Czy na Białorusi powstaje ruch oporu?

Uczestnik Marszu Pokoju i Niepodległości w Mińsku w masce Guya Fowkesa, przywódcy angielskiego spisku prochowego. który w z 1605 roku przeprowadził nieudany zamach na budynek brytyjskiego Parlamentu. Mińsk, 30 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: IA/belsat.eu

Ostatnie wydarzenia – zaatakowanie koszar OMONu koktajlami Mołotowa za pomocą drona i zastrzelenie agenta KGB szturmującego mieszkanie informatyka – sprawiły, że Białorusini zaczęli głośno poruszać kwestie zbrojnego oporu. Bo choć marginalny, ruch oporu na Białorusi istnieje.

Zgodnie z definicją, ruch oporu to oddział lub formacja zbrojna walcząca z okupantem lub rządem własnego kraju nieposiadającym wystarczającej legitymacji do sprawowania władzy.

Autorytarny reżim Alaksandra Łukaszenki, fałszując wybory w sierpniu 2020 roku, stracił legitymizację społeczną. Prowadzące z nim walkę zorganizowane grupy można więc nazwać ruchem oporu.

W tym tekście postaramy się opisać grupy rzeczywiście walczące z reżimem Łukaszenki oraz te, które istnieją jedynie w materiałach prasowych KGB. Wyjaśnimy też genezę działań, które Białorusini nazywają współczesną partyzantką.

Białoruskie KGB przedstawia Ruch Robotniczy jako siatkę ekstremistów i dywersantów

Dziedzictwo i symbole

Białoruś – kraj partyzantów

Ten slogan wykreowano w czasach radzieckich, podchwycony przez propagandę łukaszenkowską. Utożsamiają się z nim także przeciwnicy reżimu. Skąd się wziął?

Bazuje on na wydarzeniach tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej (do niedawna o wrześniu 1939 roku białoruska propaganda milczała). Przez większą część konfliktu obszar obecnej Białorusi leżał jednak głęboko na niemieckich tyłach. Pod nazistowską okupacją masowo pojawiały się tu jednak jednostki partyzanckie – polskie, litewskie, łotewskie, ukraińskie, a nawet żydowskie. Najsilniejsza była jednak partyzantka sowiecka, aktywnie wspierana przez Moskwę ludźmi i bronią. Ścierała się z Niemcami w całym kraju, ale zwalczała też oddziały narodowe, które były uważane za “element antysowiecki”.

„Wojna wszystkich ze wszystkimi”. Partyzanci na Białorusi INTERMARIUM

Od końca II wojny światowej do dziś właśnie ten masowy ruch partyzancki jest uważany za największy wkład mieszkańców Białorusi w II wojnę światową. Łukaszenka wielokrotnie nazywał swoich rodaków “potomkami partyzantów”. Po sfałszowanych wyborach prezydenckich Białorusini wrócili do tej retoryki – wychodząc na ulice, by “pozbyć się okupanta”.

Wnuki powstańców

Równolegle w wielu rodzinach i regionach, szczególnie na zachodzie kraju, kultywowana jest pamięć o powstańcach: kościuszkowskich, styczniowych i słuckich. Tadeusz Kościuszko, szlachcic z Polesia nazywający siebie Rusinem, jest jednym z białoruskich bohaterów narodowych.

Na czele białoruskiego panteonu stoi Konstanty Wincenty Kalinowski, dowódca powstania styczniowego w dawnym Wielkim Księstwie Litewskim, ojciec odrodzenia narodowego Białorusinów, piszący odezwy w ich języku.

Obaj dowódcy walczyli przeciwko carskiej Rosji. Jednak coraz szersze kręgi Białorusinów wiedzą już o powstańcach słuckich, którzy usiłowali wywalczyć niepodległość w 1920 roku i zostali zmiażdżeni przez Rosję bolszewicką.

Pamięć o powstaniach nigdy nie była dla reżimu Łukaszenki wygodna – są to bowiem przykłady oporu przeciwko jego głównemu sojusznikowi. A tak znienawidzone przez reżim barwy opozycji: biało-czerwono-biała flaga i herb Pogoń są właśnie symbolami używanymi przez powstańców.

„Żołnierzom-krajanom”. Jak pamięć o powstańcach i bohaterach 1920 r. przetrwała na białorusko-litewskim pograniczu

Przed wyborami

Sprawa “Białego Legionu”

Jeszcze cztery lata temu, gdy białoruska opozycja cieszyła się zdecydowanie mniejszym jawnym poparciem, KGB użyło karty “ruchu oporu”, by nastraszyć społeczeństwo wizją wojny domowej.

Po masowych protestach “darmozjadów” w 2017 roku – przeciwko podatkowi od bezrobocia – KGB zatrzymało 35 osób, w tym graczy w ASG. Państwowe media obwieściły, że są to członkowie odrodzonej w podziemiu paramilitarnej organizacji “Biały Legion”, która rozwiązała się sama 12 lat wcześniej. Oskarżono ich o szykowanie próby zamachu stanu i grożono długim więzieniem. Zdjęcia ich rzekomego arsenału pokazywano wtedy w telewizji i prasie. Z czasem, gdy protesty ucichły, sprawę umorzono ze względu na brak dowodów.

Prewencyjna czystka

Przygotowując się do wyborów prezydenckich, białoruskie służby przetrzebiły środowiska zdolne zorganizować czynny opór. Wiosną i latem aresztowano radykalniejszych polityków i aktywistów od lewej do prawej strony sceny politycznej. Szczególną uwagę służby poświęciły nacjonalistom i chadekom oraz anarchistom.

Czołowi politycy tacy jak Paweł Siewiaryniec, Mikałaj Statkiewicz, Siarhiej Cichanouski zostali oskarżeni o szykowanie masowych zamieszek. Część opozycjonistów została skazana dopiero po roku w areszcie śledczym, większość dalej czeka na wyroki.

7 lat dla Pawła Siewiaryńca. Białoruscy opozycjoniści skazani na wieloletnie wyroki

Po wyborach

Pokojowa rewolucja

Powyborcze protesty w sierpniu i wrześniu 2020 roku miały zdecydowanie pokojowy charakter – ku zaskoczeniu wszystkich, nie przerodziły się w “majdan”. Co prawda w Mińsku demonstranci postawili prowizoryczne barykady z kwietników i kontenerów na śmieci, ale po to, by osłonić się przed gumowymi kulami i granatami.

Jedynie w Brześciu i Pińsku uczestnicy protestów zaatakowali OMON. W Brześciu, gdzie siły milicji wzmocnili wojskowi komandosi, zakończyło się to strzałami do demonstrantów – życie stracił wtedy Hienadź Szutau. Demonstranci z Pińska zostali z czasem wyłapani i postawieni przed sądem.

Jeszcze przed wyborami pojawiały się wezwania do powszechnego powstania przeciwko Łukaszence. Nie doszło do niego po części z braku radykalnych liderów, wyłapanych wcześniej przez służby. Ale chyba przede wszystkim białoruskie społeczeństwo nie było jeszcze gotowe na zbrojny opór – podczas ubiegłorocznych protestów Białorusini dopiero uświadomili sobie, jak powszechne jest niezadowolenie z rządów Łukaszenki. Był to dla nich jednak powód do pokojowego świętowania, a nie walki.

Czy Białorusini są gotowi na rozwiązanie siłowe?

Zemsta na katach

Przez pierwsze trzy dni protestów do białoruskich aresztów trafiło 6 tysięcy osób – demonstrantów i zwykłych przechodniów. Padli oni ofiarą bezprecedensowej brutalności milicji – bicia, znęcania się fizycznego i psychicznego, gwałtów. Kilka osób zginęło – w tym zastrzeleni Alaksandr Tarajkouski i ww. Hienadź Szutau, czy zatrzymany w drodze na randkę 25-letni Alaksandr Wichor. Pacyfikując protesty, OMON niszczył też mienie – strzelał gumowymi kulami w okna i rozbijał pałkami samochody.

W niedzielę wieczorem ogień zniszczył dom, w którym wychował się płk Bałaba. Źródło: nn.by

Bestialstwo służb wywołało reakcję. W kilku miejscowościach nieznani sprawcy podpalili samochody i domy milicjantów, w Mozyrzu wrzucono “mołotowa” do posterunku drogówki.

11 października, po szczególnie brutalnej pacyfikacji protestów w stolicy, pod Mohylewem spłonęła chata, w której wychował się pułkownik Dzmitryj Bałaba – dowódca stołecznego OMONu, uznany za kata Mińska.

Następnej nocy butelką z benzyną podpalono też autobus stojący na placu komisariatu w Mińsku – tym samym placu, na którym przez wiele godzin w deszczu musieli stać demonstranci.

Zatrzymani na podwórzu komendy dzielnicy Sawiecki Rajon. 11 października 2020 r. Zdjęcie czytelnika TUT.by

Wszystkie te podpalenia łączy fakt, że nie były wymierzone przeciwko życiu milicjantów, a przeciwko ich mieniu. Trudno też stwierdzić, czy dokonywały ich zorganizowane formacje – choć KGB oskarżyło o to już kilka grup, o czym poniżej.

Zorganizowany opór

Zbuntowani milicjanci z BYPOL

Po pacyfikacji pierwszych protestów pojawiły się jednak zorganizowane ruchy szkodzące reżimowi Łukaszenki. Pierwszym z nich jest BYPOL (skrót od “białoruska policja”) – organizacja białoruskich mundurowych, którzy porzucili służbę i przeszli na stronę opozycji. Korzystając ze swoich umiejętności, uprawnień i kontaktów z kolegami w czynnej służbie, członkowie BYPOL ujawniają zbrodnie reżimu i ostrzegają przed planowanymi działaniami służb.

BYPOL: dowódca w sierpniu wydał rozkaz strzelania do demonstrantów

To oni publikują nagrania rozmów i podsłuchów, rozkazy, w których oficerowie wysokiej rangi mówili o obozach koncentracyjnych dla opozycjonistów, zgodzie władz na strzelanie do demonstrantów. To także BYPOL przeprowadził śledztwo w sprawie skatowania na śmierć Ramana Bandarenki. O skuteczności byłych mundurowych świadczy to, że już w środę podali nazwisko zastrzelonego we wtorek agenta KGB, członka oddziału specjalnego Alfa.

Korzystając ze swoich kompetencji i kontaktów, śledczy BYPOL gromadzą też materiały dowodowe do przyszłych spraw karnych dotyczących zbrodni reżimu Łukaszenki.

Współpraca mundurowych z BYPOL i blogerami jest traktowana jak zdrada stanu. Za przekazanie tajnych dokumentów oficer łączności Sztabu Generalnego kapitan Dzianis Urad został skazany na 18 lat kolonii karnej. Ujawnił on, że w tłumieniu protestów 25 marca 2021 r. miało wziąć udział wojsko.

„Nie wytrzymał sytuacji w kraju”. Rozmowa z żoną oficera skazanego za zdradę reżimu

Cyberpartyzanci

Drugą grupą, która w sposób zorganizowany zaczęła szkodzić władzom, są informatycy. Jeszcze przed wyborami branża IT była dumą Białorusi i samego Łukaszenki. Jednak ci dobrze wykształceni, stosunkowo zamożni, posiadający dostęp do niezależnych mediów młodzi ludzie stanęli przeciwko reżimowi. A represje wymierzone w firmy wspierające opozycję tylko skonsolidowały branżę.

W odpowiedzi na brutalność milicji, swoją działalność rozpoczęła grupa hakerów nazywająca się Cyberpartyzantami. Zaczęli od takich działań, jak zablokowanie stron ministerstw i służb specjalnych czy przejęcia strony państwowej telewizji.

Podobnie jak BYPOL, Cyberpartyzanci demaskują też działania służb, do których baz danych się włamali. Ujawnili m.in. nazwiska i adresy funkcjonariuszy i kierowane na milicję donosy. W ramach akcji “Upał” mieli też zdobyć numery telefonów najważniejszych osób w państwie, szefów i funkcjonariuszy służb. Jako dowód udostępnili numery syna przywódcy państwa Wiktara Łukaszenki i “szarej eminencji” Wiktara Szejmana

Pokazali już, że umieją wyrządzić szkody budżetowi państwa – zablokowali system odpraw celnych, co zakończyło się kilkudniowym przestojem na granicy. Twierdzą, że są też w stanie zablokować system podatkowy i bankowy Białorusi.

Białoruscy cyberpartyzanci opowiedzieli, jak włamali się do baz danych MSW

Ruch “Opór”

W maju swój manifest opublikował Ruch “Opór” (biał. “Supraciw”). W jego skład weszli cyberpartyzanci oraz dwie mniej znane grupy: “Bociany lecą” (biał. “Busły laciać”) i Drużyny Samoobrony Narodowej (DNS). Do grup Bocianów i DNS w komunikatorze Telegram należy odpowiednio 9300 i 4100 osób. Ruch działa na zasadzie pełnej anonimowości, posiada jedynie dwóch jawnych przedstawicieli, mieszkających w USA – psychiatrę i działacza społecznego Dzmitra Szczyhielskiego oraz byłego OMONowca Pawła Kułażankę.

Celem Ruchu “Opór” jest “walka z reżimem Łukaszenki wszelkimi możliwymi sposobami”, przeprowadzenie demokratycznych reform w kraju, zmiana konstytucji i rozpisanie wolnych wyborów.

– “Opór” to ruch, który w niczym nie różni się od organizacji podobnego typu w innych państwach, które znalazły się w takiej sytuacji. Gdy wszystkie legalne możliwości obrony swoich praw i wolności wyczerpały się, a sytuacja na Białorusi jest właśnie taka, zostaje prosty wybór: wyjechać, pogodzić się z sytuacją, zostać kolaborantem, lub stawiać opór i bronić swoich praw wszelkimi metodami – powiedział Biełsatowi Dzmicier Szczyhielski. – W takiej samej sytuacji, praktycznie przed takim samym wyborem byli nasi przodkowie podczas okupacji Białorusi w czasach II wojny światowej, Francuzi w tym samym okresie. Polacy, którzy znaleźli w sobie siły i zaparcie, by walczyć w Armii Krajowej, a później stworzyć “Solidarność”. I wreszcie, choć nie lekko i szybko, ale wywalczyli swoją wolność, niepodległość i szacunek do swoich praw.

Przedstawiciel Ruchu podkreśla, że obecnie wykorzystuje on wyłącznie metody pokojowego oporu, przeprowadzając akcje dywersyjne, których celem jest niszczenie infrastruktury organów bezpieczeństwa i osłabienie morale funkcjonariuszy. Dopuszcza jednak użycie siły wobec reżimu. Uzasadniając to prawo, Szczyhielski jest bezpośredni w swoim opisie.

– Tak jak gwałcona kobieta ma prawo do samoobrony, tak Białoruś, której prawa gwałcone są przez reżim, ma moralne prawo z nim walczyć.

Organizacja bierze na siebie odpowiedzialność za mniejsze protesty i akcje dywersyjne w całym kraju, ale też przygotowuje swoich zwolenników do samoobrony i walki, “gdy nadejdzie dzień X”. Twierdzi, że jej działania nie są obecnie zauważalne, bo nie zależy jej na widowiskowości, a skuteczności.

Konspiratorzy pochwalili się ostatnio możliwością przeprowadzania ataków z powietrza – za pomocą drona zrzucili dwie 5-litrowe “koktajle Mołotowa” na koszary stołecznego OMONu.

Pod względem politycznym, Ruch “Opór” zakłada, że po obaleniu Łukaszenki, władzę w kraju powinna przejąć możliwie szeroka koalicja sił opozycyjnych, która dałaby Białorusinom możliwość demokratycznego wyboru władz. Taka inkluzywna koalicja miałaby też możliwość obsadzenia najważniejszych urzędów, tak by w pełni odsunąć ludzi reżimu od władzy. Według organizacji, zmian w kraju mogą dokonać jedynie osoby, które w nim pozostały, a emigranci powinni pełnić role pomocnicze.

Terrorysta pilnie poszukiwany

Konspiromania

Jak każdy autorytarny przywódca, Łukaszenka od lat węszy spiski. Niebezpieczeństwa upatrywał już w siłach wewnętrznych, o knucie przeciwko niemu oskarżał też zagranicę – USA, Polskę, Litwę, a ostatnio także Ukrainę. Nawet swojego najważniejszego sojusznika nie zawsze był pewien i w czasie konfliktów ekonomicznych z Kremlem podejrzliwie patrzył w kierunku Rosji.

Jego lęki szybko materializują się w formie działań propagandy i służb. Doprowadziły one już do prześladowań całych grup, takich jak mniejszość polska (liderzy Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys i Andrzej Poczobut od marca są przetrzymywani w areszcie) czy Kościół Katolicki (metropolita arcybiskup Tadeusz Kondrusiewicz został zmuszony do emigracji, po czym wrócił do kraju, by ustąpić ze stanowiska). Obecnie sądy i służby likwidują ponad 200 instytucji społecznych, które miały jakikolwiek wpływ na opinie obywateli.

Władze w Mińsku zlikwidowały Białoruski Komitet Helsiński

Gdy nie ma terrorystów, trzeba ich stworzyć

Choć po wyborach na Białorusi nie doszło do krwawych zamachów, KGB i milicja chwalą się kolejnymi rozbitymi “grupami terrorystycznymi” i “oddziałami partyzanckimi”. Każdy taki przypadek jest nagłaśniany w celu zastraszenia społeczeństwa, nie wiadomo przy tym, co jest prawdą, a co mistyfikacja służb.

Niektóre rewelacje funkcjonariuszy wzbudzają bowiem wątpliwości, ale inne wręcz niedowierzanie w ich naiwność. Między innymi o planowanie zamachu bombowego w Dniu Wolności oskarżono przebywającą na emigracji liderkę opozycji Swiatłanę Cichanouską.

Cichanouskaja oskarżona o szykowanie zamachu terrorystycznego

W organizację zamieszek służby chciały też “wrobić” blogera, anarchistę Mikałaja Dziadoka. Podczas nalotu 11 listopada 2020 roku HUBAZiK miał w jego domu znaleźć butelki z benzyną. Anarchista zeznał jednak w sądzie, że funkcjonariusze zmusili go torturami, by pluł do podstawionych butelek, a w protestach nie uczestniczył wiedząc, że służby będą dążyły do skazania go w ramach zemsty za to, co pisał.

Aresztowany anarchista był duszony poduszką, gazowany, bity i grożono mu gwałtem

“Partyzanci Mohylewa”

Z kolei we wrześniu ubiegłego roku służby specjale zatrzymały grupę nastoletnich pasjonatów militariów, którzy nazwali się “Partyzantami Mohylewa”. Nabór do swojego “oddziału” prowadzili w mediach społecznościowych. Milicyjni komandosi obezwładnili ich podczas ćwiczeń w strzelaniu plastikowymi kulkami (ASG) w leśnym pustostanie.

Białoruska milicja „rozbiła oddział partyzantów” WIDEO

“Grupa Aliniewicza”

Pod koniec października ubiegłego roku przy granicy z Ukrainą służby miały zatrzymać grupę kierowana przez anarchistę Ihara Aliniewicza. KGB twierdzi, że posiadała ona broń palną (jeden obrzyn) i sprzęt potrzebny do walki partyzanckiej, a jej dziełem jest podpalenie komisariatu drogówki w Mozyrzu oraz samochodów w pobliżu prokuratury w Salihorsku. Działania te zostały zaklasyfikowane jako “akt terroru”, ale nie przedstawiono dowodów winy anarchistów.

“Grupa Autuchowicza”

W areszcie śledczym przetrzymywany jest też były więzień polityczny, przedsiębiorca i działacz społeczny Mikałaj Autuchowicz. Kierowana przez niego trzynastoosobowa grupa miała być odpowiedzialna za spalenie domu wołkowyskiego milicjanta i samochodu funkcjonariusza z Grodna. W tym tygodniu za korespondowanie z Autuchowiczem aresztowany został białoruski bard i pisarz Anatol Kudłasiewicz.

Zaginął białoruski bard i pisarz Anatol Kudłasiewicz

“Oddziały Samoobrony Obywatelskiej”

We wrześniu bieżącego roku KGB oskarżyło o terroryzm białoruską opozycjonistkę Wolhę Karacz i jeszcze sześć osób. Służby specjalne twierdzą, że członkowie grupy nazywanej w materiałach sprawy “Oddziałami Samoobrony Obywatelskiej” planowali odciąć język telewizyjnemu propagandyści Ryhorowi Azaronkowi, wysadzić wieżę radiową rosyjskiej marynarki wojennej w Wilejce i podpalić maszyny leśnictwa w Berezie.

KGB uznało białoruską polityk za terrorystkę

Opozycjoniści i “150 uzbrojonych jeepów”

W związku z tym, że białoruskie służby nie wykryły do jej pory spisku

na życie Łukaszenki, same musiały go stworzyć. W kwietniu bieżącego roku oficerowie białoruskiej armii wzięli udział w prowokacji, która została później przedstawiona jako zmowa opozycji i wojska.

W jej wyniku zatrzymani zostali znany politolog Alaksandr Fiaduta, prawnik Juraś Ziankowicz i prawicowy polityk Ryhor Kastusiou. Według KGB, mieli oni nakłaniać oficerów do zamachu podczas obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja. Zgodnie z wersją przedstawioną w telewizji ONT przez byłego generała KGB Stanisława Kniaziewa, 150 samochodów terenowych uzbrojonych w ciężkie karabiny maszynowe miałoby przyjechać do Mińska od strony Litwy, by opanować pałac prezydencki i zastrzelić Łukaszenkę.

Wina “spiskowców” nie została udowodniona i do tej pory przebywają oni w areszcie śledczym. BYPOL dowiedział się, że oficerowie, z którymi się spotkali, byli wcześniej oskarżeni o nadużycia władzy, a współpraca z KGB miała ich “wybielić”.

150 uzbrojonych jeepów z Litwy. Nowe rewelacje o „zamachu na Łukaszenkę”

Jaka będzie reakcja reżimu na opór?

Wydarzenia z tego tygodnia pokazują, że aż do teraz służby specjalne Łukaszenki były przekonane o swojej nietykalności. Białoruskie społeczeństwo jest jednym z bardziej rozbrojonych w Europie, co pozwala funkcjonariuszom sądzić, że “mając broń, mają rację”.

Dlatego też wchodząc przemocą do mieszkania informatyka Andreja Zelcera agenci KGB prawdopodobnie nie sprawdzili, że jest jest on też myśliwym legalnie posiadającym broń. Mężczyzna stawił im opór ze strzelbą w ręku, zabijając funkcjonariusza Dzmitra Fiedosiuka o pseudonimie “Nirvana”. Potem sam zginął na miejscu z ręki agentów.

Państwowa propaganda stara się teraz przedstawić gospodarza mieszkania jako “terrorystę” i “niebezpiecznego przestępcę”. Dla wielu Białorusinów stał się jednak bohaterem – pierwszym, który miał odwagę bronić swojego domu i rodziny. Pochwalne komentarze pojawiły się m.in. na stronie rosyjskiej Komsomolskiej Prawdy na Białorusi, która opublikowała wywiad z jego przyjaciółką, przedstawiającą Zelcera jako człowieka dobrego i prawego. Wśród komentarzy były też takie, że “za czekistą żaden Białorusin płakać nie będzie”. W związku z tym Ministerstwo Informacji zablokowało portal Komsomolskiej Prawdy, co wywołało oburzenie Kremla.

Łukaszenka o śmierci funkcjonariusza KGB: nie wybaczymy, w areszcie są miejsca

Na opór stawiony przez Andreja Zelcera reżim zareagował zwiększeniem terroru. Łukaszenka już zapowiedział, że nie wybaczy, a “w areszcie są jeszcze miejsca”. Według Centrum Obrony Praw Człowieka “Wiasna” kilkadziesiąt osób komentujących wydarzenia w internecie zostało już zatrzymanych jako podejrzani o “rozpalanie nienawiści”. Służby opublikowały nagrania, na których ludzie ze śladami pobicia przepraszają za swoje słowa.

Oby więc nie spełniły się wypowiedziane na pogrzebie “Nirvany” słowa byłego szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych.

– Trzeba, jak powiedział Putin, wszystkich ich zatłuc w kiblu. Za jednego – dwudziestu, stu. Aby każdego to zniechęciło.

Generał Aleh Biełakonieu zaproponował więc metody dobrze znane na Białorusi. I to nawet nie czekistowskie, lecz hitlerowskie. Przede wszystkim zaś – terrorystyczne.

Białoruski generał chce za śmierć kagiebisty „zatłuc” 20-100 osób

Piotr Jaworski, belsat.eu

Wiadomości