Jak Putin wykorzystuje Łukaszenkę i kryzys migracyjny

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Mińsk eskaluje konflikt z Litwą, Łotwą i Polską na granicy na własną rękę. Rosja pomaga Łukaszence, ale stoi w cieniu i zamierza wykorzystać kryzys do własnych interesów.

Wywołany przez Alaksandra Łukaszenkę kryzys migracyjny eskaluje i dotknął Litwę, Łotwę, a teraz również Polskę. Zmusił Litwę do wprowadzenia stanu sytuacji ekstremalnej, Łotwę stanu nadzwyczajnego, a Polskę stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym. W każdym z uderzonych atakiem państw wywołał różne kontrowersje polityczne i napięcia społeczne. Nie wiadomo, czym się zakończy sytuacja na granicy i do czego zmierza białoruski reżim. Czy chodzi o doraźną destabilizację? O zemstę na wspierających opozycję sąsiadach? O próbę wymuszenia odstąpienia od polityki sankcji? A może plany są dalekosiężne i wykraczające poza ograniczone cele Łukaszenki.

Jeśli tak, to znaczy, że operacja „Śluza”, czy jakkolwiek naprawdę się nazywa, nie jest wyłącznie sprawą Mińska, ale i Moskwy. W kwestii wywołującej tak dalekosiężne skutki międzynarodowe można zakładać, że Łukaszenka konsultował i uzyskał zgodę Kremla. Są również przesłanki, by uważać, że korzystał z jakiejś formy rosyjskiego wsparcia w przeprowadzeniu operacji ściągnięcia migrantów na Białoruś, a potem wypychania ich za granicę. Czy to jednak oznacza, że działania prowadzone m.in. na białorusko-polskiej granicy są operacją rosyjską? Niekoniecznie. Natomiast bez wątpliwości Rosja postara się osiągnąć własne korzyści, akceptuje działania Łukaszenki i prawdopodobnie wspiera go logistycznie, informacyjnie i propagandowo.

Atak rowerowy

Tuż po apogeum wielkiego, migracyjnego kryzysu w 2015 r., kiedy tysiące migrantów szło z Turcji, przez Grecję, Bałkany, na Węgry i dalej za zachód, na północnych rubieżach Europy miał miejsce inny, mniejszy kryzys. Migranci, głównie z Syrii, pojawili się w rosyjskim obwodzie murmańskim. Następnie próbowali dostać się do Norwegii. Świat obiegły kuriozalne obrazki Syryjczyków przekraczających granicę rosyjsko-norweską na dziecięcych rowerkach. Wszystko dlatego, że w myśl rosyjskich przepisów nie wolno przekraczać granicy pieszo. Na terenach przygranicznych nagle powstał spory rynek rowerowy, migranci kupowali je nawet po kilkaset dolarów. Później okazało się, że proceder dostarczania rowerów i transportu migrantów do Murmańska organizowały rosyjskie struktury przestępcze. Po stronie norweskiej piętrzyły się potem porzucone, bezużyteczne już rowery. W sumie na przełomie 2015 i 2016 r. z Rosji do Norwegii próbowało przedostać się ponad 5 tys. migrantów. Norwegia bardzo szybko wprowadziła zmiany w przepisach o tzw. readmisji i zaczęła odsyłać migrantów z powrotem do Rosji. Strona rosyjska domagała się wprawdzie, by Norwegowie odsyłali ich samolotami.

Szefowie MSZ Polski i Litwy: „Wschodni sąsiedzi wypowiedzieli nam wojnę hybrydową”

Norwegowie wskazywali, że za „atakiem migracyjnym” od początku stały rosyjskie służby, wykorzystujące przestępcze podziemie. Celem było uderzenie w należącą do NATO i krytyczną wobec działań Rosji na Ukrainie Norwegię oraz przetestowanie reakcji na znaczący napływ migrantów w kraju uchodzącym za otwarty wobec migracji, nienależącym do UE, ale będącym częścią Zachodu i rzeczywiście prowadzącym aktywną politykę na Wschodzie, ocenianą na Kremlu jako antyrosyjska. Co ciekawe migranci tylko w ograniczonym stopniu wędrowali wówczas przez znacząco dłuższą granicę Rosji z Finlandią, członkiem UE. Tamten kryzys nie był tak ostry, jak obecny wywołany przez Białoruś. Jego skala (ponad pięć tysięcy osób), oraz mechanizmy, oraz reakcje Norwegii i Europy były kopalnią wiedzy dla rosyjskich i białoruskich służb.

Straż Graniczna udaremniła niemal dwieście prób przekroczenia granicy

To wtedy rosyjskie służby specjalne nawiązywały kontakty w przestępczym, migracyjnym podziemiem na Bliskim Wschodzie. Kontakty te z dużym prawdopodobieństwem stały się użyteczne obecnie i mogły być odstąpione Białorusinom. Mińsk, który nie posiada placówki dyplomatycznej w Bagdadzie, przez co ma ograniczone możliwości działania w Iraku, od dawna prowadził jednak bardzo aktywną na Bliskim Wschodzie politykę. Zwłaszcza w handlu z krajami Zatoki Perskiej. Co mogło ułatwić budowanie kontaktów również z podziemiem migracyjnym. Rosjanie mogli natomiast pomagać przy „rekrutowaniu” do podróży na Białoruś przebywających w ich kraju Afgańczyków.

