Operacja „Śluza” – jak klan Łukaszenków zarabia na migrantach

Białoruś nie jest „kawałkiem ziemi” ani marginesem Europy. Białoruś jest krajem, który odgrywa ważną rolę w praktycznie wszystkich globalnych procesach. Wydarzenia z całego świata mają na Białoruś ogromny wpływ. W dzisiejszym tekście z serii „Globalny problem” wyjaśniamy, jak to się stało, że Białoruś została bramą masowej nielegalnej migracji do Unii Europejskiej i jak rodzina Łukaszenki czerpie z tego zyski.

W ramach programu Partnerstwa Wschodniego Białoruś od kilku lat otrzymywała od Unii Europejskiej fundusze na wzmocnienie granicy. Były to dziesiątki milionów euro. Środki zostały rozdysponowane, a służby specjalne przeprowadzały wspólne ćwiczenia ze swoimi litewskimi kolegami po fachu.

Jednak, kiedy w Mińsku doszło do przymusowego lądowania samolotu Ryanair, Unia Europejska zaczęła przygotowywać szeroko zakrojone sankcje. Alaksandr Łukaszenka w przemówieniu do Rady Republiki wręcz nakazał europejskim sąsiadom zmianę zdania.

– Alaksandr Łukaszenka otwarcie powiedział, że zaleje nas nielegalnymi migrantami, narkotykami, a także odpadami radioaktywnymi, które wcześniej podobno zatrzymywał, a teraz wpuści do Europy – powiedział Mantas Adomėnas, wiceminister spraw zagranicznych Litwy.

Łukaszenka straszy Europę narkotykami, migrantami i materiałami jądrowymi

Obecnie grupy migrantów z Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu są prawie codziennie zatrzymywane przez litewskich strażników na zielonej granicy z Białorusią. Migranci dostają się tam przez Mińsk, do którego przylatują z Bagdadu – jako turyści, rzekomo na wypoczynek. „Wycieczki” dla migrantów są sprzedawane przez biuro Centrkurort, należące do administracji prezydenta oraz inne firmy kontrolowane przez państwo. Obecnie w Mińsku co najmniej tysiąc Irakijczyków i Syryjczyków czeka na autobus do granicy z Litwą.

– Wcześniej te samoloty latały bardzo rzadko i każdy był sprawdzany, teraz natomiast latają prawie codziennie. I nikt specjalnie się im nie przygląda. A my mieliśmy informacje, że pogranicznicy mają zakaz zatrzymywania nielegalnych imigrantów w lesie – powiedział w komentarzu dla Biełsatu były naczelnik wydziału HUBAZiK-u (Głównego Wydziału do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją) Alaksandr Azarau, który obecnie reprezentuje inicjatywę BYPOL.

Dla Łukaszenki straszenie europejskich sąsiadów otwartą granicą jest sposobem na przypomnienie o sobie i okazją do zażądania zniesienia sankcji.

– Na pierwszym miejscu nie jest liczba migrantów na Białorusi i ilu z nich już przez nią przeszło. Ważna jest możliwość rozegrania tego w propagandzie – wyjaśnia politolog Alaksandr Marozau.

Dla Litwy kryzys migracyjny już się rozpoczął. Władze w Wilnie wprost oskarżają reżim Łukaszenki o prowadzenie wojny hybrydowej.

– Widzimy, że jest to migracja zorganizowana, a jej skala znacznie przekracza tą z zeszłego roku. W ciągu tych sześciu miesięcy było to 1500 nielegalnych imigrantów – mówi Mantas Adomėnas.

Wielokrotnie zaobserwowano też, że białoruscy pogranicznicy niszczą ślady na pasie granicznym.

– Widzimy aktywną rolę [reżimu], co potwierdza zmiana w zachowaniu białoruskiego Państwowego Komitetu Pogranicznego. Do początku tego roku przyjmowali z powrotem nielegalnych migrantów – wyjaśnia wiceminister.

Kryzys migracyjny na Litwie: ponad 1500 zatrzymanych i tymczasowe obozy

Ale to się zmieniło – Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białorusi zawiesiło umowę o readmisji – przyjmowaniu nielegalnych migrantów przez państwo, z którego wyszli. Białoruś wycofała się również z programu Partnerstwa Wschodniego.

Organizacja nielegalnej migracji jest przestępstwem, nawet jeśli została zaplanowana przez władze państwowe. Jest to również brudny biznes na ogromną skalę, któremu w dodatku towarzyszą wysokie ceny za każdą nielegalną „podróż”.

– 15-20 tysięcy dolarów. W swoich krajach pochodzenia wielu migrantów sprzedaje cały swój dobytek, aby zapłacić za transport – mówi Azarau.

Celem większości obecnych klientów biura Centrkurort jest przedostanie się na terytorium Litwy i oddanie się w ręce władz jako uchodźcy. Tam są natychmiast kierowani do azylu tymczasowego.

– Kiedyś nie wpuszczano uchodźców z Czeczenii, ale w 2018 Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał orzeczenie w tej sprawie. Teraz widzimy, że łamie się te normy, bo na granicy są ludzie, którzy mówią: chcemy azylu. Jest obowiązek ich wpuścić, uporządkować sytuację, dopiero potem zdecydować, co robić dalej – wyjaśnia obrończyni praw człowieka Nasta Łojka z organizacji HUMAN CONSTANTA.

Nielegalni imigranci z Afryki zatrzymani przez litewską straż graniczną. Zdjęcie: pasienis.lt

Obrońcy praw człowieka twierdzą, że termin „nielegalny migrant” jest niepoprawny. Jak mówią, dehumanizuje on ludzi i jest błędny na płaszczyźnie prawa.

– Ludzie zwykle nie uciekają od lepszego życia i Białorusini to rozumieją, bo w ostatnim czasie wielu z nich zostało zmuszonych do ucieczki – uważa aktywistka.

Według byłego funkcjonariusza HUBAZiK-u, problem leży jednak dużo głębiej.

– Twierdzenie, że wszyscy migranci są uchodźcami, nie jest prawdą. Są ludzie, którzy szukają łatwiejszej drogi w życiu. Wiedząc, że w Europie wypłacane są ogromne zapomogi, decydują się na przeprowadzkę do innego kraju. Oczywiście, są też ludzie, którzy uciekają przed wojną. Ale wśród nich także członkowie grup przestępczych, którzy po prostu chcą dostać się do Europy.

Białoruś zawsze była krajem tranzytowym. Migranci z Afganistanu, Pakistanu i innych krajów azjatyckich przybywają na Białoruś przez otwartą granicę z Rosją. Trzeci wydział HUBAZiK-u, którym kierował Alaksandr Azarau, nie zajmował się ściganiem migrantów, lecz członków międzynarodowych organizacji przestępczych, które organizowały ten ruch.

– Czeczeni przedostawali się na terytorium Białorusi, tygodniami ukrywali się w lesie i prowadzili obserwację granicy. Obserwowali, gdzie poruszają się strażnicy graniczni, szukali luk, by przekroczyć granicę. Ale zdarzały się przypadki, że funkcjonariusze Państwowego Komitetu Pogranicznego, przede wszystkim pracownicy kontraktowi [na Białorusi są też pogranicznicy poborowi – przyp. red.], również brali udział w takich przerzutach za pieniądze – mówi Azarau.

Afgańczycy i Czeczeni zatrzymani na granicy Polski z Białorusią

Obecnie cały HUBAZiK został odgórnie ukierunkowany na walkę z „ekstremizmem”, czyli opozycją demokratyczną. Ale białoruska granica nigdy nie była tak naprawdę „pod kluczem”. Azarau twierdzi, że KGB konsekwentnie prowadziło tajną operację „Śluza”.

– Takie operacje były prowadzone po to, by zarobić pieniądze dla władz. Kiedy na czele ASAM-u (ros. OSAM), elitarnej jednostki białoruskich wojsk ochrony pogranicza stał Juryj Tertel, brat obecnego szefa KGB Iwana Tertela, operacja ta była przeprowadzana na szeroką skalę. Funkcjonariusze OSAM przemycali nielegalnych imigrantów z Rosji i przerzucali ich przez granicę. Znali sytuację na granicy, schematy przemieszczania się strażników. I brali za to pieniądze, które trafiały gdzieś w ręce władz.

ASAM to półtajna jednostka specjalna o nieograniczonych uprawnieniach, która działa na całym terytorium Białorusi i podlega tylko Alaksandrowi Łukaszence.

Synowie Łukaszenki, Wiktar i Dzmitryj, służyli w siłach specjalnych prezydenta. Wiktar Łukaszenka odszedł ze służb w stopniu kapitana, potem był członkiem Rady Bezpieczeństwa, a obecnie jest generałem-majorem rezerwy.

Łukaszenka zrobił syna generałem

Pieniądze, które otrzymali funkcjonariusze jednostki specjalnej ASAM za organizowanie przerzutu nielegalnych imigrantów, zostały zarobione całkowicie nielegalnie, podkreśla Azarau.

– Migranci płacili pieniądze po przyjeździe na Białoruś. To wszystko było dokumentowane, HUBAZiK dysponował aktami operacyjnymi, które potem zostały zabrane przez KGB. Dokumenty potem zaginęły. Innymi słowy przemycanie nielegalnych imigrantów było wpisane w politykę państwa. I teraz, jak rozumiem, operacja „Śluza” została wznowiona. Ale na poważniejszą skalę.

Łukaszence nie uda się jednak zastraszyć Unii szantażem.

– Wszystkie te groźby Łukaszenki nie zadziałają, nie przestraszą Unii Europejskiej. W UE pojawiła się zupełnie nowa koncepcja: nowa strategia dla Europy Wschodniej jako całości – mówi politolog Alaksandr Marozau.

Zachodni sąsiedzi zaczynają umacniać granicę z Białorusią: budują płoty i instalują systemy monitoringu.

– Unia Europejska ma już takie doświadczenie po ostatnim dużym kryzysie migracyjnym, który miał miejsce w Europie w latach 2014-2015. Z tego doświadczenia skorzysta – mówi Marozau.

W jednym z wieżowców w centrum Warszawy mieści się siedziba europejskiej agencji bezpieczeństwa granic Frontex. W ciągu sześciu lat budżet agencji wzrośnie do prawie miliarda euro – fundusze te przeznaczone zostaną na ochronę zewnętrznych granic UE przed kryzysami migracyjnymi. Agencja już podjęła kroki w celu pomocy Litwinom. Siły instytucji są obecnie skoncentrowane na tym, by Białoruś nie była krajem, który sprzyja masowej nielegalnej migracji. Biełsat będzie nadal przyglądać się tej kwestii.

Minister Rau: Polska gotowa wesprzeć Litwę w kryzysie migracyjnym

Jarasłau Scieszyk, ksz/ belsat.eu

Wiadomości