Tragikomedia po białorusku. Tuzin najbardziej absurdalnych wyroków politycznych

Sądowa maszyna białoruskich represji nie zwalnia. A prokuratorzy i sędziowie działają zgodnie z hasłem sowieckiego prokuratora epoki wielkiej czystki Andreja Wyszyńskiego “dajcie człowieka a paragraf się znajdzie”.

Biełsat przygotował listę wywołujących największe zdumienie wyroków politycznych, biorąc pod uwagę sensowność zarzutów i współmierność kary co do “win” skazanych.

20 dni aresztu za… czytanie książki na głos

66-letnia Halina Hulankawa naraziła się władzom, gdy w pociągu podmiejskim relacji Mińsk-Żdanowicze wyjęła książkę najsławniejszego białoruskiego prozaika Wasila Bykawa. To samo zrobiła cała grupa emerytek, odczytując następnie fragmenty utworów na głos. Do aresztu trafiło 14 kobiet. Niektóre z nich skazano na grzywny, a Hulankawa trafiła do aresztu. Zarzucono jej nie tylko udział w nielegalnej masowej akcji, ale również niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariuszy.

Milicjanci w celu zatrzymania „groźnych przestępczyń” urządzili prawdziwą operację. Jak chwalili się skazanej, doniosła “emerytka-kret” zainstalowana w wywrotowej grupie. Oddział operacyjny zamaskował się w sąsiednim wagonie – udając podróżnych. Zatrzymania dokonał funkcjonariusz przebrany w strój rybaka ze świdrem do wiercenia przerębli.

Więzienie za sterowanie tłumem… z 13. piętra bloku, przy odłączonym internecie

Dziennikarki Biełsatu Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa skazano na kary więzienia z artykułu o kierowanie masowymi zamieszkami. Zostały zatrzymane przez milicję w mieszkaniu na 13. piętrze w bloku, gdy prowadziły relację „na żywo” z opozycyjnej demonstracji w Mińsku. Prokurator zarzucił im, że poprzez swoje wypowiedzi zachęcały ludzi do wzięcia udziału w nielegalnym zgromadzeniu i zablokowania ulic. Sędzi nie przekonały argumenty obrony, że żadna z wypowiedzi nie była wezwaniem do demonstrowania, a dziennikarki nie mogły wpływać na tłum, gdyż w tym rejonie miasta odłączono mobilny internet.

Dwa lata kolonii karnej dla dziennikarek Biełsatu RELACJA

Dwa lata aresztu domowego za… odpruty rękaw milicyjnej kurtki

Daria Palakawa, wdowa wychowująca samotnie dwójkę małych dzieci w Brześciu, została ukarana za przestępstwo, które naraziło milicję na straty w wysokości 10 rubli (ok. 15 zł). Podczas jednej z opozycyjnych demonstracji kobieta usiłowała się wstawić za zatrzymywanym mężczyzną, chwytając za rękę milicjanta. W trakcie zamieszania funkcjonariusz szarpnął ręką i w efekcie puścił szew jego milicyjnej kurtki.

Palakawą skazano na podstawie art. 364 Kodeksu Karnego („Przemoc lub groźba użycia przemocy wobec funkcjonariuszy spraw wewnętrznych”). Przy czym sam poszkodowany nie umiał określić, kto stał za uszkodzeniem mu garderoby, gdyż był otoczony przez kilka kobiet.

Areszt domowy oznacza, że skazana będzie mogła wprawdzie wychodzić do pracy, ale po niej będzie musiała od razu wracać do domu, gdzie jej obecność mogą skontrolować milicjanci. Spóźnienie może zaowocować zamianą kary na zwykły wyrok więzienia.

Brześć: 2 lata aresztu domowego dla samotnej matki za naderwany rękaw milicyjnej kurtki

Grzywna za…. lampasy

Mieszkanka Grodna Lubou Sarlaj wyszła na niedzielny spacer po Grodnie. Założyła ciepłe spodnie z biało-czerwono-białymi pasami. Podczas spaceru zatrzymano ją. W protokole umieszczono standardową formułkę (wpisywaną niemal wszystkim zatrzymywanym), że kobieta brała udział w pikiecie i krzyczała „Niech żyje Białoruś”. Milicjant dodatkowo wspomniał o nieprawomyślnym kolorze spodni, które naruszają porządek publiczny.

Sąd szczególnie zainteresował się kwestią garderoby oskarżonej i długo badał: jaką miała kurtkę, szalik, i czy lampasy na spodniach były fabryczne, czy też zostały naszyte. Nie pomogło oświadczenie, spodnie zostały kupione jeszcze w 2014 roku, od razu z biało-czerwono-białą dekoracją. Lubou Sarlaj skazano na grzywnę w wysokości 580 rubli, czyli 850 złotych. Narzędzia zbrodni, czyli spodni nie skonfiskowano.

Mieszkanka Grodna z grzywną za biało-czerwono-białe spodnie

2 lata kolonii karnej i 1,5 roku prac przymusowych za… napis na chodniku

Los przypadkowo złączył 25-letnią Maryję Babowicz i 26-letniego Maksima Pauluszczyka. Pierwsza malowała na chodniku w miejscu, gdzie milicja zastrzeliła uczestnika protestu, słowa “Nie zapomnimy”. Drugi przejął od niej pędzel i dokończył napis. Oboje zostali uznani za sprawców czynu chuligańskiego. Babowicz jako dotychczas niekarana została wysłana na 1,5 roku prac przymusowych w półotwartym ośrodku poprawczym. Pauluszczyk miał mniej szczęścia: jako recydywista trafił na 2 lata do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Sąd w swojej łaskawości uznał, że napis nie miał “cynicznego charakteru”, jednak nie przychylił się do opinii obrony, że napis na chodniku można co najwyżej zakwalifikować jako drobne chuligaństwo, gdyż nie naruszył struktury chodnikowych płyt.

W tej sprawie na podobne wyroki zostało skazane dodatkowo trzy inne osoby. Za napis na chodniku “Nie zapomnimy”.

Mińsk: dwa lata kolonii karnej za napis na chodniku „Nie zapomnimy”

15 dni aresztu za… “nielegalną imprezę masową pod przykrywką koncertu”

Razbitaje Serca Pacanam, kultowy białoruski zespół urządził w oddalonym ośrodku wypoczynkowym „Ogoniok” pod Smolewiczami imprezę muzyczną. By móc legalnie zaprosić gości na swój występ, nazwał ją otwartą próbą. Na Białorusi na organizowanie koncertów potrzebna jest zgoda władz. Na występ przyjechało kilkadziesiąt osób. W czasie imprezy na salę wtargnął OMON i zatrzymał oprócz artystów ponad 60 osób.

– Wczoraj wieczorem funkcjonariusze milicji przerwali nielegalne masowe wydarzenie z wykorzystaniem biało-czerwono-białej symboliki. Pod przykrywką muzycznej imprezy w ośrodku rekreacyjnym koło Smolewicz zebrali się aktywiści destrukcyjnych kanałów komunikatora Telegram – tak MSW poinformowało o swoim sukcesie w walce z przestępczością.

W sumie zatrzymano 68 osób, w tym rodziny z dziećmi. 59 osób osądzono – wymierzono im w sumie 660 dni aresztu i 13050 tys. rubli (prawie 19 tys. zł) kar. Sam zespół w pełnym, czteroosobowym składzie poszedł siedzieć na 15 dni

Niektórzy uczestnicy koncertu opowiadali, że początkowo nie potraktowali OMON-u poważnie, bo myśleli, że to taki żart, typowy dla chłopaków z zespołu. Zespół jest królem pastiszu i kabaretowych tekstów. W swoich piosenkach kpi z Łukaszenki i białoruskiej rzeczywistości. A także wspiera ruch protestu.

„Protest pod przykrywką koncertu”. Białoruskie gwiazdy rocka spędziły 15 dni w areszcie

2,5 roku kolonii karnej za…zerwanie kominiarki z twarzy OMONowca

Natalla Hersche jest obywatelką Białorusi i Szwajcarii. Latem przyjechała do swojej ojczyzny i zaangażowała się protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów. Demonstracje były rozpędzane przez zamaskowanych funkcjonariuszy OMON-u i żołnierzy wojsk wewnętrznych. Kobieta pochwycona przez umundurowanych ściągnęła jednemu z nich kominiarkę. Tymczasem funkcjonariusze byli wyjątkowo wyczuleni na punkcie tego, by ich twarz nie została uwieczniona na zdjęciach i filmikach. Internauci w kilka godzin bowiem ujawniali w takim wypadku ich tożsamość. Natalla zrobiła na twarzy milicjanta centymetrowe zdrapanie.

Sąd uznał, że jest winna “stawiania oporu pracownikowi organów spraw wewnętrznych” i skazał ją na 2,5 roku kolonii oraz zasądził tysiąc rubli (1,5 tys. PLN) kompensacji dla milicjanta.

2,5 roku kolonii karnej za zerwanie kominiarki z twarzy OMONowca

Flaga na balkonie jako… udział w demonstracji

Lizawieta Bursawa urodziła się w 1933 roku w żydowskiej rodzinie. Wraz z matką i babką w lipcu 1941 roku udało im się wyjechać z Witebska ostatnim ewakuacyjnym pociągiem, dzięki czemu uniknęła Holokaustu. W latach 50. była wielokrotną mistrzynią Białorusi, rekordzistką ZSRR w strzelectwie.

Mieszkanka Mińska na swoim balkonie regularnie wywieszała biało-czerwono-białą flagę wolnej Białorusi. W grudniu ub.r. białoruskie władze wprowadziły przepis, według którego jest to wykroczenie karane grzywną lub aresztem i jest kwalifikowane jako udziału w nielegalnym zgromadzeniu. Sąd potraktował emerytkę “ulgowo”, skazując ją zaledwie na grzywnę 405 rubli, czyli 585 zł.

Mińsk: 87-latka skazana za „opozycyjną” flagę na balkonie

Areszt i więzienie w zawieszeniu za ujawnienie, że zabity demonstrant był…trzeźwy

Dziennikarka Kaciaryna Barysewicz i jej informator, doktor pogotowia Arciom Sarokin obalili oficjalną wersję władz, jakoby pobity na śmierć opozycyjny aktywista Raman Bandarenka był pijany w czasie zatrzymania. Władze jednak uznały, że zostały naruszone interesy zabitego poprzez ujawnienie tajemnicy lekarskiej. Dziennikarka portalu Tut.by, która sprawę opisała, została skazana przez miński sąd na pół roku więzienia oraz 2,9 tys. rubli, czyli niemal 4,2 tys. złotych. Lekarz operujący skatowanego, który ujawnił wyniki badania krwi, dostał na 2 lata więzienia w zawieszeniu na rok i o połowę mniejszą grzywnę. Sąd “dbając” o prywatność poszkodowanego utajnił proces. Sędzia nie wzięła pod uwagę opinii krewnych zabitego, że oskarżeni w rzeczywistości działali w jego interesie.

6 miesięcy kolonii karnej dla dziennikarki Tut.by

Zabity przez milicję winnym napaści na funkcjonariusza, świadek śmierci 10 lat kolonii karnej

Mieszkający w Brześciu Hienadź Szutau był jedną z pierwszych ofiar milicji podczas odbywających się 11 sierpnia protestów w Grodnie. Został postrzelony przez milicyjnego tajniaka w tył głowy. Ujawnione nagrania z kamer monitoringu pokazywały, że to tajniacy pierwsi podeszli do siedzących spokojnie na ławce Szutowa i jego przyjaciela Alaksandra Kardziukowa. Nie wiadomo jaki był dokładnie przebieg interwencji. Jest jednak pewne, że jeden z milicjantów wyciągnął pistolet. Szutau padł raniony i kilka dni potem zmarł w szpitalu. Kardziukou zdążył zbiec i został zatrzymany kilka dni później. Mężczyźni nie uczestniczyli w proteście, który odbywał się tego dnia w pobliżu Pałacu Kultury w Brześciu, 10 minut na piechotę od miejsca incydentu. Teren jednak patrolowały grupy tajniaków i OMONu, które napadały na przechodniów w pobliskich podwórkach.

Mimo wątpliwości sąd przyjął za dobrą monetę zeznania milicjantów, jakoby mężczyźni ich napadli. Zabity i jego towarzysz zostali uznani za winnych stawiania czynnego oporu z użyciem siły wobec milicji. Alaksandr Kardziukou, jedyny świadek tego co się wydarzyło, został jeszcze oskarżony o próbę zabójstwa milicjanta. W kolonii karnej o zaostrzonym reżimie spędzi 10 lat.

Zastrzelony w sierpniu przez funkcjonariuszy demonstrant uznany za winnego. Świadek zabójstwa trafił do kolonii karnej

15 dni aresztu za…wąsatą, czerwono-zieloną kukłę

Pod koniec lutego grupa przyjaciół przyjechała na prywatną działkę rekreacyjną pod Mołodecznem, by poświętować koniec zimy i prawosławny tłusty czwartek, czyli Maślenicę. Podejrzaną imprezę wyśledziła milicja. Uczestnicy wykrzykiwali bowiem podobno hasła “Żywie Biełaruś” oraz przywieźli ze sobą Marzannę.

– Zamierzali spalić na Maślenicę kukłę w kolorach flagi narodowej. Ich działania zostały zarejestrowane na wideo i będą podlegać ocenie prawnej – poinformowało MSW.

W rezultacie milicyjnej akcji zatrzymano 25 osób, które oskarżono o udział w nielegalnej masowej akcji. Przynajmniej szóstka z nich: Alesia Bujnickaja, Alaksiej Krysztal, Rusłan Łapszou, Natalla Szmialewa oraz Bahdan i Jauhenija Szymanawiczowie zostali skazani na 15 dni aresztu. Inne osoby dostały wysokie grzywny.

Kukła, która zaprowadziła oskarżonych do aresztu. Zdjęcie od czytelników

20 dni aresztu za… jazdę na nartach

W połowie lutego milicja w Mołodecznie przeprowadziła jedną z najbardziej spektakularnych akcji wymierzonej w “pseudosportowców”. W pobliżu wsi Leszno policyjni wywiadowcy zauważyli kilkunastu narciarzy na biegówkach ubranych w podejrzane biało-czerwone stroje i nabrali podejrzeń, że pod pozorem narciarskiej wycieczki zorganizowano akcję polityczną. Do zatrzymania grupy wysłano oddział funkcjonariuszy, którzy podczas zatrzymywania zagrozili podejrzanym, że będą strzelać. Mimo to jeden z otoczonych wyrwał się obławie i i uciekł po odpięciu nart, by potem skryć się za granicą.

Ostatecznie zatrzymano 11 kobiet i 8 mężczyzn. Zostali oni przewiezieni do komisariatu w Mołodecznie, gdzie oskarżeni zostali skazani na wyjazdowej sesji miejscowego sądu. Sąd nie okazał litości, w sytuacji, gdy milicja znalazła u zatrzymanych biało-czerwono-białe flagi . Przychylił się w pełni do opinii MSW.

– Przybyli na miejsce funkcjonariusze ustalili, że pod pretekstem jazdy na nartach zebrała się tam grupa ok. 20 osób i urządziła nielegalny wiec z wykorzystaniem symboli w biało-czerwono-białych kolorach – poinformowało ministerstwo w swoim komunikacie.

Sąd skazał siedmiu narciarzy na 15 dni aresztu, a jednego na 20. Dwie kobiety otrzymały po 15 dni, a pozostałych dziewięć ukarano grzywnami w wysokości od w przeliczeniu 1 tys. zł do prawie 1250 zł. Skazani odbyli swój wyrok w ubraniach narciarskich.

Białoruś: wyroki do 20 dni aresztu za jazdę na biegówkach w nieodpowiednim stroju

Jakub Biernat/ belsat.eu

Wiadomości