Agnieszka Romaszewska-Guzy: Nasze dziennikarki nie przestraszyły się terroru

Dyrektor Biełsatu skomentowała początek procesu dziennikarek stacji: Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej. Są oskarżone o kierowanie zamieszkami i sparaliżowanie komunikacji miejskiej. Grozi im za to do 3 lat więzienia.

– Dlaczego białoruskie władze wzięły na celownik właśnie dwie dziennikarki Biełsatu?

– Zamysł władz moim zdaniem był bardzo prosty – dwie nasze dziennikarki zostały wybrane, by dać sygnał białoruskim mediom a Biełsatowi w szczególności. Kaciaryna Andrejewa to dziennikarka, dobrze znana widzom z twarzy i prowadzenia relacji z różnych wydarzeń, popularna, laureatka nagród. Tymczasem Dasza Czulcowa jest zupełnie młoda, nie tak dawno zaczęła pracę. Oskarżenie ma pokazać, że przed represjami nie uchroni znane nazwisko ani popularność. A z drugiej strony, że żaden dziennikarz, operator czy reporter nie mogą liczyć na Białorusi z ulgowe traktowanie. I ma to zniechęcić ewentualnych kandydatów do pracy w niezależnych mediach

Pierwszy dzień procesu. Dziennikarki Biełsatu nie przyznają się do winy PODSUMOWANIE

– Co można powiedzieć o samych przebiegu pierwszej rozprawy?

– Sprawa dziennikarek Biełsatu moim zdaniem nie idzie według stworzonego przez władze scenariusza. Widać było to choćby po zachowaniu świadków oskarżenia – między innymi przedstawiciela Miensktransu, który nie umiał przekonująco wytłumaczyć, dlaczego Kacia i Daria miałyby być odpowiedzialne za sparaliżowanie transportu miejskiego i na jakiej zasadzie wyceniono straty przedsiębiorstwa. A jest to jeden z zarzutów.

Jeżeli kolejni świadkowie oskarżenia będą takiego kalibru jak wczoraj sprawa będzie przeradzać się w coraz większą kompromitację. A przecież nie ma co liczyć, że wypłyną nagle jakieś tajne materiały o tym, że dziennikarki Biełsatu otrzymywały polecenia z „tajnego ośrodka w Bydgoszczy”, czy też osobiście sterowały grupami protestujących.

Andrej Bastuniec: trzeba się liczyć, że sąd skaże dziennikarki Biełsatu

– Czego można się spodziewać podczas kolejnych rozpraw?

– Sąd odroczył posiedzenie na tydzień i zapewne uda się do telefonów, by wysłuchać odpowiednich instrukcji. Przy tak absurdalnych zarzutach i medialnym nagłośnieniu nie zdziwiłabym się, gdyby władze zechciały się wycofać rakiem i choćby zastanowić się poważnie nad skazywaniem dziennikarek na bezwzględne więzienie. Jednak należy pamiętać, że oprócz więzienia na Białorusi istnieje cały wachlarz kar, które mogą skutecznie sparaliżować działalność zawodową dziennikarza. Na przykład kara aresztu domowego lub prac przymusowych, gdy skazany jest wysyłany na wiele miesięcy w odległe miejsce do półzamkniętego ośrodka „poprawczego”.

– Sprawa dziennikarek Biełsat nabrała też rozgłosu.

– Na pewno udała się akcja nagłośnienia sprawy. Sprawę relacjonują największe białoruskie media i od wszystkich białoruskich dziennikarzy płyną głosy solidarności. O procesie dowiedział się też świat. Boję się tylko czy władze nie będą teraz próbowały “rozmyć” całej sprawy i uciszyć rozgłosu odraczając rozprawy i trzymając jednocześnie dziennikarki w więzieniu….

Europejskie organizacje dziennikarskie solidarne z więzionymi koleżankami

– Kacia i Dasza w swoich listach twierdzą, że gdyby mogły, zachowałyby się tak samo.

– Jestem dumna z naszych dziennikarek, które nie przestraszyły się coraz brutalniejszego terroru i represji. Dziewczyny doskonale wiedziały, z jakimi zagrożeniami wiąże się ich kolejne wyjście do pracy, a jednak mimo tej wiedzy się nie cofnęły. A co najważniejsze dały konkretny przykład środowisku dziennikarskiemu osobistej odwagi i swojego oddania sprawie. A taki przykład liczy się bardziej niż tysiące słów.

Adwokat dziennikarki Biełsatu: „Nie usłyszałem niczego, co świadczyłoby o znamionach przestępstwa”

Rozmawiał Jakub Biernat

Oprócz dwóch dziennikarek Biełsatu, które już stanęły przed sądem, jeszcze trzech naszych współpracowników jest podejrzanych w sprawie karnej. W ub. roku dziennikarze naszej telewizji byli zatrzymywani 162 razy, a zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego sześcioro dwukrotnie, a jednego trzykrotnie. Łącznie daje to 34 areszty administracyjne. Za kratami nasi koledzy spędzili 392 dni. Siedmioro spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa. Tylu też w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji. Również w 2020 r. dziennikarze Biełsatu zapłacili grzywny o równowartości 26 353,44 USD.

Wiadomości