Andrej Bastuniec: trzeba się liczyć, że sąd skaże dziennikarki Biełsatu

Szef Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) uważa, że proces dziennikarek Biełsatu Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej ma związek ze śmiercią Ramana Bandarenki – uczestnika protestów, śmiertelnie pobitego przez tajniaków przed własnym domem. Władze wtrąciły je do aresztu i oskarżyły o organizowanie zamieszek, by jak najbardziej ograniczyć rozpowszechnianie informacji o tragicznym incydencie.

Proces Kaciaryny Andrejewej i Darii Czulcowej rozpocznie się 9 lutego w Mińsku. Dziennikarki zastały zatrzymane 15 listopada i od tego czasu przebywają w areszcie. Oskarżono je formalnie o organizację i kierowanie zamieszkami oraz zdezorganizowanie transportu miejskiego. Grozi im nawet do 3 lat więzienia.

Według szefa niezależnej organizacji dziennikarskiej po raz pierwszy w historii Białorusi przeciwko dziennikarzom wykorzystano artykuł 342 Kodeksu Karnego – i oskarżono ich o organizację i kierowanie „działaniami w poważny sposób naruszającymi porządek społeczny”. Jak podkreśla, dotychczas władze wykorzystywały przeciwko dziennikarzom raczej przepisy Kodeksu Wykroczeń, co kończyło się grzywną lub najwyżej kilkunastodniowym aresztem.

Daria i Kaciaryna. Najważniejsze informacje o uwięzionych dziennikarkach Biełsatu i ich prześladowaniu

Według Andreja Bastuńca dziennikarki Biełsatu stały się celem tak ciężkiego oskarżenia, gdyż ich praca byłą związana z zabójstwem Ramana Bandarenki – opozycyjnego aktywisty ciężko pobitego w połowie listopada ub.r. przez tajniaków na podwórku swojego bloku. Kilka dni po jego śmierci w szpitalu odbył się protest, który był relacjonowany przez dziennikarki. Bastuniec przypomina, że w związku ze sprawą Bandarenki do aresztu trafiła również dziennikarka portalu TUT.by Kaciaryna Barysewicz.

„Sam widziałeś, powaliłem go, ale był przytomny” – znajomi Łukaszenki opowiadają o zabójstwie Bandarenki

– Władze wytoczyły jej również sprawę karną, za ujawnienie tajemnicy lekarskiej. Dziennikarka napisała, że w krwi zabitego aktywisty nie było alkoholu. I myślę, że trzy te dziennikarki łączy właśnie postać zabitego. Władze chciały jak najbardziej ograniczyć rozpowszechnianie informacji na jego temat – podkreśla Bastuniec.

Jego zdaniem praktyka sądowa na Białorusi pokazuje, że można spodziewać się najgorszego.

– Nie jestem więc optymistą jeżeli chodzi o zakończenie sprawy. Na Białorusi uniewinnienia w zwykłych sprawach występują na poziomie błędu statystycznego, nie mówiąc już o procesach politycznych. Ponadto wobec dziennikarek przyjęto najostrzejszy środek, czyli areszt, a władze odmówiły zmiany tego środka. Trzeba się liczyć, że sąd wyda wyrok skazujący. Jedyne pytanie to, czy będzie kara realnego pozbawienia wolności, czy ograniczenia wolności albo może inne rozwiązanie.

„Dzisiaj był taki straszny przypadek”. Co aresztowany lekarz zdążył powiedzieć o śmierci uczestnika protestów

Szef BAŻ przypomina, że białoruscy dziennikarze zawsze podlegali naciskom ze strony władzy w mniejszym czy większym stopniu.

– Zawsze szczególna presja była przed i po wyborach prezydenckich, jednak takiej fali represji wobec dziennikarzy nigdy nie było. Liczba naruszeń praw dziennikarzy tylko w ciągu ostatniego roku znacznie przewyższają tę z ostatnich trzech lat. Fala represji w 2020 r. jest kilkakrotnie bardziej intensywna w porównaniu do 2010 r., gdy odbywały się wybory prezydenckie – twierdzi Bastuniec.

Jego zdaniem presja nie dotyka jednie mediów centralnych, również dziennikarze lokalnych gazet czy portali ją odczuwają. W czasie akcji protestu w mniejszych ośrodkach dziennikarze byli i bici i zatrzymywani pod czas pracy. Do druku od połowy ub. r. nie są dopuszczane regionalne gazety, takie jak Brestskaja Gazieta. Trwają przeszukania i konfiskaty sprzętu – co dotknęło redakcję Słonimskiej Gaziety. Jej redaktorzy byli zmuszeni do ucieczki z kraju. Władze atakują też lokalne portale.

Grodno: autorowi programu dla TVP zarzucono przyjmowanie pieniędzy z Polski

Bastuniec zwraca uwagę, że z podobnym problemem spotkała się nawet Komsomolska Prawda – białoruska wersja jednej z największych rosyjskich gazet, której przez pewien czas nie dopuszczono do druku. Ostatecznie gazeta wróciła.

– Jednak od tego czasu trwają rozmowy między władzą a rosyjskim właścicielem gazety, w wyniku których już dwukrotnie zmieniał się jej redaktor naczelny. Najprawdopodobniej są to próby zawarcia kompromisu z białoruskimi władzami i pozostawienie możliwości wychodzenia gazety na rynku białoruskim. Ponadto moim zdaniem informacyjna polityka „Komsomołki” radykalnie się zmieniała w tym czasie – dodaje.

Szef BAŻ podkreśla, że sytuacja praw dziennikarzy pogarsza się cały czas .

– Jeszcze po wyborach, na początku protestów, z ust ówczesnego szefa MSZ Juryja Karajewa brzmiały słowa, że dziennikarzy nie można zatrzymywać, gdyż relacjonują masowe akcje. Dziennikarzy i tak zatrzymywano, jednak po interwencjach w MSW istniały szanse, że zostaną wypuszczeni bez kierowania spraw do sądu. Na początku września stosunek władz radykalnie się zmienił i odtąd kamizelka z napisem „Prasa” nie daje żadnych gwarancji bezpieczeństwa. Przeciwnie, służby mundurowe zaczęły polowanie na dziennikarzy.

Obecnie jego zdaniem dziennikarze podczas protestów starają się nie wyróżniać, by nie wpaść w oko funkcjonariuszom służb.

Bastuniec przypomina też, że początku protestów były też wypadki, gdy z premedytacją strzelano do dziennikarzy gumowymi kulami. Jednak do dziś nie wszczęto żadnej sprawy karnej przeciwko tym, którzy oddali strzały.

Waszyngton apeluje do Mińska o zwolnienie dziennikarek Biełsatu

Rozmawiał Jakub Biernat/belsat.eu

W ub. roku dziennikarze naszej telewizji byli zatrzymywani 162 razy, a zatrzymaniom regularnie towarzyszyła konfiskata sprzętu. 26 dziennikarzy aresztowano, z czego sześcioro dwukrotnie, a jednego trzykrotnie. Łącznie daje to 34 areszty administracyjne. Za kratami nasi koledzy spędzili 392 dni.Siedmioro spośród aresztowanych padło ofiarą przemocy fizycznej z rąk służb bezpieczeństwa. Tylu też w następstwie zatrzymania wymagało hospitalizacji.Również w 2020 r. dziennikarze Biełsatu zapłacili grzywny o równowartości 26 353,44 USD.

Wiadomości