Powstrzymywanie Putina, czyli poczekajmy na efekty

Michał
Kacewicz
dziennikarz

O tym, jakie będą efekty rozmowy Bidena z Putinem, przekonamy się m.in. po tym, co się będzie działo w Donbasie i co zrobi Kijów. Dziś amerykański prezydent rozmawiał z Wołodymyrem Zełeńskim.

We wtorek 7 grudnia Joe Biden rozmawiał z Władmirem Putinem w trybie wideokonferencji. Później amerykański prezydent odbył serię rozmów z liderami kluczowych w tej sprawie, zdaniem Białego Domu, liderów europejskich państw NATO: Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch. Dziś, 9 grudnia zaś rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim. Po tej rozmowie odbędzie się wideokonferencja z liderami wschodniej flanki NATO i Bukaresztańskiej Dziewiątki, czyli oprócz Polski, także Bułgarii, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Rumunii i Słowacji.

Seria rozmów amerykańskiego prezydenta ma służyć rozładowaniu napięcia i odsunięcia groźby rosyjskiej agresji na Ukrainie, oraz zasugerowanie Moskwie zagrożeń wynikających z eskalacji. Do tego potrzebna jest również demonstracja jedności Zachodu. Przebieg głównej części rozmowy nie jest jawny i można się opierać wyłącznie na subiektywnych relacjach i oświadczeniach obu prezydentów.

Dlatego na prawdziwe efekty należy poczekać.

Czy Putin zrozumiał przekaz, co mu grozi, kiedy rozpocznie atak na Ukrainę? I czy Biden jest skłonny dalej rozmawiać o przemodelowaniu systemu bezpieczeństwa w Europie? I wreszcie, czy Zełenski wytrzyma presję i rzeczywiście odczuje zachodnie wsparcie w nadchodzących, krytycznych miesiącach?

Szczyt Biden-Putin: prezydenci rozmawiali ponad dwie godziny

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Wobec rozmowy Joe Biden-Władimir Putin były ogromne oczekiwania. Rozdmuchane do granic niemożliwości zarówno przez Rosjan. Ci kreowali rozmowę, na punkt zwrotny, po którym Moskwa zyska gwarancje, że nie dojdzie do rozszerzania NATO na wschód. Nadzieje były rozbudzone i przez zachodnią opinię publiczną. Ta z kolei oczekiwała, że Biden tak wystraszy Putina, że ten od razu cofnie rosyjskie wojska z okolic granic Ukrainy. Nic z tego.

Nadmierne oczekiwania okazały się, jak zwykle w takich sytuacjach, tylko napompowanym medialnie balonem. Po takiej, interwencyjnej rozmowie trudno oczekiwać przełomowych decyzji kształtujących układ sił w świecie na lata.

Niezawisimaja Gazieta: Putin i Biden mogli „wymienić” Ukrainę na Nord Stream 2

Niezależnie od powstałego szumu medialnego i tak doszło do rozminięcia się oczekiwań obu stron. Putin występował, jako strona prowadząca ofensywę. Także w znaczeniu dosłownym – na polu militarnym, za pomocą eskalacji napięcia wokół Ukrainy i grożenia jej inwazją, w obszarze energetycznym i dyplomatycznym. Jej celem jest niezmiennie wprowadzenie logiki stref wpływów i decyzji podejmowanych przez mocarstwa, ponad głowami mniejszych państw. Oraz zbudowanie na przestrzeni poradzieckiej strefy buforowej, bez możliwości integracji ze strukturami zachodnimi. Czyli de facto oddanie Ukrainy Rosji.

Dla Putina celem jest również wyznaczenie NATO „czerwonej linii” polegającej na zablokowaniu instalacji w Polsce, czy Rumunii systemów obrony przeciwrakietowej, traktowanych przez Rosję, jako broń ofensywna. Strategiczny cel Putina zderzył się z bardziej defensywnym i taktycznym celem Bidena. Dla Bidena celem było doraźne zażegnanie niebezpieczeństwa ataku Rosji na Ukrainę. I tylko tyle.

Szef MSZ Ukrainy: rozmowa Bidena z Putinem służy jako odstraszanie i deeskalacja

Gra trwa nadal

Sądząc po dotychczasowych ocenach rosyjskich mediów i polityków, w Moskwie nie ma wielkiego entuzjazmu po rozmowie Putina z Bidenem. Wczoraj odpowiadając na pytanie dziennikarza Kommiersanta w czasie konferencji prasowej po spotkaniu z greckim premierem w Atenach, czy Rosja zamierza napaść na Ukrainę, rosyjski prezydent odparł tak:

– To prowokacyjne pytanie. Rosja prowadzi pokojową politykę zagraniczną, ale ma prawo zapewniać sobie bezpieczeństwo, jak już powiedziałem, w średniookresowej i dalekiej perspektywie – powiedział Putin.

Ukraiński politolog: w rozmowie Biden-Putin mogło chodzić o utrzymanie status quo wokół Ukrainy

Te słowa nie były oczywiście przypadkowe. Są ze strony Putina podsumowaniem rozmowy z Bidenem. Sprowadzają się do tego, że obaj prezydenci wyłożyli wprost, prawie twarzą w twarz (prawie, bo przez internetowe łącze) swoje karty na stół. I teraz będą czekać na kolejne ruchy. Putin swoją wypowiedzią w Atenach zasugerował, że nie zamierza się cofnąć. Jego celem jest wciąż wypchnięcie zachodnich wpływów z Ukrainy. Przy tym Putin obudowuje swoje oczekiwania tezami o zbliżaniu się Ukrainy do NATO.

Nie jest to prawda.

Owszem, Kijów współpracuje z Paktem Północnoatlantyckim i bardzo się stara. Np. certyfikując swoje jednostki specjalne do współpracy z NATO, czy prowadząc wspólnie z wojskami państw Sojuszu od czasu do czasu ćwiczenia. Trudno również za wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji uznać zakup przez Ukrainę stosunkowo niewielkich ilości „natowskiego” uzbrojenia: systemów przeciwpancernych Javelin, tureckich dronów TB-2 Bayraktar, czy planów zakupu brytyjskich kutrów rakietowych.

Putin boi się natowskiej broni na Ukrainie

Obecnie ciężko też mówić o konkretnej perspektywie wejścia Ukrainy do NATO. Choćby z uwagi na otwarty konflikt w Donbasie i okupację Krymu. Podobnie sprawa się ma z rzekomo narastającym zagrożeniem ze strony natowskich instalacji wojskowych na Ukrainie. Czyżby rzeczywiście pojawiające się okresowo amerykańskie, czy brytyjskie okręty na Morzu Czarnym i niewielkie misje szkoleniowe, lub siły przybywające na ukraińskie poligony w ramach ćwiczeń stanowiły takie niebezpieczeństwo dla Rosji? Oczywiste jest, że są wyłącznie zagrożeniem w narracji propagandowej, a nie rzeczywiście.

Ekspert: silną stroną ukraińskiej armii jest doświadczenie bojowe, słabą – obrona przeciwrakietowa

Tyle, że Putin widzi teraz okienko możliwości. Ocenia prezydenturę Bidena, jako słabą i skłonną do ustępstw w Europie Wschodniej. Widzi rosnący, amerykański niepokój działaniami Chin i zaangażowanie USA w Azji. Kreml dostrzega osłabioną podziałami Europę i ma teraz nowy, nieopierzony jeszcze rząd w Berlinie, oraz Francję na progu kampanii wyborczej. Stąd to nagłe przyspieszenie nacisków na Ukrainę. Jednocześnie Kreml jest zniecierpliwiony rządami Wołodymyra Zełenskiego.

Znalazł w nim trudnego przeciwnika, bo uciekającego przed podejmowaniem decyzji.

