Rok temu rozpoczęła się na Białorusi najbardziej zaskakująca kampania wyborcza w jej historii

8 maja mija dokładnie rok od wyznaczenia przez izbę Reprezentantów Białorusi daty wyborów prezydenckich w 2020 roku. Tak oficjalnie rozpoczął się proces polityczny, który doprowadził do największych w historii protestów społecznych.

Gdy ogłaszano datę wyborów, w areszcie siedział już pierwszy pretendent do prezydentury – Siarhiej Cichanouski, który już wcześniej ogłosił zamiar kandydowania. Od tego czasu na Białorusi uwięziono dziesiątki tysięcy osób. Liczba oficjalnie uznanych więźniów politycznych osiągnęła 370. Codzienne protesty, choć o różnej intensywności, nie ustają od wyborów 9 sierpnia, a Alaksander Łukaszenka, choć nadal pozostaje szefem państwa, nie jest już uznawany za legalnego przywódcę przez znaczną część zarówno mieszkańców kraju, jak i rządów innych państw.

Alaksandr Łukaszenka na wiecu. 16 sierpnia 2020 r. Zdj. / Belsat.eu

Zgubny triumfalizm

Według Waleryi Kasciuhowej, redaktorki eksperckiego portalu „Nasze mienie”, Łukaszenka, przystępując do kampanii prezydenckiej, uległ triumfalistycznym nastrojom, uważając się za zwycięzcę nad pandemią. Według niej to sprawiło, że nie zauważył, że może przegrać.

– Jeśli triumfujesz choćby nad COVIDem, a więc i śmiercią, to nie ma potrzeby – a nawet wstyd – usatysfakcjonować elektorat. W rzeczywistości dopiero po wyborach rozpoczął on prawdziwą kampanię przedwyborczą: próbował dawać coś grupom swoich potencjalnych wyborców, mówić im coś miłego – podkreśla.

Zdjęcie z projektu „Niewidzialna trauma”. Zdjęcie: Lesia Pczełka / Belsat

Analityczka przypomina, że przed wyborami Łukaszenka odwiedzał przede wszystkim cerkwie oraz jednostki wojskowe i milicyjne, przemawiał „niezwykle arogancko, wyraźnie oddzielając się od ludzi”.

– Nie próbował kontrować programu opozycji, który w dużej mierze opierał się na walce niesprawiedliwością. W ten sposób potwierdzał: „Jestem zwycięzcą, a wy będziecie mieli do czynienia z »naczelnikami«, którzy nie muszą was słuchać” – podkreśla ekspertka, dodając, że dopiero po 9 sierpnia ta retoryka uległa zmianie.

Niedocenianie rywali

Kasciuhowa wśród błędów Łukaszenki wymienia niedocenianie rywali i niedostrzeżenie upolitycznienia społeczeństwa, które nastąpiło jeszcze przed ogłoszeniem daty wyborów. Pierwsze tego jaskółki widać było jej zdaniem podczas kampanii parlamentarnej w 2019 roku. To wtedy do białoruskiej polityki weszły wszystkie te grupy, które zaistniały podczas kampanii prezydenckiej. Jednak Łukaszenka nie zareagował wtedy na oczekiwania społeczne i nie okazał żadnej chęci do dzielenia się władzą.

Łukaszenka jej zdaniem uległ także iluzji, że Europa zaakceptuje każde jego zachowanie w imię zachowania suwerenności Białorusi.

– To wyraźna ignorancja i niechęć do zdobywania wiedzy, jak faktycznie działają mechanizmy sankcji, i w jakim stopniu państwa zachodnie są wolne i niewolne w podejmowaniu decyzji w takich przypadkach – mówi ekspertka.

Maryia Kalesnikawa przemawia do publiczności. Brześć, Białoruś. 2 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: AW / Belsat.eu

Represje – „szalone, bezpodstawne, niezrozumiałe i bezsensowne”

Kolejnym błędem Łukaszenki, podkopującym jego pozycję, są zdaniem Kasciuhawej represje – „szalone, bezpodstawne, niezrozumiałe i generalnie bez sensu” Jej zdaniem tylko zwiększają one przepaść między władzą a społeczeństwem, a także podważają zaufanie do Łukaszenki wśród jego zaplecza

– Ta skala represji i uzasadnienie, które widzieliśmy, całkowicie zacierają granicę między tym, co jest dozwolone, a tym, co nie. Praw nie mają tylko ci, którzy łamią prawo, ale wszyscy. A strach, który próbuje się zaszczepić, jest uniwersalny. Przede wszystkim działa to na beneficjentów systemu. Ci ludzie nie rozumieją, która z inicjatyw nie zostanie ukarana. To blokuje jakąkolwiek ludzką inicjatywę, a nawet wykonywanie rozkazów, bo rozkazy zmieniają się w mgnieniu oka – podkreśla analityczka.

Wolontariusze w pobliżu aresztu przy ul. Akreścina w Mińsku. Zdjęcie: AW / Belsat.eu

Brak pozytywów

Zdaniem Kasciuhowej, władze „zrobiły wszystko, aby pogłębić rozłam w społeczeństwie i faktycznie oddalić je od możliwości pojednania narodowego, wspólnego wyjścia z kryzysu”.

– Przez cały rok on (Łukaszenka. – Belsat.eu) nigdy niczego nikomu nic nie zaproponował. Ani zwiększania roli społeczeństwa, choćby w podejmowaniu lokalnych decyzji, ani zwiększenia roli rodziców w nauczaniu dzieci, chociaż faktycznie to oni utrzymują szkoły.

Jak dodaje, Łukaszenka nie ma propozycji ani dla Zachodu, ani dla Rosji.

– Rosja, wiedząc, że jednak, że on od tylu lat nic nie zaoferował, po prostu wykorzystuje swoją propagandową paplaninę, aby uzyskać prawdziwe narzędzia kontroli.

Marsz kobiet w Mińsku. 5 września 2020 r. Zdjęcie: Iryna Arachouskaja / Belsat.eu

Łukaszenka osiągnął swój cel?

Białoruski socjolog i politolog Siarhiej Nikaluk uważa, że Łukaszka mimo wszystko jest skutecznym przywódcą, gdyż od 27 lat realizuje swój cel pozostania przy władzy.

– Inna sprawa, że zmiany w społeczeństwie pokazują, że powinien dostosować do tego konkretne działania. A okazało się, że poza rozwiązaniami siłowymi nie miał nic do zaoferowania swoim przeciwnikom. A obecnie do kontroli sytuacji przestały wystarczać punktowe represje i stały się one masowe – podkreśla.

Wydarzenia na Białorusi, które rozpoczęły się rok temu, ekspert postrzega jako jeden z rezultatów zmiany pokoleniowej. Jego zdaniem większość społeczeństwa nie pokłada nadziei w państwie co do swoich dochodów i nie wierzy telewizji. Mimo to zdaniem socjologa w ramach tych nowych warunków władze zachowywały się dość efektywnie, rozumiały zagrożenie ze strony nowych mediów i prowadziły przeciwko nim odpowiednie kampanie.

mg, jb/ belsat.eu

Wiadomości