Operacja graniczna Łukaszenki: faza przełomu

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Łukaszenka nadal ma na celu zmuszenie Europy do dialogu i wywołanie amnezji w sprawie białoruskich represji. Zmienił tylko taktykę i zamiast rozproszonych ataków na polską granicę, próbuje ją przełamać dużą grupą migrantów przy akompaniamencie propagandy i dezinformacji.

Dziś Alaksandr Łukaszenka przeniósł białoruski kryzys graniczny na wyższy poziom. Stworzył bardzo poważne zagrożenie dla granicy Polski, UE i NATO. Zorganizowana przez białoruskie służby operacja przerwania granicy przez grupę kilkuset, może ponad tysiąca osób, to już coś zupełnie innego, niż dotychczasowe nielegalne przekroczenia przez kilku-kilkunastoosobowe grupki.

W dodatku dzisiejsza akcja obudowana jest dezinformacją i całym kompleksem środków psychologicznego nacisku na polskie służby i społeczeństwo. A także przekazem dla Europy o „nieludzkiej” Polsce. Cała operacja od początku jest koordynowana i organizowana przez białoruskie służby z różnych resortów: KGB, MSW, siły zbrojne i służbę graniczną. Funkcjonariusze i żołnierze tych służb biorą bezpośredni udział w prowokacjach na granicy i są wmieszani w grupy migrantów. Przy tym cele Łukaszenki nie uległy zmianie.

Zmieniła się jedynie taktyka, bo ta poprzednia białoruskie władze zawiodła.

Wojna nerwów

Tego, że białoruskie władze pewnego dnia zgromadzą przebywających w Mińsku migrantów w dużą grupę i przewiozą ją na granicę z Polską, należało się spodziewać. Alaksandr Łukaszenka czekał na to, by w jego operacji granicznej „nabrać masy”. Czekał, aż przylatujące z Turcji, Dubaju i Damaszku samoloty zwiozą odpowiednio liczną grupę ludzi. Grupa ta napęczniała tak bardzo, że białoruskie władze zaczęły zauważać problem.

W końcu w państwie, gdzie spotkanie się na ulicy kilku osób jest ścigane, jako nielegalna manifestacja, obrazki sporych grup przybyszy z Bliskiego Wschodu w centrum Mińska uderzały w osławiony, propagandowy „porządek” w państwie Łukaszenki. Zawiodła dotychczasowa taktyka wypychania do Polski (i do Litwy) niewielkich grup migrantów. Nie udało się za jej pomocą zmusić Zachodu do negocjacji. Udało się za to wywołać kryzys na granicy i wywołać emocje polityczne w Polsce.

Ale to za mało, bo główny cel Łukaszenki jest przecież inny.

Wielka grupa migrantów szturmuje polską granicę. Za nimi stoją białoruscy mundurowi

Białoruski reżim postanowił przenieść zatem kryzys na wyższy poziom i zrobił to, co eksperci rysowali w scenariuszach rozwoju wypadków. Czyli postanowił przełamać granicę z UE za pomocą dużej grupy migrantów. Dziś w nocy taka grupa była przywieziona busami w pobliże przejścia granicznego Kuźnica (z białoruskiej strony: Bruzgi). Potem, sformowana w kolumny marszowe eskortowane przez uzbrojonych pograniczników, wojsko, i służby wewnętrzne, zagoniona do lasu koło drogowego przejścia granicznego. Białoruskie służby zadbały, by migranci nie wkraczali na samo przejście i nie stało się ono polem bitwy o sforsowanie granicy. Na przejściu pojawił się nawet pododdział wojsk wewnętrznych w rynsztunku do rozganiania demonstracji.

Jak migranci przygotowywali się do wyruszenia z Mińska na granicę RAPORT WIDEO

Trwająca od wczoraj nowa faza białoruskiej operacji migracyjnej ma na początku zbudować presję psychologiczną. W najbliższych godzinach i dniach okaże się jaki wariant rozwoju wydarzeń wybrał Mińsk. Już doszło do prób przerwania drutu kolczastego i zabezpieczeń na granicy. Tego typu próby mogą być podejmowane regularnie w najbliższym czasie.

Celem taktycznym jest zmęczenie zgromadzonych po polskiej stronie licznych służb policji, wojska i straży granicznej.

Bardzo prawdopodobny będzie dłuższy pobyt w nadgranicznym lesie dużej grupy ludzi i budowa sporego obozowiska. Już teraz jest to obudowane dezinformacją i propagandą, sugerującą światu, że Polska traktuje migrantów w sposób nieludzki. Jeszcze rano rosyjska agencja RIA, oraz Sputnik podały fałszywkę, że migranci (których nazwano w depeszy „tłumem”) sforsowali granicę. W rosyjskich i białoruskich mediach pojawił się przekaz, że Polacy są nieludzcy wobec migrantów. Pominięto przy tym samym obrazki „humanitarnych” służb białoruskich, które prowadziły kolumny ludzi eskortowane przez uzbrojonych strażników z psami, wywołujące najgorsze skojarzenia z czasów II wojny światowej. W tym przekazie akcentowane jest, że grupa chce „do Niemiec”.

Koszty awantury

To narracja, która ma budzić emocje w Europie zachodniej i tworzyć skojarzenia z kryzysem migracyjnym z 2015 r. Łukaszenka ma cały czas ten sam cel: zmusić Europę do negocjacji, w których to wszystko, co zrobił Białorusinom po sierpniu 2020r. zostanie przesunięte na drugi plan. A na stole znajdą się wyłącznie negocjacje w sprawie zakończenia kryzysu granicznego. Z prawdopodobnym udziałem Moskwy, jako mediatora.

Cele Łukaszenki i Putina są znane. Cel Polski i Europy to zakończenie kryzysu i bezpieczna granica.

Żeby to osiągnąć Łukaszenka musi usłyszeć twarde „nie”, ale wyrażone w zrozumiałym dla niego języku działań, niekoniecznie tylko i wyłącznie na polu zabezpieczenia samej granicy. „Nie” przeniesione na obszary gospodarki, czy relacji międzynarodowych. Dobrym przykładem jest tu unijna presja na Irak, który zamknął białoruskie konsulaty w Bagdadzie i Irbilu.

To jednak tylko działanie doraźne, blokujące napływ migrantów z Iraku na Białoruś. Tymczasem chodzi o drastyczne podniesienie kosztów operacji na granicy dla Łukaszenki, a potencjalnie, dla Putina. O to, by dalsze wpychanie migrantów do nadgranicznego lasu groziło Mińskowi wymiernymi stratami tak dużymi, że ociągnięcie celu, jaki sobie założył, będzie zbyt kosztowne.

MSW Litwy proponuje zaostrzenie stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią

Dzisiejsze obrazki, w których białoruskie służby zabezpieczyły i broniły drogowego przejścia granicznego i spychały migrantów do lasu obok przejścia, mówią wiele o lękach Łukaszenki. Nie chce on, by kryzys wywołał blokadę przejść dla ruchu towarowego. Dla reżimu Łukaszenki blokada drogowych przejść granicznych byłaby katastrofą.

Płonąć ma linia graniczna, ale TIR-y muszą jechać, bo zapewniają pieniądze. Handel i tranzyt z Białorusi przez Polskę i do Polski nie może być zagrożony.

To jest kwestia zysków państwowych, białoruskich przedsiębiorstw i powiązanych z Łukaszenką nomenklaturowych oligarchów. Sprawa życiowa dla branży przemysłu drzewnego, czy producentów chemii rolniczej i materiałów budowlanych. W ostatnim czasie Polska kupuje rekordowe ilości białoruskiego drewna, czy cementu. To także kwestia zobowiązań spedycyjnych Białorusi – tranzytu towarów do i z Rosji i Chin do Europy.

Białoruskie ministerstwo transportu odrzuca zarzuty organizowania napływu migrantów

Zamknięcie granicy dla towarów byłoby potężnym środkiem nacisku na Łukaszenkę. Uruchomiłoby presję ze strony białoruskiego, rosyjskiego i chińskiego biznesu. Wymaga to oczywiście ogromnej, prowadzonej wspólnie z UE operacji dyplomatycznej i z pewnością spowoduje straty finansowe.

Sytuacja jest jednak nadzwyczajna i nie ma już czasu na zwykłe środki, jak apele i wprowadzane w normalnym trybie sankcje.

Zwłaszcza, że otoczka propagandowa i dezinformacyjna skierowana na Bliski Wschód nie wskazuje na to, by Łukaszenka zaprzestał ściągania kolejnych migrantów, zakładników jego operacji granicznej. W kurdyjskich i arabskich sieciach społecznościowych pojawia się przecież pełno fałszywych zapewnień, że granica już jest sforsowana, a na chętnych czekają autobusy do Niemiec. To zapowiedź, że operacja Łukaszenki zaplanowana jest na długo.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora – w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów