Morsy z Białegostoku też obchodziły Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią

W sobotę lot balonem z 30-metrową biało-czerwono-białą flagą, a w niedzielę kąpanie się w lodowatej wodzie przy 14 stopniach na minusie i chłodnym wietrze. Zamieszkali w Białymstoku Białorusini obchodzili Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią przez cały weekend.

Jak co niedzielę grupka Białorusinów mieszkających w Białymstoku spotkała się na miejscowej plaży nad zalewem Dojlidy, żeby zanurzyć się w lodowatej wodzie. Tym razem okazja była podwójna, bo dzień 7 lutego został ustanowiony Międzynarodowym Dniem Solidarności z Białorusią.

Swiatłana Cichanouskaja ogłasza Dzień Solidarności z Białorusią

Zalew Dojlidy jest popularnym miejscem wśród amatorów kąpieli w zimnej wodzie. Na plaży znajdują się szatnie, gdzie można się przebrać, a w pobliskim parku morsy mogą przed wejściem rozgrzać się, truchtając pomiędzy drzewami.

To urokliwe zimą miejsce wybrali sobie również Białorusini. Co prawda dziś, na prawie 15-stopniowym mrozie, do wody zdecydowało się wejść tylko kilkoro morsów…

Białoruskie morsowanie w Białymstoku, Zdj. Łukasz Leoniuk/belsat.eu

Za to grupa wsparcia liczyła kilkanaście osób. Wśród kibicujących z biało-czerwono-białą flagą był między innymi Siarhiej Dzierman:

– Rewolucja na Białorusi odbyła się w głowach obywateli. My, mieszkający tu Białorusini postanowiliśmy się zorganizować i co tydzień w niedzielę spotykać się, morsować, razem pić herbatę i rozmawiać. Ja jeszcze trochę się boję wejść w takich temperaturach do wody, ale są wśród nas odważni aktywiści, którzy od jakiegoś czasu próbują zimnych kąpieli – powiedział.

Białoruskie morsowanie w Białymstoku. Zdj. Łukasz Leoniuk/belsat.eu

W spotkaniach na Dojlidach uczestniczą Białorusini, którzy jakiś czas temu protestowali pod konsulatem w Białymstoku. Większość z nich i tu przyniosła ze sobą biało-czerwono-białe flagi i termosy z herbatą. Widok ludzi z flagami nie dziwi już innych zażywających kąpieli białostoczan. Niekiedy Białorusini kąpią się razem w jednej przerębli z innymi grupami morsów, gdyż przeręble są tylko dwa, a chętnych do popularnego w „covidowym” sezonie morsowania jest coraz więcej.

Białoruskie morsowanie w Białymstoku. Zdj. Łukasz Leoniuk/belsat.eu

Tym razem wśród morsujących zabrakło Mariny Leszczewskiej, znanej działaczki i organizatorki powyborczych pikiet w Białymstoku. Jako jedyna kobieta do wody weszła inna białoruska działaczka diaspory Natalla Ściapancowa, która potwierdza, że wydarzenia na Białorusi doprowadziły do konsolidacji diaspory mieszkającej w Białymstoku:

– Poznaliśmy się wszyscy po wyborach. Śmiejemy się, że poznaliśmy się pod płotem. Chodzi oczywiście o płot konsulatu w Białymstoku. Czy to w dniu wyborów, czy podczas pikiet organizowanych pod konsulatem, zaczęliśmy nawiązywać różnego rodzaju kontakty. Od sierpnia zrobiliśmy ponad pięćdziesiąt manifestacji pod konsulatem. Później w dobie „covidu” powstał pomysł, żeby połączyć morsowanie z akcją solidarności i ludzie zaczęli przychodzić. Dzięki temu możemy nie łamiąc przepisów sanitarnych spotkać się w parku przy plaży, porozmawiać ze sobą na świeżym powietrzu, zachowując jednocześnie dystans społeczny.

Białoruskie morsowanie w Białymstoku. Zdj. Łukasz Leoniuk/belsat.eu

Akcje przed Konsulatem Generalnym Republiki Białoruś w Białymstoku zaczęły być organizowane na drugi dzień po sierpniowych sfałszowanych wyborach. W dzień wyborów w kolejce do komisji wyborczej stało bez przerwy kilkaset osób. To wtedy Białorusini na własne oczy zobaczyli ile ich jest i jaki tworzą wspólnie potencjał do działania. Jeszcze latem zorganizowano kilkutysięczny marsz ulicami Białegostoku pod konsulat. Codziennie pod płotem placówki dyplomatycznej zapalane były nowe znicze.

Wilno, Białystok i Grodno solidarne z więźniami Łukaszenki

Jednak po kilkunastu tygodniach wspólnych protestów, w Polsce pod koniec października nastąpił lockdown. Organizatorzy pikiet pod konsulatem zmuszeni byli zmienić formę spotkań, wspomina Kaciaryna Dzierman:

– Wszystko rozoczeło się po wyborach. Wiedzieliśmy, że to co się dzieje było kłamstwem, że Łukaszenka nie mógł wygrać tych wyborów. Widzieliśmy te kolejki w czasie głosowania, u nas w Białymstoku również. W konsulacie robili wszystko, żeby jak najmniej osób mogło oddać swój głos. Po tych wydarzeniach zaczęliśmy spotykać się codziennie pod konsulatem. Zimą, takim naturalnym biegiem rzeczy przenieśliśmy się na Dojlidy. Kilka osób morsuje, jest też silna grupa kibicująca morsom. Tutaj wszyscy razem się spotykamy, rozmawiamy, bo wcześniej nikt nikogo nie znał. Staramy się też na swój sposób podtrzymać ludzi walczących na Białorusi, chcemy również wesprzeć się nawzajem.

Prawie jak „Gimme shelter”… Dom tymczasowy dla Białorusinów w Białymstoku

Jak dodaje Natalia Ściapancowa, morsowanie daje jej możliwość odcięcia się od sytuacji panującej panującej w Białorusi i „covidowej” codzienności:

– Ten długoterminowy stres męczy większość Białorusinów, po jednej i po drugiej stronie. Takie morsowanie daje pewne odprężenie. Mam nadzieje, że ma też wpływ zdrowotny, natomiast pozwala, żeby troszeczkę się odciąć. Co niedzielę wchodzi do wody około 5-10 osób. Raz jak wchodziliśmy z trzydziestometrową flagą to pewnie było 15 osób. Jest to pretekst żeby zebrać się większą paczką osób, którzy chcą ze sobą porozmawiać i po prostu napić się herbatki.

Niedzielne morsowanie było kolejnym wydarzeniem zorganizowanym w czasie obchodów Międzynarodowego Dnia Solidarnosci z Białorusią. Już w sobotę na placu przed Pałacem Branickich w niebo wzbił się balon z przymocowaną do jego kosza ogromną trzydziestometrową biało-czerwono-białą flagą niepodległej Białorusi. W wydarzeniu brali udział też miejscowi Białorusini i przedstawiciele władz Białegostoku.

W Białymstoku rozpoczęto obchody Międzynarodowego Dnia Solidarności z Białorusią

W happenigu brali również udział Białorusini z Warszawy, którzy później udali się do leżących na samej granicy z Białorusią Mostowlan, w miejsce gdzie mieszkał Konstanty Kalinowski, bohater powstania styczniowego, szczególnie czczony przez Białorusinów. Razem z nimi wybrał się jeden z uczestników niedzielnych spotkań morsów, Mieczysłau Nawahrudzki:

– W Mostowlanach zapaliliśmy znicze przy pomniku w centrum wsi i na miejscu gdzie stał dom Kalinowskiego. Zaśpiewaliśmy hymn Mahutny Boża. Niektórzy chodzili oglądać granicę i zadzwonić z białoruskiego numeru telefonu, bo tam za rzeką zaczyna się Białoruś.

Co roku, na początku lutego, grupa Białorusinów przyjeżdża do Mostowlan, by oddać hołd Konstantemu Kalinowskiemu. Rewolucjonista urodził się tam 2 lutego 1838 roku.

Powstanie styczniowe na Białorusi. Idea aktualna do dziś

Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią został ogłoszony przez Swiatłanę Cichanouską – przywódczynię białoruskiego pokojowego protestu. Sześć miesięcy po wyborach ludzie na Białorusi i członkowie diaspory rozsianej po całym świecie, nadal wychodzą na ulicę. Protestują przeciwko fałszerstwom wyborczym i domagają się wypuszczenia więźniów politycznych.

Akcja w Dzień Solidarności odbyła się też między innymi w Warszawie, gdzie Pałac Kultury i Nauki został podświetlony w biało-czerwono-białe barwy flagi Białorusi.

Międzynarodowy Dzień Solidarności z Białorusią w Warszawie

Łukasz Leoniuk/belsat.eu

Wiadomości