Zaczarowany świat „Bieriozek”. Wspomnienia o najbardziej tajemniczych sklepach w ZSRR

W Moskwie i Petersburgu wkrótce pojawią się sklepy wolnocłowe dla zagranicznych dyplomatów i pracowników organizacji międzynarodowych. Podpisana już przez rosyjskiego premiera Michaiła Miszustina ustawa wejdzie w życie 27 sierpnia. Tym samym przywrócona zostanie działalność istniejących w czasach ZSRR sklepów Bieriozka. Zgodnie z ustawą zwykli obywatele Rosji nie będą mieli tam wstępu. Zakupy w sieci sklepów będą zarezerwowane wyłącznie dla pracowników ambasad i placówek dyplomatycznych, przedstawiając dokument potwierdzający ich oficjalne stanowisko i akredytację Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Grupa irlandzkich turystów w moskiewskim sklepie Bierozka. Zdjęcie: Robert Nietielew/TASS/Forum

Następczyni Torgsina (odpowiednik Pewexu w PRL), Bieriozka pojawiła się w pierwszej połowie lat 60. i stanowiła dla radzieckiego społeczeństwa okno na tajemniczy świat zachodniej obfitości towarowej. Reporter naszego rosyjskojęzycznego serwisu Vot Tak zebrał relacje osób, które były świadkami istnienia tej anomalii pozwalającej zasmakować zakazanego owocu zachodniego życia w szarej rzeczywistości Związku Radzieckiego.

Powrót Bieriozki? W Rosji pojawią się sklepy tylko dla „walutowych” obcokrajowców

Do połowy lat 80. dostęp do tych sklepów mieli nie tylko pracownicy dyplomatyczni, ale także zwykli obywatele, którym udało się jakoś zdobyć „czeki”, czyli środki płatnicze akceptowane w Bieriozkach. „Czeki” wydawano dyplomatom, pracownikom misji dyplomatycznych, artystom, którzy wyjeżdżali na tournée do krajów kapitalistycznych i innym osobom, które służbowo wyjeżdżały na dalekie zachodnie rubieże. Posiadanie w domu obcej waluty w ZSRR było zabronione, więc państwo wymieniało pieniądze w obcych walutach na „czek” do sklepu.

Czeki umożliwiające zakupy w sieci Bierozka. Źródło: Wikipedia

Dziennikarz Konstantin Eggert wspomina, że z pierwszej zagranicznej podróży służbowej do Jemenu w 1986 roku wrócił z „czekami” w ręku.

– Zakupy w Bieriozce oznaczały przede wszystkim status. Mogli sobie na nie pozwolić tylko obcokrajowcy lub ci obywatele radzieccy, którzy mogli wyjeżdżać za granicę – czyli tylko wybrani. Jak pamiętam, po tej podróży służbowej zapisałem się do kolejki i czekałem kilka dni, żeby kupić japoński telewizor marki Panasonic – wspomina dziennikarz.

Jak mówi Eggert, w tym czasie istniała już ogromna szara strefa odsprzedaży „czeków”. 

– Można je było kupić od zagranicznych znajomych lub „podróżujących służbowo” po stawce dwóch rubli za jeden rubel z „czeku” lub za półtora, po znajomości – wyjaśnia.

Wnętrzne Bierozki przy ulicy Dorogomiłowskiej, Moskwa, ZSRR, 1974 r. Źródło: Youtube

Podobne wspomnienia ma inny znany dziennikarz, wydawca książek i aktywista, Siergiej Parchomienko.

– W 9. i 10. klasie szkoły (lata 1979-1980) paliłem tylko papierosy Winston ze złotą obwódką. Było to możliwe dzięki chłopakowi z Włoch, który uczył się w naszej szkole. Jego ojciec był przedstawicielem handlowym Fiata w Związku Radzieckim i ten chłopak pomagał kolegom z klasy, w tym mnie, kupować modne importowane papierosy – mówi Parchomienko.

Made in Russia: chiński moskwicz i meble z łagru

Jednym z problemów, na jakie mógł napotkać zwykły radziecki człowiek, gdy znalazł się w Bieriozce, był kompletny brak znajomości towarów na półkach.

– Etykiety i metki z cenami były po angielsku, a nawet po niemiecku – wspomina Marija Lekuch, redaktor naczelna Vot Tak. – Dzięki mojemu ojcu, który był przedsiębiorcą, po raz pierwszy znalazłam się w Bieriozce pod koniec lat 80-tych, mając 16 lat. Rodzice dali mi pokaźną sumę – 20 dolarów i poszłam z nią do sklepu.

Cennik produktów z moskiewskiego sklepu Bierozka nr 32. Źródło: LiveJournal

Jednak, jak wspomina Lekuch, tamto wyjście do Bieriozki zakończyło się fiaskiem. 

– Większość pieniędzy wydałam na drożdże, margarynę i proszek do pieczenia, które przyciągały mnie, radziecką nastolatkę, swoimi bajecznie kolorowymi opakowaniami – wspomina.

Inną historię o związaną z Bieriozką opowiedział nam aktor moskiewskiego Teatru Małego, który prosił, by nie podawać jego nazwiska. Pod koniec lat 80-tych w marcu szedł z pięcioletnim synem ulicą Dorogomiłowską, gdzie znajdował się jeden ze sklepów Bieriozka. W tym czasie wychodził stamtąd ciemnoskóry mężczyzna niosący dużą torbę z papieru Kraft z dojrzałymi czerwonymi pomidorami na wierzchu.

Na ten widok syn oświadczył ojcu: 

– Kiedy dorosnę, chcę być ciemnoskórym! Bo oni zimą jedzą pomidory.

Białoruska cola chce podbić Rosję. Ma szansę zastąpić oryginał?

Piotr Parchomienko/vot-tak.tv, ksz/belsat.eu

Wiadomości