Paradoksalnie uzależnienie Zełeńskiego od sondaży popularności i jego słabość, polegająca na strachu przed zdenerwowaniem części elektoratu jakimkolwiek ruchem, który mógłby być interpretowany jako ustępstwa wobec Rosji, zagrała na korzyść Kijowa. Stąd Putin, zamiast naciskać na Ukrainę, postanowił wystraszyć Zachód i USA.

Generał zima

Ukraińcy mają bardziej realistyczną ocenę rosyjskich możliwości militarnych. Dobrze wiedzą, że Putin lubi sięgać po narzędzia wojskowe, ale nie lubi ponosić kosztów. Tymczasem duża operacja, tzw. wojna pełnoskalowa wobec Ukrainy oznaczałaby gigantyczne koszty. Takie, jak zaangażowanie całej prawie armii rosyjskiej oraz koszty finansowe. Plus cena sankcji zachodnich (co zasugerował Biden mówiąc o odłączeniu Rosji od światowego systemu finansowego). I wreszcie koszt ogromnych strat ludzkich.

Ukraińska armia jest dziś w zupełnie innym miejscu, niż w 2014 r. I z całą pewnością jest w stanie zadać rosyjskim siłom zbrojnym bardzo duże straty.

Raczej wątpliwe jest, by rosyjskie społeczeństwo było gotowe dziś na tysiące trumien wracających do ojczyzny. Tych strat nie dałoby się tak łatwo ukryć, jak nielicznych stosunkowo ofiar operacji w Donbasie, które były grzebane po kryjomu na rosyjskich cmentarzach.

Rosyjski atak na Ukrainę? Możliwe scenariusze, cele i kierunki

Dochodzą i inne, czysto militarne czynniki. Dużej operacji nie da się przeprowadzić bez wsparcia lotniczego, czy morskiego i działań całodobowych. Oraz ogromnego zaplecza materiałowego. Tymczasem mimo postępów w modernizacji, rosyjska armia jest słabo nasycona sprzętem termowizyjnym i innym, obserwacyjnym oraz samolotami i śmigłowcami zdolnymi operować w czasie krótkich, zimowych dni w nocy i przy dużym o tej porze roku, dziennym. zachmurzeniu. Generał zima, który w historii wiele razy pomagał Rosji, w erze nowoczesnej techniki gra przeciw planom Kremla.

Putin nie porzucił jednak narzędzia presji militarnej. Straciłby również twarz i wiarę w rozegranie tej partii rozgrywki po swojej myśli.

Dlatego zimą może dojść do eskalacji walk w Donbasie. Wojna trwa tam niezmiennie od 7 lat.

Rosja – Ukraina: nadchodzi wojna czy już się toczy?

Ukraiński wywiad wojskowy dziś poinformował, że obserwuje zwiększenie dostaw amunicji artyleryjskiej i rakietowej, oraz przyjazd par snajperów na Donbas. Co może oznaczać, że dojdzie do ograniczonej operacji zaczepnej tzw. separatystów wspieranych przez Rosjan. Lub wzmożenia ostrzałów na linii rozgraniczenia. Np. w rejonie Doniecka, czy Gorłowki. Bo to tam powtarzają się próby odepchnięcia sił ukraińskich od okolic tych miast.

Tyle, że będzie to ograniczona, lądowa operacja o stosunkowo niewielkiej sile.

Będzie jej za to towarzyszyła podgrzewana histeria w mediach i próby wywołania wrażenia, że właśnie zaczyna się wielka wojna. Czy do tego dojdzie, będzie teraz zależało od kalkulacji kosztów, jaką przeprowadza Putin i siły jego przekonania, czy za pomocą takich metod uda się zmusić Ukrainę i Zachód do ustępstw. Na razie mu to nie wychodzi.

Włodzimierz Marciniak: Putin wobec Ukrainy ma podobne pomysły jak Gorbaczow w sprawie zjednoczenia Niemiec

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów