„Kreml dysponuje arsenałem środków oddziaływania na Łukaszenkę”. Eksperci o konsekwencjach rozmów w Soczi

Łukaszenka i Putin spotkali się w Soczi na jachcie rosyjskiego prezydenta. Zdjęcie: Siergiej Iljin / TASS

30 maja w Soczi zakończyły się trzydniowe rozmowy Alaksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem. To ich trzecie spotkanie od początku 2021 roku i czwarte od września 2020 roku. Oficjalnie jednak niewiele wiadomo na temat wyników tych rozmów. Poprosiliśmy ekspertów o komentarz na temat konsekwencji spotkania i jego wpływu na przyszłość Białorusi.

Po spotkaniu Łukaszenki i Putina w Soczi nie zorganizowano konferencji prasowej – prawie wszystkie informacje o wynikach rozmów pochodzą z krótkich komunikatów rzeczników prasowych polityków. Wiadomo, że prezydent Rosji obiecał, że Mińsk otrzyma kolejną transzę obiecanego jeszcze we wrześniu ubiegłego roku kredytu – 500 milionów dolarów. Poza tym Belavia, której zakazano lotów do Europy po przymusowym lądowaniu samolotu Ryanair w Mińsku i aresztowaniu Ramana Pratasiewicza, dostała pozwolenie na rozszerzenie swojej siatki połączeń w Rosji.

Sytuacja jest poważna, zbliżają się sankcje

Ekspert z Centrum Badań Europejskich Andrej Fiodarau jest przekonany, że Łukaszenka chciał więcej, niż wynikało to z negocjacji. Jednocześnie dodaje, że nie jest pewne, czy obecny przywódca Białorusi „nie dostał czegoś jeszcze”.

– Może postanowili przekazać opinii publicznej tylko tyle. A reszta, zgodnie ze starym bizantyjskim zwyczajem, pozostaje dla społeczeństwa zagadką – twierdzi politolog.

Jego zdaniem po stronie białoruskiej najważniejsze podczas negocjacji były kwestie finansowe, „ponieważ sytuacja jest poważna, a sankcje, o wiele bardziej dotkliwe, dopiero nadejdą”.

„Moskwa wypełnia swoje zobowiązania”

Z kolei kierownik Centrum Badań Strategicznych i Polityki Zagranicznej Białorusi Arseń Siwicki twierdzi, że tajność tych spotkań wskazuje na to, że „Kreml omawia z Łukaszenką wariant rozwiązania kryzysu politycznego i przekazania władzy na korzyść interesów Rosji”. Ekspert zauważa, że jedno z ustaleń porozumienia z Soczi z 2020 roku zakłada przeprowadzenie narodowego dialogu między Łukaszenką a jego przeciwnikami. To wymagałoby jednak uwolnienia więźniów politycznych (zwłaszcza Siarhieja Cichanouskiego i Wiktara Babaryki) oraz powrotu z emigracji Swiatłany Cichanouskiej, Walerija Capkały i Pawła Łatuszki. Następnie, zdaniem Siwickiego, rozpocznie się reforma konstytucyjna, która powinna przekształcić Białoruś z systemu superprezydenckiego w republikę parlamentarną lub parlamentarno-prezydencką.

Alaksandr Łukaszenka i Władimir Putin podczas rozmów. Soczi, Rosja, 28 maja 2021 r. Zrzut ekranu wideo: „pul_1 / Telegram

Politolog twierdzi też, że choć Moskwa nie forsuje tego tematu otwarcie, to obstaje przy takim scenariuszu rozwiązania białoruskiego kryzysu, który zakładałby zejście Łukaszenki z białoruskiej sceny politycznej. Sam Łukaszenka, zdaniem eksperta, próbuje się temu przeciwstawić i targować z Moskwą, „demonstrując nowe wyżyny geopolitycznej lojalności”.

– Wydaje mi się jednak, że Moskwy te argumenty nie przekonują. A transza, którą obiecała Alaksandrowi Łukaszence, jest zgodnie z porozumieniami z 2020 roku w zasadzie ostatnią transzą. I w ten sposób Moskwa wypełniła już wszystkie swoje zobowiązania z tej umowy. Jest to ostatnia transza wsparcia finansowego Kremla dla Łukaszenki. I nie będzie nowej, dopóki Łukaszenka nie podejmie realnych kroków w kierunku wypełnienia swoich zobowiązań wynikających z porozumienia z Soczi – podsumowuje Arseń Siwicki.

„Moskwa jest zadowolona z tego stanu rzeczy”

Natomiast Andrej Fiodarau sugeruje, że Moskwa jest zadowolona z obecnej sytuacji na Białorusi.

– Białoruska władza jest całkowicie zależna od Kremla. Nie będzie żadnych kroków w stronę Zachodu, Mińsk może o tym tylko pomarzyć. To nie wszystko, czego chciałaby Moskwa, ale i tak jest to spore osiągnięcie. I trzeba je już tylko stopniowo pchać do przodu, bez pośpiechu. A jeśli osiągają to, co zaplanowali, to po co mieliby coś zmieniać? Niech tak już zostanie – powiedział.

Jednak, jak zauważył szef białoruskiego MSZ Uładzimir Makiej, „mapy drogowe” integracji nie są jeszcze przyjęte. Belavia odmawia lotów na Krym bez odpowiedniej decyzji politycznej, a więźniowie polityczni, obywatele Rosji – Sofia Sapiega i Jegor Dudnikow, do tej pory przebywają w białoruskich więzieniach.

Zdaniem Fiodarawa, Rosja bardzo chciałaby, aby Mińsk uznał Krym za rosyjski, „ale nie jest to w tej chwili tak fundamentalne, by próbować forsować to stanowisko ryzykując utratę czegoś ważniejszego”.

– Przyjdzie czas – nie teraz, ale za rok lub dwa i mimo wszystko i tak do tego dojdzie. Dla Rosji w polityce zagranicznej nic się nie zmienia, niezależnie od tego, czy Białoruś uzna [Krym – belsat.eu], czy też nie. Tym bardziej że wszyscy już wiedzą, że Mińsk jest satelitą [Rosji – belsat.eu]. Więc nikogo to nie przekona – powiedział politolog.

A więźniowie polityczni, jak twierdzi, mogą w ogóle nie mieć znaczenia dla rosyjskich władz.

– To nie Amerykanie zatrzymali Butinę [rosyjska aktywistka w USA Marija Butina – belsat.eu] ani nikogo innego. Walka z wrogiem to jedno, ale walka z sojusznikiem to zupełnie co innego. A to nie są ludzie, o których z punktu widzenia Moskwy należy walczyć – podkreślił.

Czy Stany Zjednoczone dadzą Rosji zielone światło?

Jak twierdzi Arseń Siwicki, Białoruski kryzys polityczny mimo wszystko wchodzi na kolejny międzynarodowy poziom, zwłaszcza po przymusowym lądowaniu linii lotniczych Ryanair i aresztowaniu Ramana Pratasiewicza. Jego zdaniem, Alaksandr Łukaszenka nie ma wpływu na rozwiązanie kryzysu politycznego na Białorusi i teraz „będą o tym decydować wielkie mocarstwa”.

Wiadomo już, że kwestia białoruska zostanie poruszona podczas spotkania prezydentów USA i Rosji Joe Bidena i Władimira Putina 16 czerwca. Zdaniem Siwickiego, Stany rozważają scenariusz, w którym będą próbowały przehandlować kwestię białoruską za inne, bardziej krytyczne dla interesów narodowych Stanów Zjednoczonych. Jego zdaniem, świadczy o tym kilka artykułów, które ukazały się w ostatnich dniach w prestiżowych amerykańskich mediach, w tym artykuły autorstwa byłego doradcy Donalda Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona.

Ambasador USA na Białorusi: Zachód musi odpowiedzieć językiem, który rozumie Łukaszenka

Politolog podkreśla też, że Rosja, w odróżnieniu od USA, dysponuje całkiem poważnym arsenałem środków oddziaływania na Alaksandra Łukaszenkę, „począwszy od narzędzi przymusu ekonomicznego, a kończąc na pewnego rodzaju opcjach siłowych, jak w przypadku Bakijewa [były prezydent Kirgistanu Kurmanbek Bakijew. – belsat.eu] w 2010 roku”.

– Jedyne, co powstrzymuje Rosję przed realizacją stanowczych scenariuszy, to brak zielonego światła od Stanów Zjednoczonych i możliwość sankcji ze strony Waszyngtonu – powiedział Arseń Siwicki.

Porozumienia USA i Rosji w sprawie Białorusi, nie wyklucza Andrej Fiodarau. Ale, jak mówi, „wszystko zależy od tego, co Moskwa chce osiągnąć”.

– Moim zdaniem Kreml chce nie tyle przyłączyć Białoruś, co doprowadzić ją do stanu, w którym nie będzie mogła iść już w żadnym innym kierunku. A jeśli nagle Biden da przyzwolenie na takie kroki pod warunkiem, że Moskwa wystąpi przeciwko obecnym władzom białoruskim, to nie wykluczam, że uda im się osiągnąć cel. Zwłaszcza za przyzwoleniem ze strony Ameryki. A wtedy mogą poświęcić każdego, nawet najbliższego sojusznika – twierdzi politolog.

Łukaszenka podczas przerwy w rozmowach z Putinem zażył kąpieli w zimnym o tej porze Morzu Czarnym. Zdj. pul_1 / Telegram

Jego zdaniem, pytanie brzmi, jak mało znacząca jest Białoruś dla USA i czy Waszyngton planuje przeciągnąć Białoruś na Zachód. Największym ryzykiem dla Białorusi jest to, że podczas spotkania Bidena z Putinem Kreml może uzyskać zgodę na ingerencję w wewnętrzne sprawy polityczne Białorusi bez żadnych konsekwencji. Jednocześnie, zdaniem Siwickiego, nie tylko osobiste interesy Łukaszenki mogą być ignorowane, ale również narodowe interesy Białorusi.

MH, ksz/ belsat.eu

Wiadomości