Bili, wpychali do ust butelki, rozpylali gaz. Anarchista Mikoła Dziadok zeznawał przed sądem

Dziś odbyło się drugie posiedzenie w sprawie białoruskiego blogera i aktywisty ruchu anarchistycznego. Mikoła Dziadok jest oskarżony o organizację zamieszek, użycie substancji zapalających i wzywanie do działań na szkodę państwa.

Początek rozprawy opóźnił się o godzinę – w sądzie zabrakło prądu i wszyscy obecni zostali poproszeni o opuszczenie budynku. Gdy pozwolono im wrócić, Mikoła Dziadok był już zamknięty w klatce. Porządku na sali i więźnia pilnowało aż sześciu funkcjonariuszy.

Mikoła Dziadok na sali sądowej. 1 lipca 2021 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: novychas.by

Na początku rozprawy obrońcy przypomniał, że bloger został zatrzymany z użyciem siły – milicjanci weszli do mieszkania wyłamując drzwi i okna. Żądali, by ujawnił hasła do blogów, które prowadził. Gdy odmówił, dusili go poduszką. Potem zamknęli go w komórce i wpuścili tam gaz pieprzowy.

Adwokat Masłau poprosił o przeczytanie wybranych materiałów drugiego i trzeciego tomu sprawy, które dotyczyły obdukcji dokonanej 20 listopada w areszcie. Adwokat przeczytał wszystkie uszkodzenia ciała, które funkcjonariusze zadali jego klientowi.

Prokurator, porucznik Kazusionak stwierdził, że użycie siły podczas zatrzymania było zasadne. Chociaż Mikoła nie stawiał oporu.

Obrońca dodał, że gdy Dziadok został doprowadzony do Głównego Wydziału ds. Walki z Przestępczością Zorganizowana i Korupcją (HUBAZiK) MSW, wpychano mu siłą do ust butelki, które miały być przy nim znalezione. Został też zmuszony do podpisania dokumentów, których nie pozwolono mu przeczytać.

Mikoła Dziadok na sali sądowej. 1 lipca 2021 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: novychas.by

Po przedstawieniu dowodów rzeczowych, rozpoczęło się przesłuchanie samego oskarżonego. Mikoła Dziadok zgodził się zeznawać. Od razu zaznaczył, że umieszczając posty na swoim blogu w Telegramie, realizował swoje obywatelskie prawo do wolności wypowiedzi.

– Interesy Białorusi i interesy białoruskiej wierchuszki to nie to samo – powiedział aktywista i dodał. – Nie istnieje coś takiego, jak ideologia ekstremizmu, którą mi zarzucacie.

Dodał, że nie ma też dowodów na to, że jego wpisy komukolwiek zaszkodziły.

Aktywista stwierdził, że butelki z substancją zapalającą, które są dowodami w sprawie, zostały sfabrykowane przez HUBAZiK. Po kilku godzinach przesłuchania śledczy wpychali mu butelki do ust i żądali, by do nich pluł. Butelki miały być zawinięte w jego własne ścierki, ale bardzo śmierdzieć.

– Jaki jest sens trzymania tak śmierdzących rzeczy tam, gdzie jesz? – pytał retorycznie oskarżony.

Anarchista powiedział, że nie uczestniczył w demonstracjach, bo dobrze wiedział, że może zostać zatrzymany jako ich organizator. Wyjątek zrobił jedynie 23 sierpnia, w dniu swoich urodzin.

Mikoła Dziadok na sali sądowej. 1 lipca 2021 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: novychas.by

Dziadok opowiedział o swoim zatrzymaniu. 11 listopada milicjanci wdarli się do mieszkania wywarzając drzwi i wybijając okno. Było ich siedmiu – z czego niektórzy w cywilnych ubraniach. Zaczęli go od razu bić, pytali czy ma monitoring wideo.

Gdy założyli mu kajdanki, jeden z funkcjonariuszy miał powiedzieć:

– Nie rozumiesz, że z aresztu śledczego już nie wyjdziesz?.

Milicjanci mieli mu grozić wywiezieniem do lasu.

– Zaraz pojedziemy na Gestapo. Będziesz tam płakał i nienawidził siebie – mieli mówić funkcjonariusze.

Mikoła zeznał, że był duszony poduszką, by wydał hasła sprzętu elektronicznego. Ręce miał przez cały czas boleśnie skute za plecami.

Wśród milicjantów był funkcjonariusz o nazwisku Aloksa, który przypomniał, że muszą nagrać zatrzymanie na wideo. Gdy zapytali zatrzymanego, czy będzie mówił do kamery, Dziadok milczał. Wtedy wepchnęli go do komórki i rozpylili gaz domagają się, by mówił to, czego zażądają. Potem wyprowadzili go na dwór, cztery razy prysnęli gazem w oczy, wyjęli paralizator. Obiecali, że będzie mógł umyć twarz, jak powie to, co chcą.

Po nagraniu materiału wideo zabrali blogera do busa. Około drugiej w nocy byli w siedzibie HUBAZiK w Mińsku. Tam zmusili go do klęczenia i żądali hasła do twardego dysku. Podał hasło do systemu – powiedzieli, że nie pasuje. Jeden z funkcjonariuszy powiedział wtedy:

– Kola, a teraz będzie bolało.

Dziadok zeznał w sądzie, że gdy powiedział, że nie pamięta hasła, zaczęli bić go pałkami, a po kilku odmowach funkcjonariusz Iwan Tarasik powiedział, że będzie bił go po genitaliach i oddawać na niego mocz. Wtedy Mikoła podał hasło, ale wpisali je nieprawidłowo i znów zaczęli bić. Dziadok wspomina, że przez cały czas głośno krzyczał. Potem milicjanci żądali od niego hasła do podwójnego uwierzytelnienia w Telegramie.

Aktywista wspomniał, że gdy w pewnym momencie Tarasikowi przeniesiono zupkę chińską, miał powiedzieć:

– Teraz zjem zupkę, a potem będę cię bił.

Mikoła zeznał, że podczas tortur postawiono go przed zielono-czerwoną flagą państwową i kazano przeprosić funkcjonariuszy. Milicjanci powiedzieli mu, że na Białorusi już nie będzie dla niego życia, grozili mu 11 latami kolonii karnej i represjami nawet za kratami. Potem zawieźli go do aresztu tymczasowego nakazując, by milczał skąd ma ślady pobicia.

Proces blogera będzie kontynuowany.

Pobity i pokazany na wideo. Białoruska milicja chwali się ujęciem anarchisty

ad,pj/belsat.eu

Wiadomości