Wycie nad zamkniętą granicą. Wilcza Noc w Puszczy Białowieskiej

W Puszczy Białowieskiej już po raz piąty odbyła się niezwykła impreza edukacyjna. W ten weekend po obu stronach polsko-białoruskiej granicy trwała Wilcza Noc.

– Po kilku minutach marszu w ciemności nagle wstrząsnęły mną dreszcze. Wywołało je przenikliwe wilcze wycie z głębi lasu. Niestety, to nie wilk, tylko jeden z myśliwych pokazuje nam, jak wabi tę zwierzynę. Gdy wilk odpowie, myśliwy już wie, gdzie jest jego legowisko – relacjonuje spacer tropem drapieżnika Dzmitryj Paulukiewicz, uczestnik wydarzenia po białoruskiej stronie granicy.

Przewodnik pokazuje uczestnikom Wilczej Nocy ślady. Zdjęcie: Michaił Kapyczka/vouk.by

Jedna Puszcza, dwie rzeczywistości

Puszcza Białowieska to nie tylko dom żubrów, ale też miejsce, w który żyją i badane są wilki. Od lat jest to też ośrodek popularyzowania wiedzy o tych niezwykłych zwierzętach – zarówno po polskiej, jak i białoruskiej stronie. W ubiegłym roku w Puszczy, po raz pierwszy, odbyła się transgraniczna impreza im poświęcona.

– Od dwóch lat Wilczą Noc współorganizujemy z sąsiadami z Białorusi, naszym partnerem jest organizacja pozarządowa Achowa Ptuszak Baćkauszczyny (Ochrona Ptaków Ojczyzny). To wspaniałe, że w ubiegłym roku udało się nam tą współpracę zawiązać. Wtedy były inne warunki, bo mogliśmy nawzajem uczestniczyć w wydarzeniach po obu stronach granicy – wspomina w rozmowie z Biełsatem Hanna Schmidt z Białowieskiego Parku Narodowego. – W ubiegłym roku główna część Wilczej Nocy była właśnie na Białorusi i mogliśmy pójść tam w teren. Było to dla nas bardzo atrakcyjne. Brakowało miejsc rekrutacja zakończyła się błyskawicznie.

Tym razem Wilcza Noc przebiegała równocześnie, ale osobno. Ze względów pandemicznych i politycznych granica jest zamknięta na głucho. Rządzący Białorusią Alaksandr Łukaszenka uznał bowiem Polskę za głównego sojusznika opozycji i największe zagrożenie dla swoich rządów. Ograniczył on nie tylko wjazd Polaków do kraju, ale też wyjazd Białorusinów z własnego państwa.

Tegoroczna impreza odbyła się w dwóch różnych rzeczywistościach – na Białorusi oficjalnie zagrożenie epidemiczne jest dużo niższe niż w Polsce i uczestnicy Wilczej Nocy mogli się spotkać, by wspólnie wysłuchać wykładów, przejść się wilczym tropem i zakończyć noc przy ognisku. W wydarzeniu po wschodniej stronie granicy “na żywo” wzięło udział około 40 osób, a w wideokonferencji uczestniczyli zainteresowani przed 70 komputerami – także w Polsce, Estonii i Anglii.

Przejście Wilczej Nocy do internetu ma swoje plusy – w spotkaniu z naukowcami wzięło udział więcej chętnych. Zdjęcie: Michaił Kapyczka/vouk.by

Po stronie polskiej sprawa miała się zupełnie inaczej. Z powodów bezpieczeństwa park mógł zaoferować spotkanie jedynie w formie zdalnej. Cieszyło się ono jednak dużym zainteresowaniem stałych i nowych uczestników.

– Nawet zastanawialiśmy się, czy z kolejną edycją nie poczekać na lepsze czasy, bo jednak niebywałą atrakcją imprezy jest wyjście w teren, żywe obcowanie z przyrodą, możliwość usłyszenia wilków, zobaczenie ich śladów, czy wręcz podążania wilczym tropem. Ostatecznie postanowiliśmy nie poddać się i zorganizować Wilczą Noc, już po raz piąty – mówi Hanna Schmidt. – Teraz, gdy impreza się już odbyła, jesteśmy zdania, że to była bardzo dobra decyzja, by nie rezygnować.

W Polsce chroniony, na Białorusi “szkodnik”

Wilk pełni w przyrodzie niezwykle ważną rolę – przekonują przyrodnicy – reguluje populację dużych roślinożerców, którzy w nadmiarze powodują straty w lasach i rolnictwie.

– W Irlandii wilki to bardzo pożądany gatunek. Początkowo były tam całkowicie wytępione i z braku drapieżników liczba jeleni wzrosła do tego stopnia, że zaczęły zagrażać ekosystemowi wyspy. Wyjadały całą roślinność, istotnie zmieniając nawet krajobraz. Wcześniej w Irlandii było więcej lasów, a teraz drzewa nie nadążają odrastać. Myśliwi zabijają tam 40 tysięcy jeleni rocznie, ale to nie wystarcza. Jak widać, roślinożerne nie są nieszkodliwe. We wszystkim potrzebna jest równowaga, którą zapewniają szare drapieżniki – tak Dzmitryj Paulukiewicz podsumowuje wykład Adama Smitha.

Wilk od zawsze budził złe emocje, nie ma się nad tym nawet co zastanawiać – mówi Hanna Schmidt. W Polsce wieloletnia walka z tym drapieżnikiem sprawiła, że w latach 60-tych stanął na krawędzi wymarcia. W kraju było wtedy już tylko około stu osobników.

– Zaczęto więc mówić o konieczności jego ochrony, ze względu na jego funkcję w ekosystemie. I to były pierwsze kroki na długiej drodze do ochrony wilka w Polsce. Najpierw, w 1975 roku, gatunek wpisano na listę zwierząt łownych z okresem ochronnym, a w 1991 wprowadzono nową ustawę o ochronie przyrody, dającą wojewodom możliwość decydowania o ochronie gatunku na swoich terenach. Aż wreszcie w 1998 roku wilk stał się gatunkiem chronionym na terenie całej Polski. Mimo, że wilk jest chroniony już ponad 20 lat, wcale nie cieszy się dziś akceptacją społeczną.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na Białorusi, gdzie do wilków strzela się wszędzie, poza rezerwatami.

– W naszym kraju można na nie polować o każdej porze roku. Nawet na maleńkie wilczęta. Do niedawna nazywano je “niepożądanym gatunkiem”. Teraz to określenie “wykreślono”, ale podejście pozostało – pisze Dzmitryj Paulukiewicz.

O ile po stronie polskiej rolą Wilczej Nocy jest lepsze poznanie tego fascynującego drapieżnika, to przed organizatorami białoruskiej części imprezy stoi o wiele trudniejsze zadanie. Ptuszki (bo tak nazywa się w skrócie samą organizację i jej członków) przyjęły za swój cel objęcie białoruskich wilków ochroną gatunkową. Nie jest to łatwe, bo wymaga przezwyciężenia stereotypów i przekonań białoruskiej nomenklatury – chętnie polującej na te zwierzęta i uważającej je za zagrożenie dla zwierzyny hodowlanej i łownej. Tego samego zdania jest łowczy, prowadzący wilczym tropem białoruskich amatorów przyrody.

– Ludzie teraz muszą sami jakoś przetrwać. To nie czas na ratowanie wilków – mówi myśliwy. – Jeśli nie będę polował, to za co mam żyć? Jeśli w lesie jest choć jeden wilk, to łowczy nie jest już panem tego lasu.

Wilków na Białorusi nie trzeba tępić. Przykład płynie z Polski

By zmienić nastawienie białoruskiego społeczeństwa, trzeba pracować u podstaw – z dziećmi, młodzieżą i młodymi dorosłymi, przekonuje Hanna Schmidt.

– W ubiegłym roku mieliśmy przyjemność tam być jako grupa edukacyjna Białowieskiego Parku Narodowego. Wraz z naszymi wolontariuszami prowadziliśmy zajęcia dla białoruskich dzieci. Praktycznie przez cały czas trwania Wilczej Nocy dla dorosłych, pracowaliśmy także z kilkudziesięcioma dzieciakami z różnych stron Białorusi nad tym, by przekonać je, że ochrona wilków jest potrzebna. Bo inaczej może się powtórzyć to, co kiedyś już się wydarzyło.

Dla naukowców i “statystycznych obywateli”

Białowieska impreza to przede wszystkim spotkanie z najnowszą wiedzą naukową o wilkach. Jak przekonują organizatorzy, wykłady prowadzą najlepsi specjaliści, ale tak, by zrozumiał je “statystyczny obywatel”. Po stronie białoruskiej przemawiali badacze z Białorusi, Irlandii, Niemiec i USA.

Za część naukową w Białowieży odpowiadało czworo naukowców. Prof. Krzysztof Schmidt z Instytutu Biologii Ssaków PAN w wykładzie wprowadzającym przedstawił zagadnienie ochrony wilka w Polsce. Dr Katarzyna Bojarska z Instytutu Ochrony Przyrody PAN pokazała plastyczność wilków, to, jak zachowuje się w różnych ekosystemach, m.in. Borów Dolnośląskich, Beskidów czy Turcji. Dr Katarzyna Olbrych z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW przedstawiła związki pomiędzy sposobem życia psowatych, a ich budową. Jako ostatnia swoją prezentację wygłosiła Kinga Stępniak związana ze Stowarzyszeniem dla Przyrody “Wilk”, UW i PAN.

– Pani Kinga obserwuje to, jak człowiek i jego najlepszy przyjaciel pies, wpływają na zachowania wilka i je modyfikują. O tym właśnie mówiła – o ich wspólnym pochodzeniu, o tym, że wilk i pies to w zasadzie konkurenci. I stąd też pojawiają się problemy, które my, ludzie sami stwarzamy. Bo oczywiście problemem jest, gdy wilk pojawi się w zbyt bliskim sąsiedztwie człowieka, ale to człowiek często sam zapraszam wilka. Ludzie często wychodzą z psami do lasu, gdzie pies znakuje teren i mało komu przychodzi do głowy, by zabrać jego odchody. A to jest przecież list dla wilka, który potem podążą tym śladem.

Czy pandemia wpłynęła na przyrodę i jej ochronę?

Z koronawirusem żyjemy już w Polsce i na Białorusi od roku. Przez ten czas zmieniły się nasze nawyki, ograniczyliśmy wiele aktywności, zaczęliśmy inaczej wpływać na środowisko. O to, czy przyroda zauważyła tę zmianę zapytaliśmy panią Hannę.

– Z różnych stron Polski i świata docierały do nas doniesienia, że gdy ludzi zrobiło się na łonie przyrody mniej, to zwierzęta zaczęły się śmielej pokazywać. I rzeczywiście w miesiącach wiosennych mogliśmy na przykład zobaczyć idącego przez centrum Białowieży żubra – mówi przyrodniczka.

Dodaje jednak, że doniesienia o wędrujących przez podlaskie miejscowości żubrach pojawiają się od lat.

– Starsi mieszkańcy wspominają, że ulubionym miejscem żubrzych odwiedzin był białowieski cmentarz. Pożywiały się one roślinnością, którą ozdabiano groby. Więc to nie jest tak, że zwierzęta nagle wyszły z lasów. Może gdyby lockdown potrwał dłużej, to jakoś by wpłynął na te dzikie zwierzęta, można byłoby coś więcej o takich zjawiskach powiedzieć, ale przecież to był tylko miesiąc, czy dwa…



Pandemia wpłynęła za to mocno i negatywnie na niektóre kwestie ochrony przyrody. W ubiegłym roku BPN udało się otrzymać dotacje europejskie na projekt „Przyrodnicza skarbnica ponad granicami”. Zakłada on ochronę przyrody poprzez kształtowanie świadomości ekologicznej młodzieży i bliskich im osób starszych, czyli babć i dziadków, oraz całych szkolnych i lokalnych społeczności.

– Mamy pomysł na wymianę młodzieży pomiędzy naszym liceum z białoruskim językiem nauczania w Hajnówce i szkołą w Pińsku na białoruskim Polesiu. Mieliśmy wspólnie poszukiwać cennych dziś roślin, które kiedyś były użytkowe, a dziś są już tak rzadkie, że nie można ich wykorzystywać. Mieliśmy zwracać również uwagę na aspekt znaczenia użytkowego lokalnych gatunków roślin z jednoczesnym wskazaniem alternatywnych metod pozyskania takich cennych użytkowo roślin – mówi pani Hanna.

Dodaje, że w związku z zamkniętymi granicami projekt przyjdzie zrealizować, przynajmniej częściowo online.

– A szkoda, bo tak chcieliśmy wyjść z młodzieżą w teren – dodaje edukatorka.

To dopiero początek

Organizatorzy Wilczej Nocy zapowiadają kolejne edycje imprezy. Cieszy ich, że działania Ptuszek dają rezultaty. Coraz więcej Białorusinów jest zainteresowanych wilkami i ich losem, między innymi dzięki działaniom organizacji. Daje to nadzieję na objęcie w przyszłości tego gatunku ochroną.

– Białorusini są jednak na początku bardzo długiej drogi – podkreśla pani Hanna.

Jeden gatunek, dwie rzeczywistości. Czym białoruskie wilki różnią się od polskich?

pj/belsat.eu; zdjęcia i materiały wideo ze strony vouk.by

Wiadomości