Przylatują samoloty, czyli jak Łukaszenka robi z Białorusi poczekalnię dla migrantów

Władze w Mińsku przygotowują wyczerpujący kryzys graniczny: zmieniają prawo, szukają nowych połączeń lotniczych z Bliskiego Wschodu. Walka o zablokowanie lotów na Białoruś będzie kluczowa dla zakończenia kryzysu.

Wczoraj na lotnisko w Mińsku przyleciały dwa samoloty z Damaszku. Oba airbusy A320 należą do syryjskich linii Cham Wings. Jeden wylądował o 11.10, drugi o 15.10. To linie obłożone amerykańskimi sankcjami. Do tej pory nie latały na Białoruś, tylko do krajów Bliskiego Wschodu, Zatoki Perskiej, do Iranu, oraz do Moskwy i Erewania. Dzisiejszy lot z Damaszku ląduje w Mińsku o 13.55.

Nie są to na razie połączenia regularne, a wiele wskazuje, że czarterowe. W liniach Cham Wings twierdzą, że nie planują regularnych połączeń z Białorusią. Najprawdopodobniej wczorajsze loty to sposób na testowanie nowych połączeń, bezpośrednio z Syrii oraz reakcji międzynarodowej.

Migranci zapełnili lotnisko w Mińsku, ściągają do Grodna i Brześcia, śpią na ulicach FOTO WIDEO

Most powietrzny

Każdego dnia do Mińska przylatują cztery samoloty ze Stambułu. Są obsługiwane wspólnie przez Turkish Airlines i białoruską Belavię. Zazwyczaj są to dwa samoloty Belavii i dwa tureckie. Do Mińska codziennie przylatuje również kilka „turystycznych” samolotów Belavii z kurortów takich jak egipska Hurgada, czy turecka Antalia. Są też loty z Dubaju, a także wiele przylotów z Moskwy i innych, rosyjskich miast.

Głównym szlakiem, którym na Białoruś przedostają się migranci, potem udający się na granicę z Polską, to połączenie lotnicze Stambuł-Mińsk.

Lotnisko w Stambule: Irakijczycy stojący w kolejce do odprawy na rejs do Mińska:

 

Cztery samoloty dziennie są w stanie przywieźć do Mińska ok. 680 pasażerów (Belavia korzysta z Embraerów 195E2, Turcy z Airbusów A321). Łatwo policzyć, że w ciągu tygodnia może przybyć na Białoruś tą drogą ponad 4 tys. ludzi.

Po tym, jak w sierpniu Irak wstrzymał loty na Białoruś, pod presją UE, szlak turecki pozostaje głównym sposobem przedostania się z Bliskiego Wschodu. Turcja jest też wielką poczekalnią dla migrantów, czekających czasem miesiącami, a nawet latami, na wyprawę do Europy. W Turcji również w samym Stambule znajdują się przybysze z Syrii, Iraku, Afganistanu, czy Afryki. Operacja przyznawania wiz turystycznych Irakijczykom poprzez białoruski konsulat w Ankarze i Stambule (nie ma białoruskiej placówki w Iraku, poza konsulatami honorowymi w Bagdadzie i Irbilu), uruchomiła dodatkowe tysiące chętnych na podróż z Iraku, via Turcja, na Białoruś.

Wywiady Polski i Turcji wspólnie przeciwko nielegalnej migracji?

Ale na tym nie koniec. Alaksandr Łukaszenka szykuje się na długą, obfitującą w ludzkie dramaty i tragedie wojnę graniczną na zmęczenie. Chce koniecznie potęgować presję na Polskę, ale przede wszystkim na UE i targować się. Przedwczoraj, oficjalnie wyłożył karty na stół i zaapelował, o co mu chodzi.

(Nie) rozmawiajmy o sankcjach

Zwykle głosowania białoruskiego parlamentu nie budzą żadnych emocji. Są po prostu zatwierdzaniem dekretów Łukaszenki. W głosowaniu 4 października było inaczej, z uwagi na jego tematy. Parlament przegłosował wypowiedzenie umowy o readmisji z Unią Europejską. Oraz wprowadził drakońskie kary do 12 lat więzienia za apelowanie o sankcje wobec białoruskich władz.

Białoruski parlament: 12 lat więzienia za apele o sankcje, wypowiedzenie umowy o readmisji i odłożenie wyborów

Pomijając już represyjny charakter nowego prawa i dalsze zastraszanie Białorusinów coraz bardziej zdruzgotanych totalitarnym kierunkiem ewolucji łukaszenkowskiej władzy, to obie zmiany są elementem specyficznych negocjacji. Kara za mówienie o sankcjach to wprost wskazanie przez Łukaszenkę, na czym mu zależy. Jego celem jest przymuszenie Europy do rozmów o sankcjach, do ustępstw i akceptacji reżimu z Mińska.

Przewrotnie i w swoim stylu, Łukaszenka, wprowadzając dekret zakazujący Białorusinom mówić o sankcjach, Europie powiedział co innego: porozmawiajmy o sankcjach, bo jak nie to zaleję was migrantami.

Po migrantach – narkotyki? Wspierany przez Kreml Łukaszenka kryminalizuje Białoruś

Zerwanie umowy o readmisji otwiera Łukaszence drogę do blokowania odsyłania przez UE (już nie tylko Polskę) przybyłych z terytorium Białorusi migrantów. W zerwaniu umowy kryje się też zapowiedź eskalacji białoruskiego kryzysu granicznego, zwiększenia jego skali i oddziaływania na całą Europę. De facto umowa i tak nie obowiązywała – w czerwcu Białoruś zawiesiła przecież udział w Partnerstwie Wschodnim i wstrzymała jednostronnie działanie umowy o readmisji.

To było przygotowanie do operacji granicznej. W tym czasie rozpoczynała się przecież intensywna faza nielegalnych przekroczeń granicy białorusko-litewskiej. W ramach PW Białoruś otrzymywała sporo funduszy na uszczelnianie granicy, na sprzęt dla służby granicznej. Dziś ten sprzęt, m.in. obserwacyjny i łącznościowy wykorzystywany jest przez białoruskich pograniczników do planowania i wspierania nielegalnych przejść przez litewską i polską granicę.

Zerwanie umowy jest jednak kolejnym krokiem, który dodatkowo buduje zagrożenie, że kryzys graniczny będzie trwał długo. Bo całkowicie rozwiązuje Łukaszence ręce.

Mińsk wypowiada porozumienia: jak Łukaszenka eskaluje konflikt z UE

Białoruska poczekalnia

Władze w Mińsku zmierzają bowiem do sytuacji, kiedy Białoruś stanie się migracyjnym „hubem”, poczekalnią u wrót Europy, której drzwi będą co pewien czas uchylane. Żeby tak się stało, Mińsk musi zbudować nie tylko instytucjonalne i prawne podstawy do eskalacji kryzysu. Musi zdobyć „masę”, czyli uzyskać zdolność do stałego gromadzenia na swoim terytorium dużej liczby migrantów.

W odróżnieniu od Turcji, Libii czy Maroka, Białoruś jest skazana wyłącznie na drogę lotniczą. Oczywiście tą drogą nie jest w stanie wywołać kryzysu na taką skalę, jak Turcja w 2015 r. Wtedy były to setki tysięcy ludzi. Potencjał Białorusi to obecnie ok. 4 tys. osób tygodniowo przybywających do Mińska. Ale białoruskie władze starają się to zmienić.

Komisarz ds. wewnętrznych UE: reżim Łukaszenki odpowiada za „sponsorowany przez państwo przemyt migrantów”

Od 15 października wchodzi w życie kolejny dekret Łukaszenki. Rozszerza on listę obywateli państw, którzy mogą przybyć na Białoruś na zasadach ruchu bezwizowego – do 30 dni pobytu bez wizy. Są to obywatele: Egiptu, Pakistanu, RPA, Iranu i Jordanii. Formalnie muszą oni jednak posiadać wizę Schengen. Nie wiadomo jednak, czy ten warunek będzie egzekwowany. Bezpośrednie połączenia lotnicze Białoruś posiada tylko z Egiptem (turystyczne czartery). Dodatkowo dekret rozszerza listę lotnisk, na których przylatując, można dostać się na Białoruś „bezwizowo”. Do tej pory taka możliwość była tylko przez port lotniczy w Mińsku. Teraz będzie tak również w Brześciu, Mohylewie, Grodnie i Homlu.

Za miesiąc mieszkańcy Bliskiego Wschodu przylecą bez wiz także na lotniska w Grodnie i Brześciu

Każde z tych lotnisk to niewielki port lotniczy, który obecnie w czasach pandemii, obsługuje niewiele, nieregularnych połączeń. Głównie czartery do Egiptu, Turcji, Tunezji. Nie jest wykluczone, że utworzenie furtki prawnej posłuży organizacji połączeń „migracyjnych” bezpośrednio na te, regionalne lotniska – np. położony w pobliżu granic Brześć i Grodno. Pierwsze loty z Syrii świadczą o testowaniu takich rozwiązań. Byłyby one całkowicie poza kontrolą, gdyż syryjskie linie pozostają poza kontrolą. W Damaszku znajduje się białoruska ambasada, a relacje syryjskiego i białoruskiego reżimu są więcej niż ciepłe.

Być może Łukaszenka przygotowuje się na sytuację ograniczenia lotów z Turcji, która może ulec naciskom europejskim tak jak Irak. Patrząc na szereg zmian w prawie, wprowadzenie propagandy na poziom turbo i trwające od wielu miesięcy inwestycje białoruskich służb na Bliskim Wschodzie, widać, jedno:

Łukaszenka nie zamierza wyhamowywać granicznej operacji. Ani przed jesienią, ani zimą.

Batalia o powstrzymanie ludzkich tragedii powinna się odbywać nie tylko na polsko-białoruskiej granicy, a również na białoruskim niebie. Także na Bliskim Wschodzie. To zadanie dla dyplomacji i międzynarodowych instytucji lotniczych i biznesu lotniczego.

Migranci z Bliskiego Wschodu wracają z Litwy do domu. Otrzymują bilet i 300 euro

Michał Kacewicz/belsat.eu

Wiadomości