„Dasza mi mówiła, że tylko pokazuje prawdę…” List od matki więzionej dziennikarki Biełsatu

Są listy, jak krzyk miłości i bólu, który zna tylko nadawca. Adresat, nawet przy ogromnej empatii, nie jest w stanie tych emocji poczuć. Nie może też w pełni współodczuwać, bo nie jest w sytuacji osoby, która w słowa próbowała ubrać to, co jej serce i rozum podpowiedziały. Stać go jedynie – jeśli się otworzy – na odruch zrozumienia. I na gniew za to, co ją spotkało. Tak jest z listem od matki Darii Czulcowej, więzionej operatorki Biełsatu.

Prześladowanej przez reżim Łukaszenki za to, że wykonywała swoją pracę, czyli relacjonowała brutalną pacyfikację przez białoruską milicję i OMON – łukaszenkowskie narzędzia zastraszania i terroru – obywatelskich protestów w Mińsku. Jej gehenna trwa już kilkadziesiąt dni, a to jeszcze nie koniec. Grozi jej kara nawet do trzech lat więzienia.

Białoruski reżim – jak każdy na świecie – nie toleruje wolnych mediów i dziennikarzy próbujących pokazać światu skalę obywatelskiego, pokojowego protestu, takiego jak ten przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckim z sierpnia ubiegłego roku, oraz represji ze strony bezlitosnego i tępego aparatu przemocy.

Operatorce Biełsatu Darii Czulcowej grożą 3 lata więzienia

List matki Daszy jest odpowiedzią na mojego e-maila, w którym poprosiłem ją, by napisała coś o córce oraz dołączyła zdjęcia, pozwalające przybliżyć jej sylwetkę polskim odbiorcom; tak po matczynemu, od serca.

List jest napisany odręcznie. Charakter pisma, „drżące” litery mogą wskazywać na to, że nie było jej łatwo przelać na papier swoją miłość i tęsknotę do córki. Może zbyt wiele od niej zażądałem… Już w pierwszym zdaniu – zwracając się do potencjalnych czytelników – sygnalizuje, jak jest jej trudno:

– Pisze do Pana mama Daszy. Mam problem, jak opisać ją jednym słowem. Daszy nie da się opisać jednym słowem…

„Pisze do Pana mama Daszy…”

Patrzę na jej zdjęcie dołączone do listu. Emanuje ciepłem domowego ogniska, spokojem i radością. Zrobiono je prawdopodobnie w okolicach Nowego Roku i Świąt Bożego Narodzenia. Kilkunastoletnia dziewczynka siedzi przed choinką trzymając na kolanach „aniołka”. Włosy upięte w warkoczyki sprawiają, że widzę dziecko czekające na prezenty – trochę zadumane, a może to tylko poza do fotografii, którą robiła któraś z bliskich jej osób…

Dasza Czulcowa, zdjęcie z archiwum rodzinnego.

Uzupełnieniem mego opisu zdjęcia jest charakterystyka Daszy w dzieciństwie.

Z listu mamy:

– Jako dziecko była ciekawa świata. Wszystko chciała poznać i to najlepiej od razu. Marzycielka i uparciuch, kiedy chodziło o realizację jej pomysłów. Nie pamiętam, by lubiła bajki, ale zawsze lubiła rysować i dlatego ciągle kupowaliśmy jej bloki i kredki. Bardzo lubiła też pisać. Prowadziła nawet dziennik. Już w dzieciństwie miała silne poczucie sprawiedliwości i czuła odrazę do kłamstwa. Mówiła o sobie, że jest „prawdolubna”.

Po studiach dziennikarskich Dasza podjęła decyzję o przeprowadzce z Mohylewa do stolicy – Mińska:

Często spierałyśmy się o jej pracę. Mówiłam Daszy, że bardzo się o nią martwię, bo dziennikarstwo to niebezpieczny zawód na Białorusi. Dasza mnie wtedy uspokajała. Kiedy dowiedziałam się, że trafiła do więzienia, przeżyłam szok. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć. Długo nie byłam w stanie oswoić się z tą myślą. Przecież tak nie można! Wziąć człowieka i tak po prostu, posadzić za kraty? Przecież Dasza mi mówiła, że tylko pokazuje prawdę, a w tym nie ma nic złego…

Dasza Czulcowa z mamą. Zdjęcie z archiwum rodzinnego

W ciepłych i dobrych listach z więzienia Dasza uspakaja najbliższych. – Na nic się nie uskarża, choć od innych dowiedziałam się, że chorowała i ma bóle głowy. Poza tym bardzo za nami tęskni. Matka kończy list swoim największym życzeniem:

– Tak bardzo chcemy, by wszystko jak najszybciej się skończyło i Dasza mogła spędzić swoje urodziny z najbliższymi.

Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale z całego serca im tego życzę. W dniu swoich 24. urodzin, 20 lutego, Daria Czulcowa będzie już po pierwszej rozprawie przed białoruskim sądem…

9 lutego sąd w sprawie dziennikarek Biełsatu

Antoni Styrczula, md / belsat.eu

Wiadomości