Po trzech miesiącach za kratami. Dziennikarki Biełsatu stanęły przed sądem NA ŻYWO

W sądzie w Mińsku trwa proces dziennikarek Biełsatu Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej. Nasze koleżanki są oskarżone o “organizację działań poważnie naruszających porządek społeczny” (cz. 1 art. 342 KK). Grozi im do trzech lat więzienia. Sprawę rozpatruje sędzia Natalla Buhuk.

Biełsat relacjonuje przebieg procesu na żywo w czasie białoruskim (+2)

Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa w klatce. Mińsk, Białoruś, 9.02.2021 r.

17:18 Sędzia odracza sprawę do 16 lutego. Kolejna rozprawa rozpocznie się za tydzień o godzinie 14:30 czasu białoruskiego.

17:10 Nowym świadkiem, który pojawia się na sali sądowej, jest taksówkarz. Sąd pyta go o jego relacje z oskarżonymi. Pytanie wywołuje zaskoczenie u świadka, który odpowiada, że nie ma żadnych. Pytanie i odpowiedź rozśmieszają, męża Kaciaryny Ihara Iliasza. Prokurator domaga się usunięcia go z sali. Sędzia nie przychyla się do wniosku, ale przypomina o potrzebie zachowania porządku.

17:06 Daria i Kaciaryna odmawiają pełnego zaakceptowania żądań Minsktransu

17:02 Sędzia kontynuuje przesłuchanie, zadając pytania dotyczące obecności chorób i posiadania dzieci. Kaciaryna odmawia odpowiedzi na pytanie o choroby w obecności tak wielu osób.

16:53 Oskarżyciel zaczął przesłuchiwać Kaciarynę Andrejewą. Pytania dotyczyły m.in. “procedury prowadzenia relacji na żywo”. Dziennikarka odmówiła prokuratorowi udzielenia informacji.

16:45 Trwa składanie zeznań przez oskarżoną korespondentkę Kaciarynę Andrejewą. Na wstępie nasza koleżanka świadczyła, że areszt i proces karny to zemsta służb specjalnych. Dziennikarka od lat ujawnia ich nadużycia, pokazywała też brutalność mundurowych podczas pacyfikowania pokojowych protestów.

Na sali sądu powiedziała, że podczas zatrzymania jeden z milicjantów groził im 7 latami więzienia za ekstremizm.

– Zapytałam go, dlaczego nas od razu nie rozstrzelają. Odpowiedział, że dla wszystkich kul nie starczy.

Kaciaryna potwierdziła, że 15 listopada relacjonowała na żywo akcję pamięci na tzw. Placu Zmian, gdzie 11 listopada milicyjni tajniacy śmiertelnie pobili aktywistę Ramana Bandarenkę. Podkreśliła, że nie kierowała uczestnikami protestu i nie mogła tego robić, bo tego dnia w Mińsku wyłączono internet i uczestnicy demonstracji nie mogli oglądać relacji na YouTube.

Gdy zakończyła zeznawać, na sali rozległy się brawa.

Kaciaryna Andrejewa w sądowej klatce. Mińsk, 9.02.2021 r. Zdjęcie: belsat.eu

16:30 Przesłuchanie oskarżonej Darii Czulcowej trwało 10 minut. Sędzia przeczytała jej wcześniejsze zeznania. Operatorka Biełsatu nie przyznaje się w nich do winy, także jeśli chodzi o zarzucaną jej pracę bez akredytacji dziennikarskiej.

Sedzia powiedziała, że w materiałach sprawy Daszy podkreślono:

– Nikogo nie wzywała do protestu, nie organizowała demonstracji, nie nakłaniała do nielegalnych działań. Żadnych haseł nie wykrzykiwała, na jezdnię nie wychodziła. W materiałach nie ma dowodów na działania sprzeczne z prawem, nie zostało wyjaśnione, czym są “destrukcyjne kanały w Telegramie” i o jakie konkretnie chodzi.

Dziennikarka potwierdziła, że zgodziła się wcześniej zrekompensować miejskiemu zakładowi transportu publicznego poniesione straty.

– Moja zgoda na zrekompensowanie Miensktransowi strat, nie jest przyznaniem się do wizy. Wypłata odszkodowania związana jest z możliwością zrobienia tego na korzyść przedsiębiorstwa, by poprawiło ono jakość swoich usług – oświadczyła Dasza.

Daria Czulcowa pokazuje dłońmi znaki wyktorii z sądowej klatki. Mińsk, 9.02.2021 r. Zdjęcie: belsat.eu

16:20 Na świadka został powołany Ihar Iliasz, dziennikarz śledczy Biełsatu i mąż oskarżonej Kaciaryny Andrejewej. Sędzia zapytała, czy będzie on zeznawał w sprawie żony i uzyskała odpowiedź twierdzącą.

Prokurator zaczął przesłuchanie od pytań o ślub, miejsce pracy i majątek. Zapytał też Ihara, czy wiedział, że żona łamała prawo. Uśmiechając się Ihar odpowiedział, że Kaciaryna nie robiła niczego nielegalnego, a wykonywała obowiązki wynikające z pracy dziennikarza. Dodał, że jej działania widziały na antenie TV Biełsat dziesiątki tysięcy widzów.

Sędzia zapytała Ihara, czy możliwa jest działalność na terytorium Białorusi dziennikarza zagranicznego medium bez akredytacji. Ihar odpowiedział, że to kłopotliwe pytanie, bo praktyka prawna pokazuje, że jest to wykroczenie.

Dalej sędzia zapytała, czy dziennikarz ma prawo wzywać swoich odbiorców do łamania prawa. Pytanie sędzi zszokowało świadka.

Ihar Iliasz w sądzie. Zdjęcie: belsat.eu

15:50 “Brawo, zuch!” – powiedziała ironicznie Kaciaryna Andrejewa, patrząc w oczy świadkowi oskarżenia Ramanowi Pranowiczowi. Mężczyzna postanowił opuścić salę rozpraw, chociaż miał prawo zostać.

15:35 Oskarżyciel dołączył do sprawy nowych świadków. Stwierdził, że dziennikarki Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa są winne strat miejskiego zakładu transportu publicznego, bo ich relacja z protestu zachęcała ludzi do udziału w demonstracji, która zablokowała drogę. Według prokuratora dziennikarki powinny pokryć straty Miensktransu – 11 562 ruble i 11 kopiejek .

Prokurator dodał, że dziennikarki popełniły przestępstwo wykorzystując komunikator Telegram, w którym miały wzywać do przyjeżdżania pod Plac Zmian prywatnymi samochodami, by zablokować przejazd radiowozów i więźniarek. Kaciaryna miała też na antenie dawać komentarze polityczne, wzywając tym ludzi do nielegalnych działań.

15:20 Prokurator przesłuchuje świadka oskarżenia. Raman Pranowicz jest pracownikiem stołecznego zakładu komunikacji publicznej Miensktrans, gdzie odpowiada za organizację ruchu. Stwierdził on, że podczas akcji solidarności i protestów 15 listopada na ulicach Puszkińskiej i Czerwiakowa został zablokowany ruch autobusów. Miało to doprowadzić do strat szacowanych na 11 tysięcy rubli (15 680 złotych). Według niego, to nie funkcjonariusze drogówki (DAI) zablokowali ruch, a do przerw w kursowaniu autobusów doszło z powodu wychodzenia demonstrantów na jezdnię.

Adwokat zapytał świadka, czy można określić, gdzie i na jak długo wstrzymywano ruch. Według Pranowicza jest to niemożliwe, ale Miensktrans liczy swoje straty prawidłowo i zgodnie z przepisami.

Celowe blokowanie transportu miejskiego to jedno z oskarżeń, jakie prokuratura stawia naszym koleżankom Darii Czulcowej i Kaciarynie Andrejewej.

14:55 Dzmitryj Maroz skończył składać zeznania. Gdy opuszczał salę rozpraw przez otwarte drzwi ktoś z korytarza krzyknął:

– Dziewczyny, jesteśmy z wami! Naród jest z wami!

Dziennikarki uśmiechnęły się.

Kaciaryna Andrejewa w klatce. Zdjęcie: TK/belsat.eu

14:50 Świadek Dzmitryj Maroz oświadczył:

– Nie widziałem, by oskarżone łamały prawo. Inaczej wyprosiłbym je z mieszkania.

Gospodarz mieszkania, z którego dziennikarki relacjonowały protesty przyznał też, że początkowo nie otwierał drzwi milicji, bo nie wiedział, kto stoi po drugiej stronie. Dobijający się do nich mężczyźni nie chcieli się przedstawić. Dopiero potem zrozumiał, że to funkcjonariusze – gdy już wyważyli drzwi, zatrzymali korespondentki i rozpoczęli przeszukanie.

Według świadka do mieszkania weszło 7-8 mężczyzn, rewizja trwała 2-3 godziny. Skonfiskowano cały sprzęt cyfrowy: laptopy, telefony, aparat fotograficzny, karty pamięci. Następnego dnia do Maroza zadzwonił adwokat jednej z dziennikarek – mężczyzna zgodził się zostać świadkiem obrony w sprawie z Kodeksu Wykroczeń. Do mężczyzny dzwoniono też z zagranicy, ale nie odebrał telefonu.

14:30 Świadek stwierdził, że autobusy miejskie pod jego blokiem nie przestał kursować. Prokurator zapytał go, dlaczego w pewnym momencie ulica została zablokowana. Dzmitryj Maroz odpowiedział, że samochody nie mogły przejechać w powodu demonstrantów z jednej strony i nieoznakowanych milicyjnych busów z drugiej strony ulicy.

14:20 Zgodnie z zapowiedzią o godzinie 14:00 sąd wrócił do rozpatrywania sprawy przeciwko dziennikarkom Biełsatu. Na świadka powołany został Dzmitryj Maroz, właściciel mieszkania, w którym specnaz zatrzymał Kaciarynę Andrejewą i Darię Czulcową.

Zeznał on, że zadzwonił do niego mężczyzna, który zapytał, czy dziennikarki mogą prowadzić relację na żywo z jego mieszkania. Kacia i Dasza przyszły o godzinie 12, miały na sobie kamizelki z napisem “Prasa”. Mężczyzna nie pamięta, co mówiły podczas transmisji i o czym rozmawiały ze sobą.

Przed sądem zgromadzili się dziennikarze, obrońcy praw człowieka, przedstawiciele białoruskich i międzynarodowych organizacji, telewidzowie i osoby chcące moralnie wesprzeć oskarżone. Zdjęcie: TK/belsat.eu

13:10 Sędzia Natalla Buhuk ogłosiła przerwę do godziny 14:00. Po przerwie przesłuchany zostanie czwarty świadek – właściciel mieszkania, w którym pracowały i zostały zatrzymane Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa.

13:00 Sąd przesłuchał trzeciego świadka, Liliję Maroz – gospodynię mieszkania, z którego dziennikarki relacjonowały akcję pamięci. Powiedziała, że nasze korespondentki zadzwoniły do jej męża i poprosiły o możliwość nagrywania z balkonu. Gospodyni nie wiedziała, że są do współpracowniczki Biełsatu, potwierdziła jednak, że miały na sobie kamizelki z napisem “Prasa”. Do tego czasu kobieta nie interesowała się polityką i nie wiedziała o istnieniu Telewizji Biełsat.

Świadek słyszała, co Kaciaryna Andrejewa mówiła do kamery – komentowała wydarzenia na Placu Zmian (podwórku przed blokiem) i nie wzywała do protestów. Podkreśliła, że ulica nie była trwale i skoordynowanie zablokowana, bo ludzie poruszali się po niej chaotycznie.

Podczas szturmu milicji na mieszkanie kobieta miała atak paniki i nie pamięta działań funkcjonariuszy.

12:50 Prokurator stwierdził, że relacjonując akcję pamięci Ramana Bandarenki na antenie Biełsatu, Kaciaryna Andrejewa wyrażała się pozytywnie o protestach, czym miała wzywać do udziału w demonstracjach.

12:40 Mama Kaciaryny Andrejewej wyszła do łazienki i milicja nie chciała jej ponownie wpuścić na salę rozpraw. Po sprzeczce z funkcjonariuszem kobieta weszła na salę.

12:35 Pomocnikiem prokuratora jest Alina Kasianczyk, która pracowała też przy głośnej sprawie demonstrantów skazanych za napis “Nie zapomnimy” w miejscu zastrzelenia Alaksandra Tarajkouskiego.

Romaszewska-Guzy o procesie dziennikarek: „Zarzuty są absurdalne”

12:10 Sąd przesłuchuje drugiego świadka. Kobieta była w gościach w mieszkaniu, z którego dziennikarki prowadziły relację protestów. Świadek powiedział, że na jezdni nie było dużo osób. Do ulicy Arłouskiej dojechała ona marszrutką (mikrobusem), która jednak nie mogła pojechać dalej z powodu protestu.

Świadek potwierdziła, że dziennikarki pracowały w mieszkaniu – prowadziły relację z balkonu. Nie rozmawiała jednak z nimi. Nie słyszała jednak, by dziennikarki wzywały do udziału w protestach.

Kobieta była w mieszkaniu do godziny 10 w nocy, bo uznała powrót do domu za niebezpieczny. Na osiedlu OMON polował na demonstrantów, którzy poukrywali się w okolicznych mieszkaniach. Zeznała, że gdy do drzwi zaczęli dobijać się ludzie w cywilnym ubraniach, którzy nie chcieli się przedstawić, gospodarz Zmicier powiedział, że im nie otworzy, bo nie czuje się bezpiecznie. Potem drzwi zostały wyłamane, a wszyscy obecni w mieszkaniu zostali zatrzymani. W mieszkaniu były dzieci.

Nasi korespondenci na korytarzu sądu informują, że co jakiś czas pojawiają się na nim “kosmonauci” – milicjanci w strojach ochronnych i z pałkami.

„Kosmonauci” na korytarzu sądu podczas procesu dziennikarek Biełsatu. Zdjęcie: belsat.eu

12:00 Naszym redakcyjnym koleżankom zarzuca się m.in. wywołanie utrudnień w duchu transportu miejskiego. Z ich winy na czas miało nie dojechać 19 autobusów i trolejbusów.

Oskarżyciel powołał na świadka starszego mężczyznę, który podaje się za mieszkańca okolicy tzw. Placu Zmian. Zeznał on, że widział przez okno, jak ruch na ulicy stanął z powodu wylewającego się na nią tłumu. Miał wtedy zejść do swojego zaparkowanego przy ulicy samochodu, żeby go przeparkować. Według mężczyzny w jednym z zaparkowanych aut siedzieli ludzie z radiotelefonami, którzy mieli koordynować protest. Wtedy też zadzwonił na milicję.

Możliwe, że opisani przez świadka ludzie byli milicyjnymi tajniakami, którzy od samego rana obserwowali Plac Zmian.

11:40 Dziennikarki zaczęły składać zeznania.

11:30 Obrona dziennikarek zawnioskowała o zmianę środka zapobiegawczego dla Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej. Jednak sąd odrzucił wniosek i dziennikarki pozostaną w areszcie.

Z sali wyprowadzono siłą mężczyznę, który domagał się od sądu ujawnienia nazwiska oskarżyciela. Wyprowadził go mężczyzna w cywilnym ubraniu, który podał się za milicjanta.

Z sali wydalono mężczyznę, który chciał poznać nazwisko oskarżyciela. Zdjęcie: belsat.eu

11:20 Ihar Iliasz, mąż sądzonej dziś Kaciaryny Andrejewej uważa, że rozprawa nie potrwa długo.

– Cała sprawa opiera się o telewizyjną relację na żywo. Cała sprawa zbudowana jest na bezczelnym odwróceniu znaczenia. Prokuratura uznała relację na żywo za kierowanie masowymi zamieszkami. To absurd. Przez dwa miesiące śledztwa de facto nic się w ich sprawie nie działo. Co do dowodów, tak jak ich nie było, tak ich nie ma. Uważam, że proces będzie bardzo szybki. Nie sądzę, by sąd zdążył dziś wydać wyrok – jest przecież do zobaczenia wielogodzinna relacja wideo. Ale przypuszczam, że już jutro może być wyrok. Adwokaci uważają, że proces będzie ciągnął się do końca tygodnia – komentuje dziennikarz.

Sąd mińskiej dzielnicy Frunzenski Rajon ma dziś wzmocnioną ochronę. Świadkowie mówią o OMONowcach z tarczami i w hełmach, którzy zostali tu ściągnięci na wypadek demonstracji. Na korytarzu czeka 50 osób, których nie wpuszczono na salę.

11:00 Kaciaryna Andrejewa to dziennikarka w trzecim pokoleniu. Jej dziadek, publicysta Siarhiej Wahanau w rozmowie na żywo z Biełsatem podkreślił, że jest dumny z wnuczki i że jako stary człowiek powinien brać z niej przykład odwagi i poświęcenia zasadom. Według niego Kacia wyrosła w dużym szacunku do dziennikarstwa. Jednak swoją karierę rozwijała samodzielnie i nigdy nie radziła się dziadków w sprawach zawodowych.

10:35 Korespondentów Biełsatu nie wpuszczono na salę, stoją pod drzwiami. Do środka wszedł jedynie mąż oskarżonej Kaciaryny Andrejewej, Ihar Iliasz.

Połowa sali jest pusta – oficjalnie z powodów pandemicznych. Znalazło się jednak miejsce dla milicyjnych tajniaków i państwowych mediów.

Oskarżonym nie dano nic powiedzieć przed rozpoczęciem posiedzenia. Zostały zamknięte w klatce – tak na Białorusi wyglądają procesy w sprawach karnych. Widać jednak, że mają dobre samopoczucie i trzy miesiące aresztu ich nie złamały.

– Kacia z uśmiechem na twarzy, jest w bojowym nastroju, to widać – relacjonuje jej mąż Ihar Iliasz. – Dasza uroniła łzę, gdy zobaczyła mamę. Kacia ją objęła i pocieszyła. Nie pozwolono nam nawet na żadne gesty w ich stronę, konwojent mnie szturchał. Kaciaryna nic nie powiedziała, pokazała znak wiktorii. Daria tak samo.

Operatorka Daria Czulcowa i korespondentka Kaciaryna Andrejewa w sądowej klatce. Zdjęcie: belsat.eu

10:20 Na salę wpuszczani są jedynie współpracownicy akredytowanych mediów. Na razie weszli dziennikarze państwowej agencji informacyjnej BiełTA, białoruskiej telewizji ONT, rosyjskich agencji TASS i Sputnik, gazety Komsomolskaja Prawda i niezależnego portalu Onliner. Na salę dostali się też fotografka niezależnej Naszej Niwy Nadzieja Biżan i korespondent Narodnej Woli.

Prawdopodobnie dziennikarze innych niezależnych mediów nie zostaną wpuszczeni na rozprawę.

Na salę nie zostali wpuszczeni wszyscy chętni. Zebrało się ok. 60 osób. Zdjęcie: belsat.eu

10:10 Posiedzenie powinno się już rozpocząć, ale sala wciąż jest zamknięta. Do sądu przyjechali też korespondenci białoruskiej telewizji państwowej.

Zgromadzeni emocjonalnie reagują na przyjazd uważanych za propagandowe państwowych mediów. Zdjęcie: belsat.eu

9:50 Proces powinien się rozpocząć o godzinie 10:00. Już pół godziny wcześniej pod salą czekało ok. 30 osób, w tym dziennikarze niezależnych mediów. Wśród nich jest dziennikarz śledczy Biełsatu Ihar Iliasz, mąż Kaciaryny Andrejewej.

Mąż Kaciaryny Andrejewej i nasz dziennikarz Ihar Iljasz na korytarzu sądu. Zdjęcie: belsat.eu

Nie dla wszystkich starczyło miejsca na korytarzu i część osób czeka na klatce schodowej. Widać też milicyjnych tajniaków.

***

Korespondentka Kaciaryna Andrejewa i pracująca z nią operatorka Daria Czulcowa zostały zatrzymane 15 listopada za relacjonowanie na żywo brutalnego rozpędzenia akcji pamięci. Tysiące Białorusinów zgromadziły się tego dnia na tzw. Placu Zmian, blokowym podwórku na którym milicyjni tajniacy pobili na śmierć aktywistę Ramana Bandarenkę.

Dziennikarki nadawały na żywo z mieszkania na 13 piętrze bloku przy Trakcie Smorgońskim, gdzie zaprosili je gospodarze. Po spacyfikowaniu protestu milicyjny specnaz wyłamał drzwi do mieszkania i wyprowadził dziewczyny.

Najpierw zostały oskarżone z Kodeksu Wykroczeń – o udział w nielegalnym zgromadzeniu, choć zgodnie z białoruskim prawem korespondent nie jest uczestnikiem relacjonowanego wydarzenia.

20 listopada zostały oskarżone z cz. 1 art. 342 Kodeksu Karnego – o “organizację i przygotowywanie działań poważnie naruszających porządek społeczny”, czyli organizację zamieszek. Jako środek zapobiegawczy sąd wybrał areszt. Dziennikarki zostały etapowane do aresztu śledczego w podstołecznym Żodzinie. W przededniu procesu przewieziono je do Mińska.

Kaciaryna i Daria nie przyznały się do winy. Co więcej, Kacia odmówiła składania zeznań.

Międzynarodowa solidarność

Nasze redakcyjne koleżanki zostały uznane za więźniów politycznych już cztery dni po ogłoszeniu aktu oskarżenia. W grudniu zostały laureatkami nagrody “Dziennikarz roku” społeczności obrońców praw człowieka Białorusi.

Brytyjska organizacja obrony praw człowieka “Article 19” w specjalnym oświadczeniu podkreśliła, że zarzuty stawiane dziennikarkom łamią międzynarodowe standardy w dziedzinie praw człowieka, a prześladowanie korespondentem narusza prawo do wolności słowa i wyrażania opinii.

Daria i Kaciaryna. Najważniejsze informacje o uwięzionych dziennikarkach Biełsatu i ich prześladowaniu

W obronie Kaci i Daszy wystąpiło też niezależne Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy (BAŻ), PEN-Club Białorusi, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy i Europejska Federacja Dziennikarzy, rosyjska pozarządowa organizacja “Wolne słowo” i PEN-Moskwa. Związek Dziennikarzy Litwy odznaczył nasze koleżanki nagrodą “Nadzieja wolności”.

W ramach międzynarodowej akcji solidarności z więźniami politycznymi “ojcem chrzestnym” Kaciaryny Andrejewej został powszechnie znany niemiecki filozof Jürgen Habermas. Z kolei patronką Darii Czulcowej została deputowana litewskiego Sejmu Dalia Asanavičiūtė.

aa,pj/belsat.eu

Wiadomości