Opozycjonistka w Brześciu do sędziego: nie wstaję przed bandytami!

Dziś w Brześciu zakończył się proces działaczki „Europejskiej Białorusi” Paliny Szarenady-Panasiuk. Aktywistka jest oskarżona o napaść na milicjanta, obrazę prezydenta i obrazę urzędnika państwowego. Prokurator zażądał dla niej dwóch lat więzienia i kary grzywny. Wyrok zostanie ogłoszony jutro.

Mieszkająca w Brześciu Palina Szarenda-Panasiuk, z zawodu jest nauczycielką języka polskiego. Znana jest z jednoznacznego i nieprzejednanego stanowiska wobec reżimu Alaksandra Łukaszenki. Podczas „wyborów parlamentarnych” w 2019 r., w których wzięła udział, jako kandydatka opozycyjnej Europejskiej Białorusi oświadczyła w telewizji, że Łukaszenka jest dyktatorem, a także wezwała do jego rezygnacji. Kobieta razem z mężem Andrejem Szarendą, wychowuje dwoje małoletnich dzieci. Jej mąż obecnie przebywa w areszcie domowym i czeka na proces za obrazę prezydenta i wezwania do działań uderzających w bezpieczeństwo Białorusi.

Rodzina Szarenda. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

Podczas ostatniego dnia procesu opozycyjna działaczka nie szczędziła ostrych słów pod adresem sędziego i białoruskich władz.

– To rażąca profanacja wszelkiego rodzaju artykułów kryminalnych, gdy zerwana maska i plucie są kwalifikowane jako przestępstwo. Jak bardzo trzeba stracić sumienie, żeby to wszystko zakwalifikować w ten sposób – powiedziała, dziękując adwokatowi i przepraszając, że musi pracować w takich warunkach.

Usiłował się zabić w sądzie. Białoruski więzień polityczny wrócił ze szpitala do aresztu

– Spójrzcie na te wyroki dawane więźniom politycznym, nawet młodym dziewczętom, które mają 18 lat. Dostają po cztery-pięć lat. Co oznaczają te wyroki? Oznacza to, że ci ludzie [władze – Belsat.eu], fałszując wybory (i nie po raz pierwszy), myślą, że pałkami wepchnęli ludzi z powrotem do klatki. […] Chcą znowu siedzieć nam na karkach przez te 4-5 lat. Czy pozwolimy na to? Nie, to nie powinno być dozwolone – dodała zwracając się do sędziego Jauhena Brehana.

Prowadzącego sprawę nazwała gadającą głową i stwierdziła, że krzesło, na którym siedzi jest sprawiedliwsze od niego.

– Dlatego chcę powiedzieć, że wszystkie rzekomo ogłaszane tu wyroki opierają się nie na sile prawa, ale na sile bezprawia. Wszystkie wyroki zostały już wcześniej podpisane, rozdzielone wśród osób przebywających w miejscach odosobnień.

Palina Szarenada-Panasiuk powiedziała, że wydawane wyroki nie mają mocy prawnej.

– Nie uznaję ich, a także proszę społeczność międzynarodową, aby nie uznawała wszystkich tych wyroków – dodała

Podczas wczorajszej rozprawy, oskarżona jeszcze dobitniej wyrażała swoje poglądy. Kiedy sędzia zapytał, czy zgadza się z wnioskiem biegłego, że nie cierpi na choroby psychiczne i nie wymaga leczenia, stwierdziła:

– Od pewnego czasu na Białorusi aktywnie wykorzystuje się psychiatrię karną. W szczególności osoby podlegające prześladowaniom politycznym są traktowane na równi z narkomanami i alkoholikami. Tak więc działalność polityczna jest przez ten reżim utożsamiana z patologiami.

Podczas rozprawy dziennikarze białoruskiej TV państwowej usiłowali przepytać męża oskarżonej. Zdj. Belsat.eu

– Oświadczam, że na Białorusi kwitnie psychiatria karna, podobnie jak kiedyś w ZSRR. W związku z tym proszę społeczność międzynarodową o rozważenie zastosowania sankcji wobec medycyny Białorusi, która zajmuje się psychiatrią karną – powiedziała Szarenda-Panasiuk.

Aktywistka poinformowała również o represjach w areszcie śledczym nr 7 stosowanych wobec więźniów politycznych

Jej zdaniem więzienia państwowe Białorusi zostały zamienione na prywatne więzienia reżimu Łukaszenki, w których władze dokonują segregacji więźniów

– Tak jak w nazistowskich Niemczech Żydzi musieli nosić żółte gwiazdy, tak na łukaszenkowskiej Białorusi zawiesza się tzw. żółte tabliczki zakładników politycznym, pod pretekstem, że są groźnymi więźniami ze skłonnościami do ekstremizmu. Są zawieszane na drzwiach cel, na łóżkach, na których śpią ludzie. […]. W chwili obecnej na 41 celi aresztu śledczego 25-35 jest oznaczone żółtymi tablicami, które wskazują na skłonność do ekstremizmu i innych destrukcyjnych działań.

Według opozycjonistki aresztowani są przymuszani do określania się mianem niebezpiecznych więźniów, co jest filmowane.

– Kiedy odmówiłam uznania legalności tej tabliczki, tej klasyfikacji zostałam umieszczona w karcerze. W sumie spędziłam tam trzydzieści dni- powiedziała Szarenda-Panasiuk.

Aktywistka opowiadała też, jak potraktowano 65-letnią Irynę, oskarżoną w jednej ze spraw politycznych:

– Szef aresztu śledczego osobiście groził jej, że zgnije w karcerze, choć ma problemy z ciśnieniem krwi i innymi schorzeniami związanymi z wiekiem. Została zmuszona do wspinania się na piętrowe łóżko, czego sama nie mogła zrobić. Cała cela musiała ją podsadzać, żeby mogła spać.

Mimo prób przerwania wypowiedzi przez sędzię oskarżona opowiedziała, że 65-latkę ostatecznie umieszczono w karcerze na 10 dni.

Areszt Śledczy. To tam białoruscy więźniowie polityczni czekają miesiącami na proces

– Pracownicy aresztu śledczego deklarują lojalność wobec obecnych władz, część z nich została zidentyfikowana przez więźniów politycznych jako osoby uczestniczące w pobiciach w dn. 9-10 sierpnia na terenie komisariatu dzielnicy „Leninski Rajon”. To nie jest lojalność wobec władz, to jest lojalność wobec reżimu terrorystycznego, nie ma uzasadnienia dla takiej lojalności – dodała wzburzona.

Podczas wczorajszej rozprawy na polecenie „Proszę wstać”, kobieta odpowiedziała, że „nie wstaje przed bandytami”. Nazwała też sąd „stalinowską trójką”, która nie sądzi, ale jest narzędziem represji politycznych. Na pytanie sędziego, czy przyznaje się do winy, odpowiedziała, że „danie odporu bandycie jest honorem i obowiązkiem obywatela”.

– Nie jestem oskarżona, jestem więźniem politycznym. Domagam się, aby ten cyrk został przerwany – dodała.

Aktywistka trafia do aresztu 3 stycznia br. Milicja przyszła do jej domu z przeszukaniem w reakcji na filmik, jaki umieściła w internecie 29 października w dniu zatrzymania jej męża, w którym nazwała milicjantów faszystami i członkami karnych komand. W czasie przeszukania miała obrazić funkcjonariuszy, jednemu zerwać maskę innemu plunąć w twarz.

Władze skierowały ją na badanie psychiatryczne, a potem do wysłały aresztu. Za rzekome łamanie regulaminu więziennego spędziła w karcerze łącznie miesiąc. Jej mąż przesiedział w areszcie dwa miesiące i obecnie czeka na proces w areszcie domowym.

jb/ belsat.eu

Wiadomości