„Ludzie wiedzieli, że dziennikarze prowadzą relację z Placu Zmian”

Od prawie trzech miesięcy dziennikarki Biełsatu Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa przebywają w areszcie. Zostały zatrzymane, gdy relacjonowały na żywo pacyfikacje akcji pamięci na „Placu Zmian”. Początkowo oskarżono je o wykroczenie, potem jednak postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa. 9 lutego, pół roku po rozpoczęciu powyborczych pokojowych protestów, sąd dzielnicy Frunzenski Rajon rozpoczął rozpatrywanie ich spraw.

Rozmawialiśmy ze świadkiem, który 15 listopada był na „Placu Zmian”, a potem trafił na komisariat razem z Darią Czulcową i Kaciaryną Andrejewą.

– Pamiętasz, jak dowiedziałeś się o śmierci Ramana Bandarenki?

– Ktoś mi powiedział. Tamtej nocy pojawiły się dwie wiadomości. Czytałem o zatrzymaniu Mikoły Dziadka, wideo można już było zobaczyć w sieci. A druga dotyczyła śmierci Romy, powiedział mi o tym ktoś ze znajomych.

– Kiedy po raz pierwszy przyszedłeś na „Plac Zmian”?

– Poszedłem tam tego dnia. Przyjechałem przed południem i zostałem aż do momentu mojego zatrzymania, kiedy przyjechał Bałaba, [Dzmitryj Bałaba, dowódca stołecznego OMON-u – belsat.eu) i powiedział, że zabierają wszystkich na komiasariaty.

– Jaka atmosfera panowała tego dnia na „Placu Zmian”?

– Ludzie stworzyli tam miejsce pamięci. Było mnóstwo pamiątek: listy, kwiaty, flagi, znicze, zdjęcia Ramana… Tego dnia było zimno, więc po południu na placu zaczęły pojawiać się namioty – można było wypić kawę, herbatę, poczęstować się ciastkiem. Zaczęło przybywać coraz więcej osób, praktycznie cały plac wypełniony był ludźmi, którzy przyszli tam z powodu śmierci Ramana. Panowała ciepła atmosfera, ludzie starali się wzajemnie wspierać.

„Zabity za wstążki. Kto będzie następny?” Miejsce pamięci Ramana Bandarenki na „Placu Zmian”. Mińsk, 15 listopada 2020 r. Zdjęcie: TK / belsat.eu

– Czy ludzie wiedzieli, że pojawią się mundurowi? Domyślali się, ilu ich będzie?

– Wszyscy się tego spodziewali, nie pamiętam, żeby ktoś był zaskoczony. Pierwszy raz przyszli około godziny 14 ze strony ulicy Orłowskiej. Wtedy nie okrążyli podwórka. To byli najpewniej OMON-owcy i żołnierze wojsk wewnętrznych, maszerowali w kilku rzędach, blokując drogę. Kiedy zbliżyli się do „Placu Zmian”, ludzie zareagowali bardzo emocjonalnie, w kierunku mundurowych posypały się przekleństwa, zebrani krzyczeli: „Po co tu przyszliście?”, „Czego chcecie?”, „Dlaczego zabiliście Romę”?

Pojawiła się wtedy wśród ludzi jedność i solidarność. Biorąc pod uwagę, że „Plac Zmian” to ogrodzone podwórko i nie było dokąd się wycofać, istniał też silny podział na „my” i „oni”.

Daria i Kaciaryna. Najważniejsze informacje o uwięzionych dziennikarkach Biełsatu i ich prześladowaniu

Co najważniejsze, nie było jasne, czego tak naprawdę chce milicja. Wydawało się, że starają się wypchnąć stamtąd ludzi, ale dokąd? Na rozstrzelanie? Niektórzy z nich mieli broń, ale jej nie używali, za to podpalili po drodze kilka granatów hukowych. Zupełnie nie wiadomo dlaczego, bo w tamtym momencie w pobliżu właściwie nic się nie działo – nie było ludzi ani samochodów. Być może po to, by nas uprzedzić, nastraszyć, pokazać, że mogą to zrobić.

W pewnym momencie wycofali się, nikogo nie zatrzymali. Najwyraźniej nie dostali rozkazu, by kogokolwiek aresztować. Ich odejście wzbudziło w nas poczucie zwycięstwa, lekką euforię, ludzie zaczęli ze sobą rozmawiać, wchodzić w interakcje.

O drugim nadejściu funkcjonariuszy dowiedzieliśmy się dzięki krzykom z okien. Mieszkańcy widzieli, że ci przyjechali na sąsiednie podwórka i zaczynają nas otaczać, że jest ich bardzo dużo. Zrozumieliśmy, że to nie koniec. Zdając sobie sprawę, że zaraz zaczną się zatrzymania, niektórzy próbowali wydostać się z placu przez podwórka albo ukryć się na klatkach schodowych. Ale nie było to takie proste, bo wszędzie była milicja. Ludzie musieli chować się po mieszkaniach, spędzili noc jako zakładnicy. W pewnym momencie funkcjonariusze zostawili ludzi w spokoju, zwłaszcza dziewczyny. Niektórym udało się stamtąd wydostać.

Żołnierze wojsk wewnętrznych z tarczami i bronią palną blokują drogi ucieczki z”Placu Zmian” Mińsk, 15 listopada 2020 r. Zdjęcie: AW / belsat.eu / Vot Tak TV

Wtedy pojawił się Bałaba. Nie słyszałem, co mówił. Ze względu na tę atmosferę, ze względu na fakt zabójstwa Ramana, ze względu na domową atmosferę panującą na placu i ze względu na ludzi, którzy się zebrali – chciałem być do końca.

– Jak to się stało, że zostałeś zatrzymany?

– Stałem w łańcuchu przy budce transformatorowej. Funkcjonariusze zaczęli wyciągać ludzi i po kolei prowadzić ich do więźniarek. Wyłamali mi ręce i zaczęli mnie ciągnąć tak, że ledwo mogłem dotknąć stopami ziemi. Jeszcze jeden ważny szczegół – miałem na sobie szalik, a kiedy założyli mi ręce za plecy, zaczął mnie dusić. Mówiłem, że nie mogę oddychać, ale ich to nie obchodziło. Wrzucili mnie do więźniarki i zawieźli na komisariat milicji dzielnicy Kastrycznicki Rajon.

– Widziałeś na „Placu Zmian” Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową?

– Nie, nie widziałem ich tam. Ale ludzie wiedzieli, że na „Placu Zmian” są dziennikarze, którzy prowadzą relację na żywo. Wtedy w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, myślałem tylko, że to dobrze, że ktoś to robi. Ale to nie wpłynęło na moje zachowanie.

„Plac Zmian”. Mińsk, 15 listopada 2020 r. Zdjęcie: TK/belsat.eu

– Gdzie zobaczyłeś dziewczyny?

– Na komisariacie milicji dzielnicy Kastrycznicki Rajon. Kiedy nas tam przywieziono, w auli było już około 50 osób. Byliśmy na czwartym piętrze, siedzieliśmy w holu. Po kolei wzywano nas na sporządzenie protokołu zatrzymania. A po jakiejś godzinie przywieziono Kacię i Daszę. Od razu było wiadomo, że to dziennikarki Biełsatu, które prowadziły relację na żywo. Milicjanci zwracali na nie większą uwagę.

Ale na komisariacie było całkiem spokojnie i normalnie. Nikogo nie tknęli, nawet przekazali wodę od wolontariuszy. Zabrano mnie do gabinetu śledczych, było tam dwóch funkcjonariuszy: jeden bezczelny, a drugi wydawał się ciekawski, dużo mówił. Mówił, że różne kanały w Telegramie, które też czytają, pokazują milicjantów w bardzo złym świetle, to go bolało. Mówił o śmierci Romy Bandarenki, o tym, że tam nic nie jest takie oczywiste, że chłopak był pijany, że będą upublicznione dowody, które pokażą, że sytuacja nie jest jednoznaczna. Zdawał się usprawiedliwiać milicjantów, powielając oficjalną wersję. Dalej zadawał pytania i w końcu zapytałem, po co to wszystko. W odpowiedzi usłyszałem o organizacji masowych protestów. Kiedy doprecyzowałem, czy chodzi o wykroczenie czy przestępstwo, odpowiedział, że to sprawa karna, a ja figuruję w niej jako podejrzany. Wtedy powiedziałem, że nie zamierzam kontynuować rozmowy bez adwokata. Poza tym byli dość spokojni. W protokole z przesłuchania zapisali słowo w słowo to, co mówiłem.

Pół roku białoruskich protestów

– Kacia i Dasza były z tobą w holu przez cały czas?

– Tak, one też czekały w kolejce do spisywania aktów oskarżenia. Nie zaprowadzono ich osobno do auli. Nie zajmował się nimi żaden wyznaczony funkcjonariusz

– A jak one się zachowywały i co masz na myśli, mówiąc, że poświęcano im więcej uwagi?

– Było tam kilku młodych milicjantów, którzy dosyć poufale zwracali się do Kaci i Daszy, jakby byli ich dobrymi znajomymi. Szczególnie do Kaci, bo jest bardziej rozmowna. Widać było, że jej się to nie podoba. Dasza była spokojniejsza i nie wchodziła w interakcje z milicjantami. Potem Dasza, jako jedyna dziewczyna, została przeniesiona z nami do aresztu przy ul. Akreścina. Cały czas zachowywała spokój – i w więźniarce, i w areszcie.

– Kacia źle się poczuła na komisariacie. Jak na to zareagowali?

– Tak, mówiła o swoim złym stanie, ale nie było żadnej reakcji. Wtedy otworzyły się drzwi biura i zobaczyliśmy leżącą na podłodze Kacię. Ale nie było wokół niej żadnego zamieszania, nikt się do niej nie zbliżał. Kiedy inni zatrzymani zobaczyli ją nieprzytomną, zaczęli domagać się: „Wezwijcie karetkę”. Przyszli lekarze i ją zabrali.

– Czy coś wskazywało na to, że dziennikarkom mogą zostać postawione zarzuty karne?

– W tym czasie odbywała zwykła procedura zatrzymania za wykroczenie: konfiskowali i opisywali rzeczy osobiste, wyciągali z butów sznurowadła.

„Plac Zmian”. Mińsk, 15 listopada 2020 r. Zdjecie: belsat.eu

– Co poczułeś, kiedy dowiedziałeś się tym, że dziennikarkom, które relacjonowały wydarzenia związane ze śmiercią Ramana Bandarenki, postawiono zarzuty popełnienia przestępstwa?

– Byłem tym bardzo zaskoczony. Przecież tak naprawdę oskarżono je za prowadzenie transmisji. Ale z drugiej strony, wszystko to wpisuje się w logikę represji. Zaplanowane działania przeciwko różnym aktywistom i dziennikarzom rozpoczęły się w połowie października. Było jasne, że wszystko będzie tylko narastać. Jeśli chodzi o Romę, to wszystko było zbyt oczywiste: biją faceta na podwórku, a potem on umiera. Kontynuując logikę represji, na ogół ofiarami padają niewinni ludzie, ci, którzy ośmielili się zwrócić na coś uwagę: dziennikarze, lekarze. I system musiał zareagować tak ostro, by zamknąć im usta. Zrobili to właśnie w ten sposób przez to, że sprawa miała duży rozgłos.

– Jak minął twój pobyt w areszcie?

– Przed procesem przebywałem w areszcie śledczym. Przywieźli nas tam w nocy z niedzieli na poniedziałek. Do czteroosobowej celi trafiło 11 osób i musiałem spać na podłodze przy stole. Ale było ciepło, więc nie stanowiło to problemu. Potem przewieźli nas do Żodzina. Pierwszego dnia w czteroosobowej celi umieszczono osiem osób, następnie cztery osoby przeniesiono do innej celi i tam siedzieliśmy do końca.

Miałem szczęście co do współtowarzyszy z celi. A jeśli chodzi o postawę personelu więziennego, to można powiedzieć, że wszystko odbywało się w granicach normy. Na początku nawet wyłączali światło na noc, zostawała tylko lampka nocna, ale później zaczęło się jakieś zamieszanie i światło dzienne paliło się przez 24 godziny na dobę.

Raz zdarzyło się, że wyciągnęli mnie z celi kazali stać przodem do ściany z rękami w górze i uderzyli mnie w nogi i bok. Dostało mi się za to, że zapytałem się, jakie jest uzasadnienie zakazu leżenia na łóżkach w ciągu dnia.

Pierwszy dzień procesu. Dziennikarki Biełsatu nie przyznają się do winy PODSUMOWANIE

Rozmawiała Kryścina Czarnauskaja, ksz,pj/belsat.eu

Wiadomości