Zełenski wojną z oligarchią chce uciec do przodu

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Na Ukrainie rośnie niepokój przed rozmowami Biden-Putin. Na razie Wołodymyr Zełenski uzyskał zaproszenie do Waszyngtonu i kilka ciepłych słów, ale chce wytargować znacznie więcej: wolną rękę na rozprawę z oligarchami.

W poniedziałek Joe Biden rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim przez telefon. Amerykański prezydent zapewnił Zełenskiego o poparciu dla ukraińskiej integralności terytorialnej. Zagwarantował też, że będzie stał w obronie ukraińskiej suwerenności podczas rozmów z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w przyszłym tygodniu w Genewie. Zełenski na Twitterze podziękował Bidenowi za zaproszenie go do Białego Domu w lipcu.

Obawy Zełenskiego w sprawie stanowiska Bidena

Po rozmowie z amerykańskim prezydentem pojawiło się zamieszanie. Służba prasowa Zełenskiego pierwotnie zamieściła treść rozmowy prezydentów, w której Biden wyraził pełne poparcie dla Planu Działań na rzecz Członkostwa w NATO (MAP) dla Ukrainy. W późniejszej wersji ten zapis zniknął. Nie pokrywał się zresztą z oświadczeniem Białego Domu. Służba prasowa Zełenskiego tłumaczyła, że chodziło o osobisty i emocjonalny stosunek Bidena do członkostwa Ukrainy, a nie oficjalne stanowisko. Sam Zełenski wyjaśniał, że nie są ważne słowa, lecz czyny, a Ukraina powinna skupić się na unowocześnianiu armii.

Biden zaprosił Zełenskiego do Białego Domu w lipcu

Przed rozmową z Bidenem udzielił wywiadu portalowi Axios, w którym wyraził rozczarowanie, że nie spotka się z amerykańskim prezydentem, zanim ten porozmawia z Putinem. Krytykował również wstrzymanie sankcji za Nord Stream 2. W tym samym portalu pojawiły się przecieki z Białego Domu, sugerujące, że Biden chciał się spotkać z Zełenskim jeszcze przed Genewą, ale ukraiński prezydent naginając prawo zwolnił szefostwo Naftohazu (państwowy koncern energetyczny) i tym zirytował amerykańskie władze. W ocenie administracji Bidena było to działanie pokazujące, że władzy w Kijowie nie zależy na reformach i walce z korupcją.

– Zełenskiemu wydawało się, że naprawił złe wrażenie, jakie wywarł na Bidenie w czasie prezydentury Donalda Trumpa, kiedy wybuchła „Ukraine-gate” (afera związana z naciskami Trumpa, by Ukraińcy ujawnili korupcję syna Joe Bidena) – mówi Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog i dodaje – Widać jednak, że Biały Dom nie do końca ufa ekipie Zełenskiego, a ukraiński prezydent boi się, że w imię interesów globalnych Waszyngton zawrze kompromisowe porozumienie z Moskwą i da słabe gwarancje bezpieczeństwa Ukrainie, co dla Zełenskiego byłoby katastrofą.

Amerykanie starali się zrobić sporo, by zniwelować obawy Ukraińców. Kijów odwiedził na początku maja Antony Blinken. Zełenski dostał zaproszenie do Waszyngtonu. Mimo to ukraiński prezydent szykuje plan awaryjny. Na wypadek, gdyby jakaś forma porozumienia USA-Rosja uderzyła w jego wizerunek. Ten plan to krucjata przeciw oligarchii.

Wojna z oligarchami

Wołodymyr Zełenski zaczynał prezydenturę z łatką marionetki oligarchy Ihora Kołomojskiego. Dość szybko z posady administracji (biura) prezydenta odszedł Andrij Bohdan, uznawany za człowieka bliskiego Kołomojskiemu i pełniącego rolę łącznika oligarchy z prezydentem. Jego miejsce zajął bardziej elastyczny w kontaktach z oligarchami Andrij Jermak. W ubiegłym roku większe wpływy w otoczeniu Zełenskiego zdobył inny oligarcha, Rinat Achmetow.

Ale i to się zaczęło zmieniać. Rinat Achmetow od kilku miesięcy wchodzi w serię konfliktów z władzą. Związanych głównie z rządowymi pomysłami na regulacje prawne w branży energetycznej. Na początku czerwca Maksym Timczenko, dyrektor należącej do Achmetowa grupy DTEK powiedział, że grupa może sprzedać należące do niej kopalnie węgla i elektrociepłownie. DTEK posiada 70 proc. udziałów w ukraińskiej energetyce cieplnej. To szokujące dla ukraińskiego rynku energii oświadczenie zbiegło się z innym.

– Rinat Achmetow nie uważa się za oligarchę, i byłby zdziwiony, gdyby go za takiego uznano, bo Achmetow to największy na Ukrainie inwestor, a jego koncern SKM to od 20 lat największy płatnik podatków i pracodawca w kraju – powiedziała w radiu Swoboda Anna Terechowa, rzeczniczka prasowa SKM.

Te słowa to korespondencyjna odpowiedź na zamiary prezydenta. Na stronach Rady Najwyższej (parlament ukraiński) pojawił się prezydencki projekt ustawy „o oligarchach”.

Ukraiński minister sprawiedliwości widzi Poroszenkę i Kołomojskiego na „liście oligarchów”

Ustawa precyzuje kim jest oligarcha. A więc to ktoś, kto ma majątek powyżej miliona pensji minimalnych (obecnie to w przeliczeniu nieco ponad 80 mln. USD). Jednocześnie ma wpływ i udziały w mediach, ma monopol w jakiejś dziedzinie gospodarki, oraz uczestniczy w życiu politycznym. Ustawa ma oczywiście bardziej szczegółowe przepisy, ale jednocześnie są one na tyle ogólne i mało precyzyjne, że pozwolą zakwalifikować do grupy oligarchów właściwie znaczną część dużego biznesu, nie tylko dolarowych miliarderów. O tym, kto jest oligarchą będzie decydować właściwie arbitralnie prezydencka Rada Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony (RNBiO), co znacznie wzmacnia jej rolę. Uznany za „oligarchę” nie będzie mógł sponsorować partii, ani uczestniczyć w zapowiadanej prywatyzacji majątku państwowego.

Zełenski już przetestował możliwości działań RNBiO uderzając w Wiktora Medwedczuka, prorosyjskiego oligarchę. Najpierw wyłączył mu stacje telewizyjne dekretem, a potem zamknął Medwedczuka w areszcie domowym. To uderzenie było spektakularne, ale i przyjęte ze zrozumieniem. Medwedczuk reprezentował w końcu nie raz interesy rosyjskie na Ukrainie. Co innego pozostali. Oligarchowie mają swoje „szable” w parlamencie i swoje frakcje w rządzącej partii Sługa Narodu. Zełenski wybrał się jednak na wojnę z oligarchią, bo znalazł się pod ścianą. Do końca ubiegłego roku sondaże mu spadały. A eskalacja napięcia z Rosją wiosną pokazała, że nie ma co liczyć na szybki sukces w Donbasie i spełnienie głównej obietnicy – pokoju. Zwłaszcza teraz, kiedy rosną obawy wobec polityki USA-Rosja. Zełenski wybrał więc strategię demonstrowania, że wobec Rosji jest twardy. Podobnie, wobec oligarchów. I ze wsparciem Zachodu, a zwłaszcza USA, pójdzie w kierunku zdecydowanych reform. Pozostaje pytanie, czy jednym z kosztów kompromisu USA z Rosją nie będzie zielone światło dla Zełenskiego. Do rozprawy z oligarchią potrzebuje wolnej ręki ze strony Zachodu. Bo, jeśli ma to być wojna na serio, to nie będzie prowadzona w „białych rękawiczkach”.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów