Napiętnowani „zagraniczni agenci”, czyli rejestr osobistych wrogów Putina

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Na koniec 2021 r. rosyjskie władzy rozszerzyły listę „agentów zagranicznych” o piosenkarki, komików, dziennikarzy i ludzi kultury. W ten sposób paskudna łatka obcego agenta zaczyna piętnować nie tylko media i organizacje, ale i konkretne osoby.

Rosyjski rejestr zagranicznych środków masowego przekazu spełniających rolę zagranicznego agenta liczy już 111 pozycji. Przedostatniego dnia ubiegłego roku na listę trafili między innymi pisarz Wiktor Szenderowicz, czy artysta i menedżer galerii sztuki Marat Gelman, członkinie grupy Pussy Riot, oraz dziennikarze. Wpis oznacza, że instytucja, osoba, lub medium z listy musi w każdej publikacji (nawet wpisie w mediach społecznościowych) zamieszczać formułkę:

„Dany materiał powstał i jest publikowany przez zagraniczny środek masowej informacji spełniający funkcje agenta zagranicznego, i (lub) przez rosyjską osobę prawną spełniającą rolę agenta zagranicznego.”

Iwan Bieliajew, dziennikarz, który trafił na listę, już zaczął oznaczać wszelkie wpisy na Facebooku powyższą adnotacją. Nawet dotyczące życia osobistego. Napisał jednak, że będzie po prostu rzadziej pisał. Nadia Tołokonnikowa z Pussy Riot wyśmiała rozporządzenie na Twitterze, że nie będzie dodawać formułki i pójdzie walczyć do sądu o wykreślenie jej z listy.

Rosyjskim władzom o to właśnie chodziło. O zastraszenie ludzi, którzy są niepokorni, a mają jakąkolwiek popularność i możliwość przemawiania do szerszej publiczności, choćby za pośrednictwem mediów społecznościowych. Chodziło im przede o napiętnowanie konkretnych ludzi. To już nie gazety, fundacje, czy organizacje pozarządowe. Określonym ludziom przyklejono najcięższe piętno, jakie w Rosji można sobie wyobrazić: agenta, szpiega, sługi obcych, zdrajcy.

Spis wrogów Putina

Rejestr agentów zagranicznych wprowadzony był dziesięć lat temu. Początkowo jednak nie niósł szczególnych konsekwencji, a „agenci zagraniczni” byli zobowiązani zgłaszać się sami. W 2017 r. ministerstwo sprawiedliwości zyskało prawo do wpisania dowolnego medium, które, zdaniem rosyjskich władz, otrzymuje finansowanie z zagranicy. To była rosyjska odpowiedź na uznanie przez USA propagandowej stacji RT (Russia Today) i portalu Sputnik za agentów zagranicznych realizujących cele polityki Kremla. Rok później Duma (rosyjski parlament) wprowadziła poprawki do ustawy umożliwiające wpisanie na listę agentów również osoby, a nie tylko instytucje.

Portal śledczy Bellingcat uznany za “zagranicznego agenta”

W 2021 r. do rejestru trafiło w sumie 94 osoby i instytucje. Wiele wskazuje na to, że czarna lista dopiero zaczyna być instrumentem piętnowania niewygodnych osób. Ubiegły rok był czasem zdjęcia ostatnich masek przez Władimira Putina. W więzieniu znalazł się Aleksiej Nawalny, opozycja stała się celem polowania za pomocą środków instytucjonalnych i pozaprawnych. Biurokratyczno-policyjna maszyneria rosyjskiego państwa w przyspieszonym tempie demontowała ostatnie oazy wolności słowa i myśli.

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla: część nagrody trafi na wsparcie rosyjskich mediów niezależnych

Prawo o agentach zagranicznych okazało się bardzo pomocne. W jego myśl „agentem” jest każdy, kto otrzymuje wsparcie z zagranicy. Przy czym nie chodzi tylko o wsparcie finansowe, ale i materialne, czy w postaci szkoleń, materiałów itp. „Agentem” może być uznany ktoś, kto publikuje materiały medium, lub organizację uznanej już wcześniej za „agenta”. Co oznacza, że np. kolportowanie linków w mediach społecznościowych, może być podstawą do uznania za agenta zagranicznego. Formuła jest tak szeroka i pojemna, że do rejestru można wpisać każdego, kto jest nawet w niewielkim stopniu aktywny publicznie i udziela się w sieci.

Europejski Trybunał Praw Człowieka zażądał od Rosji wstrzymania likwidacji Memoriału

Władze wpisały do rejestru agentów znane portale: Meduza, The Insider, czy telewizję Dożd i radio Swoboda. W sierpniu ubiegłego roku trafił tam reporterski portal „Ważne historie”, a zaraz po nim inicjatywa dziennikarzy tego portalu, pod nazwą „Ważni agenci zagraniczni”. To miała być kpina z kuriozalnych przepisów. Tak naprawdę rejestr nie jest jednak tylko groteskową próbą „oznaczania” niezależnych mediów i organizacji. Przekonała się o tym najbardziej zasłużona, rosyjska organizacja: Memoriał.

Zajmujący się badaniem zbrodni stalinowskich Memoriał, jako organizacja uznana za „agenta” musiał oznaczać w odpowiedni sposób swoje publikacje. Wytropione przez prokuraturę kilka przypadków publikacji (Memoriał wydaje setki artykułów, analiz i książek) bez noty o „agencie zagranicznym” posłużyły, jako pretekst do uderzenia i do niedawnego rozwiązania organizacji przez sąd. W podobny sposób władze, uznaniowo, mogą wyciągać konsekwencje wobec każdego, kto trafił na listę, a nie opatrzył choć jednej publikacji adnotacją, że jest agentem.

Piętno zdrajcy

Takie piętno w Rosji jest czymś strasznym. W rosyjskiej mentalności i pamięci historycznej nie ma kogoś gorszego, od „agenta zagranicy”. Już w czasach Iwana Groźnego zagraniczni podróżni przybywający do państwa moskiewskiego, oraz Rosjanie zbyt zażyle utrzymujący z nimi kontakty, byli podejrzani i często stawali się ofiarami represji. Kodeks prawny z 1649 r. po raz pierwszy nazywał cały wachlarz „antypaństwowych” zachowań i nakazywał poddanym cara donosić na podejrzanych. Wprawdzie dotyczyły głównie zbiegłych, lub krnąbrnych chłopów pańszczyźnianych, ale i osób które „słowem” szkodziły władzy. Ten sam kodeks wprowadzał karę śmierci dla Rosjan, którzy bez zezwolenia władz wyjadą za granicę, albo utrzymują podejrzane kontakty z cudzoziemcami. Izolacja Rosji od świata zewnętrznego była pogłębiana nawet w czasach zafascynowanego Zachodem Piotra I Wielkiego, czy oświeceniowej Katarzyny II. Poszukiwanie powiązań Rosjan z cudzoziemcami i tropienie obcych agentów stało się zaś głównymi zajęciem carskich tajnych kancelarii, policji, ochrany, a potem komunistycznej bezpieki.

Memoriał. Czym jest “sumienie Rosji” likwidowane przez Sąd Najwyższy?

Negatywny wizerunek „agenta zagranicznego”, czyli kogoś, kto działa na rzecz obcych władz, ale i idei, kształtował się przez wieki w Rosji carów, a potem w ZSRR. W carskiej Rosji nieprzychylne władzy poglądy stały się tożsame ze zgubnymi wpływami z zagranicy, oraz z atakiem na państwo i naród. W ZSRR przybrały tragiczną formę szpiegomanii. W epoce stalinowskiej stracono tysiące podejrzanych o bycie „agentami zagranicznymi”. Podejrzliwość wobec obcych i tych, którzy z obcymi trzymają, jest żywa zwłaszcza w starszym pokoleniu, do dziś. Podobnie, jak głęboko zakorzeniony lęk przed „agentami”: szpiegami knującymi przeciw Rosji. Zastosowanie zbitki „agent zagraniczny” i zmuszenie niezależnych dziennikarzy, publicystów, aktywistów i ludzi kultury do samobiczowania, jest wyjątkowo perfidne, ale i skutecznie służące zastraszaniu i dzieleniu społeczeństwa.

Osoby i instytucje z taką łatką nie mogą liczyć specjalnie na wsparcie np. reklamodawców. Firmy, czy fundacje, które wspierały ich inicjatywy, teraz mogą rezygnować. Chodzi również o wskazanie winnych propagandowym mediom władzy i zwolennikom Putina. W tym sensie jest to bardzo spójne z głoszonymi przez Putina tezami, że wszyscy, którzy są przeciw jego władzy, są V kolumną Zachodu. Są manipulowani, albo służą za pieniądze obcym interesom. Wpisanie do rejestru ma ich publicznie upokorzyć. Pokazać Rosjanom, że sprzeciw nie ma sensu i wybór jest prosty: jesteś z Putinem, albo pracujesz dla obcych. I w dodatku sam musisz się napiętnować i cenzurować.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów