Reżim pożera własne dzieci? Kim jest zbiegły za granicę białoruski premier

Były premier Białorusi Siarhiej Rumas niespodziewanie odnalazł się we Włoszech. Jednocześnie jego bliscy współpracownicy są przesłuchiwani przez KGB w sprawie korupcji.

Informacja o zniknięciu Siarhieja Rumasa pojawiła się wczoraj. Potem jego żona przyznała, że były polityk i bankier wyjechał do Włoch, gdzie mieszkają jego dzieci.

Siarhiej Rumas stał na czele rządu w latach 2018-20. Posadę stracił na początku czerwca ub.r., na dwa miesiące przed przedwyborami prezydenckimi . Wcześniej kierował państwowymi Biełagroprombankiem i Bankiem Rozwoju. Prawdopodobnie jego ucieczka jest związana właśnie z kierowaniem tymi instytucjami. I to właśnie managerzy Biełagroprombanku mieli trafić na przesłuchanie lub nawet trafić do aresztu śledczego KGB.

Łukaszenka rozwiązał rząd. Tuż przed wyborami

Jak informuje portal Tut.by, na stanowisku szefa Banku Rozwoju Siarhiej Rumas zajmował się, między innymi, inwestycjami w tak zwane „problemowe sektory”, między innymi, w obróbkę drewna Może o tym świadczyć, że służby przesłuchują również szefa firmy drzewnej Barysaudreu Andreja Sysawa.

Według białoruskiego ekonomisty Jarosława Romańczuka (biał. Jarasłau Ramańczyk)Rumas zajmował się obsługiwaniem finansowych schematów pomiędzy państwową nomenklaturą i strukturami siłowymi. Jego zdaniem jego wątpliwą „zasługą” było doprowadzenie do sytuacji, w której jedynie 30 proc. dochodów firm trafia do banków.

Według dziennikarza ekonomicznego Biełsatu Stanisława Iwaszkiewicza Rumas był częścią systemu gospodarczego Białorusi, który jest nastawiony na transferowanie środków do ludzi z otoczenia Łukaszenki. I biorą w tym udział przedsiębiorstwa państwowe oraz struktury siłowe.

Jednak Rumas , w administracji Łukaszenki uważany za zwolennika liberalnych reform i prywatyzacji jest też dobrym kolegą byłego szefa Biełgazprombanku Wiktara Babaryki, który nie został dopuszczony do wyborów i aresztowany.

Rumas był częścią białoruskiej nomenklatury. Mieszkał na osiedlu wysokich urzędników w podmińskich Drozdach. Zdj. Belsat.eu

Według Andreja Stryżaka, założyciela funduszu pomocy represjonowanym BySol, Rumas znalazł się w niebezpieczeństwie, gdyż uważano go za człowieka, który mógł teoretycznie rzucić wyzwanie Łukaszence.

W sierpniu żona Siarhieja Rumasa opublikowała ich wspólne zdjęcie z dachu siedziby Banku Rozwoju z pozytywnym komentarzem dotyczącym odbywającej się w tle antyprezydenckiej demonstracji. Później zdjęcie zniknęło, za to Alaksandr Łukaszenka powiedział, że w odpowiednim czasie zwolniono niektórych urzędników.

Szef sklepu z odzieżą patriotyczną Symbal.by Paweł Bieławus wspomina, że czasie gdy Rumas stał na czele przewodniczącego Białoruskiej Federacji Futbolu, na trybunach białoruskich stadionów przestano prześladować kibiców przychodzących z biało-czerwono-białymi flagami czy godłem Pogoni.

Według Andreja Stryżaka informacja o zatrzymaniu współpracowników Rumasa świadczy, że obecna władza wpadła w paranoję i zaczęła prześladować również ludzi systemu.

– Powinni być gotowi, że trafią do aresztów, będą na nich pisać donosy. Jestem pewien, że wewnątrz systemu toczy się walka buldogów i ludzie donoszą na siebie, próbując pozbyć się konkurentów. I jedyne co można poradzić bankowcom i urzędnikom: pomyślcie, zadecydujcie co robić, bo do każdego przyjdą – podkreśla.

Według Stryżaka służby specjalne obecnie usilnie poszukają dowodów przestępstw, sprawdzając wszelkie przedsięwzięcia dobroczynne związane z Bankiem Rozwoju, a nawet Turowski Zakład Mleczarski związany z bankiem.

jb/ belsat.eu

Wiadomości