Dlaczego Putin straszy wojną z Ukrainą?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Rosja eskaluje napięcie wokół Donbasu. Z powodu porażki swojej dotychczasowej polityki wobec Ukrainy, ale i w celu wbijania klina między Europą a USA.

Krocząca eskalacja napięcia wokół Donbasu trwa już od ubiegłego roku. Od kilku tygodni przybiera na tyle niepokojącą postać, że dowództwo amerykańskich sił zbrojnych w Europie, EUCOM, podniosło stopień gotowości. W ostatnich dniach odbyły się poważne rozmowy telefoniczne między szefami dyplomacji głównych stolic europejskich, Kijowa, Moskwy i Waszyngtonu.

Tylko w ciągu ostatniej doby doszło do 13 przypadków ostrzału, w tym z użyciem moździerzy kalibru 82 mm i 120 mm (zakazanych, ale powszechnych na linii frontu) i wielkokalibrowych karabinów maszynowych. Ranni zostali dwaj ukraińscy żołnierze. W podobny sposób, w czasie silnego ostrzału moździerzowego pod Szumami 26 marca zginęło czterech żołnierzy ukraińskiej piechoty morskiej. To zaognienie sytuacji, ale w ostatnich latach, a nawet miesiącach, dochodziło do znacznie poważniejszych incydentów.

Wojna o wodę dla Krymu? Były prezydent Ukrainy przewiduje rosyjską ofensywę

Groźniejsza jest koncentracja rosyjskich wojsk, choć i ona może być elementem wojny informacyjnej. We wtorek ukraiński Sztab Generalny podał, że Rosja znacząco zwiększa liczebność wojsk przy granicy z Ukrainą. Szef sztabu, generał Rusłan Chomczak przyznał, że Rosjanie skoncentrowali przy granicy z Ukrainą (i na Krymie) 28 batalionowych grup taktycznych. Ukraińcy prognozują, że pod pretekstem zaplanowanych manewrów Zapad 2021 u ich granic na wschodzie pojawi się dodatkowo 25 rosyjskich grup batalionowych. Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła projekt ustawy pozwalający powołać rezerwistów w 24 godziny, czyli przeprowadzić błyskawiczną mobilizację.

Suma sprzeczności

Wołodymyr Zełenski w czasie kampanii wyborczej obiecywał pokój w Zagłębiu Donieckim. W grudniu 2019 r., kiedy odbył się w Paryżu pierwszy po trzech latach szczyt w formacie normandzkim, Zełenski był pełen optymizmu. Po szczycie doszło do kolejnej, dużej wymiany jeńców między prorosyjskimi separatystami, a Ukrainą. Mówił, że pokój będzie do końca 2020 r. To była jedna z kluczowych, jeśli nie najważniejsza jego obietnica. Ukraińcy chcieli pokoju, a nie wojny. Z tego powodu wybory przegrał Petro Poroszenko. Bo w jego retoryce i polityce hasło odzyskania Donbasu (i Krymu) za wszelką cenę, a więc i zbrojnie, było na pierwszym miejscu. Zełenski obiecywał metody dyplomatyczne.

I rzeczywiście początkowo dostał od Rosjan duży kredyt zaufania. Były wymiany jeńców i ciszej na froncie. Szybko okazało się jednak, że obie strony, tj. Moskwa i Kijów mają w sprawie Donbasu przeciwstawne cele. Moskwa chciała bezwarunkowych wyborów na terenach okupowanych przez związanych z nią separatystów. Oraz wpisania do ukraińskiej konstytucji „specjalnego statusu” Donbasu. I rozmów Kijowa bezpośrednio z tzw. republikami ludowymi Donbasu, co miałoby je legitymizować i uczynić podmiotem w polityce wewnętrznej Ukrainy. Zełenski przez ubiegły rok grał na czas. Nie chciał zmian w konstytucji, ale jednocześnie był pod presją, że trzeba prowadzić negocjacje. Kluczowym warunkiem strony ukraińskiej było odzyskanie pełnej kontroli nad granicą ukraińsko-rosyjską od wschodniej strony tzw. separatystycznych republik. Dopiero wtedy Kijów byłby skłonny przeprowadzić wybory na tym terytorium.

Również zmiany w konstytucji zapewniające tzw. separatystom udział w ukraińskiej polityce są dla Kijowa nie do zaakceptowania. Czarę goryczy Rosjan przelało jednak niedawne uderzenie w interesy Wiktora Medwedczuka. Ten blisko związany z Rosją oligarcha i magnat medialny był nadzieją Kremla na odbudowanie silnej, prorosyjskiej partii na Ukrainie. I wykorzystania jej w sytuacji kryzysu wewnętrznego, także dzięki mechanizmom wypracowanym podczas negocjacji pokojowych.

Zełenski kontratakuje

Przyjęcie Donbasu na rosyjskich warunkach miało taki kryzys przyspieszyć. Zełenski wyłączył jednak prorosyjskie kanały telewizyjne Medwedczuka i zainicjował szereg śledztw w sprawie powiązań środowiska oligarchy. Dał Putinowi do zrozumienia, że nie pozwoli na budowanie V kolumny nad Dnieprem. Patowa sytuacja w negocjacjach na pewno skłoniła Władimira Putina do rozpoczęcia presji militarnej, oraz eskalacji sytuacji wokół Donbasu. Wpływ miały jednak i inne czynniki.

Klin Putina

We wtorek Władimir Putin rozmawiał z Emmanuelem Macronem i Angelą Merkel o sytuacji w Donbasie. Bez udziału Wołodymyra Zełenskiego. Według oficjalnego komunikatu Putin przekonywał, że jest zaniepokojony eskalacją napięcia w Donbasie ze strony… ukraińskiej.

– Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin powiedział nie tak dawno, ale słowa te są aktualne też dzisiaj, że ci, którzy będą wywoływać wojnę w Donbasie zniszczą Ukrainę – powiedział Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Rosji.

Rozmowa Merkel, Macrona i Putina: Rosja, Białoruś i szczepionki

Wypowiedzi Ławrowa, Putina, oraz uważna obserwacja rozkręcającej się na nowo antyukraińskiej histerii w rosyjskich mediach stwarzają dodatkową otoczkę. Rosji zależy na potęgowaniu zagrożenia i presji na Ukrainę, ale i na Zachód. Oddzielna rozmowa z przywódcami Francji i Niemiec wyraźnie wskazuje intencje Kremla. Chce zbadać reakcje nowej, amerykańskiej administracji, ale także doprowadzić do spięcia między Białym Domem a Europą. Joe Biden przecież nie tylko deklarował bliską współpracę z Europą, umacnianie więzów atlantyckich, ale też duże wsparcie dla Ukrainy.

W związku z tym Putin postanowił przetestować te deklaracje oraz spróbować, na wstępie prezydentury Bidena, wbić klin między nim a Europą w sprawie Ukrainy.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken podczas rozmowy telefonicznej z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułebą w środę potwierdził poparcie Waszyngtonu dla integralności terytorialnej Ukrainy „w obliczu trwającej agresji Rosji”. Taką opinię wyraził np. Pawło Klimkin, były minister spraw zagranicznych. Na rosyjskie wzmacnianie sił zbrojnych przy granicy z Ukrainą Amerykanie zareagowali podniesieniem stanu gotowości swoich wojsk w Europie. To próba pokazania, że słowa Blinkena są poważne. Być może jednak Putinowi chodzi również o coś innego.

Kijów: USA mogłyby odegrać aktywniejszą rolę w zakończeniu wojny w Donbasie

Pełzająca aneksja

28 stycznia na forum „Rosyjskiej wiosny” w Doniecku redaktorka naczelna telewizji Russia Today Margarita Simonian powiedziała, że mieszkańcy wschodniej Ukrainy chcą mieszkać u siebie w ojczyźnie. Miała na myśli Rosję. Te słowa, wprost oznaczające wezwanie do aneksji Donbasu przez Rosję, później łagodził rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Ale, ktoś taki jak Simonian nie rzucałby takich mocnych apeli od tak sobie, ryzykując karierę. Nie, ona wypuściła balon próbny. Kreml sprawdza rekację na hasło: rosyjski Donbas. Nie wiadomo oczywiście, czy Moskwa na poważnie myśli o aneksji okupowanych przez separatystów części obwodu donieckiego i ługańskiego, tak jak to zrobiła z Krymem w 2014r.

Przez ostatnie siedem lat w analizach dominowała narracja, że dla Rosji byłoby to zbyt kosztowne. Bo trzeba by inwestować w zniszczony przemysł i infrasturkturę. Wyżywić ok. 3,5 mln mieszkańców. Bo to oznaczałoby prawdopodobnie pełnoskalowy konflikt z Ukrainą, która znacząco wzmocniła swoje siły zbrojne. I kolejne sankcje.

Nie ma jednak wątpliwości, że Rosja co najmniej od 3 lat intensywnie pracuje przynajmniej nad zbudowaniem sobie takiej możliwości. Po zamachu na Aleksandra Zacharczenkę w 2018 roku przyspieszyła wymiana rządzących separatystycznymi republikami liderów. Ze starej gwardii pierwszych watażków nie został prawie nikt. Albo zginęli, wyjechali, lub są zmarginalizowani. Ich miejsce zajęli miejscowi, lub rosyjscy urzędnicy.

Dla Rosji pewnym problemem jest funkcjonowanie aż dwóch separatystycznych republik. Między nimi istnieje nawet granica celna. Z punktu widzenia sprawności zarządzania lepsza byłaby unifikacja DRL i ŁRL w jeden organizm. Główną przeszkodą jest fakt, że zjednoczenie naruszyłoby interesy donieckiej i ługańskiej elity gospodarczej oraz urzędniczej. Około 400 tys. mieszkańców Doniecka i Ługańska (czyli ponad 10 proc. ludności) otrzymało już rosyjskie paszporty. Przyspiesza również operacja tzw. paszportyzacji. 600 tys. mieszkańców DRL i pół miliona w ŁRL ma już paszporty nieuznawanych republik.

Mimo, że większość mieszkańców wciąż ma ukraińskie dokumenty, to akcja odcinania ich od niedawnej ojczyzny nabiera tempa. Również patrząc na przekształcenia w biznesie w Donbasie widać, że Moskwa stawia na sprawdzonych i lojalnych sojuszników. W ostatnim czasie wzrosły bowiem wpływy Wiktora Medwedczuka, kosztem interesów ukraińskiego oligarchy Rinata Achmetowa (który, ostatecznie wybrał Ukrainę), czy Serhija Kurczenki namiestnika interesów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza.

Co ważniejsze, postępuje oddolna integracja republik z Rosją. Budowana jest ścisła sieć powiązań. Wprowadzanie rosyjskich rozwiązań prawnych, budowanie powiązań gospodarczych z sąsiednim obwodem rostowskim, czy wreszcie propaganda odwiecznej, „rosyjskości” regionu. Także w szkolnych podręcznikach. Ten zwrot w kierunku zwiększenia propagandy rosyjskiego Donbasu mógł być oczywiście podglebiem dla tlącego się separatyzmu w ramach Ukrainy, żeby jej szkodzić od środka. Ale równie dobrze może być glebą dla zbudowania jakiejś formy konfederacji, czy wręcz aneksji w ramach Federacji Rosyjskiej.

Eskalacja napięcia i obciążanie winą za nią Kijowa może być więc próbą zwrotu w rosyjskiej polityce. Odejściem od dotychczasowego formatu negocjacji mińskich oraz próbą narzucenia nowej agendy. Putin licytuje z Europą, USA i Zełenskim. Na razie przestawiając bataliony na mapie i strasząc wojenną retoryką. W jego przypadku często zdarzało się, że przelicytowywał.

Na Ukrainie opublikowano strategię wojskową. Głównym wrogiem Rosja

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów