Łukaszenka wywołał kryzys migracyjny i ciągle eskaluje napięcie

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Wywołany przez Łukaszenkę kryzys migracyjny będzie się zaostrzał. To nie tylko jego zemsta za sankcje i przymuszenie Zachodu do dialogu, ale i bardzo niebezpieczna próba wywołania napięcia przed wojskowymi ćwiczeniami Zapad 2021. Na pograniczu trwa wyścig z czasem o zablokowanie potoku migrantów.

Na pograniczu białorusko-litewskim, ale i białorusko-polskim robi się coraz bardziej napięta sytuacja. Tak, jak powiedziała Agne Bilotaite, litewska minister spraw wewnętrznych kryzys migracyjny to element prowadzonej przez Alaksandra Łukaszenkę wojny hybrydowej. Teraz wojna ta wchodzi w nową, jeszcze bardziej ryzykowną fazę. Po pierwsze polała się pierwsza krew. Przynajmniej w sferze propagandowej. Przedwczoraj na granicy z Litwą, jak twierdzi białoruska straż graniczna, znaleziono ciężko pobitego, młodego migranta. Śmiertelnie mieli go pobić, według wersji Mińska, litewscy strażnicy graniczni.

Białoruscy mundurowi nie dają migrantom cofnąć się na Białoruś WIDEO

Wilno uznało to za bzdurę i białoruską dezinformację, której celem jest oskarżanie Litwy o niehumanitarne traktowanie migrantów, oraz wzbudzanie fali ksenofobicznych nastrojów. Faktem są natomiast nagrane przez Frontex (pomagająca Litwie Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej) ujęcia z drona, pokazujące maszerujących przez granicę przybyszy z Bliskiego Wschodu oraz nagrania jak eskortują ich białoruscy pogranicznicy, a czasem spychają siłą w kierunku Litwy. Faktami są zanotowane przedwczoraj zatrzymania 35 migrantów i rekordowe 287 zatrzymanych na granicy 2 sierpnia. Także 62 zatrzymanych wczoraj na Podlasiu przez polską straż graniczną.

Wojna hybrydowa

Podobnie, jak niezaprzeczalne są groźby Łukaszenki, że „zaleje Europę migrantami i narkotykami”. Wczoraj Alaksandr Łukaszenka nakazał białoruskim strukturom siłowym uszczelnienie „każdego metra granicy”, a Litwie zarzucił działania, które „grożą konfliktem”. Wcześniej Wilno zdecydowało o odsyłaniu trafiających na Litwę z Białorusi nielegalnych migrantów. Słowa Łukaszenki mogą wydawać się dziwne. Bo to Litwa od czerwca jest celem wędrówki migrantów.

Białoruś: przy granicy z Litwą zmarł imigrant. Mińsk oskarża Wilno. Litwa odrzuca zarzuty

Setki przybyszy z Iraku, ale i innych państw Bliskiego Wschodu i Afryki wykupuje „wycieczki” w białoruskich, państwowych biurach podróży. Mimo interwencji i misji litewskiej i europejskiej dyplomacji nadal latają samoloty linii Iraqi Airways z Bagdadu, oraz Turkish Airlines ze Stambułu to Mińska. Potem „turyści” udają się na granicę Białorusi z Litwą. Jadą taksówkami, wynajętymi busami na własną rękę, bądź w wynajętym wcześniej transporcie. Czasem nawet podwożeni i eskortowani przez najprawdopodobniej funkcjonariuszy białoruskich służb. Informatorzy Belsatu widzieli grupki migrantów w Grodnie, Oszmianach i przygranicznych miasteczkach.

„Ani kroku na terytorium Białorusi”. Łukaszenka nakazuje uszczelnienie granicy i straszy konfliktem

Jednak według Łukaszenki to Białoruś jest obiektem ataku „migracyjnego” ze strony Litwy. A w białoruskich mediach mówi się, że to litewscy strażnicy graniczni pałkami zaganiają Irakijczyków na Białoruś. W białoruskiej propagandzie widać rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Bo przecież białoruska telewizja w żaden sposób nie wyjaśnia, skąd wzięli się Irakijczycy na Litwie, czemu idą na Białoruś i dlaczego tak wielu z nich można zaobserwować na…lotnisku w Mińsku.

Niestety w sierpniu należy się spodziewać dalszej eskalacji. Wynika ona z kalendarza fobii białoruskiego reżimu, w którym data 9 sierpnia pełni rolę godziny „Zero”. Łukaszenka spodziewa się protestów po rocznicy sfałszowanych wyborów. I eskalacja napięcia związanego z migracją jest mu potrzebna do straszenia wojną graniczną ze strony…Litwy, a potencjalnie również Polski. Wskazuje na to logika kolejnych prowokacji. Kiedy na Litwie przebywał Fabrice Leggeri, dyrektor Frontexu 19 lipca białoruskie władze stwierdziły, że 14 migrantów szło z Litwy na…Białoruś. Rzekomo mieli uciec z Litwy, gdyż byli tam bestialsko traktowani, bici i nawet do nich strzelano.

„Wojownicy Allaha” w mailach grożą Litwinom pomszczeniem „muzułmańskich braci”

To wtedy po raz pierwszy pojawiły się porównania działań litewskich służb do metod nazistowskich. Prowokacja ze śmiercią migranta z 4 sierpnia pokazuje, że białoruskie służby będą eskalowały napięcie przy pomocy tego typu incydentów, żeby oskarżyć Litwę i kraje UE o niehumanitarne traktowanie przybyszy i próbę destabilizacji Białorusi.

Równolegle na pograniczu po litewskiej stronie rośnie napięcie wśród miejscowych mieszkańców. Zwyczajnie boją się pojawiających się, wychodzących z lasu grupek obcokrajowców. Dodatkowo są podburzani przez mało odpowiedzialnych polityków i rosną nastroje ksenofobiczne. Żeby jeszcze bardziej wzmocnić taką narrację, na Litwie rozsyłane są maile, napisane rzekomo przez organizację „Wojownicy Allaha”. Znajdują się w nich pogróżki podłożenia bomb m.in. w dużych centrach handlowych w Wilnie, czy w budynku, w którym mieści się redakcja portalu Delfi. To kolejny element białoruskiej wojny hybrydowej, oparty na obserwacjach z czasu wielkiego kryzysu migracyjnego w Europie w 2015 r.

Wyścig z czasem

Litwa razem z UE podejmuje próby zablokowania migracyjnego szlaku z Bliskiego Wschodu do nadniemeńskich lasów. Dzięki interwencji Brukseli udało się uzyskać obietnicę władz irackich, że zablokują połączenia z Bagdadu, oraz nowe, które miały być uruchomione – loty z Basry. Wczoraj lot Iraqi Airways z Basry do Mińska rzeczywiście nie poleciał. Ale poleciał za to lot prywatnej firmy FLY Bagdad. Linie te prawdopodobnie poleciały jako tzw. czarter na zamówienie, gdyż oficjalnie nie latają z Basry do Mińska. Według aktualnych informacji na stronach Iraqi Airways rzeczywiście nie można kupić biletów do Mińska na najbliższe tygodnie – albo są odwołane, albo wyprzedane. Za to ze Stambułu linie Turkish latają wciąż cztery razy dziennie do stolicy Białorusi.

Czasu na zatrzymanie potoku migrantów jest coraz mniej. Litewscy i europejscy strażnicy graniczni przyznają, że odetchną spokojniej jesienią, kiedy nadejdą pierwsze chłody, a w przygranicznych lasach zaczną spadać liście. Przedarcie się przez leśne odcinki będzie wtedy po prostu trudniejsze. No i uda się rozbudować przegradzające granice zasieki i płoty. Jednak do jesieni na granicy będzie gorąco.

Białoruskie i rosyjskie wojsko stawi opór „agresji na Państwo Związkowe”. Już we wrześniu

Chodzi o to, żeby w sierpniu i we wrześniu nie skumulowały się setki, a nawet tysiące z nich na Białorusi. Bo to oznacza rosnące napięcie, które zwłaszcza w czasie zaplanowanych na wrzesień rosyjsko-białoruskich ćwiczeń wojskowych Zachód 2021 może gwałtownie i w niekontrolowany sposób eskalować.

Dla Mińska, ale i Moskwy będzie to doskonały sposób na wypróbowanie reakcji państw NATO na wojnę hybrydową i zagrożenie ofensywą militarną z rozbudowanymi ćwiczeniami i obecnością rosyjskiej armii na Białorusi w tle. Wstępnym testem tego typu połączonych działań sił zbrojnych z „hybrydowym” atakiem i destabilizacją sąsiada za pomocą migracji są trwające właśnie ćwiczenia białoruskich wojsk pogranicznych w obwodzie grodzieńskim.

Jeśli Litwinom uda się skutecznie uszczelnić granice, to na Białorusi pozostaną setki marzących o przedostaniu się do Europy migrantów. A wtedy mogą ruszyć już raz wypróbowanym, „północnym” szlakiem – przez Rosję, a potem granice z Finlandią i Norwegią. Pięć, sześć lat temu Rosjanie ułatwiali nielegalną migrację do państw skandynawskich, robiąc niemal dokładnie to samo, co obecnie Łukaszenka wobec Litwy. Gdyby tak się stało teraz i migranci wyruszyli przez Rosję, ciężar prowadzenie konfrontacji migracyjnej z Zachodem Łukaszenka przerzuciłby na Władimira Putina.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów