Siły rosyjskie zaatakowały Wyspę Węży bombami fosforowymi. Kolejny gest dobrej woli?

Według generała Wałerija Załużnego, naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy, Rosjanie już po opuszczeniu wyspy zaatakowali ją przy pomocy lotnictwa. Wcześniej rosyjskie Ministerstwo Obrony wcześniej nazwało wycofanie się z Wyspy Węży „gestem dobrej woli”.

– Dziś około godz. 18 (godz. 17 w Polsce) dwa samoloty Su-30 sił powietrznych Federacji Rosyjskiej dwukrotnie dokonały ataku lotniczego bombami fosforowymi na Wyspę Węży, gdzie jakoby „zakończono wykonywanie zadań”. Wszyscy, którzy mówią o uzgodnieniach z Rosją, powinni znać te fakty – oznajmił Załużny.

Wideo: na opublikowanym przez generała Załużnego filmiku widać, jak samoloty bombardują Wyspę Węży ładunkami zapalającymi

Zdaniem, cytowanego przez kanał Ukraina 24 eksperta Mychajłę Żyrochowowa, Rosjanie, bombardując wyspę, mogli próbować zniszczyć pozostawiony tam ważny tajny sprzęt czy aparaturę. Jego zdaniem to dowód, że rosyjskie wojsko opuszczało wyspę w pośpiechu i panice.

Wyspa Węży w północno-zachodniej części Morza Czarnego, leżąca przy głównych szlakach żeglugowych do Odessy i sąsiednich portów, została zajęta przez Rosję pierwszego dnia inwazji. Następnie, według strony ukraińskiej, Rosjanie rozmieścili tam zmodernizowane systemy rakiet przeciwlotniczych, stacje walki elektronicznej i inną broń oraz sprzęt, by zapewnić osłonę dla ewentualnego desantu lub zmasowanego ostrzału Odessy.

Rosjanie wycofali się z Wyspy Węży

Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły w ostatnich tygodniach ataki na rosyjski garnizon na wyspie przy użyciu pocisków i dronów. W czwartek Andrij Jermak, szef biura (kancelarii) prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, powiedział, że na wyspie nie ma już żołnierzy rosyjskich. Strona rosyjska potwierdziła potem wycofanie stamtąd swoich wojsk, tłumacząc to „dobrą wolą”. Rosjanie przed wycofaniem się mieli spalić pozostały na wyspie sprzęt.

Rzeczniczka ukraińskiego dowództwa operacyjnego Południe Natalia Humeniuk powiedziała w czwartek portalowi Suspilne, że na razie wojsko ukraińskie zamierza sprawdzić całe terytorium wyspy pod kątem tego, czy nie ma tam niebezpiecznych obiektów.

Rzecznik ukraińskiej straży granicznej Andrij Demczenko oświadczył w piątek, że sytuacja w okolicach wyspy pozostaje wciąż napięta, bo siły rosyjskie mogły zaminować prowadzące do niej szlaki wodne.

– Mam nadzieję, że straż graniczna w najbliższym czasie albo kiedy będzie to możliwe powróci na ten kawałek ukraińskiej ziemi, aby nadal bronić naszego kraju – oznajmił na briefingu.

jb/ belsat.eu wg PAP

Wiadomości