Złamać człowieka jest łatwiej, niż pokonać ideę

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Nie jest ważne, jak KGB złamało Ramana Pratasiewicza: torturami, szantażem, perswazją lub przekupstwem i czy osiągnęło swoje cele propagandowe. Wywiad telewizyjny z więźniem Łukaszenki pokazuje nieludzki charakter białoruskiej władzy.

To nie jest opowieść o bohaterstwie, zdradzie, słabości lub mocy jednego człowieka. Tylko kolejny rozdział historii bohaterstwa całego narodu. Nie ma miejsca na bohaterstwo indywidualne, gdy przed aparatem zbudowanym na ponad stuletniej tradycji łamania człowieka staje dwudziestosześciolatek. Samotny i osaczony z każdej strony. Być może od dawna. Nad którym pracuje przynajmniej kilkudziesięcioosobowy sztab specjalistów od rozbijania osobowości i wynajdywania najczulszych punktów w psychice.

Nie chodzi również o usprawiedliwianie. Tylko o świadomość, z czym mamy do czynienia. Z antyludzkim systemem, który potrafi upodlić każdego. Z idola zrobić ostatniego drania. Z inteligentnego człowieka, omotanego demonami głupca. Z człowieka radosnego – pogrążonego w depresji desperata. Zniszczyć życie. Po prostu. Zarówno jednostki, jak i całego narodu. Przede wszystkim postarać się zniszczyć ideę za pomocą kompromitacji ludzi, którzy w nią uwierzyli. To właśnie zobaczyliśmy na nagraniu z „wywiadu” z Ramanem Pratasiewiczem.

Pratasiewicz w wywiadzie dla białoruskiej propagandowej TV: krytycznie o opozycji, Litwie i Polsce

Na ciemną stronę

W mediach społecznościowych od razu pojawiło się wiele metafor: stalinizm, jak za Hitlera, jak w Iranie, jak w… Nie o metafory tu chodzi. One służą oszukiwaniu samych siebie i łagodzeniu przekazu poprzez porównanie z czymś, co znane i choć straszne, to oswojone. Mamy Łukaszenkę i jego system. Zbudowany na radzieckiej tradycji łamania i widowiskowego upadlania człowieka. W białoruskim systemie, z racji jego kompaktowego charakteru i stosunkowo niewielkiego państwa, dużo większą rolę grają oczywiście prywatne fobie Łukaszenki i jego emocje. Raman Pratasiewicz padł ofiarą tego systemu. Ale i wszyscy Białorusini: aktywiści, oraz zwykli ludzie, którzy uwierzyli w zmiany, padli ofiarami operacji z Pratasiewiczem w roli głównej. Jej ofiarami, choć w znacząco mniejszym stopniu, padła również zachodnia opinia publiczna.

Pierwsze reakcje były takie: Pratasiewicz był torturowany, zmusili go. Być może był. A być może to efekt sugestii korespondującej z naszymi projekcjami na temat metod KGB. Bardziej tych z filmów, niż rzeczywistości. Goła żarówka w ciemnym pomieszczeniu i oprawca z drewnianą pałką. Nie, Pratasiewicz nie wyglądał na kogoś, kto przeszedł takie katusze i pod ich wpływem udzielił półtoragodzinnego wywiadu. Wyglądał na kogoś kto był postawiony przed prostym wyborem: współpracujesz, albo zginiesz. Być może stanął przed nim dawno, a może w ciągu ostatnich dni. Ludzie z KGB, którzy nad nim pracowali bez wątpliwości użyli najbardziej perfidnych metod. Zapewne rozpracowali słabe punkty w psychice i życiorysie chłopaka już dawno.

Cichanouskaja rozmawiała z polskim prezydentem o uznaniu reżimu Łukaszenki za terrorystyczny

Jego zawiedzione nadzieje i złe emocje związane z ludźmi z opozycji. Zaraz po zatrzymaniu na lotnisku w Mińsku pojawiła się przecież informacja o złym stanie zdrowia Pratasiewicza. Miał rzekomo przejść atak serca i być w krytycznym stanie. Ta informacja dotarła do rodziców aktywisty, którzy błagali o litość dla syna w polskich telewizjach. Przejmujące kadry, które kagiebiści z pewnością pokazali więźniowi. Informacja o ataku serca okazała się blefem. Jednym ze środków perswazji. Były i inne. Pewnie także „kompromaty” na innych opozycjonistów. Być może jakieś nagrane rozmowy, w których ci mówią źle o Pratasiewiczu. A także wprowadzanie w huśtawkę nastroju, lub stosowanie jakiś środków psychoaktywnych. Oraz szantaż losem bliskich.

Wreszcie, nie należy wykluczyć i zupełnie banalnej kombinacji gróźb i propozycji finansowych, oraz gwarancji bezpieczeństwa. Nie przypadkiem w rozmowie telewizyjnej pojawia się wątek rosyjskiego oligarchy Michaiła Gucerijewa, którego za pomocą wsparcia finansowego dla kanału NEXTA miał zwalczać inny, nienazwany rosyjski oligarcha.

Wachlarz instrumentów w arsenale specjalistów od przesłuchań w KGB (a może i bratnich, rosyjskich służb) jest szeroki. Wszystko, żeby przekonać Pratasiewicza do zdrady. Na pewno sugerowali mu, że cześć opinii publicznej i tak wybaczy i zrozumie, bo przecież uległ pod presją tortur. Dla kagiebistów nie ma znaczenia w co uwierzy opinia publiczna. Podobnie było przecież tuż po wyrzuceniu Swiatłany Cichanouskiej z Białorusi na Litwę i upublicznieniu nagrania z jej oświadczeniem. Krążyły hipotezy: zdradziła? Poszła na współpracę? Była szantażowana, torturowana? Im więcej wątpliwości i przeciwstawnych hipotez, tym lepiej. Teraz jednak chodziło o szybkie złamanie i wykorzystanie skruszonego aktywisty.

Nagranie Cichanouskiej. Pytań więcej niż odpowiedzi

Punkty Łukaszenki

Efekt osiągnięty został w postaci wywiadu. Kolejnym elementem tej operacji będzie z pewnością pokazowy proces i sączone do mediów rewelacje skruszonego, głównego wroga Łukaszenki. Korzyści dla białoruskich władz są oczywiste. Punkt pierwszy na liście korzyści to zniszczenie legendy protestu. Współtwórca kanału NEXTA przejrzał na oczy! Stracił fałszywą wiarę, uwierzył na nowo w system. Wyznał grzechy i obwinił swoich towarzyszy. Wniosek: jest wiara prawdziwa i ta bluźniercza, heretycka.

Punkt drugi: Pratasiewicz z dużą swobodą ujawnia „bagno” opozycyjnego świata. Wskazuje na konflikty między Pawłem Łatuszką, a Swiatłaną Cichanouską. Właściwie kpi z nadmiaru ambicji wśród liderów opozycji. Sugeruje, że Franak Wiaczorka i Daniił Bohdanowicz mogli go zdradzić. Dodał, że opozycyjni aktywiści na emigracji działają dla korzyści majątkowych. O korupcję oskarżył Sciepana Puciłę, swojego dawnego towarzysza z NEXTA. Ale właściwie wszyscy opozycjoniści są przedstawieni, jako czereda chciwych klientów wiszących u klamki zachodnich służb i polityków.

– Cichanouskaja to główny lider dla całego Zachodu – mówi Pratasiewicz.

– Dla Zachodu? – dopytuje się prowadzący wywiad.

– Tak, dla Zachodu – odpowiada aktywista.

To punkt trzeci celów tej operacji. Pokazać, że nie ma żadnej opozycji. Są tylko kreacje zachodnich spisków i zdeprawowana klientela umownej „CIA”. Punkt czwarty jest już dla Białorusinów tkwiących w okowach toksycznej propagandy łukaszenkowskiej. To co Pratasiewicz opowiada o Litwie, czy Polsce wygląda już na wyuczoną narrację, którą po prostu wyrecytował. Trzeba byłoby mieć dużo złej woli, by uwierzyć, że ten chłopak sam wymyślił karkołomne powiązania między polityką migracyjną Polski, a wsparciem Warszawy dla białoruskiej opozycji.

Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego i białoruskie KGB będą walczyć z „destrukcyjnymi działaniami Zachodu”

Być może część tego, co mówił, to jakiś mariaż wrzutek KGB i jego własnych (ustalonych w czasie przesłuchań) projekcji. Jak np. o milionach złotych przekazywanych przez polskiego premiera na Białoruski Dom w Warszawie i korupcji między białoruską diasporą a polskimi politykami. To także próba skłócenia środowisk emigracyjnych. Pratasiewicz oskarża Alesia Zarembiuka o korupcję i układy ze służbami specjalnymi. A także Sciepana Puciłę, byłego kolegę i współtwórcę NEXTA, że brał pieniądze od jakiejś rosyjskiej firmy. Te wątki z pewnością będą jeszcze rozwijane, w wywiadzie Pratasiewicz jedynie je zasugerował. Taki jest ich cel: mają rozwijać konflikty i rzucać podejrzenia na białoruską diasporę.

I punkt piąty: Pratasiewicz ogłosił, że protestu już nie ma, umarł i nie odrodzi się. To stwierdzenie koresponduje z ogłoszonym przez Łukaszenkę końcem niepokojów, zabetonowaniem nastrojów i nasileniem represji.

Żeby Pratasiewicz był przekonujący w wywiadzie, musiał naprawdę uwierzyć w to, co mówi. Musiał wylać swoje żale z gorliwością nawróconego neofity. Oczywiście, że specjaliści z KGB mu w tym pomogli. Uruchomili tkwiące w głowie dwudziestosześciolatka kompleksy. Ten wywiad miał skompromitować opozycję, Zachód i ideę oporu. Wlać jad w środowiska opozycyjne. Pokazać, że opór nie ma sensu, bo po jego stronie panuje bagno, wszystko jest sterowane za pomocą zdemoralizowanego środowiska. A kiedy porozmawiać szczerze z tak inteligentnym chłopakiem, jak Pratasiewicz, to szybko traci on wiarę w ideę oporu.

Tak naprawdę wywiad powinien być natchnieniem dla tych, którzy wierzą w Białoruś bez Łukaszenki. W kraj wolny od instytucji potrafiących wyciągać z ludzi najgorsze emocje i łamać ich za pomocą brutalnej obróbki psychologicznej. Wiara w taki kraj pewnie nie raz będzie podważana i łamana publicznie w takich pokazówkach jak ten „wywiad”, a w przyszłości proces Pratasiewicza.

Czym jest „press-chata”? Więzień, który w sądzie targnął się na życie, spędził w niej 51 dni

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów