Próżne obietnice Łukaszenki, naciski i wrogie przejęcie. Historia Związku Polaków na Białorusi

Od lewej aresztowane działaczki ZPB Maria Tiszkowska, Andżelika Borys i Irena Biernacka. Zdjęcie: Barbara Kalczyńska / Facebook

W pierwszych dniach kwietnia zarzuty „podżegania do nienawiści na tle etnicznym, narodowościowym lub religijnym” i „rehabilitacji nazizmu” usłyszało pięcioro działaczy polskiej mniejszości na Białorusi: Andżelika Borys, Andrzej Poczobut, Irena Biernacka, Maria Tiszkowska i Anna Paniszewa. Grozi im od 5 do 12 lat pozbawienia wolności. Czworo z nich kieruje Związkiem Polaków na Białorusi, największą organizacją społeczną i narodową w kraju.

Nieuznawany przez białoruskie władze Związek Polaków na Białorusi (ZPB) od początku swojego istnienia był poddawany presji, jednak sytuacja nigdy nie była tak poważna – postępowania karne to początek poważnego konfliktu na arenie międzynarodowej. Warto zaznaczyć, że Polacy na Białorusi są pełnoprawnymi obywatelami tego kraju, ale odmawia się im konstytucyjnego prawa do nauki własnego języka oraz możliwości poznania historii i kultury narodowej.

Anżelika Orechwo o prześladowaniach ZPB: Wcześniej nas nękano, teraz działaczom postawiono poważne zarzuty karne

Wizerunek Polaka jako wroga, kreowany obecnie przez białoruskie władze, nie jest niczym nowym. Jeszcze w czasach sowieckich polskość była przedstawiana w mediach, historiografii i literaturze jako coś wrogiego. I choć Związek Radziecki od dawna nie istnieje, to wciąż słychać echa tej ideologii. Wyjaśniamy, dlaczego na Białorusi istnieją dwa Związki Polaków, jaka jest rola białoruskich narodowców w odrodzeniu się polskości w latach 90. i skąd u białoruskich władz wzięły się antypolskie nastroje.

Od asymilacji do pierestrojki

Polityka ZSRR zakładała całkowitą integrację polskiej mniejszości narodowej ze społeczeństwem radzieckim. W szkołach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (BSRR) nie można było uczyć się języka polskiego, nie istniały tam polskie organizacje – tak naprawdę była to polityka przymusowej asymilacji. Władze dokładały wszelkich starań, by Polacy nie znali własnego języka, kultury ani historii.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w połowie lat 80., w okresie pierestrojki, kiedy ludzie poczuli ducha wolności i zaczęli swobodnie wyrażać swoje poglądy. Prawo w końcu dało możliwość mieszkańcom BSRR polskiej narodowości do nazywania się Polakami. Gdy w 1989 roku na Białorusi uchwalono ustawę „O językach”, możliwa stała się nauka w szkołach w języku polskim. W 1990 roku przyjęto natomiast ustawę „O organizacjach pozarządowych” w ZSRR.

Wejście do siedziby Związku Polaków na Białorusi w Grodnie. Zdjęcie: belsat.eu

W 1988 roku zaczęło działać pierwsze na Białorusi Towarzystwo Kultury Polskiej im. Adama Mickiewicza. W ciągu dwóch lat w BSRR powstało kilkadziesiąt lokalnych polskich organizacji społecznych, których głównym celem było polskie odrodzenie narodowe na Białorusi. W oparciu o doświadczenie wszystkich wcześniej utworzonych organizacji polskich, 16 czerwca 1990 roku powstał Związek Polaków na Białorusi. Wydarzenie to zakończyło okres samoorganizacji Polaków na Białorusi.

Od samego początku Związek musiał się mierzyć z trudnościami. W działalność organizacji wciąż ingerował grodzieński Komitet Obwodowy Komunistycznej Partii Białorusi, który starał się przejąć kontrolę nad ZPB. Kilka miesięcy po powstaniu Związek został prześwietlony przez prokuraturę BSRR. Uznano, że działalność polskiego ruchu narodowego wymaga stałej kontroli i nadzoru ze strony władz sowieckich i organów ścigania.

Początek lat 90.: burzliwe, ale złote lata ZPB

Od samego początku kluczową dla ZPB kwestią był rozwój polskojęzycznego szkolnictwa i powstanie polskich szkół na Białorusi. Możliwość realizacji tych celów pojawiła się w czasie krótkiej odwilży, w pierwszych latach niepodległości Białorusi. Wtedy to Związkowi udało się uzyskać od władz decyzję o budowie dwóch polskojęzycznych szkół – jednej w Grodnie, a drugiej w Wołkowysku. Koszty budowy szkół pokryły władze Polski. Rząd białoruski ze swej strony zobowiązał się do sfinansowania budowy drugiej polskiej szkoły w Grodnie, jednak później, w 1995 roku, władze oświadczyły, że nie ma na to pieniędzy.

Polska Szkoła Społeczna im. króla Stefana Batorego przy ZPB w Grodnie. Zdjęcie: belsat.eu

W tym krótkim czasie związkowi udało się nawiązać dobre stosunki z Radą Najwyższą (ówczesnym parlamentem Białorusi). W 1992 roku w Mińsku przewodniczący ZPB Tadeusz Gawin wraz z delegacją został przyjęty przez przewodniczącego Rady Najwyższej Stanisława Szuszkiewicza. W latach 1993-1994 ministrowie oświaty i kultury, minister informacji i inni urzędnicy spotykali się z Polakami w Grodnie. Związek był organizacją, z którą się liczono i której opinii wysłuchiwano.

Alaksandr Milinkiewicz, Siamion Domasz i Henryk Krupienko, którzy zajmowali w tym czasie wysokie stanowiska w strukturach władz Grodna, promowali białorusko-polską współpracę. Organizację aktywnie wspierał także Alaksiej Karpiuk, grodzieński pisarz i działacz społeczny.

Kiedy w 1995 roku pojawiły się problemy z budową polskiej szkoły w Grodnie, polscy działacze zorganizowali protest, w którym wzięło udział także bardzo wielu Białorusinów. Polacy w odpowiedzi poparli także ich protesty.

Budynek ZPB. Zdjęcie: belsat.eu

Sprzyjający Polakom Białoruski Front Narodowy (BNF) był wówczas niezwykle wpływową organizacją, z której zdaniem się liczono. I gdyby BNF poparł stanowisko władz (do czego wzywali rządzący), to rozwiązanie kwestii polskich szkół byłoby praktycznie niemożliwe. Władze wciąż starały się przekonać Białorusinów, że rozwój polskiego szkolnictwa jest niemożliwy, bo nie odrodziło się jeszcze nauczanie w języku białoruskim. Jednak BNF wspierał dążenia Polaków, a ówczesny przewodniczący organizacji Zianon Paźniak był nawet obecny na otwarciu polskiej szkoły w Grodnie.

W 1994 roku ZPB stanął przed wyborem, kogo poprzeć jako kandydata na prezydenta Białorusi: Stanisława Szuszkiewicza czy Zianona Paźniaka. W końcu jednak uznano, że Białorusini potrzebują takiego lidera jak Paźniak, by naród mógł narodzić się na nowo. Polacy okazali w ten sposób solidarność. Jak wiadomo, zachodnia Białoruś, która jest w przeważającej części katolicka, w pierwszej turze głosowała na Paźniaka.

Tadeusz Gawin: „Białoruskie władze traktują jak drugi sort samych Białorusinów. To co powiedzieć o Polakach?”

ZPB i Łukaszenka

Związek Polaków na Białorusi nigdy nie był zwolennikiem Alaksandra Łukaszenki. Spotkał się on z przedstawicielami ZPB podczas swojej pierwszej kampanii prezydenckiej, a po spotkaniu stwierdził, że Polacy nie będą na niego głosować. Ale jednocześnie obiecał, że jeśli zostanie prezydentem, Polacy będą mieli tyle szkół, ile będą potrzebować. Obietnicy tej nigdy nie dotrzymał.

Alaksandr Łukaszenka podczas spotkania z Tadeuszem Gawinem. Grodno, 17 kwietnia 1994 roku. Zdjęcie: Tadeusz Gawin / Facebook

Otwarcie polskiej szkoły w Grodnie w 1996 roku i w Wołkowysku w 1999 roku nastąpiło dopiero pod presją społeczeństwa: Polacy organizowali manifestacje w Grodnie, pikiety w Nowogródku i w Wołkowysku. Polityczna aktywność ZPB przynosiła efekty, władze musiały liczyć się ze zdaniem Związku i iść na ustępstwa. Umożliwiło to otwarcie 16 domów kultury polskiej oraz realizację wielu innych projektów kulturalno-edukacyjnych.

Rozłam w Związku Polaków

Gdy Związek Polaków był zjednoczony, stale wysuwał żądania wobec władz. Aby rozbić i osłabić organizację, władze przeprowadziły prawdziwą operację specjalną.

W 2000 roku na czele zarządu ZPB stanął Tadeusz Kruczkowski. Od razu zapowiedział, że nie będzie współpracował z białoruskimi partiami politycznymi ani organizacjami opozycyjnymi. Jego polityka, nastawiona na załagodzenie relacji z władzami, doprowadziła do stagnacji w organizacji – w tym czasie Związkowi nie udało się zdziałać wiele.

Konsulat Generalny RP w Grodnie. Polska wspiera władze ZPB nieuznawane przez reżim. Zdjęcie: belsat.eu

– Okres między 2000 a 2005 to były najgorsze lata działalności ZPB. Tadeusz Kruczkowski zaniechał wielu istotnych inicjatyw Związku, które wcześniej zostały zatwierdzone na naszych zjazdach. Co więcej praktycznie podporządkował organizację białoruskim władzom – mówi Tadeusz Gawin, założyciel i pierwszy przewodniczący Związku.

Jego zdaniem ZPB stracił niezależność w rozwiązywaniu kwestii związanych z odrodzeniem polskości na Białorusi. Od teraz to władze decydowały, co jest dobre, a co złe dla organizacji i polskiej mniejszości narodowej w kraju. Związek nie był już niezależny. Przeciwko temu położeniu wystąpiła grupa młodych, aktywnych członków ZPB: Andżelika Borys, Andrzej Pisalnik, Andrzej Poczobut, Andrzej Kusielczuk, Wiesław Kiewlak, Józef Porzecki, Mieczysław Jaśkiewicz i inni. Na kolejnym zjeździe 12 marca 2005 roku delegaci wybrali Andżelikę Borys na przewodniczącą ZPB.

Polski działacz i dziennikarz z Grodna Andrzej Poczobut. Zdjęcie: Andrzej Poczobut / Facebook

To była nie tylko porażka Tadeusza Kruczkowskiego, ale i władz, zarówno w Mińsku, jak i w Grodnie. Reżim nie chciał oddawać podległej już organizacji w ręce kogoś, kogo uważał za obcego. Wbrew białoruskiemu prawu, władze ingerowały w działalność organizacji pozarządowej i anulowały decyzję. Kilka miesięcy później zwołały własny zjazd [odbył się 27 sierpnia w Wołkowysku – belsat.eu] i na przewodniczącego wyznaczyły posłusznego władzom Józefa Łucznika – wspomina Tadeusz Gawin.

W ten sposób interwencja władz doprowadziła do sytuacji, w której istniał jeden Związek Polaków na Białorusi, ale miał dwóch liderów: Andżelikę Borys i Józefa Łucznika. Polska uznała przywództwo Borys, a władze białoruskie – Łucznika.

Portrety Andrzeja Poczobuta i Andżeliki Borys na fasadzie Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Zdjęcie: Stanisław Dziamianko / Facebook

Przeważająca większość oddziałów i członków ZPB pozostała wierna Andżelice Borys i kontynuowała działalność pod jej przewodnictwem. Władze zabrały Związkowi Domy Kultury Polskiej oraz czasopisma Głos znad Niemna i Magazyn Polski, które po kilku miesiącach przestały istnieć.

W lipcu 2005 roku prawdziwą solidarność z ZPB okazały najbardziej wpływowe wówczas opozycyjne siły polityczne: Białoruski Front Narodowy (BNF) oraz Zjednoczona Partia Obywatelska (AHP). Miało to miejsce po tym, jak milicja i służby specjalne zmusiły zarząd organizacji z Borys na czele do opuszczenia siedziby ZPB. Opozycyjni działacze polityczni Wincuk Wiaczorka, Anatol Labiedźka i Alaksandr Milinkiewicz wydali oświadczenie, w którym wyrazili poparcie dla ZPB pod przewodnictwem Andżeliki Borys oraz potępili działania władz.

– Ci „reżimowcy” [uznawany przez reżim Związek Polaków – belsat.eu] to dziś wyłącznie formalna struktura, którą władze przedstawiają ludziom mówiąc: „widzicie, mamy polskie organizacje”. Ale tak naprawdę oficjalny Związek Polaków nie robi nic i niczego nie tworzy. Zabrali cały nasz majątek, 16 Domów Polskich, wszystko, co udało nam się zgromadzić. Te budynki przez te wszystkie lata nie były wykorzystywane zgodnie z ich przeznaczeniem – twierdzi Tadeusz Gawin.

Od tego czasu ZPB kierowany przez Andżelikę Borys nie mógł już legalnie prowadzić działalności na rzecz aktywnego odrodzenia polskojęzycznego szkolnictwa na Białorusi. Mimo ciągłych nacisków władz, dziś ZPB tworzy 120 oddziałów w całym kraju i ma ponad 20 tys. członków. Każdy oddział organizuje w swojej okolicy szereg imprez kulturalnych i konkursów. A prorządowa organizacja mniejszości polskiej nie tylko nie posunęła się naprzód na drodze do odrodzenia polskości, ale i straciła to, co sobie przywłaszczyła.

Polakom w mińskim areszcie przekazano święconkę. Nie wszystko jednak trafiło do celi

SP, ksz/ belsat.eu

Wiadomości