Partie centralnie planowane, czyli „demokratyzacja” według Łukaszenki

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

W weekend w Mińsku odbył się zjazd założycielski prorosyjskiej partii Związek. To tylko jedno z wielu ugrupowań, które mają powstać na Białorusi w najbliższym czasie. Na razie proces wydaje się być kontrolowany głównie przez Alaksandra Łukaszenkę. W pewnym momencie może się jednak spod tej kontroli wyrwać.

Po Ogólnobiałoruskim Zgromadzeniu Ludowym, które odbyło się w lutym, trwa proces zakładania i ponownej rejestracji partii na Białorusi. Obecnie jest ich 15. Jednocześnie tworzone są kolejne.

Założenie swojego ugrupowania zapowiedział, między innymi, Andrej Dzmitryjeu, były kandydat na prezydenta, który zdaniem wielu obserwatorów białoruskiej sceny politycznej współpracuje z władzami. Deklaruje to też Juryj Waskrasienski, do niedawna więzień polityczny, a od czasu zwolnienia z aresztu osoba zaliczana do marionetek reżimu Alaksandra Łukaszenki. Znów mówi się także o przekształceniu proprezydenckiego ruchu Biała Ruś w partię.

Ruskij mir w Białorusi

W sobotę, w hotelu Białoruś, w centrum Mińska zebrało się 135 delegatów, którzy utworzyli partię o nazwie Związek (Sojuz). Ma to być ugrupowanie zdecydowanie opowiadajace się za zbliżeniem z Rosją. Faktycznie jest to przekształcona organizacja społeczna o tej samej nazwie działająca od 2016 roku. Założenie partii zapowiedziano jeszcze jesienią zeszłego roku, gdy Alaksandr Łukaszenka pod naciskiem Moskwy zaczął mówić o zmianie systemu politycznego na Białorusi i reformie konstytucyjnej.

Głównym zadaniem Związku, jak sama nazwa wskazuje, jest rozwój i pogłębienie integracji Rosji i Białorusi oraz promocja innych programów integracyjnych na „przestrzeni euroazjatyckiej”.

– Tylko rozwój sojuszniczych stosunków pozwoli stworzyć mocną bazę ekonomiczną, która zachowa i zwiększy poziom zabezpieczenia materialnego i socjalnego Białorusinów – napisano w materiałach zjazdu.

Na czele Związku stanął białoruski działacz prorosyjski Siarhiej Łuszcz.

– Mamy szerokie plany polityczne. To nie tylko geopolityczny i cywilizacyjny wybór Republiki Białoruś, o którym my otwarcie mówimy, czyli sojusz z Rosją i pogłębienie integracji. Mamy też postępowe poglądy na białoruską gospodarkę – mówił.

Partia proponuje prywatyzację gospodarki, przejście od systemu prezydenckiego do parlamentarnego, a także medycynę opartą na systemie ubezpieczeń społecznych.

Stalin, flaga DRL i „Sława Rosji”. Przez Mińsk przeszedł Nieśmiertelny Pułk FOTOREPORTAŻ

W materiałach rozdawanych na zjeździe 38-letni Łuszcz był przedstawiany jako osoba, która od 2004 roku zajmuje się działalnością społeczno-polityczną. Portal niezależnej gazety Nasza Niwa jeszcze w 2016 roku przypominał, że aktywista uznaje się za Rosjanina mieszkającego na Białorusi opowiadającego się za jednością Słowian. Wiadomo też o jego powiązaniach z rosyjską skrajną prawicą i wielbicielami Imperium Rosyjskiego. Siarhiej Łuszcz kieruje działającą od 2011 roku organizacją Młoda Ruś (ros.: Rus’ Mołodaja, w skrócie RuMoł). W jej statucie napisano, że „sprzyja ona jednoczeniu narodów i państw terytorium słowiańsko-rosyjskiego” oraz chce „zbudować globalny obszar rosyjskojęzyczny, oparty na wspólnej tradycji historyczno-kulturowej i duchowej”. W październiku zeszłego roku przyszły prezes partii Związek proponował, aby Mińsk uznał Krym za terytorium Rosji oraz suwerenność oderwanych od Gruzji Osetii Południowej i Abchazji. RuMoł regularnie otrzymuje wsparcie od oficjalnych rosyjskich instytucji państwowych.

We wspomnianym artykule Naszej Niwy czytamy, że Łuszcz w 2007, 2009 i 2012 roku brał udział w spotkaniach pogańskiej antysemickiej sekty Schoron Eż Sławen, której nazwa jest tłumaczona jako „Zjednoczenie, zachowanie wszystkich Słowian”. Gośćmi byli przedstawiciele skrajnie prawicowych organizacji, nie obyło się zatem bez faszystowskich gestów powitalnych. Ideologia grupy przewiduje bowiem pozbycie się z „terenów słowiańskich” wszystkich innych mniejszości, a szczególnie Żydów, którzy – zdaniem słowianofili – opanowali władzę w państwach regionu. Nasza Niwa zwracała uwagę, że Łuszcz nie widział wówczas sprzeczności pomiędzy współpracą z faszystami a organizowaniem imprez upamiętniających ofiary Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, czy też w wyznawaniu pogaństwa przy jednoczesnej współpracy z Cerkwią Prawosławną.

W Mińsku powołano prorosyjską partię

Symboliczny jest fakt, że kandydaturę Łuszcza na stanowisko prezesa Związku w czasie niedzielnego zjazdu zaproponował Mikałaj Siarhiejeu, który w latach 1992-99 był jednym z liderów pansłowiańskiej prorosyjskiej partii Słowiański Sobór „Biała Ruś”.

Do 6 kwietnia Związek ma zamiar złożyć dokumenty do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeżeli partia zostanie zarejestrowana, będzie to pierwszy taki przypadek na Białorusi od 2004 roku.

Wydaje się, że ugrupowanie ma już pewne błogosławieństwo władz. Mówił o tym obecny na zjeździe deputowany Izby Reprezentantów (izba niższa białoruskiego parlamentu) pochodzący z Gruzji Tengiz Dumbadze, który zwrócił się do delegatów.

– Wierzę w wasz Związek, w waszą partię. Oczywiście, tylko pod jednym warunkiem: to nie może uderzyć w suwerenność naszego kraju. W żadnym wypadku – podkreślał.

Zapewniał przy tym, jak ważna jest „braterska przyjaźń” z Rosją.

– I my, Białorusini jesteśmy gotowi zaprowadzić porządek na Ukrainie. W żadnym wypadku nie siłą, a dobrym słowem i ładnym przykładem – dodał.

Były dowódca separatystów: Putin gorszy od przestępców

Ci, którzy „zaprowadzali na Ukrainie porządek”, byli obecni na zjeździe w Mińsku. Byli to, między innymi, przedstawiciele rosyjskiej partii Sprawiedliwa Rosja – Za Prawdę Aleksandr Kazakow i Wiktor Jacenko. Jednym ze współprzewodniczących ugrupowania jest pisarz Zachar Prilepin, zwolennik „rosyjskiego miru”, czyli rosyjski imperialista, który brał udział w walkach w Zagłębiu Donieckim. Z kolei Aleksandr Kazakow jest byłym doradcą watażki „Donieckiej Republiki Ludowej” Ołeksandra Zacharczenki. Wiktor Jacenko pracował tam jako minister komunikacji.

Wśród gości był też profesor katedry kontaktów społecznych i polityki medialnej w Rosyjskiej Akademii Gospodarki Narodowej i Administracji Publicznej przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej Władimir Krawcow. Z uczestnikami zjazdu połączył się deputowany rosyjskiej Dumy z anektowanego Krymu Dmitrij Bielik. Wyraził radość, że spotkanie odbywa się 6 marca, czyli w kolejną rocznicę „referendum o powrocie Krymu do ojczystej przystani”.

Wszyscy obecni na zjeździe Rosjanie bardzo pozytywnie wypowiadali się o nowym ugrupowaniu i jego perspektywach, między innymi, o tym, że wiosną z Zachodu przyjdzie „nowa transza” pieniędzy i znów zaczną się demonstracje, trzeba więc działać zdecydowanie.

– Jestem absolutnie przekonany, że większość mieszkańców Białorusi popiera ideę państwa związkowego. Przy czym mówiąc współczesną polityczną nowomową „od lodówki do telewizora” – mówił Kazakow.

„Bili z nudów”: jak separatyści torturują ukraińskich jeńców

Wymienione tu nazwiska pokazują, że nowa partia nie ma, przynajmniej oficjalnie, mocnego wsparcia z Moskwy. Jeśli już – to raczej marginalnych tamtejszych polityków. Choć należy pamiętać, że na Krymie i w Zagłębiu Donieckim Rosjanie wspierali miejscowy polityczny margines właśnie za pomocą własnych polityków i działaczy z drugiego rzędu. Sytuacja na Białorusi, w tym kontekście, przypomina trochę to, co się działo na Ukrainie 7 lat temu.

Ranga rosyjskiej delegacji ma, zdaniem wielu mińskich politologów, świadczyć też o tym, że Związek nie jest projektem moskiewskim, a raczej czysto białoruskim. Mińsk chce zagospodarować prorosyjski elektorat dlatego działa z wyprzedzeniem. Jeśli ugrupowanie miałoby wsparcie Kremla, w hotelu Białoruś zobaczylibyśmy zupełnie innej rangi polityków. Sam Siarhiej Łuszcz był wielokrotnie obwiniany o związki z miejscowym KGB.

Plany Związku na najbliższe lata to udział w wyborach deputowanych rad miejskich w przyszłym roku, a następnie w wyborach parlamentarnych. W ciągu pół roku po rejestracji mają zostać utworzone struktury regionalne.

Nie Sojuzem jedynym

Budowa systemu partyjnego trwa nie tylko w sektorze prorosyjskim. Alaksandr Łukaszenka przygotowuje też coś dla elektoratu bardziej patriotycznego.

Proreżimowa organizacja Biała Ruś ma zamiar przekształcić się w Partię Jedności Narodowej Biała Ruś. Jej przedstawiciel Alaksiej Dziermant był na zjeździe Związku. O tej zmianie mówi się z przerwami już od wielu lat, od niedawna znów głośniej. Jeszcze w sierpniu 2019 roku przewodniczący Białej Rusi Hienadź Dawydźka mówił, że przekształcenie w partię nie ma sensu. Rok później zmienił zdanie o 180 stopni.

– Słowo „jedność” w nazwie oznacza prawocentrową partię z mocnym lewicowym młodzieżowym skrzydłem, z gwarancjami socjalnymi – zapewniał.

Jeśli to ugrupowanie byłoby zarejestrowane, stałoby się największą partią na Białorusi. Organizacja ma bowiem formalnie prawie 200 tysięcy członków, głównie pracowników sfery budżetowej: nauczycieli, lekarzy i pracowników państwowych firm.

Wiktar Babaryka: junta toczy wojnę z częścią narodu

 

Juryj Waskrasienski, inny wspomniany wcześniej uczestnik zjazdu partii Związek, zakłada partię Sojusz Demokratyczny. Oczywiście o tych krokach informują także państwowe media, które starają się stworzyć obraz „rozsądnej i konstruktywnej opozycji” będącej przeciwwagą dla wychodzących na ulice Mińska i innych miast „protestunów” (tak nazywa ich Łukaszenka).

– Ta partia ma się opierać przede wszystkim na działaczach ruchu protestacyjnego, którzy w odpowiednim momencie się zatrzymali – mówi Waskrasenski.

Cytuje go portal telewizji ONT, która chyba nigdy nie „splamiła się” dobrym słowem o antyłukaszenkowskich demonstrantach. W artykule podkreślono, że tę samą nazwę nosiła pierwsza otwarcie opozycyjna partia ZSRR założona przez urodzoną na Białorusi Walerię Nowodworską. W rozumieniu pracowników ONT, jej następcą ma być właśnie przewodniczący Sojuszu Demokratycznego.

Łukaszenka obiecał, że to jego ostatnia kadencja? Tak twierdzi uczestnik spotkania w areszcie KGB

Przedsiębiorca Juryj Waskrasienski był członkiem grupy, która zbierała podpisy pod kandydaturą Wiktara Babaryki na prezydenta. Były prezes Biełgazprombanku został jednak wtrącony do więzienia, gdzie znalazł się także biznesmen. Po październikowym spotkaniu Alaksandra Łukaszenki w areszcie śledczym KGB z więźniami politycznymi, Waskrasienski został wypuszczony na wolność i założył marionetkową organizację „Okrągły stół sił demokratycznych” mającą stwarzać iluzję dialogu. Tego rodzaju inicjatywy skrytykowała liderka opozycji Swiatłana Cichanouskaja i sam Babaryka. Od tego czasu biznesmen nie raz popierał rządzący w Mińsku reżim. Był na przykład obecny na Ogólnobiałoruskim Zgromadzeniu Ludowym. Trudno się dziwić, że jego wypowiedzi pokrywają się dokładnie z propagandowym przekazem.

– Przez to, że ludzie miesiącami siedzieli w domach z powodu koronawirusa, to chłonęli informację z internetu, w tym z destruktywnych kanałów komunikatora Telegram. Trzeba ich interesy skumulować w pewnych grupach – tłumaczył.

Ludzie Płoszczy-2010: Co teraz robią?

Swoje partie chcą też założyć inni systemowi opozycjoniści. Na przykład Andrej Dzmitryjeu, który kierował społecznym ruchem Mów Prawdę i startował w ostatnich wyborach prezydenckich w sierpniu zeszłego roku. Ugrupowanie ma się wstępnie nazywać Nasza Partia.

– Najważniejsze jest, aby ta partia została zbudowana nie od góry, a przez samych ludzi od dołu – mówił.

W komitecie organizacyjnym jest jakoby trzysta osób. Nazwisk nie chce on jednak ujawniać. Ugrupowanie ma zabiegać o reformy rynkowe i wsparcie socjalne dla najbiedniejszych oraz rozwój regionów.

Założenie ugrupowania zapowiadała także jesienią Hanna Kanapackaja. „Reżimowa opozycjonistka”, która była na Ogólnobiałoruskim Zgromadzeniu Ludowym. Nie tylko dano jej przemówić, ale i wystąpić z krytyką władz. Pech chciał, że akurat wtedy telewizja wstrzymała transmisję. Jej ugrupowanie miałoby mieć charakter „narodowo-demokratyczny”, czyli obsługiwać patriotyczną część elektoratu.

“Jezioro damy tutaj, a ten blok niech sobie stoi w zieleni”

Alaksandr Łukaszenka przyzwyczaił się, że to on rozdaje stanowiska, tworzy państwo, buduje jedną fabrykę, a potem stawia kołchoz, tu rysuje drogę, a tam park i cyrk, jeśli jest osiedle, to musi być dom i szkoła i megasam. Tworzy kolejne pięciolatki, jak w PRL, czy jego ukochanym ZSRR. Teraz, prawdopodobnie pod naciskami Moskwy, zaczął budować system partyjny, który przy ewentualnej zmianie systemu pozwoliłby na łatwe kontynuowanie kontroli nad rządzącymi w Mińsku. Zapewne od Władimira Putina usłyszał, że wśród ugrupowań ma być partia prorosyjska. Pozwala zatem na jej stworzenie i może zaraportować do Moskwy/Soczi, że zadanie zostało wykonane.

Łukaszenka w objęciach Putina

Ale Łukaszenka musi też kontrolować inne grupy elektoratu. Dla tych, którzy wierzą w reżim, stworzy partię Biała Ruś, coś w rodzaju rosyjskiej Jednej Rosji, czy kazaskiego Nur Otanu. Dla wyborców o „skłonnościach opozycyjnych” będą ugrupowania Kanapackiej, Dzmitryjewa, czy Waskrasienskiego. Ich jest kilka bo wówczas to skrzydło będzie bardziej rozbite, czyli ma mniejszą szansę na wejście do parlamentu. Najlepiej jeśli aktorzy w tej grupie zaczną się między sobą spierać, wówczas na ich tle partia władzy będzie wyglądać jeszcze lepiej.

Ta zabawa niesie jednak za sobą pewne ryzyko. Nawet przy obecnych drakońskich represjach, kierujący centralnie planowanymi partiami mogą próbować się usamodzielnić. Jeśli nie nastąpi to w tym roku, to może nastąpić w przyszłości.

Dlatego Alaksandr Łukaszenka dawkuje napięcie i budowa systemu partyjnego trwa bardzo powoli. Co więcej, z wielkich zapowiedzi zmian do konstytucji mogą wyjść zmiany kosmetyczne. Widać, jak rządzący w Mińsku powoli wycofuje się z najradykalniejszych propozycji, na przykład z organiczenia swoich uprawnień.Jeszcze jesienią wydawał się na to gotowy, teraz władze publikują sondaż, z którego wynika, że Białorusinom idealnie pasuje system prezydencki.

Do gry może też wejść ostrzej Moskwa próbując tworzyć prawdziwie prorosyjskie ugrupowania. Władimir Putin zapewne chętnie widziałby na stanowisku prezydenta w Mińsku innego polityka. Kreml chciałby, aby ta zmiana następowała w sposób stopniowy i nie pod naciskiem ulicy. Takiej zmianie miał sprzyjać system partyjny. Utworzenie partii Związek to właśnie ten moment, gdy Alaksandr Łukaszenka traci monopol na bycie prorosyjskim, nawet jeśli teraz wydaje mu się, że kontroluje to ugrupowanie.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów