Rosja znów straszy wojną, ale Kijów tym razem nie panikuje

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Tak jak wiosną, Rosja znowu straszy przerzutem wojsk w pobliże granic Ukrainy. Chodzi o osłabienie Zełeńskiego, prowokację i testowanie intencji Zachodu.

Pierwsze zdjęcia i filmiki zaczęły się pojawiać w sieci w niedzielę rano. Pokazywały transporty kolejowe i drogowe rosyjskiego sprzętu wojskowego poruszające się w obwodzie smoleńskim. W ostatni weekend w rosyjskich mediach opublikowano całą serię budzących trwogę informacji, jakoby Ukraina szykowała się do ofensywy w Donbasie i planowała zająć rejon Telmanowa. Wprawdzie Rosja nie potwierdziła, że transporty wojskowe mają coś wspólnego z wywieraniem presji na Ukrainę, ale tego typu hipotezy pojawiły się natychmiast. Zwłaszcza, że o koncentracji rosyjskich wojsk na północ i wschód od granic Ukrainy pisał poważny, amerykański dziennik The Washington Post, powołując się na swoje źródła w Pentagonie. Wczoraj ukraińskie ministerstwo obrony zaprzeczyło jednak, jakoby Rosja ściągała swoje jednostki na kierunku ukraińskim. Kijów twierdzi jednak, że to jedynie propaganda, dezinformacja i próba wywierania presji.

Ukraińska Rada Bezpieczeństwa: doniesienia o rosyjskich wojskach to dezinformacja

Dziś portal Politico opublikował zrobione jakoby wczoraj zdjęcia satelitarne z obwodu kurskiego i briańskiego, oraz miejscowości Jelnia na południe od Smoleńska, pokazujące znaczne skupiska czołgów i ciężkiej artylerii. Według mediów są to m.in. czołgi T-80U z 1. Armii Pancernej i jej głównej, 4. Dywizji Pancernej, a więc awangardy sił uderzeniowych Zachodniego Okręgu wojskowego.

Słowna przepychanka między zaprzeczającym Kijowem, a milczącą Moskwą i przyglądającym się z niepokojem Zachodem pewnie jeszcze potrwa. Wołodymyr Zełeński odrobił lekcję z wiosny, kiedy w czasie koncentracji sił rosyjskich w Kijowie zapanowała panika, a media i politycy prześcigali się w straszeniu atakiem Rosji i wielką wojną. Zełeński przyjął dziś inną taktykę i bagatelizuje rosyjskie gry wojenne. Ale chyba nie całkowicie, skoro dziś na szczycie klimatycznym w Glasgow rozmawiał z Joe Bidenem o sytuacji w Donbasie. Póki co powstaje wrażenie potężnego zamieszania, a Moskwa i Kijów walczą o to, kto narzuci narrację wokół Donbasu, kto będzie w niej agresorem, a kto tym, który się tylko broni. I wreszcie, na jakich warunkach rozpoczną się zatrzymane od ponad roku rozmowy o Donbasie, wojnie i pokoju?

Deja vu

Narastające napięcie w Donbasie i wokół niego zaczęło się kilka dni temu. Od całkiem przypadkowej, wydawałoby się sekwencji zdarzeń. 25 października w położonej w tzw. szarej strefie na linii rozgraniczenia między walczącymi stronami wsi Staromarijewka w rejonie Telmanowa pojawił się szef miejscowej ukraińskiej administracji Wołodymyr Wasielkin. Urzędnika eskortował oddział ukraińskiej armii. Obecność Ukraińców zaobserwowali prorosyjscy separatyści i uznali ją za próbę zajęcia miejscowości. Ze swojej strony frontu otworzyli ogień z użyciem ciężkiej artylerii. Zginął ukraiński żołnierz. To z kolei spowodowało reakcję ukraińskiego dowództwa, które wezwało na pomoc najnowsze nabytki armii, tureckie aparaty bezpilotowe (drony) Bayraktar TB-2.

Ukraińska armia zaatakowała po raz pierwszy za pomocą dronów Bayraktar

Pierwszy, historyczny przypadek użycia TB-2 w Donbasie miał miejsce w kwietniu, ale wówczas drony były wykorzystane jedynie do zadań rozpoznawczych i obserwacyjnych. Tym razem, uzbrojony TB-2 dokonał 26 października uderzenia rakietowego na baterię 122-milimetrowych haubic D-30, z której separatyści ostrzeliwali pozycje ukraińskie.

Ukraińska odpowiedź na pewno bardzo zabolała Rosjan. Po raz pierwszy od dawna ukraińska armia pokazała tak zdecydowane działanie. W dodatku za pomocą zaawansowanych środków technicznych, dotąd nieużywanych. Ukraina kupiła w Turcji 30 zestawów TB-2. Jednak jeśli Moskwa faktycznie rozpoczęła operację z ruchami wojsk w pobliżu Ukrainy (niezależnie od tego, czy jest ona całkiem autentyczna, czy tylko mocno pozorowana), to nie jest to wyłącznie odpowiedź na ukraiński ostrzał z drona. Cele Kremla są dużo poważniejsze.

The Washington Post: Rosja znów ściąga wojska do granicy Ukrainy

Obserwując mechanizm jesiennej eskalacji napięcia, widać, że jest on bardzo podobny do tego z wiosny. Właściwie niektóre obrazki, które wywołują napięcie, można by po przekopiować w kwietniowych publikacji w mediach społecznościowych. Niemal identyczne filmiki z wiezionym na kolejowych lawetach czołgami, podobne zdjęcia satelitarne ze stojącymi „w polu” dziesiątkami i setkami pojazdów bojowych. W drogę na Morze Azowskie wyruszyły okręty Flotylli Kaspijskiej.

W kwietniu, kiedy Rosja zaczęła koncentrować swoje wojska w graniczących z Ukrainą obwodach i na Krymie, oficjalna Moskwa również milczała. Za nią przemawiały propagandowe media, oskarżając Ukrainę o plan ataku na Donbas. Równocześnie znacząco wzrastała intensywność ostrzałów artyleryjskich na linii frontu.

Ówczesna reakcja Kijowa była panikarska i obliczona na wywołanie zaniepokojenia i reakcji Zachodu. Generał Rusłan Chomczak ze sztabu generalnego mówił o zgromadzeniu przez Rosjan 28 batalionowych grup taktycznych przy granicy z Ukrainą. Amerykanie i Europa rzeczywiście zareagowali. Np. EUCOM, czyli dowództwo amerykańskich sił w Europie podniosło stan gotowości bojowej. Odbyły się rozmowy światowych przywódców z Władimirem Putinem.

Wkrótce okazało się też, że Rosja wcale nie zwiększyła poważnie liczebności swoich sił, a jedynie przeprowadziła, pod pozorem ćwiczeń, potężną operację transportu i mobilizacji jednostek zachodniego i południowego okręgu wojskowego, oraz jeszcze większą operację pozoracji i medialnego nagłośnienia ruchów wojsk. W celu sprawienia wrażenia, że rzeczywiście wojna wisi na włosku. Dziś widać bardzo podobną aktywność Rosjan. Inaczej jednak reaguje Kijów. Na razie ukraińskie władze głoszą, że Moskwa blefuje.

Cel Putina: osłabić Zełeńskiego

Ukraiński prezydent znalazł się w trudniejszej sytuacji, jeśli chodzi o wsparcie z Zachodu. Może wprawdzie liczyć na pewne gesty, zwłaszcza ze strony Ameryki. Podczas sierpniowej wyprawy do USA nie uzyskał jednak wiele, jeśli chodzi o konkretne obietnice strategicznego partnerstwa z USA i integracji z NATO. Na Morze Czarne przez Bosfor właśnie wpłynął okręt flagowy amerykańskiej VI Floty, USS Mount Whitney. Od trzech dni na Morzu Czarnym znajduje się również niszczyciel USS Porter.

– Okręt USA wpłynął teraz na Morze Czarne. Możemy popatrzeć na niego przez lornetkę albo przez celownik odpowiednich systemów obrony – powiedział wczoraj na naradzie w Soczi Putin.

Amerykańska obecność na Morzu Czarnym wywołuje irytację Moskwy i niewątpliwie obecna eskalacja napięcia wokół Donbasu to również przekaz dla Joe Bidena, by nie wspierał Ukrainy, gdyż to może być kosztowne. Kosztów boją się również Berlin i Paryż. Niemcy skrytykowali użycie przez Ukraińców drona bojowego Bayraktar, nie poruszając jednocześnie kwestii wcześniejszego ataku ze strony separatystów. Pozycję Zełeńskiego osłabia dodatkowo rysujący się konflikt gazowy i strach przed sytuacją po uruchomieniu Nord Stream 2. Przedsmakiem były niedawne negocjacje Gazpromu z Mołdawią, kiedy Rosjanie sięgnęli po ostateczny argument i zakręcili Mołdawianom gaz, a Kiszyniów musiał pójść na porozumienie.

Ukraiński ekspert: Rosja będzie wykorzystywać działania wojskowe, by wpływać na politykę wewnętrzną Kijowa

Pozycję Zełeńskiego podkopuje dodatkowo wewnętrzny konflikt wokół rozprawy z oligarchami i opozycją, oraz niedawno ujawnione przez zachodnie media rewelacje o fortunie prezydenta chomikowanej w rajach podatkowych. Sprawa tzw. „Pandora papers” poważnie godzi w wiarygodność Zełeńskiego, budowaną dotąd na narracji, że różni się od skorumpowanych, oligarchicznych polityków. Dla Zełeńskiego najpoważniejszym kryzysem mogą być negocjacje z Putinem. Właśnie zaczyna się jesienna runda przygotowań do nich.

Strasząc ruchami wojskm Kreml robi przygrywkę do przymuszenia Zełeńskiego do negocjacji i stara się wysondować jego reakcje oraz sprawdzić, jak mocno i solidarnie staną po jego stronie przywódcy zachodni. W opublikowanym w Kommersancie 11 października artykule Dmitrij Miedwiediew, były prezydent, premier i obecny wiceszef Rady Bezpieczeństwa, napisał, że z ukraińskimi władzami nie warto rozmawiać. Trzeba poczekać, aż się zmienią na bardziej spolegliwe wobec Rosji.

To nieprawda. Kreml właśnie negocjuje z Zełeńskim. Na razie blefując kartą wojenną, być może za chwilę wyłoży kartę gazową. Bo Zełeński może być dla Putina idealnym partnerem do negocjacji. Tylko pod warunkiem, że będzie wystarczająco osłabiony i osamotniony.

Nowe szczegóły kontraktu Mołdawii z Gazpromem

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów