Mińsk wypowiada porozumienia: jak Łukaszenka eskaluje konflikt z UE

Zgodnie z umową o readmisji Białoruś miała przyjmować swoich obywateli oraz cudzoziemców, którzy trafiali nielegalnie z jej terytorium do Unii Europejskiej. Wczoraj parlament w Mińsku w pierwszym czytaniu przegłosował wypowiedzenie tej umowy.

– Ona szczegółowo wymienia zasady i procedurę readmisji: kto pokrywa wydatki, w jakim terminie się ona odbywa, wobec kogo może być zastosowana. Oraz obowiązki – zarówno tego kraju, który o to wnioskuje, jak i tego, do którego się wnioskuje – wyjaśnia Kirył Kafanau, obrońca praw człowieka z grupy Human Constanta.

Białoruski parlament: 12 lat więzienia za apele o sankcje, wypowiedzenie umowy o readmisji i odłożenie wyborów

W ramach tej umowy przewidziano też finansowanie Białorusi przez państwa UE. Celem było zapewnienie odpowiedniej infrastruktury pogranicznej. W latach 2001-2012 na zintegrowane zarządzanie granicami Białoruś dostała ok. 48 mln euro, a po 2012 r. – ok. 15 mln.

– Teraz pomoc finansowa będzie się zmniejszać. Dość odczuwalnie, ponieważ te pieniądze były wykorzystywane do przygotowywania i otwarcia potencjalnych ośrodków dla migrantów oraz poprawy bazy materialno-technicznej na granicy – mówi Kafanau.

Zapomniane miliony. Ile pieniędzy otrzymała Białoruś od Unii Europejskiej na umocnienie granicy?

Reżim w Mińsku uzasadnia teraz swoją decyzję właśnie odmową dalszego finansowania, ale de facto Białoruś przestała respektować umowę już latem – nie wpuszczając migrantów z powrotem na swoje terytorium.

– To kwestie bezpieczeństwa, destabilizacji całego systemu międzynarodowego. Jakby nie patrzeć, granice przecież istnieją, prawo międzynarodowe i standardy istnieją. Fakt, że Białoruś nie zamierza ich przestrzegać, nie zwalnia jej ze zobowiązań – przekonuje politolog Vytis Jurkonis, wykładowca z Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych w Wilnie.

Prezydent Litwy: Wyzwaniem jest reżim w Mińsku, a nie migranci

Tymczasem potok migrantów z Iraku, Afganistanu oraz innych krajów Azji i Afryki nie słabnie. W niedzielę służby graniczne Polski, Litwy i Łotwy odnotowały prawie 500 prób nielegalnego przejścia granicy od strony Białorusi. A czytelnicy Biełsatu przysyłają zdjęcia migrantów przebywających w białoruskich miastach i okolicach strefy nadgranicznej.

– To już strefa nadgraniczna – Podłabienie. Zdjęcie, gdzie taksówkarz przewozi niedaleko od działki znajomej od razu sześć osób – informuje nasz rozmówca.

W hotelach, na bazarach, w parkach. „Turyści” z Bliskiego Wschodu czekają na przerzut przez białoruską granicę

To właśnie migranci stają się ofiarami tego konfliktu granicznego. W rzeczywistości są wręcz zakładnikami reżimu Alaksandra Łukaszenki. Jest jednak też inny aspekt.

– Taka polityka prowadzi do spalenia wszelkich możliwych mostów i przybliża to koniec białoruskiego reżimu. Dlatego, że jego przetrwanie jest uwarunkowane tylko od kremlowskich subsydiów. I rozumiemy też, że to też nie będzie trwało długo – podkreśla litewski politolog Vytis Jurkonis.

Ale na razie polska Straż Graniczna informuje o kolejnym incydencie: na granicy z Białorusią znaleziono atrapę ładunku wybuchowego.

Maryna Dakućka, cez/belsat.eu

Wiadomości