Separatyści z Ługańska dzwonili do Mińska w sprawie Pratasiewicza

Prokuratura samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej zarzuca białoruskiemu dziennikarzowi popełnienie zbrodni wojennych w szeregach batalionu ochotniczego Azow. Kijów zagroził, że jeśli Mińsk zacznie współpracować z Ługańskiem, to “Łukaszenkę zaboli”.

Leonid Pasiecznik, przywódca samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej na wschodzie Ukrainy, oświadczył dziś, że grupy śledcze nawiązały już kontakt z białoruskimi służbami w sprawie przetrzymywanego na Białorusi dziennikarza Ramana Pratasiewicza. Jak informuje RIA Nowosti, szczegóły tych kontaktów nie zostały ujawnione.

– O ile wiem, kontakty zostały nawiązane – powiedział Pasiecznik. – Według mnie, nasi śledczy powinni pojechać na Białoruś w celu przeprowadzenia przesłuchania w naszej sprawie karnej. Ale tego nie jestem pewien. Za to na sto procent dzwonili.

Separatyści z Ługańska zarzucają Pratasiewiczowi terroryzm

Po tym, jak 23 maja białoruskie służby zmusiły samolot Ryanair do lądowania w Mińsku, by zatrzymać opozycyjnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza, ługańscy separatyści wszczęli przeciwko niemu sprawę karną. Zarzucają mu, że w szeregach batalionu ochotniczego Azow popełniał zbrodnie wojenne – jest rzekomo odpowiedzialny za ostrzeliwanie przez artylerię cywilnych budynków. Miał też “zapewniać tranzyt obywateli chcących walczyć w Donbasie”.

W 2014 roku Raman Pratasiewicz rzeczywiście był na froncie w Donbasie, gdzie według niego i jego ojca pracował jako dziennikarz i został ciężko ranny. Przez następne lata mieszkał na Białorusi, zaangażował się w działalność opozycyjną – był m.in. współzałożycielem niezależnego kanału NEXTA. Dopiero w tym roku białoruska propaganda, a za nią tzw. ŁRL poinformowały, że dziennikarz miał wstąpić do batalionu Azow. Dowódca jednostki powiedział dziennikarzom, że Pratasiewicz “walczył piórem”.

Szef MSZ Ukrainy: Łukaszenkę może zaboleć

Po rozmowie z Władimirem Putinem w Soczi, białoruski przywódca Alaksandr Łukaszenka oświadczył, że zaprasza “śledczych ŁRL” by zbadali sprawę Pratasiewicza. Powiedział też, że Rosja i Białoruś pracują już nad przywróceniem lotów na anektowany Krym. W odpowiedzi Kijów zagroził Białorusi sankcjami, a szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba powiedział, że jeśli Mińsk dopuści do Pratasiewicza śledczych z Ługańska, to “Łukaszenkę zaboli”. Kijów uważa bowiem państwa separatystów za organizacje terrorystyczne.

3 czerwca na antenie białoruskiej telewizji ONT pokazano “wywiad” z Ramanem Pratasiewiczem. Niezależne białoruskie media odmówiły publikowania jego fragmentów stwierdzając, że białoruska propaganda złamała zasady etyki dziennikarskiej. Reżimowy dziennikarz rozmawiał bowiem z człowiekiem przetrzymywanym w areszcie KGB, którego dziewczyna również jest za kratami, a rany na jego dłoniach świadczą o torturach.

Pratasiewicz w “wywiadzie” dla białoruskiej propagandowej TV: krytycznie o opozycji, Litwie i Polsce

aa,pj/belsat.eu

Wiadomości