Ukraina vs Białoruś: sankcje tak, ale raczej nie gospodarcze

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Ukraińskie władze od dawna obiecywały wprowadzenie sankcji wobec Białorusi. Przymusowe lądowanie samolotu linii Ryanair w Mińsku sprawiło, że Kijów wydaje się być gotowy żeby przejść do konkretnych działań. Być może decyzje przyśpieszy też dzisiejsza deklaracja Alaksandra Łukaszenki, że białoruski przewoźnik Belavia może uruchomić połączenia z Krymem. Sankcje Kijowa będą jednak zapewne personalne, a nie gospodarcze, ponieważ Ukraina obawia się konsekwencji dla własnego przemysłu, który potrzebuje białoruskich towarów.

Stosunki Mińska i Kijowa do sierpnia zeszłego roku, czyli do sfałszowanych wyborów prezydenckich wydawały się idealne. Liczne fora, spotkania biznesmenów, komisje, których posiedzenia przynosiły realne efekty w postaci ułatwień w handlu, a nawet wizyta Alaksandra Łukaszenki w Żytomierzu w październiku 2019 roku i pełne życzliwości spotkanie z Wołodymyrem Zełenskim.

– W ogóle nigdy nie mieliście problemów z terytorium Białorusi i z Białorusią i ich mieć nie będziecie. My zawsze będziemy najlepszymi i najbardziej pewnymi waszymi zwolennikami i partnerami – mówił Łukaszenka.

Łukaszenka chce uruchomić loty z Białorusi na okupowany Krym

Ta idylla skończyła się nie dalej, jak rok później. Alaksandr Łukaszenka zaczął mówić o ukraińskich najemnikach, o Ukrainie jako źródle przemytu broni dla opozycji (nawet oficjalne dane strony białoruskiej, o które zapytał Kijów tego nie potwierdziły) i jako jednym z centrów (obok Polski i Litwy), z którego są prowadzone operacje destabilizujące Białoruś.

Kijów nie podejmował żadnych nagłych ruchów. Ukraińskie władze początkowo ogłosiły, że nie uznają Alaksandra Łukaszenki za prezydenta, a po ogłoszeniu pierwszego unijnego pakietu sankcji zapowiedziały dołączenie do nich. Aż do końca maja nie wykonały jednak żadnego konkretnego kroku w tym kierunku. Jedynym działaniem na kierunku białoruskim, oprócz antyłukaszenkowskich deklaracji, było dość szybkie wprowadzenie ułatwień dla informatyków i przedsiębiorstw ze sfery IT.

Ukraina zaprasza białoruskich specjalistów. Władze w Mińsku protestują

Na pierwszy ogień samoloty

Pierwszym krokiem było wstrzymanie od północy 26 maja połączeń lotniczych z Białorusią. Ukraińskie linie lotnicze nie będą już latać nad terytorium Białorusi. Służba Graniczna wstrzymała także odprawę tych pasażerów, którzy lecą na Białoruś albo z Białorusi. Od północy 29 maja zamknięto też ukraińską przestrzeń powietrzną dla białoruskich linii.

Szef MSZ Białorusi wini Zachód o wpychanie Mińska w objęcia Moskwy

Zastępca szefa Biura Prezydenta Kyryło Tymoszenko tłumaczył, że ta decyzja to nie sankcje, a obrona obywateli Ukrainy.

– Chronimy obywateli Ukrainy, którzy podróżują nad innymi krajami. Widzieliście przykłady (zatrzymanie Pratasiewicza) w zeszłym tygodniu – wyjaśnił.

Nawet jeśli Kijów boi się słowa sankcje, to te działania mają taki charakter. Oznaczają pewne straty dla Mińska ponieważ to lotnisko było miejscem przesiadki dla pasażerów lecących z Ukrainy do Moskwy i innych rosyjskich miast. Od października 2015 roku w związku z rosyjską agresją takich połączeń bezpośrednich nie ma. Tę rolę mogą teraz przejąć państwa nadbałtyckie oraz Turcja i Gruzja.

NATO ograniczy dostęp białoruskich dyplomatów do swojej kwatery głównej

Cześć dochodów stracą także ukraińskie lotniska, które obsługiwały białoruskie samoloty i pasażerów lecących na Białoruś. Każdy pasażer to 10 – 20 dolarów dla portu lotniczego. Stanowili oni niemal 8 procent wszystkich podróżujących. Tygodniowo Belavia wykonywała 50 lotów między Mińskiem a ukraińskimi miastami. Traci także UkrAeroRuch, który kontroluje przestrzeń powietrzną nad Ukrainą. Tylko w zeszłym roku, gdy ruch lotniczy i tak był ograniczony, Belavia zapłaciła tej instytucji 14 milionów dolarów.

Ukraina może jednak zyskać na omijaniu Białorusi przez zachodnie linie lotnicze. Część z nich będzie wybierać trasy przez Ukrainę, a zatem UkrAeroRuch będzie mógł odrobić straty, choć należy cały czas pamiętać, że samoloty omijają Zagłębie Donieckie oraz Krym.

Rosja pracuje nad rozwiązaniami w razie odłączenia jej od światowego systemu bankowego

Kijów może zarobić także na Białorusinach podróżujących do Unii Europejskiej. Nie będą mogli latać ze swoich lotnisk, więc mogą chcieć skorzystać z ukraińskich. Wszystko zależy jednak od polityki władz w Mińsku, które znacznie ograniczyły wyjazdy drogą lądową pod pretekstem pandemii, tak naprawdę bojąc się masowych ucieczek Białorusinów. Dlatego, przynajmniej dopóki te ograniczenia będą obowiązywać, białoruscy pasażerowie lecący do UE są skazani na drogę przez Rosję.

Kruchy handel i strachy Kijowa i Mińska

W latach 2016-18 obroty handlowe między Ukrainą a Białorusią rosły w ogromnym tempie, po kilkanaście procent rocznie. Na przykład w 2019 roku import z Białorusi wynosił 3,8 miliarda dolarów, a eksport na Białoruś 1,5 miliarda. Duży spadek zanotowano w pandemicznym 2020 roku, importu o ponad 23 procent, a eksportu o niemal 14 procent.

Ukraina jest na białoruskiej liście eksportowej na drugim miejscu (11 procent eksportu), a na liście krajów, z którego importowane są produkty, na miejscu czwartym (3,6 procent importu). Z kolei dla Kijowa Białoruś jest mało znaczącym partnerem handlowym, zajmuje 15. miejsce na liście krajów, do których są eksportowane towary (2,2 procent wartości) i 6. na liście krajów, z którego Ukraina importuje towary (5,7 procent).

Białoruscy pogranicznicy tłumaczą, kto może opuścić kraj

Już to pokazuje dla kogo ewentualne turbulencje w handlu mogą być bardziej bolesne. Ewentualne działania Mińska, które mogłyby być odpowiedzią na ukraińskie sankcje, uderzą zatem głównie w samą Białoruś, która potrzebuje walut.

Ważną część importu stanowią produkty ropopochodne. W zeszłym roku 35 procent z tych sprzedawanych na Ukrainie pochodziło z Białorusi. W pierwszym kwartale tego roku, według Państwowego Urzędu Statystycznego w Kijowie produkty ropopochodne stanowiły niemal 60 procent wartości białoruskiego eksportu na Ukrainę, czyli niemal pół miliarda dolarów.

Choć już wstrzymanie pod koniec maja przyjmowania zamówień na czerwiec na benzynę A-95 przez Białoruską Kompanię Naftową (BNK) wywołało pewne zaniepokojenie na Ukrainie, to zdaniem analityków taka „kara” nie przyniosłaby długotrwałych efektów, ponieważ dywersyfikacja ukraińskiego importu tych produktów jest dość duża i można je zastąpić własną produkcją oraz importem, na przykład z Polski.

Pieniądze ze sprzedaży papierosów trafiają do offshore’ów w Emiratach

Trochę inna sytuacja jest z bitumami z Białorusi, które zajmują niemal 2/3 ukraińskiego rynku. Odgrywają one ważną rolę w programie modernizacji ukraińskich dróg, nad którym patronat ma prezydent Wołodymyr Zełenski.

– Z powodu tego, że nie zbudowano innych kanałów dostaw, będzie je trudno zastąpić, ale deficyt tej grupy towarów nie jest krytyczny dla narodowego bezpieczeństwa ekonomicznego, jak w przypadku paliw – pisze Tetiana Zosymenko z Rady Polityki Zagranicznej Pryzma.

Białoruś eksportuje też na Ukrainę autobusy z mińskiej fabryki. Na razie tylko Lwów anulował wyniki przetargu wygranego przez Białorusinów i uzasadniał to głównie względami ekonomicznymi. Inne miasta się na to nie zdecydowały. W pierwszych czterech miesiącach tego roku Białoruś sprzedała autobusy o wartości 85 milionów dolarów.

Ukraina w dużym stopniu zależy też od nawozów sztucznych z Białorusi (34 procent rynku). W pierwszym kwartale Mińsk zarobił na ich eksporcie na Ukrainę 90 milionów dolarów. Inni duży dostawcy to Litwa, Polska, Kazachstan i Turcja.

Ławrow: Rosja odpowie na „nieprzyjazne kroki” Europy

Istotną rolę odgrywają też traktory eksportowane przez Białoruś – 10 procent rynku. Akurat w tym przypadku władze w Kijowie były od dawna monitowane przez ukraińskich producentów, dla których białoruska produkcja stanowiła konkurencję.

Ewentualne sankcje nałożone na Mińsk, zapewne wywołałyby kontrsankcje. Ukraińcy eksportują na Białoruś głównie produkty spożywcze, hutnicze i rolnicze oraz maszyny.

Już 26 maja białoruski rząd wprowadził indywidualne licencje na import z Ukrainy: wyrobów cukierniczych, czekolady, piwa, tapet, papieru toaletowego i opakowań, cegieł, ceramiki i mebli. Oznacza to, że Mińsk będzie mógł w każdym momencie wstrzymać import tych produktów. Wywołało to niepokój strony ukraińskiej.

Współpraca wojskowa: jest, ale nieoficjalnie

Ukrainę i Białoruś łączyły przez lata projekty zbrojeniowe. Między innymi, opracowany w 2011 roku kompleks przeciwczołgowy znany na Ukrainie jako Stuhna, a na Białorusi jako Szerszeń, w którym Kijów odpowiadał za budowę rakiety, a Mińsk za system kierowania. Obecnie obydwa państwa produkują i sprzedają go oddzielnie.

Ambasador USA na Białorusi: Zachód musi odpowiedzieć językiem, który rozumie Łukaszenka

Były też inne projekty, ale po 2015 roku współpraca wojskowa została znacznie ograniczona, ale nie całkowicie zawieszona. W ramach zamówień Ministerstwa Obrony w Winnicy produkowane są na podwoziach ciężarówek z Mińska (MAZ) wojskowe cysterny. Wcześniej montowano tam ciężarówki tej firmy. Teraz są one też importowane z Białorusi – ostatnia partia dla wojska, 41 z nich, przyszła już po rozpoczęciu protestów w Mińsku.

W kwietniu ukraiński rząd wprowadził cła na import ciężarówek i autobusów z Białorusi. To odpowiedź na ograniczenia w imporcie takiej produkcji wprowadzone przez Mińsk. Nie obejmuje to elementów konstrukcji aut.

„Pociągnąć reżim do odpowiedzialności”. USA wznawiają sankcje wobec Białorusi

Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę, Kijów kupował od Białorusinów o wiele więcej sprzętu, ponieważ ukraińska armia była w opłakanym stanie. Mińsk był wykorzystywany też jako pośrednik, aby omijać zakaz handlu z Rosją. Na Białorusi kupowano rosyjskie części, później zaczęto część z nich produkować na Ukrainie, a inne kupować w krajach byłego bloku wschodniego, które też mają radziecką broń.

Teraz ta współpraca niemal zanikła i jak zwracają uwagę ukraińscy eksperci, przede wszystkim ze względu na Moskwę, która coraz bardziej naciska na Mińsk, aby nie angażował się we wspólne interesy z Ukrainą.

Miński format, ale nie w Mińsku

Działania Alaksandra Łukaszenki mają także skutki polityczne. Białoruski dyktator był swego czasu dumny z tego, że rozmowy pokojowe dotyczące Zagłębia Donieckiego odbywają się w Mińsku. Podnosiło to jego prestiż, szczególnie gdy przyjeżdżali tam goście z Zachodu, jak kanclerz Niemiec Angela Merkel, czy prezydent Francji Francois Hollande.

Ukraina nie chce rozmawiać o Donbasie w Mińsku

Zazwyczaj odbywały się tam rozmowy trójstronne niższe rangą z udziałem Ukraińców, Rosjan i OBWE. Teraz Kijów zdecydowanie odmawia udziału. Mówił o tym, między innymi, szef ukraińskiej delegacji, były prezydent, Leonid Krawczuk. Powodem jest łamanie praw człowieka, a także oskarżenia które kieruje on pod adresem władz w Kijowie jak i to, że – jak się wyraził Leonid Krawczuk – Białoruś jest „pod obcasem Rosji”.

Ukraińscy eksperci zaznaczają, że zmiana adresu rozmów jest też dobrą okazją do ich przeformatowania.

– Pierwsza sprawa, czy ten format będzie dalej istniał. Jeśli odpowiedź jest pozytywna, to ważne jest nie miejsce rozmów, a ich istota. Jeśli Mińsk z powodów politycznych nam nie odpowiada, to trzeba szukać innego neutralnego miejsca – mówi portalowi Gławkom politolog Ołeksij Harań.

Łukaszenka straci tytuł doktora honoris causa

Kijów stąpa tutaj po cienkim lodzie, bowiem bardzo łatwo może spotkać się z zarzutami, że zrywa rozmowy. Eksperci wymieniają jako możliwe nowe miejsca: Genewę, Belgrad, Stambuł, czy Kiszyniów a nawet Ałmaty, ewentualnie Nur Sułtan. Chodzi o to, że muszą to być miejsca, gdzie zostaną wpuszczeni watażkowie separatystów – oni też, nieformalnie, uczestniczą w rozmowach. Na wjazd do Unii Europejskiej raczej szans nie mają.

W piątek ukraiński MSZ przygotował listę osób, które będą – jego zdaniem – objęte ukraińskimi sankcjami i które odpowiadały za sfałszowanie wyborów i represje wobec Białorusinów. Powinna ona zostać zatwierdzona przez Radę Ministrów, a następnie skierowana do kontrolowanej przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Nie należy jednak spodziewać się fajerwerków – gospodarki obydwu krajów są powiązane, a ukraińskie władze boją się to zmieniać.

Pochwalił działania reżimu Łukaszenki – wyrzucono go z rządzącej frakcji parlamentarnej

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów