Putin i Łukaszenka: mistrz oraz uczeń i ich laboratorium represji

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Władze na Kremlu używają retoryki skopiowanej z przemówień Łukaszenki, a wobec rosyjskiej opozycji stosują podobne metody. Między Moskwą a Mińskiem funkcjonuje synergia i wspólnota interesów, oraz wzajemna inspiracja i nauka na błędach i doświadczeniach.

Nie wiadomo, czy Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, wybrał Uniwersytet Dalekowschodni we Władywostoku celowo na swój wykład. W każdym razie właśnie na rosyjskim Dalekim Wschodzie w ciągu ostatniego roku miały miejsce jedne z największych i najdłużej trwających protestów przeciw kremlowskiej władzy. Głównie w Chabarowsku, ale i we Władywostoku również. Tymczasem Ławrow mówił, że protesty uliczne to efekt wrogich wobec Rosji działań Zachodu i próba destabilizacji jego kraju przed wrześniowymi wyborami do Dumy Państwowej. Brzmi znajomo? A jakże.

Ławrow ostrzega przed protestami w Rosji „prowokowanymi przez Zachód”

W maju, podczas spotkania z Władimirem Putinem w Soczi Alaksandr Łukaszenka wypowiedział dokładnie te same słowa: Zachód destabilizuje Białoruś. Łukaszenka powtarzał tę frazę w różnych kontekstach przez ostatni rok, jak mantrę. Czasem wskazywał konkretnie kto „destabilizuje”: Litwa, Polska, USA, Niemcy, Europa – do wyboru, zależnie od okoliczności. Czasem wskazywał wspólników „destabilizatorów”: opozycję, białoruską młodzież, internet, media, polską mniejszość. O próbie zmiany władzy inspirowanej z zewnątrz mówił już rok temu, przed wyborami 9 sierpnia. Trzeba przyznać, że jest konsekwentny w swojej diagnozie sytuacji. Teraz równie konsekwentni w kopiowaniu tego typu retoryki są Rosjanie.

Reżim w Mińsku wywołał kryzys migracyjny? Rosyjski MSZ bierze Łukaszenkę w obronę

Mistrz i uczeń

Wykład Ławrowa odbył się tydzień po „gorącej linii” Putina, czyli prowadzonej na żywo telekonferencji prezydenta z Rosjanami. Już odpowiadając na ich pytania Putin sugerował, że rosyjska opozycja działa w interesie zewnętrznych wrogów Rosji. Podobnie wybrzmiały słowa Putina po spotkaniu z Joe Bidenem w Genewie. Ławrow jedynie doprecyzował myśli prezydenta.

– Można przypuścić, że przed wyborami do Dumy Państwowej będą nowe próby zdestabilizowania sytuacji, sprowokowania akcji protestu, najchętniej – z użyciem przemocy, jak lubi czynić Zachód – powiedział w czasie wykładu.

Szef rosyjskiej dyplomacji wybiegł w przyszłość, kreśląc scenariusz w którym Zachód, za pośrednictwem swoich podwykonawców z opozycji spróbuje podważyć wyniki wrześniowych wyborów. Dla stabilizacji systemu władzy, po trudnym roku 2020, kiedy Putin za pomocą zmian konstytucji i referendum zapewnił sobie teoretycznie dożywotnie rządy, umocnienie władzy w parlamencie będzie arcyważnym zadaniem. To jemu podporządkowane są działania na wewnętrznej scenie politycznej.

Putin wskazuje kandydatów Jednej Rosji w wyborach: wyznacza Szojgu i Ławrowa, pomija Miedwiediewa

Takie, jak aresztowanie i osadzenie w kolonii karnej Aleksieja Nawalnego oraz brutalna rozprawa z protestującymi w jego obronie Rosjanami, a potem trwające do dziś prewencyjne aresztowania liderów opozycji. Zdelegalizowano struktury Fundacji Walki z Korupcją Nawalnego. Do rozwiązania zmuszono Otwartą Rosję Michaiła Chodorkowskiego. Równolegle toczą się działania wobec wolnych mediów. Są zmuszane, jak np. portal Meduza, do zamieszczania informacji, że są „agentami zagranicznymi”. W maju władze zamroziły rachunki radia Swoboda.

Kampania przeciw oponentom i krytykom władzy prowadzona jest z rozmachem i już bez wcześniejszego udawania, że chodzi o coś innego, niż zwykłe wypchnięcie i wyizolowanie inaczej myślących z życia publicznego.

Sondaż: spada poparcie dla Aleksieja Nawalnego

Skończyła się zabawa w pozory. Przy czym zarówno na poziomie samego Putina, jak i władzy niższych szczebli, kluczowym argumentem uzasadniającym zwalczanie opozycji i tłamszenie protestów, jest założenie, że jest ona V kolumną Zachodu. A Zachód to wróg. Temu służy oskarżanie Nawalnego o współpracę z zachodnimi służbami. Temu służy piętnowanie mediów i organizacji pozarządowych, jako „zagranicznych agentów”.

To bardzo spójna i przemyślana strategia. Jakby przeniesiona żywcem z Białorusi. Z jedną różnicą. O ile Łukaszenka działał często na żywioł i jego decyzje sprawiały wrażenie emocjonalnych i pozbawionych prognozy skutków, to już rosyjska operacja przygotowania do wyborów jest oparta o dokładną analizę białoruskich doświadczeń.

Laboratorium represji

Skala i żywotność białoruskich protestów zadziwiły początkowo Kreml. Zwłaszcza, że niemal równolegle trwały protesty na rosyjskim Dalekim Wschodzie, a potem znacznie mniejsze i bardziej rozproszone manifestacje w obronie Nawalnego. Do protestów dalekowschodnich rosyjskie władze podeszły w zasadzie standardowo. Stosując mieszankę „kija i marchewki” i próbując rozładować napięcie bez eskalacji przemocy. Pewnie dlatego, że bunt w Chabarowsku był zdiagnozowany, jako lokalny i pozbawiony uniwersalnych, wywrotowych idei groźnych dla Kremla.

Co innego protesty w sprawie Nawalnego. Te były już tłumione w taki sposób, że oczywiste były skojarzenia z Białorusią. Nawet rosyjski OMON atakował w czasie zimowych protestów w podobny sposób, jak białoruska milicja. Było brutalne bicie pięściami i kopanie. Było bestialstwo rzadko wcześniej spotykane w Moskwie na taką skalę, a znane z Mińska. To efekt białoruskiej „lekcji”.

Współpracownik Nawalnego: protesty wybuchną jak w Tunezji

 

Białoruś była długo traktowana w Rosji, jako ostoja stabilizacji i modelowy system. Z jednej strony popularność postradzieckich resentymentów sprawia, że Białoruś przypomina od strony społecznej rosyjską prowincję. Z drugiej strony, zwłaszcza białoruska młodzież ma większe kontakty ze światem zachodnim, istotne są tradycje opozycyjne. No i skala Białorusi: kraj wielkości większego, rosyjskiego regionu może być w miarę sprawnie zarządzany przez stosunkowo wąską elitę władzy, z liderem na czele. Dość podobnie, jak w rosyjskich regionach.

Cała Rosja, od strony mechanizmów władzy i skomplikowanych powiązań między lokalnymi elitami, a władzą centralną na Kremlu, jest dużo bardziej złożoną i trudniej sterowalną strukturą. A jednak to co się zdarzyło na Białorusi, oraz reakcje Łukaszenki i jego sposób zwalczania zagrożenia, stały się bardzo ważną lekcją dla Putina. Również od strony reakcji międzynarodowych na represje.

Rada UE wprowadziła przeciwko Białorusi sektorowe sankcje gospodarcze

Nie przypadkiem kontynuację opresyjnej polityki, oraz diagnozę „zachodniego spisku” sformułował Siergiej Ławrow. Połączenie wewnętrznej, represyjnej polityki z polityką zagraniczną już się odbyło. Stwarza ono Kremlowi komfortową sytuację: w Rosji daje wolną rękę do rozprawy z opozycją, a za granicą daje argument do odpierania krytyki (no, bo wtrącacie się w nasze sprawy, a wsparcie dla opozycji jest tylko elementem wojny hybrydowej, więc mamy prawo się bronić).

Jest to również efekt nauczki wyciągniętej z białoruskich doświadczeń. Kreml uważnie obserwował i widział, że np. unijne sankcje i pogłębienie izolacji Białorusi nastąpiło dopiero, kiedy Łukaszenka eskalował represje, uderzył w liderów polskiej mniejszości i porwał unijny samolot. W ten sposób rozpoznał reakcje Europy i USA na przemoc wobec Białorusinów.

Rosja murem za Białorusią w sprawie samolotu

Rosja ma oczywiście większe znaczenie w relacjach międzynarodowych, większą gospodarkę i wagę powiązań z zachodnimi politykami i biznesem. Mimo sankcji nie znalazła się w całkowitej izolacji nawet po agresji na Ukrainie. A jednak przeprowadzenie wyborów do Dumy martwi i absorbuje rosyjskie władze. Mimo wszystko nie chcą po wyborach znaleźć się w takiej sytuacji, jak Łukaszenka.

Nawet jeśli rosyjska elita jest w stanie sprawniej od Łukaszenki egzekwować swoje interesy, to z doświadczeń białoruskich wyciągnęła jedną nauczkę: lepiej nie dopuścić do takiego rozwoju wydarzeń, jak w Mińsku. Dlatego operacja „wybory” już trwa na dobre od wielu miesięcy. Zaś dyplomacja buduje „czerwone linie” wygrażając Zachodowi wcześniej, uprzedzając jego potencjalne reakcje na to, co się będzie dziać po wyborach.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów