Większy potencjał armii Rosji i Ukrainy może być szansą na pokój

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Wokół wschodniej granicy Ukrainy trwa wojna nerwów i licytacja napięcia. Moskwa i Kijów mają w zanadrzu najmocniejsze karty przetargowe: siły zbrojne.

Internet zapełniają kolejne filmiki i zdjęcia pokazujące przemieszczające się składy kolejowe z dziesiątkami czołgów, dział samobieżnych, transporterów opancerzonych, systemów rakietowych i ciężarówek. Są nagrania pokazujące przylatujące na lotniska w południowo-zachodniej Rosji śmigłowce uderzeniowe Mi-28N i Ka-52. Internauci zauważyli też kolumny ciężarówek przemieszczające się w obwodzie briańskim, rostowskim i na anektowanym Krymie.

Większość filmików pokazuje rosyjskie transporty zmierzające nawet z odległych, azjatyckich regionów Rosji, w pobliże granicy z Ukrainą, bądź na Krym. Ale są i nagrania z ukraińskimi ładunkami: czołgami i ciężarówkami. W trwającej od kilku tygodni, narastającej licytacji nerwów i straszenia wojną między Rosją a Ukrainą obie strony podgrzewają emocje. Moskwa oficjalnie twierdzi, że ruchy wojsk mają związek z przeprowadzanymi w marcu manewrami w Południowym Okręgu Wojskowym (formalnie zakończyły się 25 marca, a ruchy wojsk wciąż trwają), przerzutem 56. Brygady Desantowo-Szturmowej na Krym, czy rozpoczętym wczoraj sprawdzianem gotowości bojowej Sił Zbrojnych. W kwietniu w Rosji ma być przeprowadzonych ponad 4 tys. manewrów i ćwiczeń wojskowych.

Minister Obrony Rosji: w wojskach rozpoczęły się sprawdziany gotowości bojowej

Kijów uważa, że to przygotowania do ofensywy w południowo-wschodniej Ukrainie, a informacje o manewrach są tylko przykrywką. Jako dowód podawane są np. wiadomości, o rosyjskich rolnikach, którzy skarżą się na deficyt ciężkich platform kolejowych. Nie mogą dostarczać maszyn rolniczych przed wiosennym sezonem, gdyż wszystkie zajęło wojsko.

Moskwa oficjalnie twierdzi, że to tylko manewry, ale jednocześnie podgrzewa i nie ukrywa doniesień o transportach wojsk. Kijów zaś nagłaśnia rosyjskie zagrożenie próbując wzmocnić wsparcie Zachodu (głównie USA). Na razie obie strony używają na potęgę oręża propagandy i toczą wojnę informacyjną, szukając w rzeczywistości rozwiązań politycznych i dyplomatycznych. Jednak militaryzacja regionu i rozbudowa potencjału wojskowego obu skonfliktowanych państw jest faktem.

Gwałtowny wzrost napięcia między Rosją i Ukrainą paradoksalnie nie musi zakończyć się wojną (pomijając trwające frontowe starcia w Donbasie). Właśnie dlatego, że od 2014 r. sytuacja militarna uległa zmianie. Mimo wciąż przygniatającej przewagi Rosji, nie ma już tak gigantycznej dysproporcji sił między nią a Ukrainą.

Twierdza Południe

W bezpośrdnim sąsiedztwie z Ukrainą znajdują się dwa kluczowe rosyjskie okręgi wojskowe: zachodni i południowy. Przy czym to Południowy Okręg Wojskowy (POW) ze stolicą w Rostowie nad Donem jest zapleczem dla wojny w Donbasie. Był też najważniejszym wsparciem dla operacji aneksji Krymu, czy rosyjskiego udziału w wojnie w Syrii (wraz z Flotą Czarnomorską). Właśnie POW należy, obok ZOW do najbardziej wzmacnianych sprzętowo i kadrowo. Celem jest doprowadzanie do pełnego (gotowego na czas wojny) stanu niektórych jednostek. Punktem zwrotnym na pewno była operacja wzniecania separatystycznego powstania w Doniecku i Ługańsku.

Zbudowany na bazie dawnego, Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego, zaangażowanego wcześniej w wojny w Czeczenii i Gruzji, POW musiał być wzmocniony. Od 2014 r. głównym przeciwnikiem dla jednostek POW stała się Ukraina, a także, szerzej – NATO. Dowództwu POW podlega też Flota Czarnomorska, a nawet siły zbrojne i milicje separatystów z tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. W ramach POW powstała zbudowana niemal od zera 8. Armia Ogólnowojskowa, w skład której wchodzi ciężka 150. Dywizja Zmechanizowana. Od ubiegłego roku trwa kompletowanie kolejnej, 19. Dywizji Zmechanizowanej.

Wojna o wodę dla Krymu? Były prezydent Ukrainy przewiduje rosyjską ofensywę

Bezprecedensowym wydarzeniem jest przeniesienie 56. Brygady Desantowo-Szturmowej z Kamyszyna w obwodzie wołgogradzkim do krymskiej Teodozji. Ta elitarna jednostka desantowa na Krymie ma mieć status pułku, choć wiele wskazuje na to, że będzie o wiele silniejsza niż klasyczny pułk w strukturze rosyjskiej armii. W dodatku, co wygląda dość dziwnie, podlegać będzie organizacyjnie 76. Dywizji Desantowo-Szturmowej z Pskowa.

To właśnie przewożony na kolejowych lawetach sprzęt tej jednostki (m.in. systemy przeciwlotnicze) zaobserwowali „internauci” w ostatnich dniach marca. Widok przerzucanych na Krym jednostek desantowych, które odegrały przecież tak dużą rolę w operacji aneksji w 2014 r., wywołał na Ukrainie strach.

Zwłaszcza, że to już druga stacjonująca na czarnomorskim wybrzeżu jednostka o wybitnie ofensywnym charakterze – pierwszą jest 7. Dywizja Desantowo-Szturmowa z Noworosyjska. Obecnie w POW znajduje się ponad 100 tys. żołnierzy plus załogi 70 okrętów nawodnych i 6 podwodnych Floty Czarnomorskiej i Flotylli Kaspijskiej. To również ok. 800 czołgów, 2,5 tys. transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, 2 tys. dział i wyrzutni rakiet, 130 śmigłowców i 240 samolotów. Według Rosjan od 70 proc. do 100 proc. to sprzęt nowy, a więc wyprodukowany w ostatnich latach, bądź gruntownie zmodernizowany.

Kreml: armia Rosji przemieszcza się tak, jak uważa za stosowne

Dowódca ukraińskich sił zbrojnych Rusłan Chomczak informował pod koniec marca, że wzdłuż granic z Ukrainą Rosjanie zgromadzili 25 batalionowych grup taktycznych. Grupa taka zwykle liczy od 700 do 900 żołnierzy i jest podstawową strukturą organizacyjną podczas działań zaczepnych. Zwykle nasycona jest żołnierzami kontraktowymi, a nie poborowymi. Według źródeł ukraińskiego sztabu w 2014 r. Rosjanie zgromadzili 27 do 30 takich grup wzdłuż granicy z Ukrainą, a bezpośrednio w operacji w Donbasie uczestniczyło nawet 8 rosyjskich grup batalionowych.

Według Chomczaka dziś oprócz przerzutu znacznej ilości sprzętu w bezpośrednie pobliże granicy i na Krym, Rosjanie dostarczyli do separatystycznych republik ok. 20 tys. ton paliwa, ponad 300 ton amunicji, sporo pojazdów i uzbrojenia. W DRL i ŁRL trwa przyspieszony (i przymusowy) pobór 20-latków, siły zbrojne i milicję postawiono w stan gotowości.

Co mają Ukraińcy?

Ukraińcy też nie są bezczynni. Oficjalna narracja władz w Kijowie, ale i wielu ekspertów i mediów, jest taka, że może dość do próby opanowania przez Rosję linii wybrzeża między Krymem a Donbasem. Groźba zajęcia przez Rosjan Mariupola i wybrzeża azowskiego jest koszmarem dla ukraińskich wojskowych od siedmiu lat. Dlatego też region ten jest szczególnie umocniony.

Ukraina ma dziś zupełnie inną pozycję startową w licytacji na potęgowanie zagrożenia militarnego niż w 2014r. Wówczas ukraińska armia była w rozsypce. Poza wojskami specjalnymi i brygadami aeromoblinymi, w rodzaju tych z Nikołajewa, Połtawy czy Dniepropietrowska, armia właściwie nie miała zdolności bojowych. Ani czołgi, ani transportery nie były w stanie wyjechać z jednostek – brakowało rozkradzionego paliwa i części zamiennych. Sprzęt nie był remontowany od wielu lat. Wtedy Ukrainę uratowały bataliony ochotnicze. Na ich bazie powstały bataliony obrony terytorialnej. W sumie ponad 40 batalionów jest dziś poważnym wsparciem dla regularnej armii. W ostatnich dniach zaczęła się koncentracja obrony terytorialnej na południowym wschodzie Ukrainy.

Ukraina mobilizuje obronę terytorialną

Przez ostatnie siedem lat ukraińskie siły zbrojne przeszły długą drogę reform, wzmocnienia i modernizacji. Dzięki temu z armii upadłej zmieniły się w stosunkowo liczną, ćwierćmilionową armię. Obok stojących na wysokim poziomie sił specjalnych, czy aeromoblinych, najlepiej doinwestowanym komponentem są wojska lądowe. Najsłabsze jest lotnictwo, liczące nominalnie ponad setkę samolotów bojowych. Z uwagi na szybko starzejący się sprzęt, część z nich ma jednak nikłe wartości bojowe.

Poważne zmiany przechodzi marynarka wojenna, która ze struktury bazującej na resztkach poradzieckiej floty ma się zmienić w wyposażoną w lekkie, ale liczne i silnie uzbrojone jednostki przybrzeżne. Jest również wzmacniana rakietowymi systemami przeciwokrętowymi.

Ukraińska armia wzmacniła się drogą modernizowania przez własny przemysł sprzętu radzieckiego: czołgów T-64, T-72, czy BTR-80, oraz ich ukraińskim wersjom typu BTR-3, BTR-4. Dodatkowo otrzymała nowe uzbrojenie – np. pojazdom MRAP. Przyspieszyły też zakupy zagraniczne – m.in. – czeskich haubic samobieżnych Dana, czy amerykańskich zestawom przeciwpancernym Javelin.

Ukraina stawia na współpracę technologiczną z państwami NATO i nie tylko. Ważnymi partnerami przy modernizacji sprzętu, dostawach amunicji i nowych projektach, np. dronów, są Turcja, Izrael, USA, ale też Polska i Czechy. Ukraińcy zdobyli bardzo cenne doświadczenia na froncie i z całą pewnością ich artyleria należy do najlepszych i najbardziej doświadczonych wojsk tego typu na świecie. Zmiany można też obserwować dzięki współpracy, wspólnym ćwiczeniom i szkoleniom z wojskowymi NATO.

Wołodymyr Zełenski powiedział, że Ukraina jest w stanie obronić się przed rosyjską agresją. Wczoraj napisał, że najlepszą drogą na zakończenie konfliktu wokół Donbasu jest przystąpienie Ukrainy do NATO. Na pewno pod względem potencjału militarnego i modernizacji sił zbrojnych Kijów wykonał milowy krok, zaczynając ze słabej pozycji startowej siedem lat temu. Również ten czynnik oraz potencjalny koszt konfrontacji z wzmocnionymi siłami ukraińskimi musi brać pod uwagę Władimir Putin.

Dlaczego Putin straszy wojną z Ukrainą?

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów