„Najtrudniejsze jest przywożenie do domu ciał poległych”. Ukraiński kapelan o pracy na froncie

Ukraińską armię wspiera ponad 800 kapelanów – kapłanów wojskowych, którzy rozmawiają z żołnierzami, spowiadają, a w razie potrzeby odprawiają nabożeństwa na linii frontu. Korespondent rosyjskojęzycznego serwisu Biełsatu Vot Tak spotkał się i porozmawiał z ojcem Dionizym: od pięciu lat służy on w 15. Pułku Gwardii Narodowej Ukrainy, który obecnie broni Słowiańska w Donbasie przed rosyjską inwazją.

Ojciec Dioniz służy w Cerkwi Prawosławnej Ukrainy. Powstała ona w 2018 roku, obecnie funkcjonuje równolegle z Ukraińską Prawosławną Cerkwią Moskiewskiego patriarchatu, której parafie po rozpoczęciu wojny zaczęły masowo przechodzić do Cerkwi Prawosławnej Ukrainy. Zdj. Aleksiej Baranowskij / Vot Tak

– Jak rozpoczęła się Pańska służba?

– Pochodzę z Połtawy, ziemi Gogola i Kotlarewskiego. W 2013 roku, kiedy byłem kapłanem Patriarchatu Kijowskiego, zostałem wyznaczony do posługi w Drużkiwce w obwodzie donieckim. Prowadziłem niewielką świątynię pod wezwaniem Wniebowstąpienia Pańskiego, bardziej przypominała ona zwykły dom. Potem gdy zaczął się Majdan, moi parafianie pojechali do Kijowa. Jeden z nich, chirurg, po swojej zmianie w miejscowym szpitalu, wsiadał do pociągu i jechał do stolicy, do katedry św. Michała – tam udzielał pomocy medycznej ofiarom Majdanu.

– Majdan wygrał, ale potem rozpoczęła się wojna i inwazja rosyjska. A Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwka zostały zajęte przez prorosyjskich żołnierzy.

– Tak, w tamtym czasie niewiele osób rozumiało, co się dzieje, ja również. Potem zaczęli przychodzić parafianie i opowiadać: zabrali tego proukraińskiego aktywistę do piwnicy [zamknęli go w piwnicy – Belsat.eu], ukradli mu samochód, innemu zabrali biznes itd.

– Zdejmijmy tabliczkę z napisem, że jest tu ukraińska cerkiew, i zawieśmy nabożeństwa, żeby pewnego dnia nie przyszli tu ludzie w kominiarkach. Tak też zrobiłem – przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo moich parafian.

Ojciec Dioniz pracował w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Drużkiwce. 9 marca obok parafii eksplodował rosyjski pocisk – okna w budynku zostały wybite, a ściany i dach uszkodzone. Aktualnie świątynia jest zamknięta. Zdj. Aleksiej Baranowskij / Vot Tak

– Nie pomogło?

– Pewnego dnia rozległo się pukanie do okna. Trzech z nich z karabinami maszynowymi i w kominiarkach. Zabrali mnie tak, jak stałem, nie pozwolili mi nawet zamknąć domu, powiedzieli, że nie będzie mi już potrzebny. Mamy jeszcze w Drużkiwce carskie więzienie, gdzie później mieściła się sala tortur NKWD. Tam zamknęli mnie w piwnicy. Trzymali mnie tam przez trzy dni, bili mnie, kopali po nerkach, policzkowali, upokarzali na różne sposoby.

Dyplomacja a la Donbas. Samozwańczy „szefowie MSZ” spotkali się z ambasadorem Korei Północnej

Generalnie oskarżenia były takie, że ja przyjechałem w 2013 roku, a potem zaczął się Majdan, na który rzekomo werbowałem ludzi. Mówili, żebym przyznał się, kto mnie przysłał i jakimi kanałami otrzymywałem pieniądze i instrukcje. Jak można sobie wyobrazić, nie miałem się z czego spowiadać. W końcu sprawdzili coś w swoich źródłach i powiedzieli, że nigdzie mnie nie znaleziono, więc mnie wypuszczą. Musiałem podpisać dokument, że nie mam do nich żadnych pretensji i kazali mi wyjechać z Drużkiwki do następnego dnia.

W budynku carskiego więzienia, w którym później mieściły się cele więzienne NKWD i tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, obecnie znajduje się Drużkowska Sala Tortur, muzeum oporu ukraińskiego Donbasu wobec reżimów okupacyjnych. Ojciec Dioniz i inni ukraińscy działacze byli tu przetrzymywani w jednej z cel w 2014 roku. Zdj. Aleksiej Baranowskij / Vot Tak

– Czy można powiedzieć, że miał Pan szczęście?

– Tak. 200 metrów od ich punktu kontrolnego do rogu ulicy, było najstraszniejszą drogą, jaką kiedykolwiek przeszedłem. To było tak, jakby ktoś celował mi w plecy. Podpisałem już dokument i wciąż czekałem na strzał w plecy. Ale kiedy skręciłem za róg, zrozumiałem, że się udało. Wróciłem do domu, a tam same gołe ściany: żadnych mebli, żadnych sprzętów, żadnych ubrań. Nic. Postanowiłem nie jechać do matki w Połtawie, żeby jej nie narażać, na wypadek, gdyby mnie śledzili. Potem przyjaciele parafianie ukryli mnie w daczy pod Drużkiwką i tam przeczekałem. A kiedy Drużkiwka została wyzwolona od „Donieckiej Republiki Ludowej”, zacząłem aktywnie działać jako wolontariusz.

Nasze wojsko było wtedy zupełnie niewyposażone, brakowało wszystkiego, pomagaliśmy czym się dało – rzeczami i jedzeniem. Z wykształcenia jestem kucharzem, więc gotowałem wielkie kotły barszczu i inne potrawy. Następnie jeździłem po naszych pozycjach w Peszkach, Awdijiwce, Zołotym, Szczastiu: zarówno jako wolontariusz z pomocą, jak i jako ksiądz. I tak minęły trzy lata.

– I właśnie w 2017 roku Ukraina wprowadziła instytucję kapelanów w tak szerokim formacie?

– Tak, w 2017 roku otrzymałem propozycję objęcia funkcji kapelana pułku Gwardii Narodowej z siedzibą w Słowiańsku. Czułem, że bardziej przydam się tam niż w Drużkiwce. Przychodziłem do siedziby pułku w Słowiańsku, jakbym szedł do pracy, a wieczorem wracałem do Drużkiwki. Teraz, podczas wojny na pełną skalę, mieszkam z pułkiem. Początkowo miałem stanowisko cywilne, ale teraz kapelan to już stanowisko oficerskie, majora. Ja na razie jestem tylko młodszym porucznikiem.

Naszywka wojskowo-kaplanowa. Zdj. Aleksiej Baranowskij / Vot Tak

– Dostał Pan również broń?

– Tak, dostałem.

– Czy ksiądz może brać broń do ręki?

– Z czysto kanonicznego punktu widzenia ksiądz nie może brać do ręki broni: zgodnie z Konwencją Genewską kapelani, podobnie jak lekarze, nie są kombatantami [nie mogą brać bezpośredniego udziału w działaniach wojennych, a jeśli biorą, to tracą przysługujące im w ramach Konwencji prawa – Belsat.eu]. I zgodnie z prawem Ukrainy kapelan nie może posiadać broni ofensywnej, ale ponieważ jesteśmy na wojnie, kapelan może mieć przy sobie osobistą broń palną do samoobrony, czyli pistolet. Jest to jasno określone w prawie i zatwierdzone przez Synod Cerkwi Prawosławnej Ukrainy. Ale to wszystko działa tylko w warunkach wojny, którą mamy obecnie.

– W normalnych warunkach kapelan może tylko odebrać broń żołnierzowi, który wpadł w stupor lub atak paniki – wykazuje agresję lub jest w histerii.

W takich okolicznościach kapelan może wyjąć broń z ręki żołnierza, aby nie wyrządził on krzywdy sobie lub innym.

Niezłomny związek Cerkwi autonomicznych. Kronika rozwodu Ukraińskiej i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej

– Czyli kapłan jest nie tylko kapłanem, ale także w pewnym sensie psychologiem?

– W jeszcze większym stopniu jestem psychologiem. Kapelan to nie to samo, co kapłan w cerkwi. W cerkwi, kiedy człowiek tam idzie, wie, po co tam idzie. Jeśli człowiek idzie do księdza, to wie, czego od niego chce.

W wojsku jest inaczej. Kapłan rozmawia z żołnierzem. Jesteś dla niego jak przyjaciel, brat – czasem trzeba pójść po papierosy, czasem pomóc słowem wsparcia albo załatwić jakieś codzienne sprawy, pomóc, a przy tym zrozumieć, kto w jakim jest stanie psychicznym, czy wszystko jest w porządku. W ten sposób starasz się zbliżyć do ludzi, nie czekasz, aż ktoś sam do ciebie przyjdzie. Krótko mówiąc, nie każdy ksiądz może być kapelanem, to zupełnie inny styl pracy, inne relacje z ludźmi.

– Z jakimi żołnierzami pracuje się najtrudniej?

– Poborowi w wieku 18-20 lat wymagają innej specyfiki pracy niż z oficerowie, którzy studiowali w akademiach. Żołnierze kontraktowi, batalion „Donbas”, ci, którzy walczą na froncie – to jeszcze inna specyfika. To nie jest tak, jak z babciami w kościele, którym czytam modlitwę i to wszystko. Tutaj jest zupełnie inaczej. Dlatego mówię, że kapelan to nie tylko ksiądz, to szczególne powołanie. Trzeba mieć pragnienie bycia kapelanem wojskowym, mieć szczególne poczucie pokoju i zrozumienia specyfiki tej formy posługi.

Najtrudniej jest z dowódcami, z wyższymi oficerami. Z młodymi mężczyznami, nawet bojowymi, jest łatwiej. Z poborowymi też tak jest – dla mnie są jak dzieci, ale dowództwo to dowództwo. Ale to nic, wypracowałem już swoje własne systemy interakcji z nimi wszystkimi.

Kapelan wojskowy przeprowadza obrzęd spowiedzi przed prawosławnym nabożeństwem wielkanocnym dla ukraińskich żołnierzy na pozycjach bojowych. Obwód charkowski, Ukraina, 24 kwietnia 2022 roku. Zdj. Serhiy Nużnenko / Reuters / Forum

– Co jest najtrudniejsze w Pańskiej pracy?

– Najtrudniejszą częścią pracy kapelana jest przywożenie do domu ciał poległych, informowanie o śmierci żołnierza jego rodziców, żony, dzieci. Najtrudniej jest słyszeć i zdawać sobie sprawę, co czują w danej chwili. Kapelan jest obecny, gdy „gruz 200” [transport z poległym żołnierzem – belsat.eu] jest przewożony do domu zmarłego – często, w większości przypadków, kapelan prowadzi także pogrzeb. Jeśli krewni chcą kapelana innego wyznania, czasami prowadzimy je razem lub znajdujemy jakiś kompromis.

– Ale jest też druga strona życia kapelana. Najlepsze jest to, że w ciągu trzech miesięcy wojny udzieliłem już ślubu czterem parom i ochrzciłem sześciu żołnierzy.

Gdyby nie wojna, może by się nie pobrali, a tu Bóg tak zasądził.

Rosjanie zniszczyli zabytkową ławrę w obwodzie donieckim

– Jak wygląda Pański dzień?

– Każdy dzień jest absolutnie inny. Czasami bierze się kamizelkę, hełm i idzie gdzieś na linię frontu lub do punktów kontrolnych, gdzie stoją nasi. Teraz jest dużo nalotów, śmierci, strachu – trzeba wspierać ludzi słowem i działaniem. Według dokumentów jestem teraz na służbie – obierałem ziemniaki, kiedy zaczęliśmy rozmowę. Nie ma kto ich obierać, a ziemniaków jest 300 kg, trzeba nakarmić ludzi, którzy wrócą z zadań bojowych.

– Na czym polega Pańska praca religijna poza ślubami i pogrzebami?

– W sobotę i niedzielę prowadzę wykłady, to jest praca duszpasterska. Na wszystkie weekendy mam zaplanowane tematy, ale nie pracuję na podstawie konspektu. Zawsze prowadzę ożywioną dyskusję. Podaję z grubsza temat, ale szybko wchodzimy w tryb dyskusji, może nawet nie na zadany temat. Jest to zwykle korzystniejsze.

Poza tym, jeśli w jednostce są wierni innych wyznań, np. muzułmanie lub chrześcijanie innych wyznań niż prawosławie, zapraszam imama lub pastora protestanckiego, aby ci wierni również otrzymali wsparcie duchowe. Tak więc kapelan nigdy nie narzuca swoich poglądów religijnych, ma inne zadania.

Kapelan wojskowy prowadzi nabożeństwo żałobne w intencji ukraińskich żołnierzy Serhija Profotiłowa i Igora Malenkowa, zabitych we wsi Wilhiwka. Ukraina, 21 maja 2022 roku. Zdj. Dimitar Dilkoff / AFP / Forum

– A w jaki sposób ustala się, który kapelan wyznaniowy będzie służył w danej jednostce wojskowej?

– O tym, kto będzie kapelanem w jednostce, decyduje się w bardzo prosty sposób – personelowi wojskowemu rozdaje się ankiety, a następnie sprawdza, jakiego wyznania jest najwięcej i zaprasza odpowiedniego kapelana. Przed wojną we wszystkich jednostkach Gwardii Narodowej byli kapelani – jest ich 58. Siły Zbrojne Ukrainy i Straż Graniczna także mają swoich kapelanów wojskowych w większości jednostek. Na Ukrainie jest już ponad 800 kapelanów. Zwykle oblicza się to w następujący sposób: jeden kapelan przypada na 500 osób, na tysiąc żołnierzy przypada już dwóch kapelanów. Jeśli jest kilku kapelanów, zapraszają jednego prawosławnego i jednego grekokatolika lub protestanta, a oni pomagają sobie nawzajem.

– Kapłan Ukraińskiej Cerkwii Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu nie może zostać kapelanem?

– Przedstawiciele Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej nie mogą być kapelanami, ponieważ ich kierownictwo znajduje się w kraju agresora. Ich ostatni sobór zakończył się wielkim fiaskiem, nie zmienili niczego w swojej pozycji, nie zrezygnowali z Rosji, nie potępili Cyryla, nie uznali Putina za agresora i okupanta.

Oczywiście, nie mogą być kapelanami. Ale Cerkiew Prawosławna Ukrainy, grekokatolicy, protestanci i przedstawiciele innych wyznań – wszyscy dziś ramię w ramię bronimy naszej ojczyzny przed rosyjską agresją. Ludzie się jednoczą, kraj staje się silniejszy. Mam swój program w radiu protestanckim i jestem tam szanowany ze względu na moją pozycję. Wojna nas zjednoczyła, zjednoczyła nas w obliczu wspólnego wroga.

Rosyjski patriarcha Cyryl mówi jak Putin, ale rozumie podległą mu Ukraińską Cerkiew Prawosławną, która wspomniała o niezależności od Moskwy

Aleksiej Baranowskij/ vot-tak.tv, ksz/ belsat.eu

Wiadomości