Zakaz tranzytu i importu dla Niemiec? Eksperci o nowych groźbach Łukaszenki

Polsko-białoruskie przejście graniczne w Bruzgach. Zdjęcie: Sasza Praudzina/belsat.eu

Podczas wtorkowego zebrania poświęconego sankcjom Alaksandr Łukaszenka „postawił sobie za zadanie zrobić wszystko, by białoruski naród nie ucierpiał z powodu sankcji”. Jedna z propozycji, jakie padły to zakaz importu i tranzytu przez Białoruś dla niemieckich firm, które poparły ograniczenia. Pytamy ekspertów, w jakim stopniu realna jest proponowana przez Łukaszenkę odpowiedź na działania Zachodu.

– Wiemy, kto w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i innych krajach, zwłaszcza w Europie, sprzeciwił się dostawom komponentów i głównych surowców dla naszych przedsiębiorstw – cytuje Alaksandra Łukaszenkę państwowa agencja informacyjna Biełta. – Znamy ich. Mamy doświadczenie. Pamiętacie takie firmy jak Skoda, Nivea itd.? Powiedzieliśmy im „Dziękujemy, do widzenia”. Po pierwsze: ani kroku w stronę rynku białoruskiego, po drugie: ani kroku przez Białoruś. To samo trzeba zrobić z Niemcami. Niech przez Finlandię do Chin i Rosji wożą swoje produkty. Albo przez Ukrainę, tam są dobre drogi, niech jadą i tam dostarczają.

Zdaniem Łukaszenki należy „podjąć wszelkie środki, dać im [Niemcom] odczuć, czym jest Białoruś i skłonić ich do zastanowienia się, zanim sięgną po broń ekonomiczną”.

Eksperci, których poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie nie mają wątpliwości w kwestii tego, kto ucierpi, jeśli propozycje Łukaszenki wejdą w życie.

Iosub: „Cios będzie znacznie bardziej odczuwalny dla białoruskiej gospodarki niż dla niemieckich firm”

Wadzim Iosub. Mińsk, Białoruś, 1 lipca 2021 r. Zdjęcie: AW/belsat.eu

Starszy analityk finansowy firmy Alpari Eurasia Wadzim Iosub uważa, że „dostało się” właśnie Niemcom, ponieważ Łukaszenka ciągnie temat zarzutów, który rozpoczął kilka dni wcześniej. Wtedy to rzekoma „operacja antyterrorystyczna” wykazała „powiązania terrorystów z Niemcami”, a Łukaszenka obiecał, że osobiście przedstawi ten zarzut kanclerz Angeli Merkel.

Iosub wyróżnia w wystąpieniu Łukaszenki „dwie różne historie”: import niemieckich towarów na Białoruś i tranzyt towarów na wschód przez Białoruś. Jak mówi ekonomista, ciekawie byłoby zobaczyć reakcję Rosji i Chin na stwierdzenie, że Niemcy powinni „dostarczać towary przez Finlandię lub Ukrainę”.

– Jeśli mowa o tym, co Białoruś tam kupuje, to na pewno nie jakieś maści czy wodę toaletową, z których łatwo można zrezygnować – mówi Iosub. – Oto dane za rok 2019: import z Niemiec na Białoruś przekroczył 1,7 miliarda dolarów, z czego większość stanowił import inwestycyjny. Ponad 50 procent stanowiły pojazdy, maszyny, urządzenia i narzędzia. A kolejne ponad 25 procent to produkty przemysłu chemicznego.

Jak twierdzi Iosub, jedno jest pewne: Białoruś kupuje od Niemców sprzęt, bez którego przestałyby funkcjonować całe gałęzie przemysłu. A wyposaża się w niego w Niemczech, ponieważ Rosja i Chiny nie oferują tańszych alternatyw. Dlatego odrzucenie takiego importu jest „kolejnym strzałem w stopę”, a Białoruś nie jest dla niemieckich przedsiębiorstw ani rynkiem ilościowym, ani rynkiem „premium”.

Lwouski: „Takie wypowiedzi same w sobie niosą negatywne konsekwencje”

Leu Lwouski. Zdjęcie: beroc

Leu Lwouski, starszy pracownik naukowy Centrum Badań Ekonomicznych BEROC, przypomina, że Łukaszenka nie po raz pierwszy zapowiada taki „strzał w stopę”, jak zawieszenie tranzytu. Od jakiegoś czasu mówili o tym również państwowi ekonomiści. Zapytany o to, na ile realne jest zagrożenie, ekspert żartuje, że warto zwrócić się z tym do wróżbitów.

– Nawet proste oświadczenia, że możemy ograniczyć tranzyt, mają negatywny wpływ na ten biznes – mówi Lwouski. – Należy zdawać sobie sprawę, że i bez zakazu tranzytu wielu europejskich i chińskich partnerów zacznie rozważać przekierowanie swoich przepływów pieniężnych tak, by ominąć Białoruś.

Szkody wyrządzone gospodarce białoruskiej przez takie kontrsankcje, będą współmierne do szkód wyrządzonych przez sankcje europejskie. Białoruś „można ominąć zarówno od północy, jak i od południa”, a koszty planowanego objazdu będą nieporównywalnie niższe od tych, które mogą pojawić się w wyniku nagłego zablokowania tranzytu i opóźnień w dostawach – zauważa ekspert.

Według Lwouskiego, jeśli nawet Chinom nie zależy na prawach człowieka, to zdecydowanie „zależy im na stabilnym funkcjonowaniu systemu eksportowego” i dla nich Łukaszenka staje się po prostu człowiekiem, który destabilizuje ich kanały eksportu.

– Wiele krajów dysponuje zasobami, na które w żaden sposób nie zarobiło, a które po prostu im się dostały i stanowią ważną częścią ich produktu krajowego brutto – dodaje Lwouski. – W Rosji jest to ropa naftowa, a na Białorusi położenie geograficzne, które pozwala na otrzymywanie dochodów z tranzytu. Kilka lat temu szacowano, że tranzyt stanowi około 6 procent białoruskiego PKB.

Ewentualne zamknięcie granic Białorusi uderzy głównie w jej sojuszników

Lwowski nie ma wątpliwości, że w Niemczech, jak w każdym kraju, znajdą się zarówno średnie, jak i duże przedsiębiorstwa, które nie zechcą angażować się w sankcje i spory z Białorusią, „ale to tylko jedna z opcji”. Jeśli większość Niemców uzna zachowanie białoruskich władz za niedopuszczalne, rząd niemiecki podporządkuje się wyborcom, nawet wbrew głosom biznesmenów.

Romańczuk: „Spalić własny dom, by dym popsuł nastrój sąsiadom”

Jarosław Romańczuk w studiu Biełsatu

Szef białoruskiego Centrum Misesa Jarosław Romańczuk proponuje przełożyć na białoruską rzeczywistość rosyjski mem o „bombardowaniu Woroneża”: takie kontrsankcje będą „bombardowaniem Bobrujska”. Ale dlaczego właśnie Niemcy?

– Jeśli idziemy na wojnę, powinniśmy iść na wojnę z liderami. Jaki jest sens atakować Maltę czy Cypr? Niemcy są jednym z najbardziej liczących się krajów Unii Europejskiej, więc jest to sposób na pokazanie, że „jesteśmy silni” – mówi ekspert.

Na to nakłada się jeszcze scenariusz związany z II wojną światową. Do 2020 roku Niemcy były głównym i najbardziej zaangażowanym inicjatorem „dialogu mińskiego” – niemieccy politycy i fundacje przez pięć lat aktywnie współpracowały z Białorusią. Jak mówi Romańczuk, wcześniej wydawało się, że istnieje coś więcej niż tylko powiązania dyplomatyczne i informacyjne, teraz niestety jest inaczej.

– To nie jest gospodarka, to nie jest jakiś przewidywalny model – mówi analityk. – To są emocje, walka, wojna mentalna i psychologiczna. Tutaj człowiek może spalić swój dom w nadziei, że dym popsuje humor sąsiadowi.

Według eksperta, Białoruś i kraje Zachodu nie doszły jeszcze do etapu „składania broni”. Jednak niemiecki produkt krajowy brutto wynosi kilka miliardów dolarów, podczas gdy udział rynku białoruskiego w gospodarce europejskiej jest znikomy.

– Nawet gdyby niemieckie fabryki zostały wypełnione białoruskimi maszynami i oprogramowaniem – mówi Romańczuk – Niemcy nie byliby zadowoleni, ale przetrwaliby takie kontrsankcje. A jeśli chodzi o zakaz importu i tranzytu, to równie dobrze można zakazać białoruskich inwestycji w innych krajach.

Czy sankcje są skuteczne? O ograniczeniach nakładanych na reżim Łukaszenki i ich efektach

aa,ksz/belsat.eu

Wiadomości