„Pokrzyczeliście i wystarczy”. Łukaszenka zwrócił się do Kazachów

Białoruski dyktator zaapelował do uczestników protestów w Kazachstanie o przeproszenie żołnierzy i rozpoczęcie rozmów z władzami. Do kraju ma polecieć białoruskie wojsko w ramach sił pokojowych ODKB.

– Chcę po prostu zwrócić się w imieniu Białorusinów do protestujących (niektórzy nazywają ich bandytami, wśród nich są różni ludzie). Chcę powiedzieć, że pohałasowaliście, pokrzyczeliście i wystarczy. Trzeba się porozumieć, dopóki nie zaszliście za daleko. Z z prezydentem [Kasym-Żomartem] Tokajewem można się dogadać. To normalny człowiek, dyplomata, z którym można się porozumieć. Bardzo rozumny, wykształcony człowiek – powiedział Alaksandr Łukaszenka cytowany przez kazachski portal analityczno-informacyjny Orda.

Białoruski przywódca zwrócił Kazachom uwagę, że mają jedno państwo i drugiego już nie będzie.

– Jeśli państwo upadnie, trudno będzie je potem podnieść. A tam są spory między klanami, Bóg raczy wiedzieć jakie. Trzeba się będzie dogadywać – przestrzegał Łukaszenka.

Dyktator wezwał Kazachów, by “padli na kolana przed żołnierzami i przeprosili”, a potem usiedli do rozmów z Tokajewem.

Według publicysty Michała Kacewicza, bunt w Kazachstanie napawaAlaksandra Łukaszenkę i Władimira Putina strachem.

– Jest kolejnym sygnałem, że stabilność systemu utrzymywana dzięki represjom, propagandzie i korumpowaniu dużych grup społecznych, może się rozlecieć jak domek z kart.

Kazachstan w ogniu: Starcze odejdź!

Białoruś wysyła do Kazachstanu swoje wojska w ramach sił pokojowych ODKB. Wczoraj o wsparcie poprosił Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym prezydent Kazachstanu. Jeszcze tego samego dnia premier Armenii Nikol Paszynian potwierdził, że Organizacja wyśle do kraju swoją misję pokojową.

Białoruski bloger Anton Matolka poinformował dziś rano, że po białoruskich żołnierzy przyleciały już dwa samoloty z Rosji. Na lotnisko w Moczuliszczach pojechała kolumna wojskowych ciężarówek.

Białoruscy żołnierze polecą do Kazachstanu

W Kazachstanie od niedzieli dni trwają protesty przeciwko podwyżce cen gazu LPG, ale żądania ekonomiczne demonstrantów szybko przerodziły się w polityczne. Podczas demonstracji w wielu miastach wykrzykiwali oni hasła przeciwko poprzedniemu prezydentowi, 81-letniemu Nursułtanowi Nazarbajewowi. Rządził on krajem od uzyskania niepodległości w 1991 roku do 2019 roku, gdy przekazał władzę Tokajewowi. Zachował jednocześnie duże wpływy, kierował Radą Bezpieczeństwa i partią rządzącą. Według protestujących nowy prezydent przejął obowiązki szefa państwa tylko formalnie.

Wczoraj Tokajew zwolnił szefa Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego i mianował na to stanowisko Ermeka Sagimbajewa, którego z kolei zwolnił z funkcji szefa Służby Ochrony Państwowej. Prezydent oświadczył także, że odsuwa Nazarbajewa z funkcji szefa Rady Bezpieczeństwa i sam będzie pełnił to stanowisko.

Wcześniej przyjął dymisję rządu, a ceny gazu zostały obniżone, co nie uspokoiło sytuacji w państwie. We wtorek protesty przerodziły się w zamieszki, brutalnie pacyfikowane przez wojsko i policję. Służby zastrzeliły przynajmniej kilkadziesiąt osób, ofiary są też po stronie mundurowych.

„Rodzina Nazarbajewa kontroluje ropę i gaz”. Dlaczego Kazachowie zaczęli protestować?

pj/belsat.eu

Wiadomości