Kazachstan w ogniu: Starcze odejdź!

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Bunt w Kazachstanie pokazuje, że stabilność systemów autorytarnych jest pozorna i z dnia na dzień może nastąpić erupcja gotujących się podskórnie emocji. Kazachowie mają dość rządzącego wiecznie Nazarbajewa. To nauczka również dla Łukaszenki i Putina.

W rezultacie gwałtownych protestów prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew zdymisjonował dziś rząd premiera Askara Mamina. Z kolei Nursułtan Nazarbajew zrezygnował z funkcji szefa Rady Bezpieczeństwa, pozostając przy tym przewodniczącym rządzącej partii.

Do 19 stycznia wprowadzono stan wyjątkowy i godzinę policyjną w obwodzie ałma-ackim i magystauskim. Potem w innych miastach. Również w stolicy, Nur-Sułtanie. Mimo to protesty wcale nie cichną. Na ulicach Ałmaty wczoraj pojawiło się wojsko (prawdopodobnie gwardia narodowa) i specjalne siły policyjne, wyposażone m.in. w transportery opancerzone BTR. Władze wyłączały internet i zablokowały sieci społecznościowe. W trakcie wczorajszych protestów w Ałmacie doszło do ostrych starć z policją, palone były radiowozy, niszczone budynki rządowe. W Aktau demonstranci wzięli do niewoli cały oddział policji i wojska.

Podpalony przez demonstrantów akimat (ratusz) w Ałmaty. Zdjęcie: ztb_qaz / Telegram

Największe protesty w historii niepodległego Kazachstanu rozpoczęły się od drastycznej podwyżki ceny gazu skroplonego (LPG) – z początkiem roku ceny wzrosły o 200 procent. Jednak bardzo szybko wśród protestujących pojawiły się postulaty polityczne.

– Starcze odejdź! – krzyczą demonstranci pod adresem rządzącego de facto jeszcze od czasów radzieckich i przez cały okres niepodległości Nursułtana Nazarbajewa.

Pojawiają się już żądania reform i wolności mediów. Bunt pokazał, że stabilność w Kazachstanie była mitem. Nie powinien też zaskakiwać: mniejsze protesty wyrażające gotujące się w różnych grupach społecznych niezadowolenie, odbywały się na ulicach kazachskich miast regularnie. Były brutalnie tłumione i miały charakter polityczny, więc nie przyciągały tysięcy, tak jak kwestia podwyżek cen gazu.

Kazachstan: demonstranci zajmują budynki władz i rozbrajają wojsko

Gazowy bunt w Kazachstanie napawa strachem Alaksandra Łukaszenkę i Władimira Putina. Jest kolejnym sygnałem, że stabilność systemu utrzymywana dzięki represjom, propagandzie i korumpowaniu dużych grup społecznych, może się rozlecieć jak domek z kart. Nie wiadomo, jak się zakończą kazachskie protesty. Być może będą stłumione, a może władza zawrze jakiś kruchy kompromis. Jedno jest pewne: epoka Nazarbajewa kończy się, a system przez niego stworzony będzie gnił, wstrząsany kolejnymi erupcjami społecznego niezadowolenia.

Pozory błogiego spokoju

W Kazachstanie wiele rzeczy było pozornych. Pozornie władza była stabilna. Potrafiła dokonać udanej transformacji. W marcu 2019 r. rządzący od trzech dekad (jeszcze w radzieckim Kazachstanie i po uzyskaniu niepodległości) Nursułatan Nazarbajew zrezygnował z urzędu prezydenta. W przedterminowych wyborach prezydenckich wybrany został nowy prezydent Kasym-Żomart Tokajew.

Nazarbajew usunął się w cień tylko pozornie. Pozostał Pierwszym Prezydentem, Przywódcą Narodu, czyli Ełbasy. Nadal kieruje państwem. W styczniu ubiegłego roku w wyborach parlamentarnych kierowana przez niego partia władzy Nur Otan zdobyła ponad 70 proc. głosów. Pozornie władza cieszy się szacunkiem. I potrafi symulować transformację i zmiany. Półtora roku temu nowy prezydent zdymisjonował z funkcji senatora wszechwładną Darigę Nazarbajewą, córkę Pierwszego Prezydenta, uznawaną nawet za potencjalną sukcesorkę władzy. Był to ważny gest wzmacniający Tokajewa w systemie władzy, ale z perspektywy przeciętnego Kazacha niewiele zmienijący.

Partia Nazarbajewa wygrywa wybory w Kazachstanie

Kazachstan jest z pozoru najlepiej rozwiniętym państwem poradzieckiej Azji Środkowej. Z napędzaną petrodolarami gospodarką. Ubiegłoroczny kryzys pandemiczny i spadki cen, oraz zmniejszenie eksportu ropy i gazu uderzyły w portfele Kazachów.

Podobnie jest z dobrymi relacjami z Rosją i Chinami, ale i USA i Europą i zdolnością do prowadzenia czasem dość asertywnej polityki. To też tylko pozory. Trzy lata temu setki Kazachów protestowały przeciw ekspansji chińskich firm. Imponujący napływ chińskich inwestycji, na którą pozwolił Nazarbajew, jest drażliwym tematem – są konkurencją dla lokalnego biznesu i wpływają na obniżki płac.

Starcze odejdź!

Jednak to ropa i gaz – największe bogactwo Kazachstanu, stały się jednocześnie zarzewiem protestów. Od drastycznych podwyżek cen gazu dla ludności pierwsze protesty zaczęły się w niedzielę w położonym nad Morzem Kaspijskim obwodzie mangystauskim. To właśnie tam znajduje się jedno z serc kazachskiego przemysłu naftowego i gazowego. I w tym nadkaspijskim „Kuwejcie” ludzie, pracujący przeważnie w przemyśle wydobywczym, dostali szokujące rachunki za gaz. Region jest zapalny. W grudniu 2011 i styczniu 2012 r. w Aktau (stolica obwodu) i nafciarskim Żangaozenie doszło do największych w historii niepodległego Kazachstanu protestów i strajków robotników. W niespełna stutysięcznym Żangaozenie na ulice wyszło 15 tys. ludzi. Wówczas władza zareagowała bardzo brutalnie. Doszło do masakry, wojsko strzelało do protestujących. Oficjalnie zginęło 14 osób.

Alaksandr Kłaskouski: „Łukaszenka chce zostać białoruskim Nazarbajewem”

Kiedy w niedzielę w nafciarskiej prowincji wybuchł nowy bunt, władze nie zdążyły zareagować, bo bardzo szybko zamieszki wybuchły i w dawnej, radzieckiej stolicy, największym mieście kraju, Ałmacie. Teraz ludzie wychodzą na ulice w innych ośrodkach. Władza nie może liczyć wyłącznie na siły policyjne i wojskowe. Stąd zaczęła pertraktacje. Zwolniła i obarczyła odpowiedzialnością za drożyznę rząd. Prezydent obiecał obniżenie cen gazu. To może jednak już nie wystarczyć.

Wszystko dlatego, że Kazachowie doskonale rozumieją, na czym polegają pozory w ich państwie. Wiedzą, że realnie za stan państwa odpowiada tylko jeden człowiek, osiemdziesięciodwuletni Nazarbajew. To on zbudował system: gospodarkę zdominowaną przez kilka oligarchicznych klanów, korupcję i coraz większe uzależnienie od napływającego kapitału chińskiego.

Kiedy w 2019 r. Nursułtan Nazarbajew odszedł z fotela prezydenckiego zostawił po sobie nie tylko autorytarny system i oligarchiczną gospodarkę w rękach klanowej elity, ale i ukochane dziecko, położoną na północnych stepach stolicę. Na początku niepodległości przeniósł się do prowincjonalnej Astany. Kosztem miliardów dolarów w stepie wyrosło szklane miasto pełne biurowców i siedzib korporacji oraz urzędów. Odchodząc, zmienił jej nazwę na swoje imię, Nur-Sułtan.

Dziś nawet w nowoczesnych dzielnicach miasta dla kazachskiej elity i nomenklatury, powtarzane jest hasło: „Starcze, odejdź!”. Jak widać, coraz bliższe spełnienia.

Kazachstan: od rosyjskiego protektoratu do autorytarnej niepodległości

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów