Reżimowa telewizja: ujawnione przez opozycję nagrania rozmów to część specoperacji służb

Materiał telewizji ONT. Zdj.: ont.by

Państwowa telewizja ONT wyemitowała reportaż, z którego wynika, że białoruskie służby specjalne inscenizowały rozmowy między urzędnikami po to, aby znaleźć zdrajcę z KGB. Choć nie powiedziano tego bezpośrednio, to nie ma wątpliwości, że materiał ma tłumaczyć podejrzenia o zaangażowanie niektórych z nich w zabójstwo aktywisty Ramana Bandarenki.

Składający się z dwóch części reportaż został zatytułowany „Mankurty”, jak określa się posłusznych niewolników lub osoby, które straciły więź ze swoją ojczyzną. Szef KGB Iwan Tertel mówi w filmie o tym, że operacja miała zakończyć się jesienią, ale pojawiły się nowe informacje.

– Nieznany funkcjonariusz miał próbować skontaktować się z zagraniczną służbą specjalną, aby przekazać informacje przeznaczone dla zamkniętego kręgu służbowego – mówił.

Na operację miał wyrazić zgodę Alaksandr Łukaszenka.

– Tak zaczęła się operacja specjalna, celem której było ustalenie form i metod pracy służb zagranicznych, wszystkich uczestników sieci agenturalnej i kanałów ewakuacji z Białorusi osób zajmujących się szpiegostwem – dodał.

Miesiąc od śmierci Ramana Bandarenki. Niezależna ekspertyza wskazuje na oprawców

W związku z tym, do akcji miano zaangażować najwyższych rangą urzędników państwowych. Stąd pojawiające się potem w internecie rozmowy rzeczniczki Alaksandra Łukaszenki Natalli Ejsmant z szefem Białoruskiej Federacji Hokeja Dzmitryjem Baskawem. Jedna z nich, ujawniona później, miała dotyczyć udziału obojga z nich w prześladowaniu aktywistów wieszających biało-czerwono-białe dekoracje. Niektóre z ich wypowiedzi mogły świadczyć, że mogli oni mieć związek ze śmiercią Ramana Bandarenki.

W filmie jest też mowa o tym, że „zdrajca z KGB” zażądał dużej sumy pieniędzy oraz wywiezienia z kraju. Według ONT, były minister kultury i były ambasador w Polsce Paweł Łatuszka wyjechał w bagażniku polskiego dyplomaty, a były śledczy Komitetu Śledczego Andrej Astapowicz – łotewskiego.

Sprawa zabójstwa Szeremieta: przesłuchano białoruskiego informatora

W sprawę ma być też zamieszany Ihar Makar, były współpracownik białoruskich służb mieszkający za granicą. W filmie jest też mowa o trzech schowkach z bronią w Homlu, Mińsku i okolicach. Grupa, do której należały tajne arsenały, miała według wersjji ONT planować porwania biznesmenów w celu otrzymania pieniędzy i urzędników w celach politycznych. Kontaktem Ihara Makara, według ONT, miała być Wolha Sałomienik, Białorusinka, która w 2002 roku wyjechała do Polski. Jest ona na liście osób poszukiwanych przez polską policję (jako Olga Solomenik) za oszustwa.

Według wcześniejszych informacji, miała też zajmować się szpiegostwem na rzecz Mińska. Białoruska telewizja ONT twierdzi, że to ona miała przeprowadzić przez granicę do Polski jednego ze „zdrajców KGB”.

Rzeczniczka Alaksandra Łukaszenki Natalla Ejsmant w materiale ONT, zdj.: ont

Podobnie jak inne sensacje ogłoszone w reportażu, budzi to jednak poważne wątpliwości. Jaki sens miałoby, żeby osoba poszukiwana przez polską policję miała pomagać w przekroczeniu granicy z Polską? Portal Tut.by zadaje więcej pytań: kiedy były prowadzone działania KGB; które z zaprezentowanych rozmów są inscenizacją, a które są prawdziwe; jaki był sens angażować w to wyższych rangą urzędników biorąc pod uwagę możliwe straty wizerunkowe? Oraz czy udział Natalli Ejsmant i Dzmitryja Baskawa w zrywaniu biało-czerwono-białej symboliki był naprawdę częścią „operacji KGB” czy jedynie próbą zatuszowania kompromitujących ich nagrań.

„Sam widziałeś, powaliłem go, ale był przytomny” – znajomi Łukaszenki opowiadają o zabójstwie Bandarenki

pp/belsat.eu wg Tut.by, Euroradio

Wiadomości