Putin: wojna jest normą, a pokój anomalią

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Eskalacja napięcia z Ukrainą jest dla Władimira Putina narzędziem w wewnętrznej polityce i sposobem mobilizacji Rosjan wokół Kremla. Jest to łatwiejsze, kiedy Aleksiej Nawalny siedzi w łagrze, a opozycja raczej unika tematu wojny.

Rosyjska presja na Ukrainę nie ustaje. Pojawiają się kolejne zdjęcia i filmy – np. polowego obozu wojskowego w obwodzie woroneskim. Wczoraj prawdopodobnie dziesięć kutrów artyleryjskich i desantowych Flotylli Kaspijskiej wypłynęło w drogę ku Morzu Azowskiemu. Przepłyną połączeniami śródlądowymi przez Wołgę, kanał Wołga-Don i Don. I pojawią się za kilka dni na Morzu Azowskim. Wzmacniając rosyjskie siły i stwarzając, razem ze znacznymi siłami Floty Czarnomorskiej (np. zgromadzonymi w Jejsku jednostkami amfibijnymi) presję i zagrożenie np. desantem na ukraińskie wybrzeże azowskie. Przy jednoczesnej blokadzie cieśniny kerczańskiej grozi to całkowitym odcięciem Morza Azowskiego i uczynieniem z tego akwenu pola działań ofensywnych przeciw Ukrainie. Rosjanie twierdzą, że to tylko ćwiczenia i manewry.

O zaprzestanie dalszych tego typu ćwiczeń i koncentracji wojsk prosiła Władimira Putina kanclerz Niemiec Angela Merkel. Wczoraj w Kijowie był polski minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau. Pojechał ze wsparciem dla Ukrainy.

Minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau: Ukraina ma prawo się bronić

Za kulisami dyplomatycznej rozgrywki pojawił się nowy pomysł przeniesienia ciężaru negocjacji w formacie normandzkim (Francja, Niemcy, Rosja, Ukraina), na nowy format rozmów z Rosją ( z udziałem Litwy, Kanady, Polski, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Ukrainy). Dyplomatyczne zapasy będą trudne. Stawką jest integralność terytorialna Ukrainy, jej suwerenność, ale i bezpieczeństwo Europy.

Kreml natomiast, oprócz budowania presji militarnej, ma jeszcze jeden poważny atut: rosyjskie społeczeństwo. Latami znieczulane na zagrożenia wojenne. Przyzwyczajane do tego, że bierze udział w konfliktach zbrojnych, a atak jest normalnym instrumentem w polityce zagranicznej. Dla Putina konflikt nie jest wyłącznie narzędziem w polityce zagranicznej. W równym stopniu w tej wewnętrznej. Za jego pomocą mobilizuje Rosjan. Po agresji na Ukrainie w 2014 r. zanotował rekordowe poparcie. Dziś, przeciwnie, jego notowania są niskie, a trwający od roku proces przebudowy architektury władzy i tworzenia opcji dożywotniej władzy Putina zachwiał kremlowskim monolitem. Zwłaszcza, że towarzyszą mu przemiany pokoleniowe, protesty uliczne, stagnacja gospodarcza i pandemia, a także petryfikacja elity władzy. Kiedy nie ma innych pomysłów na wyjście z kryzysu, najłatwiej zagrać na surmach wojennych.

Wybory i armaty

Z opublikowanego przed czterema dniami sondażu Centrum im. Jurija Lewady wynika, że 82 proc. Rosjan słyszało o procesie sądowym i wyroku dla Aleksieja Nawalnego. 26 proc. uważnie śledziło proces. Aż 48 proc. uważa, że wyrok skazujący opozycjonistę na dwa i pół roku kolonii karnej za sprawiedliwy. Zaś 29 proc. sądzi, że wyrok jest niesprawiedliwy. Co ciekawe, 61 proc. Rosjan chciałoby jak najszybszego uwolnienia opozycjonisty, a tylko 8 proc. chce, by pozostał w więzieniu.

Co piąty Rosjanin popiera działalność Aleksieja Nawalnego

Pomijając aspekt humanitarny, prawie połowa Rosjan wierzy jednak sądowi. A właściwie nie tyle sądowi, co kremlowskiej propagandzie. Ta zaś od dawna, systematycznie jeśli już cokolwiek mówiła o Nawalnym, to tylko tyle, że jest oszustem, złodziejem i pozostaje na usługach zachodnich służb.

Powyższe liczby nie powinny zaskakiwać. Przy takim natężeniu propagandy i, z nielicznymi wyjątkami, pełnej kontroli przestrzeni medialnej przez władze jedna trzecia Rosjan, która nie popiera wyroku dla Nawalnego i tak jest niepokojąca dla Kremla. Zwłaszcza, jeśli spojrzy się na rozkład dezaprobaty w grupach wiekowych. Najwięcej, bo połowa Rosjan nie popiera rozprawy z opozycjonistą w grupie 18-24 lata. Wśród młodych Rosjan tylko 35 proc. zgadza się z wyrokiem.

Adwokat: Nawalny ma przepukliny kręgosłupa, traci czucie w rękach

 

Tymczasem Władimir Putin znajduje się w kluczowym momencie przesilenia swojej władzy. Rosjanie się do niego przyzwyczaili, ale jednocześnie są nim zmęczeni. Od trzech lat narastają objawy kryzysu. Ustawa dająca możliwość rządów do 2036r. już jest podpisana. A jednak nie ma pewności, że sukcesja władzy od Putina do Putina odbędzie się gładko. Zwieńczeniem tego procesu będą jesienne wybory Dumy Państwowej. Parlament jest zmarginalizowanym ośrodkiem władzy, a jednak pełni ważną funkcję, jako centrum redystrybucji profitów dla popierających Kreml elit. Wybory są również papierkiem lakmusowym nastrojów społecznych. Te zaś nie są dobre.

Potęgowanie nacisków na Ukrainę, przy jednoczesnym zrzucaniu winy za eskalację na Kijów ma na celu również mobilizację rosyjskiego społeczeństwa. Przypomnienie mu, że Putin nie przegrywa. Jeśli tak, to Ukrainę i Europę czeka niespokojna wiosna i lato. Z pewnością przerzuty wojsk i możliwe prowokacje będą miały miejsce w kwietniu, bo do końca miesiąca są oficjalnie zapowiedziane sprawdziany gotowości bojowej rosyjskiej armii.

Dwóch ukraińskich żołnierzy zginęło w Zagłębiu Donieckim

Potem zaś, kiedy na donieckim stepie przyschnie wiosenne błoto, możliwe są kolejne incydenty. Zwłaszcza, że eskalacja napięcia wpisze się w letnią kampanię wyborczą kremlowskiej partii władzy, Jednej Rosji. Od zachowania monopolu władzy tej partii zależy stabilizacja rządów Putina. Ograniczona awantura wokół Donbasu i uzyskanie nawet drobnych ustępstw Kijowa pod presją zastraszania wojną na pełną skalę, albo w ostateczności natężenie incydentów na donbaskim froncie będzie ważnym elementem „patriotycznej” kampanii wyborczej partii władzy.

Od zwycięstwa do zwycięstwa

W Rosji Putina wojna jest normą, a pokój anomalią. Przez ponad dwadzieścia lat rządów Putina stan pokoju trwał pięć lat. I to przerywany operacjami antyterrorystycznymi na Kaukazie Północnym. Prawie cała pierwsza dekada Putina to druga wojna czeczeńska. Pod jej koniec, w 2008r. była krótka wojna z Gruzją. Potem, w 2014 r. rozpoczęła się operacja krymska i wojna w Donbasie. Rok później (choć w rzeczywistości wcześniej), Rosja zaangażowała się w Syrii. Od tego czasu rosyjscy wojskowi są zajęci na Ukrainie, Bliskim Wschodzie i, nieoficjalnie, w konfliktach w Afryce.

Wojnom towarzyszy obecna w życiu codziennym Rosjan narracja. Nie tylko propagandowa, ale po prostu otoczka kulturowa. To media (także „armijne” media w rodzaju TV Zwiezda), potężne i angażujące miliony ludzi obchody kolejnych rocznic dnia zwycięstwa w II wojnie światowej i ogólnie, budowa mitologii wojno-ojczyźnianej, filmy i propaganda siły militarnej na każdym kroku. Wojny Putina są w tej narracji zawsze zwycięskie. Pokonanie oporu Czeczenów, rozbicie gruzińskiej armii Micheila Saakaszwilego, zajęcie Krymu i separatystyczne powstanie w części ukraińskich obwodów donieckiego i ługańskiego, czy kampania w Syrii są przedstawiane jako zwycięski marsz Putina ku odzyskaniu światowej pozycji Rosji.

Polsko-amerykańskie tematy: Białoruś, Ukraina, Trójmorze i Nord Stream2

Gdyby Aleksiej Nawalny był wolny, musiałby zająć stanowisko wobec gróźb Kremla pod adresem Ukrainy i narastającego ryzyka wojny. Ale nie jest. A rosyjska opozycja demokratyczna nie potrafi powiedzieć głośno i wyraźnie co myśli o polityce imperialnej Putina. Owszem, są jakieś pojedyncze głosy publicystów i nieliczne wpisy na Twitterze. Trudno to jednak uznać, za sprecyzowane stanowisko rosyjskiej opozycji w kwestii tak fundamentalnej, jak wojna czy pokój. Jak imperium i zbójecka polityka, czy normalne relacje międzynarodowe. Co nie jest jej winą, opozycja zajęta jest sobą: procesami sądowymi, aresztowaniami i planowaniem protestów. Nawalny wyrósł na walce z korupcją i zagospodarował przestrzeń oskarżeń elity władzy o nadużycia. Jednak pozostawił Putinowi kreowanie wizji Rosji w przestrzeni międzynarodowej.

Większy potencjał armii Rosji i Ukrainy może być szansą na pokój

To nie tylko otwiera pole dla licznych przecież spekulacji, pt. Nawalny też jest imperialistą i bo kiedyś powiedział, że Krym jest rosyjski (powiedział raz, w jesienią 2014 r. w wywiadzie dla Echa Moskwy i potem się z tego wycofał). Przede wszystkim jednak daje Putinowi rząd dusz. Wolną rękę i klucz do otwierania najciemniejszych zakamarków rosyjskiej duszy. Kremlowska propaganda wypracowała zresztą prosty mechanizm dezawuowania każdego głosu krytycznego wobec polityki imperialnej. Oskarża krytyków o zdradę interesów i pracę na rzecz obcych wywiadów i ośrodków wpływu. Stąd bardzo trudno jest w Rosji powiedzieć, że to nie Ukraina jest agresorem.

Kiedy w czasie wojny krymskiej młody oficer carskiej armii, Lew Tołstoj pisał swoje debiutanckie „Opowiadania sewastopolskie”, wyzierał z nich naiwny nacjonalizm i przekonanie o słuszności sprawiedliwej wojny, a późniejszy pacyfizm i krytyka niesprawiedliwości w Rosji dopiero kiełkowały. Podobnie dziś, dla młodej i krytycznej wobec Putina części rosyjskiego społeczeństwa kwestie wojny i pokoju są gdzieś daleko.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów