezpieczać pozycję, majątek a niekiedy wprost osobistą wolność ich przedstawicieli.

Co więcej, nigdy do tej pory stanowiska prezydenta nie piastowała kobieta. Tym bardziej wyjątkowym jest więc fakt, że po powołaniu rządu Gavrility aż dwa z kluczowych stanowiska w republice (tj. stanowiska prezydenta i premiera) zajmują przedstawicielki tej płci. To zresztą nie wszystko. Skalę zmian w tym obszarze dodatkowo obrazuje fakt że, ministrem spraw wewnętrznych w nowym rządzie (stanowisko to jednoznacznie kojarzone było do tej pory z mężczyznami) została Ana Revenco. Nominacja ta miała bardzo dobre uzasadnienie. Nowa szefowa MSW od lat zajmuje się walką ze stanowiącym poważny problem w Mołdawii procederem handlu ludźmi oraz pomocą jego ofiarom. Revenco była m.in. wieloletnią szefową mołdawskiego oddziału fundacji La Strada. Nowa parlament jest też najbardziej sfeminizowany ze wszystkich dotychczasowych – aż 40 (na 101) deputowanych izby stanowią obecnie kobiety.

Pierwszy krok na zachód: Maia Sandu prezydentem Mołdawii

Źródła sukcesu

Receptą na wyborczy sukces partii PAS – zarówno w trakcie wyborów prezydenckich jak i parlamentarnych – okazała się przede wszystkim zmiana akcentów w narracji politycznej. Przez dłuższy czas kluczowym punktem programu tego ugrupowania była integracja europejska, przeciwstawiana proponowanemu przez głównego rywala PAS, czyli Partię Socjalistów (PSRM) zbliżeniu z Rosją. Przekaz ten przekonywał co prawda wyborców prozachodnich, ale uniemożliwiał sięgnięcie po głosy elektoratu sympatyzującego z Rosją.

Partia zdecydowała więc uderzyć w kwestie bardziej uniwersalne, jednoczące niemal wszystkich Mołdawian ponad prostymi podziałami geopolitycznymi. W ten sposób osią programu sił proeuropejskich stała się walka z korupcją i powiązana z nią konieczność dokonania jakościowej zmiany w szeregach mołdawskiej klasy politycznej. To był strzał w dziesiątkę, bo Mołdawianie generalnie nie ufają swoim politykom. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie 2020 rządowi i partiom politycznym nie wierzyło 70-75% wyborców. Nie bez powodu. Mołdawska klasa polityczna powszechnie uznawana jest za uwikłaną w skandale i schematy korupcyjne, czego sztandarowym przykładem jest wciąż nie wyjaśniona kradzież 1 mld USD z mołdawskiego sektora bankowego w 2014 roku.

Prócz walki z korupcją nie zapominano też o bardzo ważnych z puntu widzenia zmagających się z niskimi pensjami i kryzysem gospodarczym Mołdawian kwestiach socjalnych, podwyżkach świadczeń i pensji, rozwoju infrastruktury itd. Sandu szła więc na wybory prezydenckie z hasłem „Czas na dobrych ludzi!”. Gdy kilka miesięcy później PAS walczył o mandaty w wyborach parlamentarnych dodał do tego sloganu kolejny: „Zaczniemy dobre czasy!”. Wątek integracji europejskiej oczywiście nie zniknął z programu PAS i przemówień jej reprezentantów, ale zmieniła się filozofia. Wcześniej to integracja europejska miała rozwiązać trapiące Mołdawię problemy. Tym razem, Mołdawianie mieli wziąć sprawy we własne ręce i samodzielnie naprawić swój kraj, korzystając przy tym oczywiście w miarę potrzeby ze wsparcia partnerów zachodnich.

Czy partia Sandu odbierze Dodonowi większość w parlamencie? Jutro przedterminowe wybory w Mołdawii

Nowa narracja

Ta nowa narracja przypadła do gustu wielu. Nie tylko dotykała kwestii dużo istotniejszych z perspektywy przeciętnego Mołdawianina niż skrajnie zideologizowany problem „geopolitycznego wyboru” między Wschodem a Zachodem, ale też upodmiotowiła i dawała poczucie sprawstwa, dumy i godności.

– Zawsze wspierałam partie prozachodnie, ale nie chciałam już słuchać, że Unia da nam to, albo da nam na to. Czułam się jakbyśmy żebrali, jakbyśmy sami rezygnowali z samodzielności i z jakiegoś powodu bali się wziąć sprawy we własne ręce – tłumaczyła mi pewna 38 letnia mieszkanka położonego w zachodniej Mołdawii miasteczka Nisporeni.

PAS nie była jedyną partią obiecującą walkę z korupcją. Z podobnymi hasłami szedł do wyborów Renato Usatii, populistyczny i powiązany z Rosją polityk stojący na czele bloku wyborczego noszącego jego imię. Usatii pozował na swoistego rozbójnika, Robin Hooda walczącego o sprawiedliwość i gotowego już następnego dnia po wygranej pozamykać skorumpowanych polityków w więzieniach. Kolorytu jego wizerunkowi „bojownika o sprawiedliwość” dodawały barwne hasła o tym że dobro potrzebuje swojej pięści oraz fakt, że na wiece wyborcze przyjeżdżał w ogromnym czarnym SUV-wie na rosyjskich tablicach rejestracyjnych, otoczony rosłymi ochroniarzami.

Nie przekonało to jednak chcących ukrócenia korupcji wyborców. Nie chodziło przy tym jednak nawet o sposób w jaki prezentował się Usatii, ale o ciągnące się za nim oskarżenia zarówno o współpracę z dotychczasowymi elitami politycznymi w Mołdawii jak i z podejrzanymi środowiskami biznesowymi w Rosji. Pod tym względem PAS miało zdecydowaną przewagę nad konkurentami – partii trudno było bowiem zarzucić udział w schematach korupcyjnych.

Ważnym czynnikiem, który doprowadził w ciągu ostatniego roku do wyraźnego wzrostu popularności partii PAS, było także wspomniane już zwycięstwo Mai Sandu w wyborach prezydenckich w listopadzie 2020 r. Sukces ten obudził w wyborcach nadzieje na zmianę i przekonał ich, że wygrana sił proreformistycznych jest możliwa. W rezultacie poparcie dla PAS wzrosło z 30% (dane dotyczą zdecydowanych wyborców) w październiku 2020 r. do aż 48,6% w lutym 2021.

Mołdawia: Nowa prezydent zapowiada pragmatyczny dialog ze wszystkimi krajami, w tym – z Rosją

Wreszcie, do dwóch wspomnianych sukcesów wyborczych PAS przyczyniła się także wyraźnie liczna i coraz bardziej aktywna politycznie społeczności Mołdawian żyjących poza granicami kraju. Ich liczbę szacuje się obecnie nawet na ponad 1 mln ludzi. Podczas lipcowych przedterminowych wyborów parlamentarnych w wyborach poza granicami (przede wszystkim w UE, Wielkiej Brytanii oraz USA) udział wzięło aż 210 tys. osób. Nigdy wcześniej mołdawska diaspora tak tłumnie nie uczestniczyła w tworzeniu nowego parlamentu. Dość wspomnieć, że w poprzednich wyborach do mołdawskiej legislatury (w lutym 2019 r.) poza granicami kraju głosowało zaledwie 76,6 tys. uprawnionych. Tym razem aż 86% wszystkich głosujących oddało swój głos na PAS.

Zburzyć fundamenty systemu

Nowa rządząca większość kierowana równocześnie przez premier Gavrilitę oraz prezydent Sandu stawia przed sobą bardzo ambitne zadanie, którym celem jest strukturalna zmiana dotychczasowego modelu funkcjonowania aparatu państwa mołdawskiego oraz jego deoligarchizacja. Lista instytucji, które będą musiały zostać odpolitycznione i oczyszczone z wpływów ich dotychczasowych patronów jest długa, ale PAS konsekwentnie deklaruje, że w pierwszej kolejności skupi się na reformie wymiaru sprawiedliwości. To właśnie ta kwestia wymieniona została podczas expose premier Gavrility wśród czterech głównych krótkoterminowych priorytetów nowego gabinetu.

Natalia Gavrilița, nowa premier Mołdawii. Zdj. gov.md

To w pełni zrozumiałe, gdyż bez rozwiązania problemu instrumentalizacji i upolitycznienia sądów i prokuratury trudno liczyć na uzdrowienie mołdawskiej polityki i trwałe reformy w innych obszarach. Właśnie kontrola nad mołdawskim wymiarem sprawiedliwości przez lata pozwalała kolejnym politykom mołdawskim na umacnianie swoich wpływów, zastraszanie przeciwników politycznych i tworzenie dogodnych warunków dla rozwoju ich własnych lub powiązanych z nimi biznesów. Nie tylko zapewniało im to faktyczną nietykalność, ale także pozwalało na budowanie wokół siebie kręgu wdzięcznych współpracowników i biznesmanów, którym również można było obiecać (warunkowany lojalnością wobec patrona) faktyczny immunitet wobec organów ścigania.

Nowy minister sprawiedliwości, Sergiu Litvinenco deklaruje, że reformę rozpocząć należy od swoistej lustracji czy też atestacji obecnych sędziów i prokuratorów. Zdaniem szefa resortu, w procesie uczestniczyć powinni także eksperci zewnętrzni. Zadanie to nie będzie jednak łatwe. Nie tylko wymaga ono dokonania zmian w istniejącym prawodawstwie, ale także bez wątpienia spotka się z oporem części środowiska sędziowskiego.

Klientystyczny charakter podatnego na korupcje mołdawskiego sądownictwa widać wyraźnie na przykładzie postępowania prowadzonego wobec Ilana Sora, biznesmana i polityka, który w 2017 roku skazany został przez sąd pierwszej instancji na 7,5 roku pozbawienia wolności za współudział we wspomnianej wcześniej kradzieży 1 mld USD. Ostateczny wyrok wciąż jednak nie zapadł, zaś sam Sor zbiegł z kraju do Izraela w 2019 roku i pozostaje tam do dziś. W sprawie tej – oraz w innych jej podobnych – nie chodzi jednak tylko zwykłą sprawiedliwość i wymierzenie odpowiedniej kary odpowiedzialnemu za konkretne przestępstwo człowiekowi.

Ciągnące się w nieskończoność procesy kluczowych postaci mołdawskiego życia publicznego uderzają przede wszystkim w zaufanie Mołdawian wobec ich własnego państwa i odbierają im motywację do pracy na jego rzecz. Trudno być bowiem patriotą, gdy będące przecież emanacją państwa instytucje publiczne zachowują się nieuczciwie. Dlatego też nowe władze deklarują chęć szybkiego doprowadzenia do finału trwających głośnych spraw (takich jak wspomniane postępowanie w sprawie Ilana Sora) oraz wszczęcie postępowań wobec osób podejrzewanych o udział w aferach korupcyjnych.

Trudne wybory

Prócz deoligarchizacji, nowy rząd zmierzyć się będzie musiał także z szeregiem bardziej doraźnych problemów, takich jak walka z pandemią COVID-19 oraz poprawa sytuacji finansów publicznych, które ucierpiały zarówno z powodu ograniczeń wprowadzonych w związku z sytuacją epidemiczną (w 2020 roku gospodarka mołdawska skurczyła o 7%) jak i przez wprowadzone w trakcie rządów socjalistów w 2020 roku nowelizacje zwiększające obciążenie budżetu.

Litwa przekaże szczepionki Ukrainie, Gruzji i Mołdawii

W ich wyniku od stycznia przyszłego roku cofnięta zostanie m.in. wprowadzana stopniowo od 2016 roku reforma systemu emerytalnego (podnosząca wiek emerytalny z 57 do 63 lat dla kobiet oraz z 62 do 63 lat dla mężczyzn). Rząd Gavrility będzie więc musiał albo znów podnieść wiek emerytalny – co z jasnych względów nie spotka się z pozytywnym odbiorem społecznym – albo znaleźć środki umożliwiające wypłatę nowych świadczeń. Póki co, nawiązując do obietnic wyborczych PAS z czasów kampanii, premier zapowiedziała podwyżkę minimalnej emerytury z obecnych 1200 do 2000 mołdawskich lei (odpowiednio ok. 55 i 95 euro), do której dojdzie prawdopodobnie w październiku.

Realizacja obietnic socjalnych oraz ustabilizowanie sytuacji finansowej państwa wymagały będą wsparcia z zewnątrz. W tym kontekście istotnym wsparciem dla nowych władz będzie niewątpliwie zapowiedziana przez Komisję Europejską jeszcze w czerwcu br. roku pomoc finansowa o wartości 600 mln euro, która ma zostać przekazana Mołdawii w latach 2021–2024.

Posiedzenie nowego rządu Mołdawii. Zdj. gov.md

Niestety, sprawne wdrażanie planowanych reform mogą komplikować kwestie kadrowe oraz brak wcześniejszego doświadczenia. Choć na czele ministerstw stanęły osoby kompetentne w swych dziedzinach (zdecydowana większość nowych ministrów wywodzi się ze środowisk eksperckich lub organizacji pozarządowych) to często nie mają oni doświadczenia w zarządzaniu tak rozległą strukturą jaką bez wątpienia jest ministerstwo. Co więcej problemem może okazać się znalezienie odpowiedniej liczby pewnych, sprawnych i godnych zaufania specjalistów, niezbędnych do obsadzenia niższych i średnich stanowisk w poszczególnych resortach. Bez tego efektywność funkcjonowania resortów może zostać wyraźnie osłabiona.

Nadzieje i obawy

Dzień po wyborach rozmawiałem z jednym z kandydatów który dostał się do parlamentu z ramienia PAS. Reprezentował zachodnie, graniczące z Rumunią regiony kraju. Tam zdecydowana większość głosowała na „dobrych ludzi”, jak nawiązując do sloganu wyborczego nazywa się niekiedy reprezentantów tego ugrupowania. Jest szczęśliwy. Ściska dłonie, przyjmuje gratulacje. Gdy zwracam mu jednak uwagę na ogrom zaufania jakim obdarzono jego i jego partię poważnieje, zamyśla się i po chwili z pełną powagą mówi tylko: „Wiem”. Ludzie patrzą na niego i pozostałych posłów z nadzieją wymieszaną ze strachem. Chcą wierzyć i choć PAS nie zawiodła ich do tej pory, to doświadczenie każe im zachować ostrożność.

Na przestrzeni dwóch ostatnich dekad wyborcy mołdawskiej prawicy (tj. sił opowiadających się za zbliżeniem z zachodem) kilkukrotnie doświadczali już spektakularnego zawodu gdy wspierani przez nich politycy albo zmieniali nagle strony albo też stawali się głównymi aktorami wielkich afer korupcyjnych.

– Zwycięstwo Sandu i PAS daje nadzieję na zmianę. To światło w tunelu – mówią ludzie.

Rosyjska prasa: w Mołdawii po raz pierwszy rosyjskojęzyczni obywatele nie zagłosowali na „Wielką Rosję”

Dla wielu jednak jest to ostatnia nadzieja. Pewna pracująca w lokalnej administracji i zajmująca się młodzieżą 50-cio letnia Olga mówi wprost:

– Jeśli tym razem się nie uda, jeśli oni nas zawiodą, to pakuję rzeczy i jadę do dzieci do Włoch. Oni mieszkają tam już od lat. Zapraszają mnie od dawna. Pomogę przy wnukach, będę z rodziną, choć na obczyźnie.

Po chwili ciszy uśmiecha się lekko do siebie i dodaje cicho:

– Ale, kto wie… Może dzięki temu to oni przeprowadzą się do mnie?

Kamil Całus dla belsat.eu

Wiadomości