Kryzys migracyjny – jak daleko może posunąć się Łukaszenka?

Kryzys migracyjny na granicy Białorusi i Unii Europejskiej pozostaje przedmiotem dyskusji na arenie międzynarodowej. Wspierana przez Kreml Hybrydowa agresja Łukaszenki jest stałym tematem obrad w instytucjach międzynarodowych i w krajach Europy Zachodniej. Co powstrzymuje organizacje takie jak ONZ czy Rada Europy od szybkiego działania? Czy Łukaszenka może posunąć się do prowokacji na granicy? Jak powstrzymać dyktatora?

Migranci spacerują po lesie, uśmiechają się, a potem odpoczywają – tak wygląda reklama nielegalnego kanału migracyjnego „pod patronatem Łukaszenki”. Nie ma już wątpliwości: kryzys na granicy Białorusi i Unii Europejskiej został wywołany sztucznie. A to jest bardzo rzadkie zjawisko w polityce światowej. W związku z tym struktury międzynarodowe zajmujące się sprawami migracji nie mają wystarczającego doświadczenia, aby szybko reagować.

To z kolei rozwiązuje ręce różnym aferzystom, między innymi samozwańczemu przywódcy Białorusi. Jednak, jak twierdzi doradca Swiatłany Cichanouskiej ds. polityki zagranicznej Franak Wiaczorka, społeczność międzynarodowa coraz bardziej angażuje się w powstrzymanie hybrydowej agresji Łukaszenki.

– Rozmawiamy właśnie z komisarzem ds. uchodźców. Polsce dostaje się za złe traktowanie migrantów, a [UE] jednocześnie całkowicie ignoruje politykę Łukaszenki. Jest to pewnego rodzaju polityka podwójnych standardów. Jeśli potępiana jest Polska i Litwa, to warto się zastanowić, kto jest prawdziwym winowajcą. Niedawno rozmawialiśmy z przedstawicielami ONZ, odbędą się też rozmowy z przedstawicielami Wysokiego Komisarza ds. Praw Człowieka w celu wysłania do Mińska misji humanitarnej.

Cichanouskaja: migranci zakładnikami reżimu białoruskiego

Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka powołał grupę ekspertów składającą się z 20 specjalistów. Ale na razie nie mogą nawet dotrzeć do Mińska: Łukaszenka nie wydał im pozwolenia. Razem z Kremlem kontynuuje on swoją hybrydową operację i nie ograniczają napływu nielegalnych imigrantów. Liczy na brak woli politycznej ze strony władz Polski i Litwy oraz na destabilizację sytuacji w tych krajach.

– Podział wewnątrz Polski skłania Łukaszenkę do kontynuowania tej presji. Wydaje mi się jednak, że polskie władze są pewne swoich wyborów i zdają sobie ze tego, że ich pozycja ma poparcie w Unii Europejskiej, że są w stanie skutecznie przeciwstawić się tej presji – uważa Marek Budzisz, ekspert Warsaw Enterprise Institute.

Morawiecki o sytuacji na granicy z Białorusią: otrzymaliśmy jednoznaczne poparcie wszystkich krajów UE

Niektóre siły polityczne w Polsce próbując zaatakować rząd kraju, rozpowszechniają publikowane prze komitet graniczny Łukaszenki fałszywe informacje na temat sytuacji na granicy. Poparcie dla takich działań jest jednak znikome, a społeczność międzynarodowa dosyć ostrożnie podchodzi do kwestii nielegalnej migracji.

– Bardzo istotne są tutaj sygnały, które otrzymujemy z Unii Europejskiej i Europy Zachodniej, czyli poparcie dla unijnej polityki ochrony granic. Co jest w zasadzie zrozumiałe. Na przykład Francja wzmacnia swoją politykę migracyjną wobec Algierii, Maroka i Tunezji. Dlatego trudno powiedzieć, że polityka „przyjmujemy wszystkich” znajdzie poparcie w UE – podkreśla Budzisz.

Jednocześnie należy nie tylko fizycznie wzmacniać granice, ale także pracować nad długofalowym rozwiązaniem sztucznie wywołanego kryzysu migracyjnego i nie poddawać się prowokacjom popleczników Łukaszenki.

– My z kolei, jako przedstawiciele społeczeństwa białoruskiego, przypominamy, że należy zdawać sobie sprawę ze źródła problemu. A nie jest nim słaba granica, ale tyran uzurpator, który przejął władzę, który czuje się na tyle bezkarny, że może zatrzymać wasze samoloty i wysyłać do waszych krajów migrantów. Jeśli problem Łukaszenki zostanie rozwiązany, problem z migrantami również zostanie rozwiązany – twierdzi Wiaczorka.

Prezydent Litwy: Wyzwaniem jest reżim w Mińsku, a nie migranci

Trzeba jednak również współpracować z krajami, z których do bezprawnie rządzonej Białorusi docierają grupy nielegalnych imigrantów. W sieci krążą już filmy przedstawiające nielegalne przekraczanie granicy jako świetną przygodę – rodzaj turystycznej wędrówki przez białoruskie lasy prosto do Niemiec, krainy mlekiem i miodem płynącej.

– Polska i Unia Europejska mogą wiele zdziałać w Iraku i innych krajach, gdzie rekrutuje się migrantów. Przecież ci ludzie są po prostu oszukiwani przez białoruskie służby specjalne, które organizują cały ten proces. Trzeba też pomyśleć o zorganizowaniu misji pomocy humanitarnej przynajmniej dla kobiet i dzieci, które znalazły się w pułapce na granicy – mówi Budzisz.

Polska przygotowała drugi konwój z pomocą dla migrantów na Białorusi

Kolejną kwestią jest ewentualne całkowite wstrzymanie ruchu pomiędzy Unią Europejską a Białorusią, nie tylko w celu wywarcia presji na dyktatora, ale również w celu wyeliminowania dodatkowych źródeł nielegalnej migracji, ponieważ transport towarów jest również wykorzystywany przez reżim Łukaszenki do przemycania migrantów. Byłoby dobrze, gdyby takie środki znalazły się w nowym pakiecie sankcji UE, który według Wiaczorki ma być przedmiotem kolejnych dyskusji już w listopadzie. Byłaby to godna odpowiedź na próby podważania jedności w Europie przez samozwańczego przywódcę Białorusi.

– Musimy sprawić, by cena tej operacji była dla Łukaszenki bardzo wysoka. Teraz dla niego jest to kwestia zatankowania samolotów, by wysłać je do Syrii lub Iraku, przywieźć dwieście osób i to wszystko. On nie tylko nie traci na tym, ale wręcz zarabia. Jeśli Łukaszenka będzie musiał drogo płacić miliony dolarów za każdy samolot, za każdego migranta, którego przywiezie do Mińska, a potem na granicę – przede wszystkim z powodu sankcji i ograniczeń gospodarczych, z powodu presji na jego portfele – to po prostu przestanie to robić – uważa doradca Cichanouskiej.

Przylatują samoloty, czyli jak Łukaszenka robi z Białorusi poczekalnię dla migrantów

Jednocześnie, jak twierdzi ekspert Warsaw Enterprise Institute, Łukaszenka ma coraz mniejsze pole manewru. Z jednej strony jest on pod presją Moskwy, która forsuje przeprowadzenie reformy konstytucyjnej, a z drugiej strony pogarsza się sytuacja gospodarcza w kraju. Nie można więc wykluczyć scenariusza, w którym reżim będzie zainteresowany eskalacją i wzrostem napięcia na granicy, aby uzasadnić nasilenie represji wewnątrz kraju i jednocześnie wpłynąć na część opinii publicznej.

– Uważam, że Łukaszenka może być zainteresowany taką symboliczną liczbą ofiar, szczególnie kobiet i dzieci, aby potem zrzucić winę na polskie władze. I nawet jeśli nie przekona nikogo na Zachodzie, to doprowadzi do powstania podziałów i wzbudzi wątpliwości. A to działa na jego korzyść, bo wątpliwości doprowadzą do rozłamu w zjednoczonym froncie państw zachodnich działającym przeciwko reżimowi Łukaszenki.

Na razie nie zanosi się na szybkie rozwiązanie kryzysu. Jednak jeśli naród białoruski i Zachód mają strategię działania, to Łukaszenka z każdą kolejną rundą eskalacji na granicy wpędza się tylko w nowe pułapki – zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Tym bardziej, że po Białorusi chodzą już tysiące głodnych migrantów, których Białorusini poważnie się obawiają i z którymi trzeba coś zrobić.

Migranci zapełnili lotnisko w Mińsku, ściągają do Grodna i Brześcia, śpią na ulicach FOTO WIDEO

 

Zmicier Mickiewicz dla programu „PraSwiet”, ksz / belsat.eu

Wiadomości