Moskwa i Mińsk osiągnęły pełne porozumienie w sprawie integracji – białoruski wicepremier

W połowie czerwca Putin podpisał przedłużenie moratorium na prawo do przebywania w Rosji imigrantów bez legalnych podstaw prawnych. Dotyczy to całej, trudnej do oszacowania, rzeszy ludzi (głównie z republik posowieckiej Azji i Zakaukazia, ale i Afganistanu i Afryki), której skończyły się terminy rosyjskich wiz, a odmówiono im prawa pobytu, bądź azylu. Moratorium umożliwia im pobyt w Rosji (i np. podróżowanie na Białoruś), do końca września. Potem, zgodnie z prawem mają opuścić Rosję. To kolejny instrument rosyjskiego wsparcia dla zwiększenia migracji, który może być niebawem wykorzystany. Potencjalne wsparcie operacyjne Rosjan w propagowaniu i organizacji szlaku przerzutowego na Białoruś to druga przesłanka, wskazująca na Moskwę. Są i kolejne, ważniejsze.

Motywy Putina

Rosja ma motyw, by patrzeć na białoruską operację graniczną z sympatią, a nawet ją wspierać. To korzyści polityczne i międzynarodowe. Tak, jak Mińskowi, tak i Moskwie zależy na przekonaniu europejskich elit i społeczeństw, że polityka sankcji nie ma sensu. Że powoduje jedynie eskalację. Rosja cały czas jest objęta sankcjami za agresję na Ukrainie. Dlatego, kiedy Łukaszenka grozi Europie, że zaleje ją nielegalnymi migrantami za wprowadzane sankcje, to Putin nie powie tego głośno, ale ma powody, by białoruskiemu satrapie kibicować. Kolejny motyw to zaobserwowana już w czasie kryzysu migracyjnego w 2015 r. rosyjska polityka wykorzystywania narastających w Europie podziałów.

Morawiecki: nie spodziewamy się niestety spadku napięcia na wschodniej granicy

Rosyjska propaganda, oraz potężna machina dezinformacyjne w mediach tradycyjnych i społecznościowych już w czasie napięć na granicy serbsko-węgierskiej pracowały na podgrzewanie nastrojów ksenofobicznych, antyimigranckich i radykalnych z jednej strony. I tych skrajnie przeciwnych, wzywających do całkowitego otwarcia granic, z drugiej strony. Chodziło o budowanie kakofonii radykalnych opinii. O wsparcie dla sił radykalnych i populistycznych (a także prorosyjskich) w Europie. O pokazanie, że europejska polityka jest pełna hipokryzji, a hasła demokracji i praw człowieka nic nie znaczą. O to samo chodzi dziś Łukaszence. Jeśli dziś popatrzeć na rosyjskie (i białoruskie) media, to widać w nich ten sam wielogłos. Z jednej strony akcentują, że Litwa i Polska są niehumanitarne i pełne ksenofobii wobec migrantów. Z drugiej, że są słabe i nie radzą sobie z zabezpieczeniem własnych granic. I po trzecie, że litewskie i polskie społeczeństwo jest podzielone.

Obóz dla migrantów zmącił spokój polskiej enklawy na Litwie

Dla Rosji kryzys migracyjny ma jeszcze jeden, ważny wymiar. Chodzi o Ukrainę, która pozornie pozostaje z boku tego problemu migracyjnego. Moskwa szykuje się jednak do kluczowej rozgrywki o Ukrainę, a Putin do negocjacji z Wołodymyrem Zełenskim. Żeby mieć wygodną pozycję, Kreml chce osłabić zainteresowanie Zachodu wsparciem dla państw na Wschodzie. Chce wywołać wrażenie, że ochrona wschodnich rubieży UE będzie kosztowna. Oraz że skoro tak trudno wspierać członków UE i NATO: Polskę, czy Litwę, to zaangażowanie na Ukrainie będzie obarczone jeszcze większym ryzykiem. Nie mówiąc już o wspieraniu białoruskich protestów i opozycji.

Innym celem Moskwy jest stworzenie sytuacji, w której o kryzysie migracyjnym wywołanym przez Łukaszenkę, zachodnie potęgi będą rozmawiać wprost z Putinem, który przyjmie z chęcią rolę „rozsądnego” arbitra. To zresztą już się dzieje, gdyż w czasie wizyty 20 sierpnia w Moskwie o problemie na granicach z rosyjskim prezydentem rozmawiała Angela Merkel. Przy okazji, również w związku z ćwiczeniami Zapad 2021 Moskwa buduje atmosferę zagrożenia militarnego i testuje rozwiązania wojny hybrydowej. Jednak główny ciężar działań przeciw Polsce, Litwie i Łotwie w kryzysie granicznym bierze na siebie Mińsk. To Białoruś jest odpowiedzialna za eskalację i to Mińsk będzie ukarany kolejnymi sankcjami. Putin jak zwykle, wyciąga gorące kasztany z ognia rękoma Łukaszenki. Jeśli ktoś się tu sparzy, to właśnie białoruski satrapa.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów